Sądy nierychliwe i niesprawiedliwe

Sądy nierychliwe i niesprawiedliwe

Skoro mamy najwięcej po RFN sędziów w Unii, na jednego z nich przypada niespełna 5 tys. ludzi, to dlaczego tak źle oceniamy wymiar sprawiedliwości?

Z polskimi sądami nie jest niestety jak z Panem Bogiem. Są wprawdzie nierychliwe, ale niekoniecznie sprawiedliwe. Rychliwość lub nierychliwość – to łatwiej ustalić. Trudniej ze sprawiedliwością, której do końca zmierzyć się nie da. Jesteśmy więc, nomen omen, skazani na opinię społeczną i własne wrażenia.
Teoretycznie o tym, czy wyroki sądów są słuszne i sprawiedliwe, świadczy odsetek orzeczeń pierwszej instancji, które ostają się w niezmienionym kształcie na szczeblu odwoławczym. Teoretycznie – bo nie ma wzorca mówiącego o tym, jaki procent zakwestionowanych wyroków świadczy o wysokim poziomie merytorycznym i dobrej jakości orzecznictwa, a od ilu procent skutecznych odwołań zaczyna się bezprawie i obraza sprawiedliwości. W sądach stalinowskiej Polski w instancjach odwoławczych zmieniano – proporcjonalnie do liczby spraw – znacznie mniej wyroków niż dziś, co niekoniecznie jest dowodem na wysoki poziom praworządności i sprawiedliwości przed 60 laty. Wiadomo jednak, że generalnie im mniej orzeczeń zmienionych w drugiej i trzeciej instancji, tym lepiej.

Jak się odwołujemy

Przeciętnie apelacja jest wnoszona od około 35% wyroków. Można szacować, że w większości przypadków jest ona skuteczna. Z szacunkowych obliczeń przeprowadzonych przez Instytut Wymiaru Sprawiedliwości wynika, że apelację wnoszono w 11% wyroków sądów rejonowych (przedstawiciele wydziału statystyki Ministerstwa Sprawiedliwości podają tu wyższy odsetek, prawie 20%). Natomiast w przypadku sądów okręgowych, rozstrzygających najpoważniejsze sprawy i będących instancją odwoławczą dla sądów rejonowych, odsetek wniesionych apelacji przekracza 60%.
Najdokładniejsze dane dotyczą ostatniej instancji, czyli Sądu Najwyższego, rozpatrującego m.in. sprawy o kasację wyroku. W ubiegłym roku w 742 przypadkach wnioski kasacyjne zostały rozpatrzone negatywnie. 130 razy Sąd Najwyższy przekazał sprawę do ponownego rozpoznania. W pięciu przypadkach zmienił lub uchylił orzeczenie sądu niższej instancji. Czyli na najwyższym szczeblu wyroki na ogół się ostawały.
Nie ma jednak dokładnych zestawień pokazujących, co się dzieje z wyrokami sądów niższych instancji. Istnieje tu kilka możliwości – zaskarżony wyrok jest zmieniany, czasem w zupełnie minimalnym, a czasem w większym stopniu; jest uchylany i sprawa trafia do ponownego rozpatrzenia, może też dochodzić do całkowicie odmiennej oceny w kwestii winy – tak jak w głośnym procesie zabójców dilerów Ery. I trudno na tej podstawie wyrażać opinię, że nasze sądy orzekają nierzetelnie i niesprawiedliwie. – Nikt dobrze nie wie, jak mierzyć, czy kara była sprawiedliwa, czy nie. Odsetek orzeczeń, które zostały zmienione przez sąd wyższej instancji, jest jakimś miernikiem, ale trzeba by też odpowiedzieć na pytanie, w jakim procencie orzeczenia sądów drugiej instancji popsuły wyrok – mówi prof. Andrzej Zoll, przewodniczący Komisji Kodyfikacyjnej Ministerstwa Sprawiedliwości.

Sprawiedliwość niezbyt sprawiedliwa

Co nie zmienia faktu, że wielu obywateli nie najlepiej myśli o wymiarze sprawiedliwości. Ubiegłoroczne badania, przeprowadzone na zlecenie resortu sprawiedliwości, pokazały, że 44% obywateli negatywnie ocenia pracę sądów i prokuratury, a tylko 37% pozytywnie. Małą pociechę stanowi fakt, że to nic nowego, bo już od 13 lat negatywne oceny wymiaru sprawiedliwości przeważają nad pozytywnymi. Badania te, przeprowadzone przez konsorcjum IBC i Homo Homini, zostały przeanalizowane przez socjologa Bartosza Głowackiego. Okazuje się, że na złą opinię o wymiarze sprawiedliwości wpływa głównie przekonanie, iż orzecznictwo sądów jest niesprawiedliwe (tak uważa 71% badanych), przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości nierzetelnie wykonują swe obowiązki (69% badanych), wykazują się stronniczością (65%), a koszty funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości są wysokie (64%).
Tylko 52% obywateli twierdzi, że instytucje wymiaru sprawiedliwości są w miarę dostępne. Dostęp ten jest jednak utrudniony z powodu wysokich kosztów, jakie trzeba ponieść w związku z prowadzeniem postępowania, brakiem bezpłatnych porad prawnych, istnieniem niezrozumiałych przepisów i procedur. Zdecydowana większość badanych czerpie wiedzę o wymiarze sprawiedliwości z telewizji, prasy i internetu (78%), tylko nieliczni mieli bezpośredni kontakt z jego funkcjonowaniem. – Trzeba pamiętać, że duży procent ludzi musi być niezadowolony z pracy sądów. Ci, którzy przegrają w sądzie, nie będą przecież zadowoleni – dodaje prof. Zoll.

Niewinny już po 12 latach

Trudno się jednak dziwić negatywnym ocenom, bo szereg przykładów z praktyki funkcjonowania naszego sądownictwa i prokuratury może naprawdę bulwersować. Np. po czterech latach od widowiskowego zatrzymania ma się właśnie rozpocząć proces Emila Wąsacza, byłego ministra przekształceń własnościowych, któremu zarzuca się narażenie skarbu państwa na straty przy prywatyzacji PZU. Prokuratura wykazała się tu szerokim gestem i zażądała przesłuchania prawie 250 świadków! Można być pewnym, że Wąsacz zostanie uwolniony od winy i kary, tak jak inni ministrowie tego resortu, których w minionych latach podejrzewano o rozmaite przekręty. Zapewne dłużej będzie się ciągnąć proces szefów „łódzkiej ośmiornicy”, których zamknięto w 1999 r., a po 10 latach wypuszczono, gdyż Sąd Najwyższy orzekł, że w czasie procesu doszło do rażących uchybień proceduralnych. W marcu tego roku proces zaczął się na nowo – i też zapewne będzie się toczyć przez wiele lat.
W porównaniu z łódzkimi gangsterami były prezydent Łodzi Marek Czekalski może się uważać za szczęściarza. „Już” po sześciu latach został uniewinniony od zarzutu łapówkarstwa. Dokładnie dwa razy dłużej trwał proces byłego przewodniczącego Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie Bronisława Wilka oskarżonego o korupcję. Od jednego zarzutu został uniewinniony, w drugim pomogło przedawnienie.
Po pięciu latach zakończyła potyczki z wymiarem sprawiedliwości suwalska sędzia oskarżona o udział w rzekomej korupcji – za kilkutysięczne łapówki i domowe wędliny miała zwalniać z aresztu i wydawać łagodniejsze wyroki. Głównym dowodem były zeznania świadka, eksmilicjanta i byłego przemytnika, które w końcu zostały uznane za niewiarygodne, a sędzię prawomocnie uniewinniono. Nie doczekała takiego finału inna suwalska sędzia oskarżona w tej sprawie, która popełniła samobójstwo.
Dziesięć lat trwał proces Jana S. i jego syna, oskarżonych o zamordowanie właściciela farbiarni. Po sześciu wyrokach obaj zostali prawomocnie uniewinnieni, sprawców zabójstwa nie znaleziono. Jan S. zażądał odszkodowania w wysokości 2,8 mln zł za utraconą wolność (prawie pięć lat siedział w areszcie) i wytoczył proces państwu. Siłę jego argumentów nieco osłabia to, że na rozprawy w procesie o odszkodowanie Jan S. znowu przywożony był z aresztu, gdzie trafił, bo oskarżono go o brutalne zamordowanie żony. Jej ciało zostało zmasakrowane, miała połamane ręce i nogi, 25 złamań kości, rozległe obrażenia wewnętrzne oraz ślady ugryzień. Oskarżony twierdzi, że jego żona została zagryziona przez dwa owczarki alzackie, które hodował od szczeniaka.
Wszystko to skłania do refleksji, że czasami ten, kto zostaje w końcu uniewinniony, w istocie może być winny, tyle że nie udaje się znaleźć dowodów świadczących bez żadnych wątpliwości o tym, że popełnił zarzucany czyn.

Im więcej świadków, tym lepiej

Przyczyny niskiej jakości orzecznictwa, wyroków sprzecznych z prawdą i sprawiedliwością, spraw ciągnących się latami istnieją na każdym etapie funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości – już od pierwszych chwil postępowania, nawet w sprawach niebudzących wątpliwości.
Niedawno jeden z sędziów Sądu Najwyższego przywołał przypadek kradzieży jego własnego samochodu. Mimo że podany przez niego opis zdarzenia był jasny i spójny, prowadzący dochodzenie w trakcie przesłuchania pytali o historię samochodu, o to, czy sędzia kogoś podejrzewa, trwało to dwie godziny i nie mogło wnieść nic nowego do sprawy, o czym wiedzieli i przesłuchujący, i przesłuchiwany – ale trzeba było opisać wszystkie okoliczności kradzieży, także te pozbawione znaczenia.
Prokuratorzy dokonują niekiedy czynności bzdurnych i niepotrzebnych – wnoszą o przeprowadzenie każdego dowodu i przesłuchanie setek świadków – gdyż boją się, że sąd zwróci im sprawę do uzupełnienia, co traktowane jest jako prokuratorskie uchybienie. Sąd pierwszej instancji robi to zaś dlatego, że boi się uchylenia wyroku przez sąd odwoławczy z powodu nieuwzględnienia wszystkich okoliczności. Sędziowie chętnie odraczają sprawy, by się upewnić, że dokumenty zostały sporządzone prawidłowo i nie spotka ich „uchył” z powodu źle postawionego przecinka. Prof. Katarzyna Dudka z UMCS zbadała dokładnie 660 spraw. Tylko w 160 przeprowadzono rozprawy (reszta zakończyła się ugodą lub do rozprawy nie doszło) i było tych rozpraw 725. W jednej ze spraw zdarzyło się aż 19 rozpraw! Średni odstęp między jedną a drugą rozprawą jest bardzo długi, sięga dwóch miesięcy. Oznacza to, że sprawy toczą się co najmniej półtora roku. Problem stanowi też to, że z wyjątkiem zabójstw, prokuratorzy praktycznie nie przychodzą na rozprawy dotyczące ich spraw. Mają inne zajęcia, bo w Polsce zaledwie co trzeci prokurator zajmuje się ściganiem przestępstw, reszta pracuje w nadzorze i statystyce.
Słuszne i służące usprawnieniu postępowania byłoby powszechne wprowadzenie zasady, że udział oskarżonego w rozprawie jest jego prawem, a nie obowiązkiem. Dziś bowiem bardzo częstym powodem odraczania rozpraw jest to, że oskarżeni nie stawiają się, a doprowadzenia często są nieskuteczne.

Pracusie i leniuchy

Rzetelność sądzenia wiąże się z długotrwałością postępowania. Im dłużej, tym gorzej, bo po latach zacierają się widziane obrazy, jedni świadkowie zapominają, co zobaczyli, drudzy, przeciwnie, pod wpływem rozmaitych okoliczności przypominają sobie czasem więcej, niż widzieli. Również prokuratorzy z reguły świeże sprawy traktują z większym zaangażowaniem i zapałem niż te, które przychodzi im finalizować czasem po wielu latach.
Najnowszy raport sporządzony w Instytucie Wymiaru Sprawiedliwości dobrze pokazuje bieg spraw w polskim wymiarze sprawiedliwości. Aż 98% dochodzeń i śledztw jest prowadzonych przez policję, tylko 2% (z reguły w sprawach dotyczących przestępczości zorganizowanej) przez prokuraturę. 40% postępowań w 2009 r. kończyło się wniesieniem aktu oskarżenia, 20% było umarzanych z powodu niewykrycia sprawcy.
Postępowanie w prokuraturach rejonowych trwa średnio około miesiąca, w okręgowych – od trzech do pięciu miesięcy. Na jednego prokuratora rejonowego przypadają średnio 273 sprawy rocznie. Jeżeli chodzi o sądy, sprawy trwają tam przeciętnie cztery miesiące (w sądach okręgowych – 5,4 miesiąca). W ubiegłym roku ponad tysiąc spraw w sądach rejonowych i około stu w okręgowych trwało dłużej niż osiem lat. W dziesiątce najbardziej opieszałych sądów w Polsce aż siedem to sądy warszawskie.
– Jedni zapieprzają, a drudzy się opieprzają, zróżnicowanie obciążeń jest zdumiewające, z gruntu niesprawiedliwe i nieuzasadnione – mówi prof. Andrzej Siemaszko, dyrektor IWS. Statystyczny sędzia karny rozstrzyga 230 spraw rocznie. Są jednak tacy, którzy mają na koncie ponad 500 spraw rocznie, a na drugim biegunie tacy, którzy w ciągu całego 2009 r. zdołali zakończyć zaledwie 90 spraw. Są też sądy okręgowe, w których na jednego sędziego przypada niewiele ponad sześć spraw pierwszoinstancyjnych rocznie. Co ciekawe, nie ma związku między wielkością obciążeń prokuratorów i sędziów a czasem trwania spraw. Tu znowu przykładem jest Warszawa, gdzie obciążenia prokuratur i sądów są poniżej średniej, a czas trwania spraw jest najdłuższy. Prof. Siemaszko zauważył, że wyraźnie skraca się przeciętny czas trwania spraw o zabójstwo – jeszcze w 2006 r. wynosił ponad 16 miesięcy, teraz – zaledwie 11, ale i tak ciągną się najdłużej spośród wszystkich krajów uwzględnionych w raporcie. Wydłużył się natomiast czas trwania spraw o rozbój, choć są w Europie państwa, gdzie sądy zajmują się tymi sprawami dłużej niż u nas.

Prawa wielkich liczb

Zdaniem ministra sprawiedliwości Krzysztofa Kwiatkowskiego największym wyzwaniem jest obecnie uproszczenie procedur sądowych, bo przewlekłość postępowań jest niezwykle uciążliwa dla obywateli. Pracuje nad tym Komisja Kodyfikacyjna przy resorcie sprawiedliwości. Minister wskazuje, że w tym roku ruszy nagrywanie rozpraw, czyli tzw. protokół elektroniczny, pozwalający dokładniej niż przy protokołowaniu na komputerze odtworzyć ich przebieg. Od początku 2010 r. działa sąd elektroniczny – czyli strona funkcjonująca na witrynie internetowej sądu lubelskiego. Poprzez sieć do e-sądu napływają pozwy i wydawane są wyroki – z reguły nakazy zapłaty, bo do e-sądów trafiają sprawy drobne i niewymagające przeprowadzenia zawiłego postępowania. Wcześniej jednak sprawy te – np. dotyczące niezapłacenia rachunków lub czynszów – trafiały drogą korespondencyjną do normalnych sądów w całej Polsce, absorbując pracowników administracyjnych oraz sędziów. Do e-sądu skierowano już prawie 400 tys. pozwów, wydano niemal 100 tys. nakazów zapłaty. Wydaje się, że to dużo, jednak w sądownictwie operuje się naprawdę dużymi liczbami. W 2009 r. do polskich sądów wpłynęło dokładnie 10.984.999 spraw. Załatwiono zaś 11.175.619. Tendencja jest lekko pozytywna, bo spraw nowych jest nieco mniej niż rozwiązywanych. Generalnie jednak jest ich coraz więcej – w 2005 r. w sądownictwie powszechnym zarejestrowano tylko 9,587 mln spraw.
Z tych prawie 11 mln ubiegłorocznych spraw większość – prawie 6,4 mln – to sprawy cywilne. Karnych jest ok. 1,4 mln, rodzinnych 1,3 mln. I prawie 1,6 mln spraw o wykroczenia, tych najdrobniejszych (m.in. słynni pijani rowerzyści).
Wielu specjalistów – np. sędzia Sądu Najwyższego Stanisław Dąbrowski – uważa, że drobnymi sprawami powinny zajmować się instytucje w rodzaju dawnych kolegiów do spraw wykroczeń. Zdaniem sędziego Dąbrowskiego tzw. kognicja sądów w Polsce jest bardzo szeroka – czyli prawie wszystkie najdrobniejsze sprawy, które na świecie są załatwiane administracyjnie, u nas trafiają do sądów. Takimi sprawami dobrze wykwalifikowani prawnicy po prostu nie chcą się zajmować. Przed wojną sprawy dotyczące odśnieżania czy śmiecenia załatwiał starosta, teraz zaś są one w gestii sądów dwóch instancji.

Czego nam brakuje?

Wysokie kwalifikacje sędziego decydują o wysokiej jakości orzekania i o sprawiedliwych wyrokach. Nie bez powodu mówi się, że sędzia to „korona zawodów prawniczych”. Prawnicy zasługujący na tę koronę wolą jednak zawód adwokata i radcy, bo zarabiają znacznie więcej niż sędziowie (co nie znaczy, że w tym zawodzie zarabia się źle – sędzia sądu rejonowego na początek otrzymuje 2,05 przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej, czyli ok. 6300 zł miesięcznie brutto, plus 1% za każdy rok, aż do 20%). I w dodatku zajmują się sprawami poważnymi, wymagającymi wysiłku intelektualnego. Trzeba więc szukać takich kandydatów, jacy są.
Dziś mówi się ironicznie, że zawód sędziego jest koroną, ale tylko dwóch zawodów: asystenta sądowego i referendarza sądowego (stanowiska pomocnicze w sądach). Kandydatów na stanowisko sędziego jest wielu; gdy tylko zostaje ogłoszone, że gdzieś jest wolne miejsce, ubiegają się o nie kandydaci z całej Polski. Wszyscy referendarze i asystenci chcą przecież zostać sędziami. Niestety, niekoniecznie są to ci wymarzeni kandydaci. Dojrzali prawnicy, z dorobkiem, nie palą się do pracy sędziego – w tym zawodzie jest więc coraz więcej młodych osób. Czasem nawet dobrze to wygląda, gdy za stołem sędziowskim zasiadają niespełna 30-letnie, niekiedy bardzo ładne kobiety o marsowych minach – ale raczej nie mają one (lub oni) doświadczenia, by wydawać wyroki sprawiedliwe, a nie tylko formalnie zgodne z paragrafami. A czasami także sprzeczne z nimi.
– Pewien młody sędzia powiedział ponoć, że on nie wymierza sprawiedliwości, ale załatwia sprawy. To wielkie nieporozumienie i taka osoba nie powinna być sędzią. W zasadzie winna panować zgodność między ius a lex (prawem i przepisem), ale nie zawsze istnieje. Jeśli tej zgodności nie ma, zadaniem rasowego sędziego jest dokonanie takiej wykładni przepisów, by nie naruszyć zasad sprawiedliwości – mówi sędzia Dąbrowski.
Z danych Komisji Europejskiej wynika, że nasz wymiar sprawiedliwości jest silny kadrowo i finansowo. Mamy prawie 10 tys. sędziów (więcej – ponad 20 tys. – pracuje tylko w Niemczech), na jednego polskiego sędziego przypada niespełna 5 tys. osób (jedynie w pięciu krajach Europy ten wskaźnik jest niższy), w sądach zatrudnia się przyzwoitą liczbę pracowników administracyjnych pomagających sędziom, na funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości wydajemy większy odsetek naszego dochodu narodowego, niż wynosi europejska średnia.
Niestety, dziś mamy w Polsce mało rasowych sędziów, mało sprawnie działających sądów – i wciąż za mało w pełni sprawiedliwych wyroków.

____________________________________

Czy w polskich sądach zapadają sprawiedliwe wyroki?

Dr Adam Bodnar, sekretarz Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, Wydział Prawa UW

Nie można tutaj zastosować żadnego uogólnienia, bo w polskich sądach zapada kilka milionów wyroków rocznie. Fakt, że zdarzają się zastrzeżenia co do ich rzetelności, bezstronności, przewlekłości postępowania, a także uniemożliwienia dostępu do sądu itd., nie upoważnia do jednoznacznej krytyki. Polska jest jednak liderem w kierowaniu spraw do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Co roku wysyłanych jest tam kilka tysięcy takich wniosków, wszczyna się procedurę, ale większość spraw Trybunał oddala jako bezzasadne. Co roku zapada jednak ok. 140 wyroków, głównie w związku z naruszeniem art. 6 konwencji, która zapewnia prawo do bezstronnego procesu odbywającego się w rozsądnym terminie. Zdarza się, że Trybunał kwestionuje także wyroki polskich sądów.

Prof. Jacek Sobczak, sędzia Sądu Najwyższego

W polskich sądach zapadają wyłącznie sprawiedliwe wyroki. Sędzia takie wyroki wydaje, bo po to jest powołany. Apelacje i odwołania od wyroków to już inna sprawa.

Stanisław Podemski, publicysta prawny „Polityki”

Nie ma na to prostej odpowiedzi. Generalnie należy ufać sędziom, bo są ostoją praworządności, gdyby ich zabrakło jak w okresie stalinowskim… To wtedy sypały się najgorsze kary i pleniło łajdactwo, gdyż sędzia nie był sędzią, tylko urzędnikiem na zlecenie partii. A jak było z sędziami w okresie stanu wojennego? Jakkolwiek w naszych sądach margines błędów i nieprawości jest nadal spory, to jednak warto ponosić to ryzyko, gdyż sędziowie mają pewną swobodę w wydawaniu wyroków. Np. za zabójstwo jest ogromna rozpiętość kar, od ośmiu lat do dożywocia. I to bardzo dobrze, są przecież różne okoliczności przestępstwa, które sędzia musi rozważyć. Gdyby sędziowie nie mieli tego pola swobody, to dopiero byłoby źle. Oczywiście co jest dla jednych sprawiedliwe, dla drugich już nie jest, ale i tak uważam, że sędziowie, jako władza sądownicza, są lepsi od władzy administracyjnej i samorządowej, właśnie dlatego, że mają ten margines swobody, mogą wchodzić w różne detale i posiadają nierzadko spore kompetencje do podejmowania trudnych decyzji. Zdarza się, że sędziowie są denerwujący, mówią coś pod nosem, czego nie słyszą zebrani na sali, używają też niezrozumiałego języka, a język sądowy jest często gorszy nawet od języka teologii, ale to są wszystko wady, które można usuwać.

Dr Michał Rusinek, Katedra Postępowania Karnego UJ

Nie sposób w kilku zdaniach rzetelnie skomentować sytuacji polskiego wymiaru sprawiedliwości – każda taka próba naraża się na mylące uproszczenia. To tak, jakby szukać w kilku zdaniach odpowiedzi na pytanie: „Czy prasa w Polsce dobrze spełnia swoją funkcję?”. Uważam, że w polskich sądach zapadają sprawiedliwe wyroki. Co do częstotliwości uchylania wyroków przez sądy wyższych instancji, zależy to od rodzaju postępowania, szczebla sądu, regionu kraju, typu spraw i wielu innych czynników – trzeba sięgnąć do oficjalnych statystyk Ministerstwa Sprawiedliwości.

Krzysztof Parulski, naczelny prokurator wojskowy

Odniosę się do tzw. skuteczności apelacyjnej w ubiegłym roku. Jest ona bardzo wysoka. Dane dotyczące skuteczności w Naczelnej Prokuraturze Wojskowej wyniosły 79%, co znaczy, że jeśli prokurator wojskowy pisze apelację, to cztery na pięć apelacji wygrywa. To jest wynik rekordowy. Bardzo wysoka jest też skuteczność apelacyjna zaskarżonych wyroków w prokuraturach powszechnych, w 2009 r. wyniosła 62%.

Not. BT

Wydanie: 21/2010

Kategorie: Kraj

Komentarze

  1. robert
    robert 14 marca, 2015, 09:31

    Jaki kraj takie prawo, nie liczy sie prawda bo w Sadzie mozna tez klamac a oni daja wiare byle skazac i nastepna sprawa. Sedziowie nie czytaja akt sprawy tylko bazuja na koncowej mowie prokuratora ktory zawsze domaga sie skazania podejrzanego chociaz czsem nie ma swiadkow a wyroki sa wydawane na podstawie poszlak nie majacych nic wspolnego z prawda. Prawda jest taka ze oni uwazaja sie za bogow i wara im podskoczyc bo jak sie stawiasz to tak cie urzadza ze nie bedziesz wiedzial jak sie nazywasz. Jak trafisz do pudla to masz juz przesrane na cale zycie bo kto skazanca do pracy przyjmie gdzie dodatkowo bezrobocie jest takie duze ze tysiace ludzi szuka pracy. Sady w PRL to pomylka i robienie dlugu narodowego przez to ze skazuja 98% obywateli a w tym 70% poszlakowo gdzie podatnikow jeden osadzony kosztuje 2600 zl. miesiecznie, ale przedstawiciele prawa sie tym nie przejmuja bo to nie ich kasa , podatnik zaplaci bo przeciez przez te wysokie podatki bedzie z czego jak parobek odprowadzi podatek. Na tym procederze zarabiaja tylko Sady i cala ta swita co stanowi to pomylone prawo poczawszy od sedziego a skonczywszy na policji. Nie mam nic przeciwko temu ze Sady sa bo musza byc ale opieszalosc wymiaru sprawiedliwosci siega zenitu bo przykladowo taki alimenciarz nie placi bo pracy nie ma to go zamkna na 2 lata i dalej nie placi a co miesiac podatnik musi utrzymywac rzesze tych osadzonych. Malo tego to policjant ktory poszedl na emeryture przed 40stka i odbiera 2500 sredniej emerytury i dorabia sobie jeszcze pensje zabierajac miejsca pracy tym co jeszcze nie osiagneli wieku emerytalnego i siedza w domu to jaka bedze ich emerytura. Sprawa ta dotyczy calej mundurowki bo wojsko i sluzby wiezienne tez zabieraja miejsca pracy a oni wszyscy wzieci panstwo kosztuja 2,7 miliarda zlotych na ich emerytury. Wszystko w tym kraju obraca sie na budrzetowce i urzedasow jest najwiecej w kraju gdzie panstwo placi im wysokie pensje i emerytury. Nie wspomne o pensjach kominowych decydentow dyrektorow i swity rzadzacej. W takim kraju gdzie tylko godnie zyje sie urzednikom reszta narodu cierpi glod bezrobocie a reszta ucieka za granice i to jest polityka pro-rodzinna chyba tylko dla decydentow. Wszystko co uchwala rzad jest po to by im zylo sie lepiej mysle o wszystkich sferach zawodowych ktore oni obejmuja zaczynajac od Sadow konczac na urzednikach panstwowych w biurach i urzedach. Jednym slowem chcesz do czegos dojsc to nie w Polsce musisz bo tu ci nie dadza musisz zmienic kraj gdzie mozesz zarobic i nikt nie bedze pytal z czego i dlaczego.

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. pewny
    pewny 25 marca, 2015, 02:16

    pisze sie tylko a co się robi ? nic system jest stalinowski tylko w ładnych togach ja się czuje jak za stalina tylko uciekac z tego kraju.

    Odpowiedz na ten komentarz
  3. pewny
    pewny 25 marca, 2015, 02:28

    co pan pisze za bzdury ufać sędziom żenada skazany zostałem z pomówienia przez osobę zbadaną przez biegłych jako uposledzoną umysłowo w sadzie okregowym na 10 miesięcy do odsiadki po złożeniu apelacji do sadu apelacyjnego mój wyrok został uchylony w całosci do ponownego rozpatrzenia sprawa cofnieta do sądu rejonowego i co ? rejonowy ogłasza wyrok 8 miesiecy znów apelacjia ale już do sadu okregowego prokurator na apelacji wnosi o cofnięcie sprawy do ponownego rozpatrzenia i adwokat też ze wzgledu na bład sądu rejonowego
    ( prawny błąd sedziego ) morał sąd okregowy utrzymuje wyrok.Wyjasnienie bo sedzia dostał po dupie w pierwszym orzekaniu bo takię sa skutki jak sedziemu sad cofnie sprawę do ponownego więc MAFIA broni koleżankę z wydziału. żenada walczę o odszkodowanie ŻENADA

    Odpowiedz na ten komentarz
  4. Robert
    Robert 21 października, 2015, 19:39

    Już dawno niemcy powinni przejąć kuratele nad polską.
    Polska nie ma wymiaru sprawiedliwości. Siedzą tam lenie i nieroby. Cwaniaki, które nie wstawiają się za słabymi i poszkodowanymi a bronią cwaniaków i oszustów.
    To chyba jakieś barbarzyńskie dziedzictwo genetyczne chyba sprawia że są takimi nieczułymi dyletantami, które powinny stać za pisuarami na PKP żeby na nich pryskał mocz, żeby sprzątaczki nie musiały się męczyć z myciem płytek.
    Nie znam nikogo kto zaznałby sprawiedliwości w polskim sądzie.

    Odpowiedz na ten komentarz
  5. janson_28
    janson_28 30 października, 2015, 09:27

    Tutaj jest nagranie z rozprawy, gdzie poszkodowany zeznał, że pomagał wielu osobom i wspierał.
    Sąd przychylił się do wniosku cwaniaków i oszustów, żeby poszkodowany nadal musiał pomagać i płacić mimo, że już nie miał z czego.
    Sąd uzasadnił, że w ksiązeczce „KC” jest takie zdanie i należy je wypełnić. Zapomniał o tym, że prawo jest tak na prawdę wyrazem ludzkich wartości, a nie atramentem na kartce.

    Odpowiedz na ten komentarz
    • Aktywny40
      Aktywny40 27 kwietnia, 2017, 18:10

      Witam Polecam stronę http://www.aktywnyprzeciwwykluczeniu.pl oraz kanał na YouTube – Aktywny przeciw wykluczeniu
      Są tam opisane w filmach zarówno w formie komentarza jak i opisu tekstowego kwestie związane z rozwodem i ustaleniem kontaktów z dziećmi, zaskarżaniem poprzez wykorzystanie skargi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka i podważeniem stronniczych decyzji sądowych, podważaniem i zaskarżeń opinii ośrodków RODK i OZSS, opinii psychiatrycznych, zaskarżaniem stronniczych działań kuratorów i specjalistów nadzorujących kontakty z dziećmi, zaskarżenia faktów chronienia innych instytucji które łamały prawo wobec obywatela przez sądy, nierozpatrywaniem utrudnień w kontakcie z dziećmi, a także sposoby prawnej walki o prawa do odpowiednich kontaktów z dziećmi przy wykorzystaniu nie tylko procedur prawnych prawa krajowego (które też są opisane) ale przede wszystkim praw Europejskiej Konwencji Praw Człowieka łącznie ze sposobem zaskarżania poszczególnych sądów, poszczególnych specjalistów i instytucji (jak np.: kuratorzy, pracownicy RODK i OZSS, specjaliści ośrodków nawiązywania więzi jak np.: TKOPD) do Trybunału w Strasbugu na etapie toczącego się nadal postępowania oraz wykorzystania praw konwencji w postępowaniu krajowym przeciwko stronniczości sądu obligując sąd do określonego postępowania i rozpatrzenia poszczególnych kwestii i zastrzeżeń (w tym do innych instytucji i specjalistów) pod rygorem oskarżenia o łamanie przez sąd praw konwencji ( między innymi poprzez uchylanie się od rozpatrzenia zastrzeżeń do instytucji które złamały prawa konwencji ale również za uchybienia własne sądu np.: nierozpatrzenie stanowiska i dowodów strony, nieustalenie zabezpieczenia kontaktów, przewlekłość procesowania itp.). W stronie jest kładziony nacisk nie tylko na sprawy czysto formalne ale przede wszystkim na kwestie najważniejszą – sposoby skutecznej argumentacji prawnej dotyczącej łamania poszczególnych przepisów Europejskiej Konwencji Praw Człowieka przez poszczególne sądy i instytucje co jest kwestią podstawową do przyjęcia skargi przez Trybunał do rozpatrzenia.

      Odpowiedz na ten komentarz
  6. sąsiad muzyka
    sąsiad muzyka 20 lipca, 2016, 19:37

    Artykuł 51 KW jest w ogóle niekaralny w Polsce. Jestem po 2 instancji i Sąd nie skazuje tylko dlatego, że oskarżony był nieletni a dowodów w postaci nagrań rozpatrujący nie słyszy. Zeznania Policji nie uwzględniono (a może w ogóle nie sprawdzono) a nagrania nic nie dały, gdyż albo padają stwierdzenia że nie słychać, albo że już się przyznał to po co drążyć temat. Karany wcześniej nie był, a że wymiar sprawiedliwości olewa to cóż z tego. Ważne że udaje ofiarę przed Sądem.

    Odpowiedz na ten komentarz
  7. Drzazga
    Drzazga 21 listopada, 2016, 11:32

    Myślałem , że Sad Apelacyjny Wydział Cywilny w Gdańsku to instytucja do której można mieć jakieś zaufanie. Zawiodłem się srodze . Chodzi o mojego wnuka, dziecko 9 letnie, które wychowywane była po odejściu matki do kolejnego pana. Matka dziecka bez mieszkania, pracy za to z coraz to innym „wujkiem”. Sąd bez opinii środowiskowej, bez kuratora przez ostatnie 3 lata, odrzucając opinię psychologa szkolnego, lekarza, pedagoga wydał dziecko na pastwę matki , która go nie chce. Rozmawiałem z jednym z tych panów , który wprost powiedział, „ona z dnia na dzień rozstanie się z dzieckiem by, być ze mną , nie zależy jej na dzieciaku wcale”.
    Chce „kasy”, chcesz go widywać to na kolana. Niestety dziecko to czuje . Sąd okręgowy po wizycie przed 4 laty kuratora nie miał jakichkolwiek wątpliwości, od tego czasu nie było nikogo pomimo wielokrotnych wniosków w tym zakresie. Później niestety było tylko gorzej, bo po co wysyłać kogokolwiek w celu sprawdzenie prawdziwości słów matki . Odnoszę wrażenie , że sędziowie sądu okręgowego , ani apelacyjnego nie zechcieli przeczytać akt sprawy. I nastąpiło godnie z porzekadłem ” tu nie ma sprawiedliwości, tu jest sąd” Niestety chodzi tu o dziecko , które tak wychowywane będzie dorastało . Przykre i smutne. A ja , dziadek nie wiem kiedy zobaczę wnuka .

    Odpowiedz na ten komentarz
  8. Aktywny40
    Aktywny40 22 kwietnia, 2017, 17:30

    Witam Polecam stronę http://www.aktywnyprzeciwwykluczeniu.pl oraz kanał na YouTube – Aktywny przeciw wykluczeniu
    Są tam opisane w filmach zarówno w formie komentarza jak i opisu tekstowego kwestie związane z rozwodem i ustaleniem kontaktów z dziećmi, zaskarżaniem poprzez wykorzystanie skargi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka i podważeniem stronniczych decyzji sądowych, podważaniem i zaskarżeń opinii ośrodków RODK i OZSS, opinii psychiatrycznych, zaskarżaniem stronniczych działań kuratorów i specjalistów nadzorujących kontakty z dziećmi, zaskarżenia faktów chronienia innych instytucji które łamały prawo wobec obywatela przez sądy, nierozpatrywaniem utrudnień w kontakcie z dziećmi, a także sposoby prawnej walki o prawa do odpowiednich kontaktów z dziećmi przy wykorzystaniu nie tylko procedur prawnych prawa krajowego (które też są opisane) ale przede wszystkim praw Europejskiej Konwencji Praw Człowieka łącznie ze sposobem zaskarżania poszczególnych sądów, poszczególnych specjalistów i instytucji (jak np.: kuratorzy, pracownicy RODK i OZSS, specjaliści ośrodków nawiązywania więzi jak np.: TKOPD) do Trybunału w Strasbugu na etapie toczącego się nadal postępowania oraz wykorzystania praw konwencji w postępowaniu krajowym przeciwko stronniczości sądu obligując sąd do określonego postępowania i rozpatrzenia poszczególnych kwestii i zastrzeżeń (w tym do innych instytucji i specjalistów) pod rygorem oskarżenia o łamanie przez sąd praw konwencji ( między innymi poprzez uchylanie się od rozpatrzenia zastrzeżeń do instytucji które złamały prawa konwencji ale również za uchybienia własne sądu np.: nierozpatrzenie stanowiska i dowodów strony, nieustalenie zabezpieczenia kontaktów, przewlekłość procesowania itp.). W stronie jest kładziony nacisk nie tylko na sprawy czysto formalne ale przede wszystkim na kwestie najważniejszą – sposoby skutecznej argumentacji prawnej dotyczącej łamania poszczególnych przepisów Europejskiej Konwencji Praw Człowieka przez poszczególne sądy i instytucje co jest kwestią podstawową do przyjęcia skargi przez Trybunał do rozpatrzenia.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy