Ani rusofobia, ani naiwność

Ani rusofobia, ani naiwność

Myśląc o polityce wschodniej, trzeba zawsze myśleć przede wszystkim o naszym bezpieczeństwie


Witold Jurasz – dziennikarz Onetu, były chargé d’affaires RP na Białorusi, dyplomata w Moskwie oraz pracownik Zakładu Inwestycji NATO


Z okładki twojej książki „Demony Rosji” patrzy na nas złowroga twarz Władimira Putina na krwistoczerwonym tle. Cały ten kolaż może sugerować, że mamy w rękach pewnego rodzaju czarną księgę albo inny alfabet zbrodni Rosji w ostatnich latach. A o czym tak naprawdę jest to książka?
– Jest o Rosji, o polityce zagranicznej, w tym naszej polskiej – ten ostatni rozdział jest skądinąd raczej mało optymistyczny. Ale demony, o których mówię w tytule, to są często tak naprawdę demonki. To, co widziałem, pracując w Rosji jako dyplomata, to zło codzienne, drobne, powierzchowne, a nie zbrodnie wojenne i zło takiego formatu jak np. w Buczy. Większość Rosjan nie jest zbrodniarzami wojennymi. Tyle że większość Niemców też nie sypała własnoręcznie cyklonu B do komór gazowych. Nie zmienia to faktu, że w większym lub mniejszym stopniu większość Niemców żyjących wtedy i większość Rosjan żyjących dziś ponosi jakąś odpowiedzialność za wojnę. I nie mówię tu nic odkrywczego, bo to w gruncie rzeczy stare pytanie o banalność zła. Nie w każdym w Rosji siedzi wielkie zło, ale – jak widać – to mniejsze, jeśli się z nim nie mierzyć, ostatecznie może znaleźć swoje ujście w Buczy.

Odwieczne filozoficzne pytanie, unde malum, skąd zło.
– Są dwie szkoły myślenia, jedną nazwijmy liberalną, a drugą konserwatywną. Pierwsza mówi, że z demokracji wypływa pewna kultura. Druga, na odwrót – że potrzebujemy pewnej kultury, na której może wyrosnąć demokracja. Moja książka jest głosem, który mówi, że w Rosji tego podglebia nie ma. A że, inaczej niż np. w Japonii po wojnie, nie da się zastosować i tego pierwszego modelu, to na demokrację w Rosji szans w mojej ocenie nie ma.

No właśnie: zło codzienne, powierzchowne, zło wynikające z codziennych aktów rasizmu, szowinizmu, pogardy do innych, w tym współobywateli.
– Zacznę od stwierdzenia, które zabrzmi prowokacyjnie. Otóż ja Rosjan w zasadzie lubię: szczerych, otwartych ludzi, dużo bardziej niż my spontanicznych. Ale ich sympatia i otwartość kończy się w momencie, gdy porusza się tematy polityki zagranicznej. Wtedy z tego sympatycznego Rosjanina wychodzi najczystszej wody szowinizm. Co gorsza, ten nieraz dziki nacjonalizm jest podświadomy – oni po prostu szczerze wierzą, że Ukraińcy to nie jest żaden inny naród mający takie same prawa jak Rosjanie. Autorytaryzm w Rosji z kolei przejawia się na każdej płaszczyźnie życia codziennego, w każdej formie relacji międzyludzkich.

No i jest jeszcze kwestia tych relacji. W Rosji jeśli jesteś bogaty, to jesteś bogiem. Jeśli jesteś biedny, jesteś nikim. Wiara lewicy, jakoby Rosja miała sobą symbolizować jakieś przeciwieństwo zachodniego turbokapitalizmu, jest tak samo niemądra jak wiara prawicy w to, że Rosja jest jakimś konserwatywnym i wolnym od zachodniej demoralizacji społeczeństwem. W Rosji znajdziesz dziś i całkowite zaprzeczenie wartości prawicowo-konserwatywnych, i przeciwieństwo współczesnych wartości lewicowo-postępowych.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 36/2022, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Fot. Krzysztof Żuczkowski

Wydanie: 36/2022

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy