Rząd boi się rozmawiać

Rząd boi się rozmawiać

Jeśli władza chce zapobiec niepokojom społecznym, buntowi, powinna prowadzić dialog. I reagować na ostrzeżenia

Jan Guz – przewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych

W 2015 r. Komisję Trójstronną zastąpiono Radą Dialogu Społecznego. Miało być lepiej. Rzeczywiście jest? Czy jest w Polsce atmosfera, żeby rozmawiać, prowadzić dialog?
– Liczyliśmy, jako ruch zawodowy, że wraz z ustawą poprawi się współpraca między głównymi partnerami dialogu społecznego.

I poprawiła się?
– Po pierwszych kurtuazyjnych spotkaniach dialog spowolnił. Co prawda, odbywają się spotkania rady i jej komisji, ale to bardziej wymiana informacji niż negocjacje. Dodatkowe obwiązki i uprawnienia – powoływania członków Rady Dialogu Społecznego – otrzymał prezydent. Początkowo przy powoływaniu przewodniczącego prezydent uczestniczył w pierwszym spotkaniu. Ale przy ostatniej nominacji już go nie było. Osłabła rola dialogu dwustronnego pracodawcy-związki zawodowe. Dotyczy to i zawierania porozumień, i wdrażania przez rząd uchwał dwustronnych partnerów społecznych. Zły przykład idzie niestety z góry, czyli od rządu. Gdy premier, ministrowie prowadzą dialog i poważnie traktują partnerów, schodzi to wszystko w dół, do województw, do zakładów pracy. Ale gdy tych rozmów na górze nie ma lub są pozorowane – nie ma ich i na dole.

Dlaczego ten rząd nie chce rozmawiać?
– Rządzący uważają, że wiedzą lepiej. Że wygrali wybory, więc wszystko jest ich, wszystko mogą. Być może teraz, przed samymi wyborami, dialog się poprawi, ale to może być za późno.

Będzie to rządowi pamiętane.
– Nieumiejętność prowadzenia dialogu społecznego wywołuje protesty. Popatrzmy, jak to wygląda w oświacie – brak dialogu, Solidarność negocjuje osobno z rządem, pozostałe dwie centrale są zmuszone do oddzielnych rozmów. Pani minister opuszcza salę, w której miały być obrady… Przypomina się rok 1993, kiedy negocjowano pakt o przedsiębiorstwie państwowym. Poszczególne centrale związkowe siedziały w różnych salach, a minister krążył od sali do sali. Miałem nadzieję, że to już historia.

I wisi nad nami strajk pracowników oświaty.
– Poza edukacją mamy zapowiedzi protestów w ochronie zdrowia, w ZUS, burzą się pracownicy cywilni wojska, obsługa rolnictwa, szeroko rozumiana budżetówka. Głównym zadaniem RDS jest konsultacja budżetu. Tymczasem przeprowadzono ją bardzo pobieżnie, po wymaganych terminach, nie wszystkie dokumenty przedłożono partnerom społecznym. A do naszych propozycji w ogóle się nie odniesiono i nie skomentowano ich. Brak dialogu społecznego wywołuje niepokoje nie tylko w Polsce. Popatrzmy, co się dzieje na ulicach Paryża czy Budapesztu. Jest to więc uniwersalna reguła – jeśli władza chce zapobiec niepokojom społecznym, buntowi, powinna prowadzić dialog. I reagować na ostrzeżenia.

Z pańskich słów wynika, że nie prowadzi.
– To dodam jeszcze jedno: rząd unika sytuacji, w których musiałby konsultować się ze związkami zawodowymi. Przeprowadza swoje zamiary za pomocą ustaw poselskich lub tzw. specustaw. Nie są one konsultowane z partnerami społecznymi. Chociażby ostatnia ustawa dotycząca utrzymania stawek VAT. Gdy upominaliśmy się w tej sprawie, powiedziano nam, że rząd może to zrobić ustawami okołobudżetowymi lub poselskimi, przy których możliwość konsultacji jest ograniczona. Tym samym społeczeństwo nie może się przygotować do nowych zasad wprowadzanych ustawą, przedsiębiorcy nie mogą się przygotować do zmieniającej się sytuacji, a pracownicy nie mają czasu, by się przygotować do przestrzegania nowych przepisów.

Rząd myśli sobie: po co z wami rozmawiać, skoro zawsze będziecie przeciw.
– Nie jesteśmy zawsze przeciw. OPZZ dało temu wyraz kilkakrotnie. Chociażby nasza propozycja zniesienia 30-krotności w składce na ubezpieczenie społeczne. My byliśmy za. Do tej pory było tak, że jeśli ktoś przekroczył 30-krotność średnich poborów, to już na ZUS składki nie odprowadzał. A my uważamy, że od każdych dochodów składka powinna być odprowadzana.

Tak samo jak rząd.
– Tak! Bo jesteśmy wierni swoim zasadom – że każdy dochód powinien być opodatkowany i oskładkowany. Jest wiele ustaw, które aprobujemy, a jeśli chodzi o te, których nie aprobujemy – uzasadniamy brak akceptacji i mówimy, jakie jest oczekiwanie społeczne. Związki zawodowe dla każdego rządu są jak poduszka bezpieczeństwa – informują o nastrojach społecznych, o oczekiwaniach, pomagają rozładowywać nabrzmiewające konflikty i szukać wspólnych rozwiązań. Pozwala to zapobiegać strajkom, manifestacjom. Oczywiście często mówimy niewygodną dla rządzących prawdę. Jeśli rząd mówi ustami premiera, że chce, aby w Polsce były płace jak w Unii Europejskiej, to dlaczego – pytamy – zaskarża do trybunału w Luksemburgu dyrektywę równa praca, równa płaca?

Tę o pracownikach delegowanych – że Polacy delegowani do pracy na zachodzie Europy mają zarabiać tak jak miejscowi, a nie tak jak w Polsce.
– Pytamy więc, dlaczego polski rząd nie chce, żeby Polacy zarabiali w Niemczech tak jak Niemcy. To niejedyne nasze postulaty. Domagamy się m.in. płacy minimalnej w wysokości 50% średniej krajowej. Uważamy, że Polska nie będzie się rozwijała, jeśli nie będzie wzrostu wynagrodzeń. A cały czas jesteśmy w ogonie Europy, jeśli chodzi o wynagrodzenia. Mamy 30 lat gospodarki wolnorynkowej, a pobory – ciągle trzy razy mniejsze niż w Europie. Żeby więc obywatele zostawali w kraju, żeby nie emigrowali, musimy mieć w Polsce wyższe wynagrodzenia. Wtedy fachowcy zostaną. A poprzez to będzie rozwój techniczny, gospodarczy, naukowy.

Jak więc określiłby pan taktykę rządu wobec RDS i związków zawodowych?
– Jakie rząd ma podejście do dialogu społecznego? Wymiguje się. Nie traktuje go poważnie. Władza uważa, że jest nieomylna i nikt nie powinien się wtrącać do tego, co robi. Mamy wiele lat doświadczeń w dialogu społecznym i przykro, że ciągle jesteśmy w lesie. A przecież zgodnie z konstytucją dialog społeczny powinien stanowić jeden z fundamentów sprawowania władzy.

Ale rząd myśli, że wy mówicie: dialog, a tak naprawdę chodzi o podwyżki, których się domagacie. Po co więc się szarpać?
– Nieprawda! Gdy weźmiemy do ręki ustawę o Radzie Dialogu Społecznego, zobaczymy, ile ona stwarza możliwości. Na przykład daje inicjatywę występowania o interpretację do Sądu Najwyższego czy stwarza możliwość inicjowania prac ustawodawczych. Tylko trzeba pracy i dobrej woli, by te mechanizmy uruchomić. A z tym różnie bywa. Podam przykład – kiedy zgłosiliśmy naszą inicjatywę o prawie do emerytury ze względu na staż pracy, rządziła koalicja PO-PSL. Wtedy Kosiniak-Kamysz nie podjął tej inicjatywy. A jak przestał rządzić, uznał, że to dobry pomysł, i zgłosił jako swoją ustawę. Z kolei PiS, które akceptowało tę ideę, gdy było w opozycji, teraz mówi, że nie. To źle, że w życiu gospodarczym rządzą partyjniactwo i politykierstwo, a nie polityka. W związku z tym dialog społeczny powinien być ostoją, głównym motorem porozumienia. Czynnikiem zapewniającym współdziałanie, wyłączającym poza nawias politycznych bitew konkretne sprawy społeczne. Ale politycy do tego jeszcze nie dojrzeli.

Członkowie rządu przychodzą na posiedzenia RDS?
– Pani minister pracy stara się być. Jest ona albo jej zastępca. Ale oni, w większości przypadków, są niedecyzyjni. Bo w sprawach zmiany filozofii wydatkowania środków, także na płace, decyzyjny jest minister finansów.

A przedstawiciele resortu pracy przyjdą, posłuchają i tyle z tego…
– Nie można zawsze nam tłumaczyć, że nie ma pieniędzy. Nie można ignorować propozycji związkowców. Tym bardziej że przedstawiamy dobre rozwiązania – np. prawo do emerytury ze względu na staż pracy. Wszyscy mówią, że to jest dobre! Przepracowałeś 40 lat – masz prawo do emerytury.

Nie można wysyłać na posiedzenie RDS politycznych harcowników. Nie można zachowywać się tak jak jeden z ministrów, który, proszony o spotkanie, dał do zrozumienia, że nie ma czasu na rozmowę z wiceprzewodniczącym RDS. Choć w jego resorcie wzbiera kryzys, ludzie szumią… Powinniśmy rozmawiać nawet o trudnych sprawach, bo brak dialogu prowadzi do kłopotów, odbiera państwu i rządzącym powagę. Na przykład łamana jest ustawa o RDS. Rada powinna się spotykać raz na kwartał, a teraz mamy przerwę dłuższą, trwającą już pięć miesięcy. Rozmowy na forum RDS nie mogą być jałowe, jak dotychczas.

A za Platformy było lepiej?
– Nie było lepiej, ale to żadna pociecha. Ale czy teraz, gdy siadamy wspólnie do stołu, poprawiło się, skoro niewiele jesteśmy w stanie ustalić? Dalej w pełni nie zrealizowano trójstronnego porozumienia sprzed 10 lat, zamarły prace zespołów branżowych… Wciąż nie możemy stworzyć praktyki zawierania układów zbiorowych pracy, które są namacalnym efektem dialogu.

Może znów trzeba wyjść, tak jak wyszliście z Komisji Trójstronnej?
– Na tym etapie to byłby błąd. Nie można zrywać rozmów, gdyż są jedyną możliwością kontaktu z rządem. Z drugiej strony jest tak, że my chcemy prowadzić dialog, ale jesteśmy spychani do ściany. Tak jak w Locie – zero szans na porozumienie, więc przeprowadzamy referendum strajkowe, a sąd zakazuje strajku. I blokuje się nam możliwość dochodzenia racji. Ale żaden atak na związki zawodowe nie złamie naszych intencji, naszej wiary w potrzebę walki o prawa pracownicze.

A Solidarność? Też ma taką intencję czy już gra w coś innego?
– Przy strajku pracowników oświaty oni negocjują oddzielnie. To osłabia ruch zawodowy.

I co pan na to?
– Nie chciałbym rozbijać ruchu związkowego. Czasami trzeba zagryźć wargi, powiedzieć sobie: no dobrze, oni mają swoją ścieżkę, swoją koncepcję, jak wywalczą coś dla pracowników, to też dobrze. Było przecież tak, że my wychodziliśmy z niektórymi koncepcjami, a potem inni je powtarzali. Na przykład stawka godzinowa. To nasz pomysł, przeprowadzony do końca, zrealizowany. Teraz walczymy o niewygasający charakter emerytur pomostowych oraz o 35-40, czyli o prawo przejścia na emeryturę ze względu na staż pracy, dla kobiet – 35 lat, dla mężczyzn – 40 lat. Inne związki podchwytują te idee, bo to dobre rozwiązanie. Myślę więc, że też dojrzeją do przekonania, że nie ma co podchodzić do postulatów pracowniczych politycznie, że to w dłuższej perspektywie się nie opłaca. Sprawy dotyczące załóg w zakładach pracy są niepodzielne. Ludzie widzą, że trzeba rozmawiać. Że inaczej problemów się nie rozwiąże. Dialog nie powinien być siłowy, musi być partnerski. To niby sprawy oczywiste, ale nie wszyscy je rozumieją.

Fot. Krzysztof Żuczkowski

Wydanie: 4/2019

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy