Gorący kartofel władzy

Gorący kartofel władzy

Michał Dworczyk, szef kancelarii premiera

Wprawdzie Jarosław Kaczyński zdążył już powiedzieć, że Michał Dworczyk jest nie do ruszenia, ale na kilometr widać, że szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów PiS najchętniej wysłałoby na koniec świata, żeby ludzie o nim zapomnieli.

Każdy bowiem dzień przynosi nowe związane z Dworczykiem sensacje. Od czerwca publikowane są w internecie skany z jego skrzynki mejlowej. Prywatnej, której używał do prowadzenia spraw politycznych i która została zhakowana przez tajemniczych włamywaczy. Teraz wszystko, co miało być tajemnicą, mamy na wierzchu. Pisma kierowane do Dworczyka, jego odpowiedzi, pisma, które były mu przesyłane do wiadomości.

Możemy więc patrzeć na kuchnię polityczną rządu. Obserwować, czym ci ludzie się zajmują, co myślą (i piszą) o innych, co pojmują z otaczającego ich świata. Możemy zorientować się, jaka grupa ludzi obsługuje premiera, co ich interesuje, a co ignorują. I te informacje, wyciągnięte z poczty Dworczyka, zarówno ich, jak i jego kompromitują.

Już sam fakt, że szef kancelarii premiera używał prywatnej skrzynki mejlowej do służbowej korespondencji, powinien skończyć się dymisją. Bo świadczy to o jego absolutnym lekceważeniu norm bezpieczeństwa. Naraził przez to ludzi, z którymi korespondował.

Oczywiście możemy domyślać się, dlaczego Dworczyk używał skrzynki z portalu internetowego, a nie oficjalnej, rządowej. Pewnie nie chciał, żeby jego korespondencja była przeglądana przez ludzi z MSWiA, którzy odpowiadają za rządową łączność i jej bezpieczeństwo. Chciał w ten sposób ukryć się przed ministrem Kamińskim i jego ludźmi.

Dodajmy do tego jeszcze jeden element – otóż Michał Dworczyk, zanim zaczął szefować KPRM, był wiceministrem obrony. To stanowisko powinno było nauczyć go traktowania norm bezpieczeństwa w sposób poważny. Jak się okazuje, nie nauczyło.

Dlaczego więc Morawiecki i Kaczyński obeszli się z nim tak łagodnie? Dlaczego nie wyrzucili go, mimo że naraża ich na ewidentne straty?

Kariera jak z podręcznika PiS

Dworczyk do PiS trafił z harcerstwa. Ale nie z ZHP, tylko z konkurencyjnego ZHR, Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej. Przeszedł tam drogę od zastępowego do członka naczelnictwa.

ZHR dał mu wszystko. Tam poznał żonę. Przez Konrada Ciesiołkiewicza, który był później rzecznikiem rządu premiera Kazimierza Marcinkiewicza, poznał też Adama Lipińskiego, jedną z najważniejszych postaci PiS. A przez Aleksandrę Wesołowską poznał jej ojca – Antoniego Macierewicza.

Ta znajomość przydała mu się już w roku 1999. Wtedy to policja znalazła w piwnicach bloku na warszawskim Solcu amunicję z II wojny światowej. Okazało się, że zbierał ją Michał Dworczyk, wówczas student V roku historii na Uniwersytecie Warszawskim. Nic na szczęście nie wybuchło, potem list w obronie Dworczyka pisali harcerze, określając go mianem „niefrasobliwego zbieracza militariów”, a poręczenie w jego sprawie złożył Antoni Macierewicz, wtedy przewodniczący Ruchu Katolicko-Narodowego. Sprawę udało się więc jakoś wyciszyć. Wielbiciel amunicji dostał 1,5 roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata, wyrok jest już zatarty…

*

Dworczyk, jak pokazuje jego kariera, wciąż o czymś zapomina, coś lekceważy. Jak ujawniła Bianka Mikołajewska z OKO.press, 12 razy źle wypełnił swoją deklarację majątkową. Nie wpisał do niej udziałów w spółce, nieruchomości, dochodu ze sprzedaży nieruchomości… Zapomniał, nie wiedział, chciał coś ukryć? Jak na urzędnika państwowego to kompromitująca sytuacja.

A teraz mamy aferę mejlową, której też by nie było, gdyby przestrzegał procedur…

*

Wróćmy na chwilę do początków kariery Dworczyka. W latach 2001-2005 był współwłaścicielem biura podróży Pogranicze, które organizowało wyjazdy na Ukrainę i Białoruś. W roku 2005 wraz z przyjaciółmi założył Fundację Wolność i Demokracja, która miała pomagać Polakom na Wschodzie. Fundacja jest wydawcą zakazanych na Białorusi polskich pism – „Głosu znad Niemna” i „Magazynu Polskiego” oraz portali internetowych, m.in. Kresy24.pl. Wspiera także Bieg Pamięci Żołnierzy Wyklętych.

Podczas pierwszego rządu PiS Dworczyk już krążył przy władzy, był doradcą premiera Marcinkiewicza. Koordynował prace nad tzw. pakietem ustaw polonijnych. Były wśród nich ustawa o repatriacji i ustawa o Karcie Polaka.

Oto więc podręcznikowa kariera człowieka prawicy – ZHR, zbieranie militariów, pomoc Polakom na Wschodzie, fascynacja „żołnierzami wyklętymi”. Nic więc dziwnego, że dobrze wszedł w środowisko PiS.

Początkowo był pod kuratelą Adama Lipińskiego. I to jego decyzją został rzucony na Wałbrzych. Tam otrzymał w wyborach jedynkę, tam też doznał pierwszej politycznej porażki, gdy światło dzienne ujrzały tzw. taśmy wałbrzyskie, pokazujące tamtejsze PiS jako środowisko ludzi zdemoralizowanych. Ale dał sobie z tym radę. Rozwiązując wałbrzyskie PiS.

Siła Dworczyka, czyli ja to załatwię

Ale tak naprawdę jego kariera rozkwitła dopiero, gdy trafił do KPRM. Nie było to takie proste, bo wpierw był wiceministrem obrony u Antoniego Macierewicza. Ale nie poległ politycznie wraz z nim, tylko płynnie przeskoczył na stanowisko szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Tam zaś w ciągu paru miesięcy zbudował własną pozycję. I nie jest to pozycja urzędnika, który kieruje kancelarią, tylko człowieka od gaszenia politycznych pożarów. Od załatwiania spraw nie do załatwienia.

Przykłady? Oto pierwszy z brzegu. Mamy rok 2018, czas po wyborach samorządowych. Dworczyk wsiada do rządowego samolotu na trasie Warszawa-Wrocław-Warszawa. Jest jedynym pasażerem. Po co tam leci? Okazuje się, że upadają właśnie rozmowy na linii PiS-Bezpartyjni Samorządowcy o przejęcie Sejmiku Województwa Dolnośląskiego. Ktoś musi ratować sytuację. Robi to Michał Dworczyk. Daje Bezpartyjnym Samorządowcom praktycznie wszystko, czego chcą, reaktywuje połączenie kolejowe z Lubinem, bo przecież chodzi o to, żeby sejmiku nie dostała PO.

Po wizycie we Wrocławiu leci do Katowic. Osobiście rozmawia z Wojciechem Kałużą, wybranym z listy PO działaczem Nowoczesnej. Kałuża ulega argumentom (ha, ha!) Dworczyka i to wystarczy. Rano PiS przegrywało Sejmik Województwa Śląskiego jednym głosem, wieczorem go przejmuje – głosem Kałuży.

A jeżeli chcemy ciągu dalszego, to warto przypomnieć kwiecień 2021 r. i głosowanie w Sejmie nad ratyfikacją Funduszu Odbudowy. PiS nie miało w tym głosowaniu zapewnionej większości, bo Zbigniew Ziobro i jego Solidarna Polska zapowiedziały, że będą przeciw. Trzeba było więc szukać poparcia gdzie indziej. Gdzie? Do Włodzimierza Czarzastego zadzwonił telefon. – Czy możemy się spotkać?

W ten sposób w ciągu paru dni szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów załatwił brakujące głosy. Przy okazji wywołując wojnę między Lewicą a PO.

Ale jeśli chodzi o przeciętnego Kowalskiego, to Dworczyk punkty zdobył przy innych przedsięwzięciach. To on tworzył szpital dla chorych na COVID-19 na Stadionie Narodowym. Że pracowało w nim dwa razy więcej personelu, niż było chorych? A cóż to ma za znaczenie, skoro można było posłać w Polskę piękne obrazki pokazujące troskę i rozmach władzy!

Szczepienia przeciwko covidowi? Teoretycznie powinien zajmować się tym minister zdrowia. Jednak pełnomocnikiem rządu do spraw szczepień został Dworczyk. Dlaczego on? Widocznie Morawiecki uznał, że lepiej będzie liczył napływające dostawy szczepionek i je rozdysponowywał.

Dworczyk ma pewną cechę różniącą go od innych polityków PiS. Posiada pewne miękkie umiejętności, które sprawiają, że potrafi się dogadywać, także z politycznymi przeciwnikami. Nie obraża, nie pali za sobą mostów. Pozwala mu to coraz zręczniej obracać się w świecie polityki. A jak ona wygląda i on w niej – pokazują ujawnione mejle.

Cień Błaszczaka

Przechodząc z MON do kancelarii premiera, Dworczyk przeniósł również swoje znajomości, zainteresowania i ambicje. Mejle to pokazują – wciąż próbuje wpływać na armię, zwłaszcza na zbrojeniówkę. Ustawiać tam kadry.

W mejlu z 26 marca 2018 r. zwraca się z prośbą do premiera Morawieckiego o interwencję w produkujących amunicję zakładach MESKO. Ma nawet pomysł, jak obsadzić właśnie zwalniające się stanowiska kierownicze w firmie: „Mateusz, chciałem wrócić do rozmowy ws. MESKA i prośby o pomoc. To największa firma w PL produkująca w swoich zakładach amunicję (zarówno do broni małokalibrowej jak i artylerii), rakiety oraz prochy. (…) Niestety firma jest od lat zarządzana nieudolnie, a patologie są konserwowane lub pogłębiają się. Nie potrafimy nawet zapewnić samodzielnej produkcji amunicji do broni małokalibrowej (karabiny, pistolety) używanej w WP”.

Następnie Dworczyk proponuje dwóch ludzi, którzy mieliby podjąć się restrukturyzacji firmy. Chodzi o Tomasza Stawińskiego i Łukasza Komendera. „Dwaj świetni fachowcy, z doświadczeniem biznesowym, sprawdzeni w zarządzaniu, twardo stąpający po ziemi, którzy mogą szybko osiągnąć pozytywne zmiany w MESKO (strata za zeszły rok na poziomie 20 mln), a w perspektywie ok. 5 lat polski przemysł amunicyjny postawić na światowym poziomie”, pisze Dworczyk. I dodaje: „Michał, który w końcu został powołany do PGZ, przekazał mi, że właśnie będą planować zmiany w MESKU, natomiast on ma na to minimalny wpływ – dlatego piszę do Ciebie. Krótko mówiąc, okazuje się, że – albo pomożesz Ty albo nikt. W załączeniu przesyłam CV obu panów, krótkie info o firmie i wyzwaniach, które przed nią stoją. Z góry dziękuję w imieniu Polskich Sił Zbrojnych, Michał”.

Tak się obchodzi ministra obrony, Mariusza Błaszczaka!

*

Przez trzy lata doradcą Dworczyka ds. wojskowych był płk Krzysztof Gaj. Jego historia jest sama w sobie bardzo interesująca. W wojsku od 1982 r., jednak przeszedł do rezerwy w 2011 r. Potem związał się z Centrum Studiów Strategicznych Antoniego Macierewicza. CSS kierował zaś Jacek Kotas powiązany ze spółką deweloperską Grupa Radius, kojarzoną z rosyjskimi służbami i oligarchami. Gaj wrócił do wojska, kiedy Macierewicz został ministrem obrony w 2015 r. W 2016 r. został przeniesiony do rezerwy kadrowej, gdy na jaw wyszły jego antyukraińskie i antysemickie wypowiedzi, m.in. podziw dla Władimira Putina za zajęcie Krymu. Pułkownik wyszedł jednak z cienia po raz kolejny w 2018 r., kiedy Michał Dworczyk, już jako szef KPRM, zatrudnił go w roli swojego doradcy w specjalnym departamencie, nazywanym w kuluarach kancelarii „małym MON przy premierze”.

Płk Gaj jako doradca szefa KPRM miał szeroki dostęp do wrażliwych informacji o wojsku i obronności. W jednym z mejli przekazuje Dworczykowi wieści z terenu: „Panie Ministrze, otrzymałem tzw. głos ludu, czyli odezwał się człowiek »z terenu«. Oto co zakomunikował: Panowie z WAT zakwestionowali skuteczność rakiety GROM w zwalczaniu śmigłowców rosyjskich nowej generacji Ka-50 i Ka-52. Z jednej strony chodzi o uzbrojenie śmigłowca np. rakiety Wichr, ale chodzi też o system walki elektronicznej i opancerzenie śmigłowca. (…) Co do zdolności zwalczania śmigłowców Ka-50, Ka-52, Mi-28 to miałem spore wątpliwości wcześniej co do skuteczności GROM i zestawu PILICA, ale nie miałem wystarczającej wiedzy co do systemów walki elektronicznej tych śmigłowców”.

W mejlach do Dworczyka płk Gaj przesyłał dokumenty, zdjęcia i schematy związane ze sprzętem i taktycznymi działaniami wojska. Większość tych informacji specjaliści od wojskowości uznali za zastrzeżone lub poufne, a więc jest to zdrada tajemnicy wojskowej. Wiadomości wyciekły na początku czerwca 2021 r. W konsekwencji płk Krzysztof Gaj odszedł z KPRM pod koniec tego samego miesiąca i można powiedzieć, że do tej pory jest jedyną osobą po stronie rządowej, która została ukarana w kontekście afery mejlowej.

Spadochroniarz

Dworczyk daje się też poznać od bardziej zabawnej strony. W mejlu z 6 października 2019 r., w którym tajemniczy Winston Wolf (takie nazwisko nosiła postać z filmu Quentina Tarantina „Pulp Fiction”) doradza szefowi KPRM w sprawie spotu wyborczego: „Nazywam się Michał Dworczyk, pracuję jako szef kancelarii premiera Mateusza Morawieckiego. Lubię pracę i pracuję ciężko, ale w tych wyborach niektórzy nerwowi politycy opozycji zarzucają mi, że jestem spadochroniarzem na Dolnym Śląsku. Wiecie co, chciałem im coś powiedzieć. To prawda”, pisze Winston Wolf w propozycji do spotu. Okazuje się, że propozycja została w dużej części wykorzystana we właściwym filmiku. Dworczyk wychodzi z KPRM, wygłasza bardzo podobną formułkę i zakłada ciemne okulary. Po czym oglądamy spadochroniarza wyskakującego z samolotu. To właśnie Wolf proponował scenę ze spadochroniarzem: „Widzimy Cię daleko, gdzieś tam lecisz, może uda się, że chwilę będziesz bliżej. Ale jak nie, to też jest ok. Słyszymy ciągle Twój głos z offu, gdzie opowiadasz, co zrobiłeś dla Dolnego Śląska”.

Jak się okazuje, nie tylko tajemnicza postać Winstona Wolfa zdawała się pomagać w działaniach PR-owych ministrowi Dworczykowi. We wrześniu 2021 r. na kanale „Poufna rozmowa” opublikowano wymianę wiadomości Dworczyka z dziennikarzem Krzysztofem Skórzyńskim, zajmującym się polityką w TVN 24. Wymiana mejli dotyczyła redagowania treści wystąpienia Dworczyka na konferencję prasową z 24 stycznia 2021 r. W wątku widać, że ktoś, kto odpowiada z adresu k.skorzynski@gmail.com, poprawia treść uprzednio wysłanej wiadomości, opatrując swoje zmiany komentarzami i pogrubieniem czcionki, m.in.: „to jest już wiadome i nie wiem, czy warto jeszcze to powtarzać”.

Skórzyński tym kontaktom zaprzeczył. Tłumaczył 17 września 2021 r. na swoim Twitterze, że nie otworzył listu od Dworczyka, jak i 26 tys. innych nieprzeczytanych mejli. W oświadczeniu dziennikarza czytamy: „Nigdy nie wymieniałem w tej sprawie mejli z ministrem Dworczykiem. Nigdy także, w żaden, podkreślam – w żaden sposób – nie »doradzałem« ani ministrowi Dworczykowi, ani jakiemukolwiek innemu politykowi, w jakiejkolwiek sprawie! (…) Nie wiem, kto miał być adresatem tego mejla, z pewnością nie ja. Mejl był jednym z ponad 26 tys. nieprzeczytanych w mojej skrzynce”. Na podkreślenie swoich słów Skórzyński załącza print screen ze swojego telefonu ze zbliżeniem na ikonkę aplikacji pocztowej, na której widnieje ponad 26 tys. nieodebranych wiadomości.

Prowadzący kanał „Poufna rozmowa” zareagowali na oświadczenie Skórzyńskiego. 20 września opublikowali wpis dziennikarza z Twittera, a poniżej dołączyli screen z poczty Dworczyka, tym razem z 2010 r., w którym minister pisze na adres k.skorzynski@gmail.com: „Cześć Stary, dzięki za chęć pomocy. Wczoraj nie dałem rady wysłać materiałów. Wysyłam dziś, pro forma, bo wiem, że jest na 99% za późno, aby coś zdziałać. Dzięki jeszcze raz, wierzę, że następnym razem lepiej uda się to wszystko przygotować.
Pozdrawiam Michał”.

W połowie października portal press.pl poinformował, że decyzją TVN Grupy Discovery dziennikarz będzie zajmował się formatami niezwiązanymi z polityką.

*

Dworczyk dba też o kontakt ze swoimi fanami w mediach społecznościowych. „Panowie, ustalcie, który z Was odpowiada na wiadomości przesyłane na mój oficjalny FB. Wiem, że większość to schitt, ale choć jednym okrągłym zdaniem trzeba odpowiedzieć. Tak aby każdego dnia wieczorem konto było »czyste«”,   pisze Dworczyk do swoich asystentów w grudniu 2019 r. Stronę obserwuje obecnie 25 tys. osób.

PR nade wszystko

O tym, że dla Dworczyka i jego szefa Mateusza Morawieckiego sprawy PR, prezentowania się w mediach są niemal najważniejsze, świadczą kolejne mejle. Dowodzi tego korespondencja premiera z prezesem PAP Wojciechem Surmaczem. Znamy ją, bo premier kierował ją też do wiadomości Dworczyka.

„Wojtek – pisze więc premier do szefa agencji prasowej, teoretycznie, tak jak TVP, niezależnej od rządu – czy mógłbyś dać jakiegoś sprytnego dziennikarza, aby przeprowadził bardzo pilnie wywiad z panem prezydentem ws. Funduszu – narracja jest gotowa, tylko trzeba ładnie to wszystko ująć i poprzecinać pytaniami”.

W ten sposób dowiedzieliśmy się, jak Morawiecki traktuje media, zwłaszcza te, które PiS zdobyło.

Zresztą Morawiecki nie tylko ustawia wywiad z prezydentem i zna jego treść, zanim jeszcze został przeprowadzony, ale też pilnuje, kiedy może się ukazać. W tym wypadku sprawa dotyczyła powstania Funduszu Medycznego z budżetem niemal 3 mld zł, którego inicjatorem miał być właśnie prezydent Duda. I Morawiecki pilnował, by to wydarzenie zostało jak najmocniej nagłośnione.

„Pan prezydent jest panem prezydentem i nie wiem dokładnie, jak to ułożymy, ale generalnie chodzi mi o treść”, kontynuował premier. „Wzgl. jeżeli decyzja będzie taka, żebym ja do precyzował coś w podobnym wywiadzie można zrobić to tak że pan prezydent mówi o kilku sprawach jednocześnie – bardzo ważnych, a w tym także o tym funduszu a potem kilka godzin później jeszcze krótszy wywiadzik pięć pytań ze mną gdzie ja doprecyzuję tylko na temat tego funduszu w duchu jak niżej”.

W odpowiedzi po 34 minutach prezes PAP miał odpisać: „Działamy” i zapowiedzieć, że pytania już są gotowe i zostaną wysłane do prezydenckiego rzecznika Błażeja Spychalskiego i do doradcy premiera Mariusza Chłopika. „Myślę, że na jutro rano – żeby nie przegrzać – rozmowa z Tobą. I to już sobie zrobimy na spokojnie”, kończył Surmacz.

„Tak będzie najlepiej. Tak działamy. Dopilnuj tego, Wojtek!”, miał jeszcze napisać premier, a w odpowiedzi dostać zapewnienie: „Pilnuję 24/7”.

Mejle miały zostać wysłane 7 marca 2020 r. Tego samego dnia w serwisie Polskiej Agencji Prasowej pojawił się wywiad z prezydentem Dudą dotyczący Funduszu Medycznego. Jako autor wywiadu podpisany jest Rafał Białkowski. Wojtek dopilnował.

*

Ale wcześniej tak kordialnie nie było. Świadczy o tym korespondencja między ówczesnym szefem banku PKO BP Zbigniewem Jagiełłą, szefem KPRM Michałem Dworczykiem, prezesem PAP Wojciechem Surmaczem oraz premierem Mateuszem Morawieckim z lutego i marca 2018 r. Rzecz dotyczy anglojęzycznej wersji PAP. Jak się okazuje, bardzo w sprawę jej powołania zaangażowany był wspomniany wyżej Jagiełło. Pisał on 18 lutego 2018 r. do Dworczyka: „Michał, mam pomysł i prośbę do Ciebie o dalsze kroki w sprawie tworzenia anglojęzycznej wersji PAP. Załączam kosztorysy od Wojciecha Surmacza”.

Jagiełło przesłał też Dworczykowi dokładną instrukcję, jak powinien zachować się na spotkaniu z Surmaczem: „Pytasz się, czy PAP ma korespondentów w Tel Aviwie, Berlinie, Brukseli, Paryżu, Londynie i Waszyngtonie (w Tel Aviwie – nie ma, to wiem, a gdzieś tam są wakaty). Ubolewasz nad ich odpowiedzią i pytasz się, kiedy naprawią te błędy; mówisz, że polska racja stanu wymaga, aby skupili się na projekcie serwisu anglojęzycznego i pieniądze mają pochodzić z przyłączenia tej PW Rzeczpospolita; 1 marca mają Ci przedstawić aktualny stan realizacji tego projektu. Odmaszerować!!!”.

Dodajmy, że koszt serwisu, który był przedstawiony, to prawie 10 mln zł. A skąd ta suma: „To 20 dedykowanych osób (dziennikarzy, moderatorów, zarządzających projektem) x średnie wynagrodzenie 16 tys. zł brutto x 12 miesięcy. W tę kwotę wliczamy także honoraria dla współpracowników”, czytamy w kosztorysie, którego przygotowanie przypisywane jest prezesowi PAP.

W załączeniu przesyłam CV

W sieci można też znaleźć mejl do Dworczyka od Krzysztofa Nowiny-Konopki, byłego dziennikarza telewizji Trwam, obecnie pracującego w TVP. Wiadomość z 20 marca 2015 r.: „Michał, przesyłam CV i dziękuję za przekazanie go dalej. Pozdrawiam Krzysztof Konopka” – do wiadomości załączono CV.

Podobnego typu mejli jest cała masa. Jedne są wprost do niego, inne do wiadomości. Tak jak np. mejl z lipca 2020 r. od podsekretarza stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Pawła Jabłońskiego do Mateusza Morawieckiego. Dworczyka do tej korespondencji dołączył premier.

„Mateusz, pisał do premiera wiceminister, zgodnie z prośbą – bardzo chętnie włączyłbym się w prace nad ustawą o służbie cywilnej w zakresie, w jakim dotyczy ona mojego resortu. Mamy prawie gotowy projekt ustawy o służbie zagranicznej – której celem jest m.in. stworzenie dodatkowej ścieżki naboru ludzi do dyplomacji (…). Ze wstępnych naszych analiz wynika, że byśmy taką ścieżkę mogli wprowadzić, potrzebne jest dodanie w ustawie o służbie cywilnej pewnego wyjątku, który pozwoli nam na większą swobodę w zatrudnianiu ludzi – żeby nie wpadali w reżimy konkursowe służby cywilnej”.

Innymi słowy, wiceminister namawia premiera, by do MSZ można było przyjmować po uważaniu „naszych ludzi”, uciekając od wszystkich procedur, typu wykształcenie czy znajomość języków obcych.

A skąd się biorą „nasi”? Po części pokazuje to korespondencja Dworczyka z ludźmi z województwa dolnośląskiego. Oto w mejlu z początku lutego 2016 r. pisowski radny Janusz Maniecki pisze do Dworczyka o sytuacji w powiecie dzierżoniowskim – na kogo uważać, z kim rozmawiać i w jaki sposób. W liście pojawia się też Romek, na którego trzeba uważać, „tak jak na wszystkich z wieloletnim stażem w PiS tutaj”. Pod koniec wiadomości Maniecki pisze: „Napisz do jakich instytucji i na jakie stanowiska jeszcze szukać tu ludzi”. Nie jest też zaskoczeniem, że w poprzednich wiadomościach od lokalnego polityka, jeszcze z końca grudnia 2015 r., widzimy załącznik z CV od Manieckiego: „Cześć, wysyłam swoje CV, tak jak się umówiliśmy. Zadzwoń albo napisz w wolnej chwili. Pozdrawiam. Janusz”.

Pomóż patriocie

Siła Dworczyka polega nie tylko na załatwianiu posad, ale także na tym, że może uruchomić konkretne pieniądze. Nawet takie, które w skali państwa są nieduże…

„Czołem Michale, pytanie dość dla mnie istotne, czy możecie kupić chociaż 500 egzemplarzy po 200 zł tego rocznicowego albumu” – autorem wiadomości jest Adam Borowski, kandydat PiS w wyborach parlamentarnych 2019, a sprawa dotyczy zakupu rocznicowych albumów „Niepodległa 1918”. „Muszę sprzedać szybko 1000 egz., by nie popaść w kłopoty”,  tłumaczy autor wiadomości. Dworczyk przekazuje wiadomość, pisząc: „Poproś jutro Tarczewską, żebyśmy kupili 200 sztuk o ile mamy na to kasę”. Wspomniana Tarczewska to Magdalena Tarczewska-Szymańska, dyrektor generalna KPRM. Z innych mejli wiadomo, że ostatecznie kupiono więcej albumów: „Michale, serdecznie dziękuję za to, że wzięliście 400 albumów… bardzo mi to pomogło”, czytamy w wiadomości z 1 września 2019 r. Borowski w rozmowie z portalem Onet potwierdził autentyczność wiadomości, dodając, że nie ma sobie nic do zarzucenia.

I trudno uważać inaczej – wszak chciał sprzedać i zarobić. Pytanie należałoby kierować raczej do Dworczyka. Że lekką ręką wydaje 80 tys. zł.

*

To jest zresztą clou afery mejlowej. Dworczyk i jego przełożeni próbują ją przemilczeć, ale z każdym tygodniem jest to coraz trudniejsze. Owszem, trudno przypuszczać, że na pocztę Dworczyka włamał się haker amator. Ewidentnie wygląda to na dobrze zorganizowane działanie. Strona, na której publikowane są mejle, też wygląda na przygotowaną i prowadzoną fachowo. Tropy prowadzą na wschód. Tak zresztą broni się Dworczyk, a wspiera go w tym Kaczyński, który napisał w komunikacie, że „najważniejsi polscy urzędnicy, ministrowie, posłowie byli przedmiotem ataku cybernetycznego” i że „został on przeprowadzony z terenu Federacji Rosyjskiej”. Dodatkowo PiS mówi, że część mejli może być fałszywką, więc lepiej ich nie czytać.

Ale takie działania są z zasady nieskuteczne. Mleko się wylało. Liczy się to, co ludzie widzą, a widzą ekipę Morawieckiego jako ludzi opętanych sprawami autoprezentacji, sprowadzenia mediów do roli lokajów, a do tego pochłoniętych załatwianiem posad i pieniędzy na różne partyjne przedsięwzięcia.

Dworczyk w tej ekipie odgrywa kluczową rolę. Załatwiacza. Faceta niby fajnego, ale takiego, którego trzeba się bać, bo nie wiadomo, jakie miny zbiera w piwnicy.

r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl

k.wawrzyniak@tygodnikprzeglad.pl

Fot. REPORTER

Wydanie: 44/2021

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy