#Royalwashing, czyli pranie wizerunku arystokracji

#Royalwashing, czyli pranie wizerunku arystokracji

Zamieszanie wokół wywiadu Oprah Winfrey z parą książęcą mówi sporo o toksycznej relacji mediów i monarchii

Gdy księżna Sussex Meghan Markle i książę Harry udzielili amerykańskiej celebrytce i legendzie telewizyjnych anten Oprah Winfrey wywiadu, świat jakby cofnął się o ćwierć wieku. Jak w czasach, gdy bohaterką masowej wyobraźni była księżna Diana, a debatą publiczną trzęsły tabloidy – znów miliardy śledziły losy czołowej pary angielskiej arystokracji. Także niechętni brytyjskiej monarchii Amerykanie i Europejczycy zyskali okazję, by coś powiedzieć i włączyć się do debaty, nawet jeśli z domieszką schadenfreude wobec uczestników tego arystokratycznego dramatu. Namnożyło się ekspertów, którzy dołączyli do jednego z naprędce uformowanych obozów „za” i „przeciw” – a media społecznościowe dały im dość przestrzeni, by mogli swoimi poglądami się podzielić.

Zjawisko chwilowej przynajmniej Marklemanii było prawdziwe. Analityka ruchu w internecie podpowiada, że o księciu i księżnej będzie w świecie najgłośniej od ich ślubu w 2018 r. A są szanse, że przy odrobinie pomocy ze strony nakręcających sensację algorytmów zainteresowanie Harrym i Meghan osiągnie historycznie najwyższy poziom. Jest coś fascynującego w tym, jak w trakcie pandemii wróciła – nawet jeśli na chwilę – ta najbardziej eskapistyczna i odrealniona ze wszystkich rozrywka, czyli śledzenie losów koronowanych głów i ich potomków.

Co po tygodniu od wybuchu tej niespodziewanej celebrycko-medialnej bomby wiemy i co o świecie mediów mówią nam reakcje na wywiad udzielony Oprah Winfrey?

Wielka i goście

Oprah Winfrey to ikona amerykańskiej telewizji. 67-letnia prezenterka jest żywą legendą i kimś, kto majątkiem i rozpoznawalnością w Ameryce po stokroć przyćmiewa nie tylko księżną i księcia, ale również królową angielską. Przypomniała więc światu o mocy celebryckiego wywiadu jako gatunku telewizyjnego w takim samym wymiarze, w jakim Meghan i Harry przypomnieli o sobie. Skądinąd dość bezpiecznie można się zakładać, że jako marka i nazwisko Oprah spokojnie przebije książęcą parę.

W rozmowie kluczowe okazały się wątki rasizmu, problemów psychicznych i myśli samobójczych księżnej na dworze oraz dehumanizującego życia w złotej klatce rodziny królewskiej. Meghan opowiadała, że rodzina królewska zastanawiała się, jak ciemna będzie skóra jej dziecka, i nie chciała jej pomóc, gdy przeżywała kryzys psychiczny. Pojawiające się w rozmowie drażliwe tematy doskonale dopasowywały się do tego, z czym podzielona według linii tożsamości, koloru skóry i płci Ameryka może się identyfikować i dzięki czemu łatwo wskazać dobrych i złych bohaterów tej historii. Był to celebrycki dramat, ale zarazem bardzo bliski wszystkich wrażliwych punktów aktualnej amerykańskiej debaty publicznej.

„Trudno oprzeć się wrażeniu, że duża część dwugodzinnej rozmowy rozegrała się według jakiegoś scenariusza i nie była w pełni autentyczna. To produkt na użytek Hollywood”, pisał na stronach internetowych „Polityki” Marek Rybarczyk, autor książki „Zmierzch świata Windsorów”. I dodawał, że ujawnione w rozmowie intymne szczegóły (chociażby płeć dziecka, którego spodziewa się para) pojawiły się najprawdopodobniej w wyniku szczegółowej umowy ze stacją CBS. To niby oczywistość, o czym jednak łatwo w chwilach euforycznego klikania w kolejne nagłówki zapomnieć – tematy tych rozmów i poziom ingerencji w prywatność odpytywanych są wcześniej uzgadniane. Ich efekt zaś to wyczyn łączący twórczo dziedziny PR, zarządzania kryzysowego i komunikacji. Dziennikarstwo jest jednym z elementów całej układanki.

Kto kogo nabiera?

Niezależnie od tego, ile wątków było ustawionych, widzowie i komentatorzy zadawali sobie po seansie w CBS śmiertelnie poważne pytania. Czy Meghan mogła targnąć się na życie? Czy Windsorowie to klan potworów? Czy Wielka Brytania powinna przepraszać za rasizm? Czy cierpienia Markle są w jakiś sposób symptomatyczne dla nierównego traktowania Brytyjczyków o innym niż biały kolorze skóry?

Część tych dyskusji – z powodu potencjału do generowania oburzenia – przeskakiwała z łatwością granice. Amerykańskie media cytowały Brytyjczyka Piersa Morgana, znanego także z nie do końca udanej kariery medialnej w USA. Piers pisał o hańbie, jaką wywiad okrył Harry’ego i Meghan. Zadowoleni wydawcy mediów publikowali na prawach cytatu wściekłe monologi Morgana i odpowiedzi jego polemistek. Bo z kolei w USA tak jawny spór o rasę i połajanki ze strony starszego, białego mężczyzny już by nie uszły. Morgan zaś wyżywał się, mówiąc o „nieszczerej, potwornej, jednostronnej, egoistycznej paplaninie” royalsów. Nie znalazł u Amerykanów zrozumienia, nawet jeśli zdobył oglądalność i zasięgi. Wkrótce zresztą te komentarze ściągnęły na niego kłopoty i w ojczyźnie. Konserwatywny prezenter w ogniu polemiki ostatecznie uciekł z planu własnego programu na antenie BBC.

Z nieprzeniknionych po tej stronie oceanu powodów amerykańska prasa uznała bowiem wywiad Winfrey za triumf dziennikarstwa. „Oprah pokazała, jak przeprowadza się wywiady”, pisał „New York Times”. W tym samym tonie komentował „Washington Post” i dodawał, że „każdy dziennikarz może się czegoś od niej nauczyć”. Na stronach CNN historyczka i medioznawczyni Nicole Hemmer ogłosiła, że mamy do czynienia z dziennikarskim Olimpem. „To kwintesencja wywiadów Oprah. Czołowa spowiedniczka kraju od ponad ćwierćwiecza znana jest ze zdolności do wydobycia z człowieka jego emocji i czułych punktów, które pokazuje następnie jako prawdziwe sedno ich bycia. Te słowa – wrażliwość, autentyzm, emocje – to trzon marki Winfrey”, czytamy. Skąd ten zachwyt?

Do wyjaśnienia użyteczny będzie klucz polityki tożsamości czy trwających w Ameryce wojen kulturowych. Meghan, Harry i ich dzieci (jedno w drodze) zostali uznani za ofiary i choć są milionerami celebrytami, należy się im zgodnie z regułami tej konwencji specjalna ochrona. Fakt, na ile ich rozterki i osobisty dramat powstały w wyniku niebywałego przywileju, został tu pominięty. W czasie powszechnych językowych i symbolicznych wojen wokół takich słów jak wykluczenie, dyskryminacja i dominacja to prywatna krzywda i nieszczęście okazują się ważniejsze niż pozycja w społeczeństwie. Księżna może być Kopciuszkiem. Czy to jednak rzeczywiście pomaga w walce z dyskryminacją, rasizmem lub stygmatyzacją osób z problemami psychicznymi?

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 11/2021, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Fot. East News

j.dymek@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 11/2021

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy