Rewolucyjny czujnik na grypę

Rewolucyjny czujnik na grypę

Polskie urządzenie wykryje wirusa. Jeśli tylko znajdą się na to środki

Dr inż. Dawid Nidzworski został wyróżniony tytułem VIPI – Very Important Polish Innovator przez Fundację Polskiego Godła Promocyjnego w ramach projektu Młodzi Liderzy Innowacji. Na Międzyuczelnianym Wydziale Biotechnologii Uniwersytetu Gdańskiego i GUMed pracuje także nad jadalną szczepionką przeciwko wirusowi grypy. Jest to projekt finansowany z programu LIDER prowadzonego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju.

Dawid Nidzworski z firmy ETON Group pracuje z zespołem nad testem do wykrywania wirusów grypy. Dotychczas lekarze nie zawsze poprawnie diagnozowali stan pacjentów. Zdarzało się, że na różne dolegliwości przeziębieniowe przepisywano antybiotyki, które nie działają na wirusy grypy.

Jak wygląda czujnik do badania obecności wirusa grypy?

– Nie powinien być większy od pendrive’a. Każdy pacjent będzie badany oddzielnym czujnikiem po pobraniu wymazu. Czytnik umożliwiający poznanie wyniku będzie urządzeniem wielkości telefonu komórkowego. Chcielibyśmy, by znalazł się on w każdym gabinecie lekarskim. Nasza grupa pracuje także nad podobnym urządzeniem do domu, dostępnym dla osób prywatnych.

Skąd wiadomo, że taki czujnik działa?

– Na razie testowaliśmy urządzenie na modelu laboratoryjnym, tu mieliśmy stuprocentową skuteczność. Jednak do użytku można wprowadzić tylko takie, które przeszło badania kliniczne.

Chodzi o badania na ludziach?

– Tak, ale to niezwykle kosztowne, zwłaszcza że próba musi być bardzo liczna, co najmniej 10 tys. osób. Mamy nadzieję, że zaczniemy te badania na początku sezonu grypowego, czyli w listopadzie 2016 r. Jednak wszystko zależy od inwestorów. Chciałbym cały projekt robić w Polsce.

Nie można skorzystać ze środków publicznych, np. Ministerstwa Zdrowia, Ministerstwa Nauki albo funduszy europejskich?

– Próbowaliśmy, ale nie przyznano nam dotacji. Spotykałem się nawet z ministrem zdrowia poprzedniego rządu. Wyrażał zainteresowanie projektem, ale jego kadencja się skończyła. Rozmowy z rządem są zresztą bardzo trudne. Mam tylko nadzieję, że innowacja będzie znaczyć dla rządu więcej niż samo słowo, bo czas ucieka, a w przypadku innowacji to główny wróg.

Liczycie na środki prywatne. Czy to może być kapitał zagraniczny?

– Nietrudno sprzedać pomysł za dobre pieniądze bogatemu partnerowi z Zachodu. Musimy tylko zadać sobie pytanie, czy chcemy całą naszą wiedzę, nasze pomysły sprzedawać na Zachód, czy chcemy, by Japonia, Izrael albo USA zarabiały na tym, co zostało stworzone na uczelni w Polsce. Na styku nauki z biznesem jest coraz lepszy klimat, jednak rozwój i poprawa postępują za wolno.

Ile pieniędzy trzeba, aby zrealizować projekt i wdrożyć go do masowej produkcji?

– Na pierwszy etap badań klinicznych potrzeba 2-3 mln zł. Wiele zależy od tego, czy testowane urządzenie będzie niezawodne, czy będzie wymagało poprawek, które sprawią, że wydamy więcej pieniędzy. Na razie pracujemy m.in. nad miniaturyzacją czujnika. Przewidujemy, że gdy wejdzie on już do normalnej praktyki, będzie kosztował ok. 10 zł. Naszym zdaniem to niewiele i niska cena pojedynczego czujnika też jest argumentem dla konkurencji, że potrafimy zrobić coś lepiej i taniej.

A co proponuje konkurencja?

– Na rynku są urządzenia do wykrywania wirusów grypy, ale o małej skuteczności i dokładności. Dlatego nasi lekarze rzadko z nich korzystają. Nowy czujnik daje wynik prawie natychmiast dzięki zastosowaniu urządzeń elektronicznych, które błyskawicznie analizują próbkę.

Kiedy wasze czujniki wraz czytnikami trafią do gabinetów lekarskich?

– Myślę, że za dwa-trzy lata. Jestem optymistą i uważam, że nam się uda. Gdyby jednak sprawa się przeciągała, to na pewno w innym kraju pojawi się urządzenie o podobnym charakterze. Jeśli zdążymy, będziemy pierwsi w lokalizowaniu wirusów grypy tą metodą nie tylko w Europie, ale i na świecie.

Foto: archiwum prywatne

Wydanie: 19/2016

Kategorie: Zdrowie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy