Rodzina, która wywołała epidemię

Rodzina, która wywołała epidemię

Uzależnienie od leków opioidowych szybko przełożyło się na zwiększone zażywanie narkotyków

Korespondencja ze Stanów Zjednoczonych

W czasach gdy amerykański sen stał się własną karykaturą, saga rodu Sacklerów jest jak wyjątek potwierdzający regułę. Rodzina, która wpędziła Amerykę w bezprecedensową na skalę świata epidemię uzależnień i śmierci z powodu zażywania opioidów, właśnie przegrała, a jednocześnie wygrała ciągnącą się od prawie 15 lat rozprawę przeciwko jej praktykom biznesowym. Zachowa majątek, immunitet od kolejnych pozwów sądowych, a nawet nadal będzie mogła produkować i sprzedawać leki, w tym opioidowe.

Sacklerowie to właściciele założonego jeszcze w 1892 r. koncernu farmaceutycznego Purdue Pharma, który przez ostatnie 25 lat zbijał fortunę na produkcji i sprzedaży leków przeciwbólowych, wśród których gwiazdą był oxycontin – lek na bazie opioidu oksykodonu, silnie uzależniający, zwykle stosowany u pacjentów z bólem nowotworowym i pooperacyjnym. Sacklerowie, co zostało im wyczerpująco udowodnione, doskonale zdawali sobie sprawę z uzależniających właściwości oxycontinu, a jednak, począwszy od połowy lat 90., z premedytacją reklamowali lek, także w środowisku medycznym, jako całkowicie bezpieczny przy długotrwałym stosowaniu, w tym w leczeniu umiarkowanego bólu, nagradzając szpitale i lekarzy, którzy wykazywali się szczególną gorliwością w stosowaniu medykamentu.

Rewelacje, że agresywna promocja oxycontinu opierała się na informacyjnej manipulacji, wstrząsnęły Ameryką już w 2007 r., gdy firma po raz pierwszy została postawiona w stan oskarżenia. Sprawę o oszustwo marketingowe, które przełożyło się na skokowy wzrost uzależnień i śmierci z przedawkowania oxycontinu, a z czasem jego ulicznych odpowiedników, wniósł prokurator generalny Kentucky, występując w imieniu mieszkańców Appalachii, jednego z najbiedniejszych i najwcześniej dotkniętych epidemią opioidalną regionów USA. Koncern przyznał się do winy i w ramach kary zgodził się wypłacić stanowi Kentucky 600 mln dol., sumę jak na owe czasy bezprecedensową w kręgu spraw o nadużycia farmaceutyczne. Prezes i firmowy adwokat, główni oskarżeni w procesie, zostali obciążeni dodatkową karą 34 mln dol.

Co się odwlecze, to uciecze

Choć oszustwo Purdue Pharmy wyszło na światło dzienne, nie oznaczało to natychmiastowych problemów ani dla koncernu, ani dla zawiadującej nim rodziny. Amerykańskie prawo jest sprawiedliwe, ale potrafi być nierychliwe – tym bardziej, im większe pieniądze wchodzą w grę. Kolejne lata przyniosły wysyp pozwów ze strony osób indywidualnych i całych organizacji, w tym stanowych, występujących z ramienia ofiar nieświadomego uzależnienia od opioidów. Do odpowiedzialności karnej i finansowej w wysokości miliardów dolarów pociągnięci zostali dystrybutorzy i sprzedawcy oxycontinu (m.in. sieć aptek Walgreens), podobnie jak inni producenci opioidów, tacy jak Johnson&Johnson czy Teva Pharmaceutical Industries. Świadomość, że leki opioidowe to kluczowy element kryzysu zdrowotnego, zakorzeniła się w publicznej świadomości niczym stuletni dąb, a jednak rodzina stojąca w centrum skandalu nadal spokojnie zarządzała firmą i bogaciła się. Przez ćwierć wieku zyski ze sprzedaży oxycontinu zasiliły rodzinne konto sumą rzędu 13 mld dol.

Proces upadłościowy Purdue Pharmy ruszył dopiero w 2019 r., 12 lat od wybuchu skandalu. A potem trzeba było jeszcze dwóch lat, by negocjacje między Sacklerami a stronami pozywającymi i prokurującymi upadłość – prokuratorami generalnymi większości stanów – zakończyły się porozumieniem i ustaleniem warunków bankructwa na drodze polubownej rekompensaty dla poszkodowanych w wysokości 10 mld dol.

Długo oczekiwany wyrok zapadł 1 września tego roku i stało się jasne: Sacklerowie wyszli z tej batalii obronną ręką. Koncern Purdue Pharma został formalnie ogłoszony bankrutem, ale przewodniczący rozprawie sędzia Robert Drain z Wydziału ds. Upadłości w White Plains w stanie Nowy Jork przychylił się do wszystkich najważniejszych warunków/żądań Sacklerów. O ile więc przekażą w ciągu najbliższej dekady 4,5 mld dol. na konta organizacji stanowych i społecznych walczących z epidemią uzależnień, oni sami oraz setki ich wspólników i byłych współpracowników (lista nazwisk ma 12 stron) otrzymają immunitet od odpowiedzialności prawnej w przyszłości. I choć 4,5 mld dol. to gigantyczna suma, majątek Sacklerów na tym nie ucierpi. „Deal upadłościowy nakazuje Sacklerom wycofać się z biznesu, ale pozwala zrobić to w sposób, który umożliwi im zachowanie, a potencjalnie i dalsze pomnażanie majątku, szacowanego w chwili obecnej na 11 mld dol.”, zareagowali na orzeczenie sędziego Draina Jeremy Hill i Sophie Alexander z serwisu ekonomicznego Bloomberg w tekście „Sacklerowie wychodzą ze skomplikowanej sprawy upadłościowej z miliardami w kieszeni”.

Co więcej, wyrok pozwala Sacklerom na utworzenie na gruzach starej firmy nowego koncernu, który w dalszym ciągu może produkować i sprzedawać farmaceutyki, w tym produkty opioidowe. Zabezpieczeniem nowego tworu korporacyjnego przed ewentualną korupcją ma być jedynie fakt, że jego zarząd będzie wybierany z puli osób publicznych, a firma będzie funkcjonowała jak public trust operation. Czyli zyski powinny być przeznaczane na cele publiczne, w tym wypadku zdrowotne. W przypadku konfliktu konsumenta z firmą w litygacji musi uczestniczyć przedstawiciel rządu. I tutaj uwagodygresja, bardzo istotna dla  zrozumienia, czym była/jest sprawa upadłości koncernu i dalszych losów jego właścicieli. Mimo udowodnionej winy Sacklerom nigdy nie brakowało wsparcia ani przyjaciół w najwyższych kręgach. Ich obroną jawnie zajmował się swego czasu m.in. Luther Strange, republikański senator z Alabamy, a wcześniej prokurator generalny tego stanu oraz szef Związku Republikańskich Prokuratorów Generalnych (sprawował tę funkcję do 2017 r.). Strange agitował republikańskie środowisko do działań na rzecz powstrzymania fali pozwów przeciw koncernom farmaceutycznym, nazywając je „społeczną fanaberią”.

Co się opłaci, to się odwdzięczy

Najbardziej gorzkie jest jednak to, że Sacklerowie nie zostali przez sędziego Draina zobligowani do żadnych formalnych przeprosin za dramat, do którego się przyczynili. Nic dziwnego, że w dniu ogłoszenia wyroku przed budynkiem sądu nie zabrakło demonstrantów z napisami: „Moralnie upadły sąd upadłościowy sędziego Draina”. Piszący gościnnie dla „New York Timesa” Ryan Hampton, były wiceszef komitetu Official Unsecured Creditors (w tym przypadku ofiar epidemii uzależnień od oxycontinu – przyp. red.) uczestniczący w postępowaniach upadłościowych Purdue Pharma, także nawiązuje do kompromitującego amerykański sąd wyroku, wskazując jednocześnie korupcję wymiaru sprawiedliwości. W artykule „Sacklerowie odchodzą w stronę zachodzącego słońca. Potrzebna nam reforma systemu” Hampton pisze: „Sacklerowie skorzystali na systemie, który grozi palcem przestępcy, a ofiarę zostawia samą sobie. (…) Do poszczególnych komisji powołano dużo więcej przedstawicieli korporacji niż przedstawicieli »ludzkich« ofiar epidemii opioidowej. Farmaceutyczny korpoświat przybył do sądu udowadniać, że i jemu należy się od Purdue przyzwoite odszkodowanie. Obecność ofiar w procesie postępowania upadłościowego traktował jak część gierki potrzebnej tylko po to, by doszło do porozumienia stron, a Sacklerowie w końcu wyszli wolni”. Wspomniana suma 10 mld w ramach odszkodowań od Purdue Pharma to ogromne pieniądze, a jednak, jak twierdzi Hampton, większość ofiar bądź rodzin zmarłych nie będzie mogła liczyć na odszkodowanie wyższe niż 38-45 tys. dol. właśnie przez to, ile „system” pozwolił zgarnąć korpofarmie.

Wreszcie do podejrzeń, że werdykt w sprawie Sacklerów mógł być ustawiony, skłania fakt, że sędzia Drain nie przejął się postawą samego Departamentu Sprawiedliwości. „Takie rozwiązanie sprawy pozwoli Sacklerom de facto uniknąć odpowiedzialności za przestępstwo napędzania jednego z najpoważniejszych kryzysów zdrowotnych w historii USA i czerpania z niego profitów finansowych. Jest to nielegalne i niekonstytucyjne”, napisał w oświadczeniu z ramienia Departamentu Sprawiedliwości sędzia William Harrington. Departament zapowiedział już, że będzie się odwoływał od decyzji Draina. Stawką jest przecież nie tylko sama sprawiedliwość, ale i ustanowienie precedensu na przyszłość.

Jedno pociesza. Choć Sacklerowie po dziś dzień utrzymują, że nie zrobili nic złego, a nawet usiłują publicznie skarżyć się na ostracyzm społeczny, jakiego coraz częściej doświadczają, opinia publiczna – w przeciwieństwie do korpoświata i niektórych elementów systemu sprawiedliwości – zwraca się przeciw nim. Kilkadziesiąt organizacji i instytucji, które przez dziesięciolecia przyjmowały od Sacklerów darowizny na inicjatywy społeczno-kulturalne, zakończyło współpracę z rodziną. Są wśród nich m.in. nowojorskie muzea sztuki Metropolitan i Guggenheim, brytyjskie galerie Tate oraz South London Gallery, a także Uniwersytet Columbia. Rośnie liczba publikacji dziennikarzy śledczych oraz byłych współpracowników Sacklerów, które obnażają kulisy rodzinno-korporacyjnej polityki w sposób niepozostawiający wątpliwości co do jej prawdziwej natury. W jednej z najlepiej udokumentowanych, „Imperium bólu” Patricka Raddena Keefe (2019), możemy przeczytać: „Gdy Purdue Pharma szykowała się w 1996 r. do wprowadzenia na rynek oxycontinu, Richard Sackler, członek rodziny i zarządu koncernu, wydał z tej okazji lunch, podczas którego poprosił gości, by wyobrazili sobie naturalne kataklizmy, takie jak trzęsienie ziemi, huragan czy śnieżycę. »Premiera oxycontinu przyniesie nam właśnie taki huragan recept, który zmiażdży naszą konkurencję«, rzekł wówczas Sackler. Pięć lat później, gdy pojawiły się pierwsze pytania o właściwości uzależniające oxycontinu, Sackler nakreślił strategię działania, z której Purdue stała się znana: »Będziemy obwiniać nie lek, lecz ludzi, którzy się od niego uzależnili. Musimy atakować uzależnionych w każdy możliwy sposób. Mówić, że to oni są problemem, oni, kryminaliści«”.

Co mówi statystyka

Nie można oczywiście nie przyjmować, że niechęć statystycznego Amerykanina do Sacklerów wypływa z prostego faktu, iż sprokurowana przez dynastię epidemia wciąż się rozwija i pogłębia. Uzależnienie od leków opioidowych szybko przełożyło się na zwiększone zażywanie narkotyków, po które uzależnieni sięgają, gdy nie mają już dostępu do recept – głównie heroiny oraz syntetyków typu fentanyl. W przeciwieństwie do liczby wydawanych recept ulicznych dragów nie sposób kontrolować. A fakty są miażdżące. Według rządowego ośrodka informacyjnego Drugabuse.gov w latach 1999-2019 z przedawkowania opioidów zmarło w USA ponad 820 tys. Amerykanów. Z uzależnieniem walczy co najmniej 2 mln ludzi. U co szóstego pacjenta przyjmującego leki opioidowe rozwija się nawyk, co dziesiąty w pewnym momencie sięga po heroinę, a wśród heroinistów aż 80% to ludzie, którzy zaczęli „przygodę” z dragami od oxycontinu właśnie. Pandemia koronawirusa, choć na logikę przymusowe siedzenie w domu powinno zmniejszyć dostępność narkotyków, okazała się najgorsza od lat. Z przedawkowania zmarło w 2020 r. aż 93 tys. ludzi, o 30% więcej niż z tej samej przyczyny w roku 2019 (CDC, 2021).

Choć epidemia uzależnień już w 2017 r. uzyskała oficjalny status public health emergency, nie przełożyło się to na zbyt wiele przedsięwzięć amerykańskich władz. Były to bowiem czasy prezydentury Trumpa i triumfu konserwatystów niechętnych każdemu programowi, który trąci socjalnym rozdawnictwem. Z jednej strony, nie przydzielono adekwatnych funduszy, z drugiej, Trump oddelegował do koordynacji działań w walce z narkomanią swoich zaufanych, lecz niekoniecznie kompetentnych znajomych: kumpla

Chrisa Christie (byłego republikańskiego gubernatora stanu New Jersey) oraz ulubioną doradczynię Kellyanne Conway. Zapanował „organizacyjny chaos” i po chwilowym wypłaszczeniu statystyk śmierci z przedawkowania w 2018 r. w roku 2019 znów poszybowały one w górę, bijąc dotychczasowy rekord (z 43 tys. w 2017 r. do 50 tys. w 2019 r.).

Wreszcie wdrażanie skuteczniejszych metod walki z opioidową epidemią utrudnia amerykański system opieki medycznej. Warstwą najbardziej dotkniętą kryzysem od początku byli najbiedniejsi Amerykanie – najpierw w większości środowiska białe, obecnie kolorowe – którzy nie mają ubezpieczenia, bo jest ono bardzo kosztowne. O ile więc nie mają dostępu do leczenia za darmo, o żadnym odwyku nie ma mowy. Koszt miesięcznej kuracji np. uznawanymi przez Światową Organizację Zdrowia za tzw. leki podstawowe buprenorfiną czy metadonem, nie mówiąc nawet o nowoczesnym preparacie o spowolnionym uwalnianiu, vivitrolu (naltreksonie), to od 500 do 1,2 tys. dol. miesięcznie (dane National Institute of Drug Abuse).

Rozwiązanie problemu nie będzie łatwe. Nie byłoby prostych recept nawet wówczas, gdyby Sacklerowie zostali przykładnie pociągnięci do odpowiedzialności za swoje przestępstwa, choć oczywiście każdy grosz jest tu na wagę złota i żadna dodatkowa kwota nie byłaby bez znaczenia. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że Sacklerowie mimo wszystkich swoich win mogliby odegrać ważną rolę. Amerykanie pozostają społeczeństwem niebywale otwartym i podatnym na wpływ jednostki. Charyzma jest ważna i w polityce, i w życiu społecznym, a bodaj najlepszym tego przykładem jest zawrotna kariera celebrytów i influencerów. Do tego społeczeństwo to zdolne jest szybko zapominać i przebaczać, o ile widzi szczerą skruchę i chęć poprawy – to część tutejszego DNA, biorąca się z purytańskiego światopoglądu, wedle którego nigdy nie jest na późno na naprawę błędów i odkupienie. Poważne zaangażowanie Sacklerów w kampanie na rzecz leczenia uzależnień pospołu z publicznymi przeprosinami i stylem bycia bardziej świadczącym o skrusze mogłyby być dla Ameryki inspiracją i przykładem, których potrzebuje. Jednocześnie cudownym i nie mniej inspirującym dowodem, że krajem rządzą nie tylko wielkie fortuny skoordynowane z systemem obliczonym na ich krycie i wspieranie, ale także poczucie przyzwoitości i społecznej solidarności. Tyle że dynastia Sacklerów nie wydaje się zainteresowana tego rodzaju bohaterstwem i spuścizną. Wielka szkoda.

Fot. AP/East News

Wydanie: 41/2021

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy