Samotni łowcy bursztynów

Samotni łowcy bursztynów

Ważący ponad pół kilo okaz to cztery dni i noce spędzone nad morzem w lutym, tuż po sztormie

Legalni poszukiwacze

Poszukiwać bursztynu nad morzem można całkowicie legalnie. Zezwolenie wykupuje się w Urzędzie Morskim w Gdyni. Otrzymuje się wówczas identyfikator ze zdjęciem.

Złoża bursztynu

Bursztyn to kopalna żywica drzew iglastych, a w rzadszych przypadkach żywicujących drzew liściastych. Najstarsze gatunki (występujące w Kanadzie) pochodzą z dewonu, w naszym regionie są to utwory trzeciorzędowe. Bursztyn bałtycki to geologiczna nazwa bursztynu, który występuje w Saksonii w Niemczech, na zachodniej Ukrainie, na Lubelszczyźnie, na całym wybrzeżu Bałtyku oraz w kopalni w Kaliningradzie. W Kaliningradzie i na Ukrainie bursztyn wydobywa się w kopalniach odkrywkowych. W Polsce pozyskuje się go na dwa sposoby: metodą hydrauliczną albo poprzez wyławianie z morza. Metoda hydrauliczna polega na pompowaniu wody do określonego poziomu; kiedy strumień wody trafia na złoże, wypłukuje je na górę. Jest ona typowa dla Żuław. Stosują ją też osoby nielegalnie pozyskujące bursztyn w lasach.

Gdy Grzegorz Januszko z Jantaru kładzie na stole okazy wyłowione z morza, pęcznieje z dumy. Dla mnie to są bryły, dla niego ten największy, ważący 592 g
bursztyn to cztery dni i noce wyrzeczeń spędzone nad morzem w lutym, tuż po sztormie, w mrozie, kiedy buty przymarzają do ziemi, a człowiek w najcieplejszym ubraniu jest jak sopel lodu. To przykład determinacji, cierpliwości i wytrwałości. Ale opłacało się. W kilka dni Grzegorz Januszko zarobił 9 tys. zł. Na Mierzei Wiślanej poszukiwanie bursztynu po sztormach to tradycja przekazywana z pokolenia na pokolenie.

Pilnowanie bursztynu

Na „łapanie” bursztynu najlepiej wybrać się po sztormie. Trzeba obserwować wtedy morze, czy nie ma ciemnej plamy i czy mewy nie krążą nad nią większą gromadą. W tzw. śmieciach znajdują się patyki, martwe ryby i… bryły bursztynu. Takiej zbliżającej się plamy należy pilnować i gdy jest już blisko brzegu – sięgnąć kaszorem (kaszor przypomina siatkę na motyle, wykonaną z młodego świerku, z obręczą wygiętą z drutu i obszytą siatką) i wyciągnąć ją na brzeg.
Grzegorz Januszko zajmuje się tym od czterech lat. Ma na swoim koncie same sukcesy i, jak mówi, jest najlepszy w rodzinie. Rzeczywiście jego zdobycze robią wrażenie, ale żeby wyłowić z morza takie cuda, trzeba nie lada samozaparcia. Zimą nad brzegiem tworzą się wały z lodu, na morzu jest kra. Łatwo się poślizgnąć, stracić równowagę, wpaść pomiędzy kry.
– W styczniu i lutym temperatura sięga często minus 20 stopni, wieją silne wiatry, a na morzu szaleją kry lodowe. Jeden nieumyślny krok i można wpaść do wody, stracić życie, bo poławiacze nie lubią konkurencji i stoją sami, wyczekując bursztynu. Ostatnio z powodu tej kry odpuściłem, bo przewróciło mnie w wodzie – tłumaczy Radek, który woli pozostać anonimowym zbieraczem. Tym zajęciem jeszcze w dzieciństwie zaraziła go mama. Potem, wracając ze szkoły ze Stegny do Jantaru brzegiem morza, szukał herbacianych kamyków.
Januszko też nad wodą najlepiej czuje się sam. Z dumą przyznaje, że najpiękniejsze okazy łapał rękoma. Ale zaraz podkreśla, że można czatować cały weekend i nic nie wyłowić. – To jest loteria. Nie chodzi o to, że ten, kto jest pierwszy, na pewno coś złapie. Ludzie odejdą, a zaraz potem „śmieć” podpycha. Często bywa tak, że inni zmęczeni pilnowaniem bursztynu jadą do domu i wracają po kilku godzinach, a wtedy już nic nie ma, dlatego ja siedzę cały czas. Nigdzie się nie ruszam – mówi Januszko.
Poszukiwacz bursztynu oprócz nieprzemakalnej odzieży i wysokich woderów, czyli bardzo długich gumowców, musi też mieć kaszory różnej długości oraz zrobioną na zamówienie lampę z żarówkami ledowymi, ponieważ bursztyn w ciemności świeci na seledynowo. Przyda się też motor lub samochód.
– Jest potrzebny, żeby jechać po plaży i obserwować, co się dzieje, czy śmieć podpływa do brzegu, czy nie. Ale są i tacy, którzy idą na piechotę i jeszcze więcej nazbierają niż ty – zapewnia Januszko. – Zresztą w największe mrozy motorem ani rowerem nie podjedziesz. Brzegi zamarznięte. Zaspy. Trzeba iść. Ale zbieranie dodaje sił.
– Wtedy, gdy wyłowiłem ten okaz, nikt nie chciał ryzykować. Śnieżyca zniszczyła budę mojego psa, naprawiłem ją i poszedłem nad morze. Stałem od 6 rano do 21.00 w jednym miejscu, szedłem na chwilę do domu  i zaraz wracałem. Byłem kompletnie sam, woda wysoka, kry. Gdybym wpadł, to nawet nikt by o tym nie wiedział – opowiada Grzegorz.

CZY NA PEWNO PRAWDZIWY

– I proszę sobie teraz wyobrazić, że taki kamień klient bierze później na moim stoisku do ręki i mówi, że to nie bursztyn. Albo patrząc na ręcznie przeze mnie wykonaną różę z innej bryły wyłowionej przez Grzesia, mówi, że to plastik – stwierdza Ireneusz Abucewicz z firmy Mistral, który z bursztynu wykonuje różyczki, podrzeźbienia, prowadzi pracownię i sprzedaje biżuterię bursztynową na sezonowym stoisku w Krynicy Morskiej.
Trudno szukać entuzjazmu poławiacza u producentów biżuterii z bursztynu. Oni muszą się zmagać nie tylko z typowymi problemami każdego prowadzącego firmę, ale też ze spadkiem zainteresowania bursztynem.
– Niestety, bursztyn traci na popularności, pokolenie doceniające jego piękno i wartość odchodzi. Oferujemy nowoczesne wzornictwo, ale sam fakt wykorzystania bursztynu zniechęca do kupna takiej biżuterii. Do tego dochodzi kryzys, ludzie mają mniej pieniędzy w portfelach – mówi Janusz Czapliński z firmy Legend, który od 19 lat funkcjonuje w branży jubilerskiej. Jego firma ma filię we Włoszech, a wyroby sprzedaje do Anglii, Niemiec i Hiszpanii. – Przez ostatnie cztery lata sprzedaż bursztynowej biżuterii znacznie spadła.
W podobnym tonie wypowiada się niestrudzony promotor bursztynu bałtyckiego na całym świecie, Adam Pstrągowski z firmy S&A SA: – Zmiana trendów, stylu i kryzys spowodowały spadki sprzedaży w Hiszpanii, Grecji, USA i Wielkiej Brytanii. Firma S&A SA działa od 1992 r. i jest jedną z najbardziej znanych polskich firm jubilerskich. Biżuterię eksportuje na cały świat, głównie do Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych, krajów arabskich czy Chin, które są największym odbiorcą bursztynu na świecie. Chińczycy traktują go bowiem jak święty kamień. – Każda sztuka biżuterii bursztynowej eksportowanej do Chin musi posiadać certyfikat. Na miejscowym rynku funkcjonuje wiele instytutów w rodzaju naszych urzędów probierczych i każdy kamień musi być zweryfikowany. W rezultacie niektóre wyroby do nas wracają – opowiada Michał Kosior, dyrektor biura Międzynarodowego Stowarzyszenia Bursztynników.

Poprawianie jantaru

Na Mierzei Wiślanej spadku zainteresowania bursztynem nie widać. Sklepy z wykonaną z niego biżuterią są stałym elementem krajobrazu w prawie każdej nadmorskiej miejscowości.
– Zdarzają się miłośnicy jantaru, którzy poszukują wyjątkowych okazów lub ręcznie wykonanych unikatowych wyrobów. Najczęściej jednak klienci decydują się na drobne pamiątki z wakacji. Zawsze pytają, czy to na pewno prawdziwy bursztyn, nie potrafią sami odróżnić prawdziwego od sztucznego. Prowadzę pracownię bursztynową. Jaki miałbym interes w sprzedawaniu podróbek? – mówi Ireneusz Abucewicz.
– Prawdziwy bursztyn po potarciu suknem lub kawałkiem bawełny powinien przyciągać drobinki papieru. Można również podpalić kamień, wówczas poczujemy zapach żywicy – dodaje współpracująca z Ireneuszem Abucewiczem pani Aniela. – Klienci często pytają, co to za złote drobinki, które można zauważyć w środku kamienia. To tzw. łuska, którą uzyskujemy podczas obróbki cieplnej.
– Pod wpływem wysokiej temperatury powstają mikropęknięcia – tłumaczy Michał Kosior. – Kolor koniakowy również uzyskujemy, poddając bursztyn odpowiedniej obróbce. My, jako Międzynarodowe Stowarzyszenie Bursztynników, akceptujemy takie zabiegi, nie ma w tym nic złego. 95% kamieni, np. szmaragdy, szafiry itp., jest kamieniami poprawianymi. Rubin, który jest lekko różowy, stanie się krwistoczerwony, jeśli go odpowiednio podgrzejemy. A co do podróbek, to możemy spotkać je w biżuterii typu fashion. Są to zielone, brązowe lub żółte bransoletki przypominające bursztyn. Dużo plastiku przychodzi z Rosji. Zdarzają się nawet podróbki brył i trzeba przyznać, że są one perfekcyjne, ale na szczęście nie jest tego dużo.
Stoiska sezonowe i sklepy jubilerskie zachwycają. Czy można jednak zarobić na bursztynowym interesie? Aby móc w sezonie sprzedawać wyroby z bursztynu na krynickim molo, trzeba stanąć do przetargu organizowanego przez tutejszy urząd miasta i gminy. Ceny za sezon za jedno stoisko wahają się od 30 tys. do 50 tys. zł,
do tego dochodzi koszt zatrudnienia pracowników i utrzymania się w Krynicy Morskiej, bo wbrew pozorom biznesem bursztynowym nie zajmują się kryniczanie.
– Wynajęcie biura handlowego w Centrum Handlowym Manhattan w Gdańsku-Wrzeszczu kosztuje 3 tys. zł miesięcznie. Sprzedając w nim 15 kg biżuterii, nic nie zarobię, ale jeśli sprzedam 50 kg, już tak – mówi Józef Soszyński, wspólnik w firmie Enzo eksportującej  swoje wyroby do Chin, Unii Europejskiej, Rosji i krajów nadbałtyckich.

Monopolista z Kaliningradu

Ostatnio ceny surowców poszły znacznie w górę, a co za tym idzie – skoczyła też cena pierścionków i kolczyków. – Bursztyn podrożał w ostatnim okresie o ponad 100%. Powodów jest kilka: ogólny wzrost ceny surowców naturalnych, których zasoby są ograniczone, poważny wzrost zainteresowania bursztynem w Azji, a w szczególności w Chinach, absolutny monopol obwodu kaliningradzkiego na wydobycie bursztynu oraz brak zainteresowania naszych władz uruchomieniem poszukiwań bogatych złóż na terenie Polski – wyjaśnia Adam Pstrągowski.
Większość bursztynu bałtyckiego wydobywana jest w miejscowości Jantarnyj, w obwodzie kaliningradzkim.
– Kopalnia w Kaliningradzie jest firmą państwową. Dotychczas jako przedsiębiorstwo strategiczne była zarządzana przez Moskwę. Z najnowszych doniesień prasowych wynika, że przeszła pod władzę gubernatora Kaliningradu, ale to dalej fabryka państwowa. Kopalnia 90% urobku sprzedaje jednej firmie, która ma swoją produkcję i w Kaliningradzie, i w Kłajpedzie. Stamtąd jest on wysyłany głównie do Chin. Tylko niewielka część trafia do Polski – wyjaśnia Michał Kosior.
Sytuacja naszych producentów może się poprawić, gdy ruszy wydobycie w Gdańsku na Stogach Przeróbce.
– Firma Baltex rozpoznawała tam złoża bursztynu w latach 2008-2010 na powierzchni ok. 14,6 ha. Obecnie trwają prace nad uruchomieniem wydobycia – informuje Robert Pytlos, koordynator prezydenta Gdańska ds. bursztynu.

Wzloty i upadki

Najlepsze czasy branża bursztynowa zawdzięcza… Stevenowi Spielbergowi. – „Jurassic Park” otworzył ludziom oczy na bursztyn. Zaczął się wtedy prawdziwy bum na rynku. Największe zainteresowanie było w Stanach Zjednoczonych. To była prawdziwa „gorączka bursztynu”. Niektórzy producenci nie nadążali z produkcją, wciąż otrzymywali zamówienia na kolejne wyroby, to był po prostu szał – mówi Ireneusz Abucewicz.
To były wczesne lata 90., w Polsce zaczął się odradzać przemysł, na pierwszej edycji targów Amberif pojawiło się 14 firm, kilka lat później – już 400. Produkcja rosła, zakłady się powiększały. Bursztynową biżuterię eksportowano głównie do USA. Rynkiem zachwiały wtedy spadki walut.
– Okres od momentu ustalenia ceny z klientem do otrzymania pieniędzy wynosił kilka miesięcy, w tym czasie kurs waluty potrafił spaść o kilkanaście procent. Pracowało się na małych marżach, niektórzy producenci sprzedawali wyroby poniżej koszów produkcji. Kontrakty przestały przynosić zyski. W tej sytuacji kryzys i związane z nim gwałtowne umocnienie się kursów walut względem złotówki paradoksalnie pomogły branży bursztynowej – mówi Józef Soszyński.
Dziś trudna sytuacja na rynku wymusza na producentach inne podejście do bursztynu. W najnowszych kolekcjach dominują lekkość i delikatność.
– Już wiadomo, że biżuterii srebrnej z bursztynem tanio się nie kupi.  W ostatnich latach srebro podrożało prawie czterokrotnie, bursztyn podobnie. Był moment, że w ciągu pół roku srebro na londyńskiej giełdzie poszybowało w górę o 120%. Jeśli rosną ceny surowców, a co za tym idzie koszt produkcji i finalna cena biżuterii – to wiadomo, że właściciel sklepu wybierze u mnie wyrób mniejszy i lżejszy – zdradza Józef Soszyński.
–  10 lat temu srebro kosztowało
ok. 600 zł za kilogram, teraz dochodzi do prawie 4 tys. Podobnie jest ze złotem i z platyną. Pierścionek, który kiedyś kosztował u producenta 50 zł, bo składał się z 3 g srebra i kawałka bursztynu, teraz kosztuje kilka razy więcej. Firmy musiały przekształcić swoją produkcję. Kiedyś jeden pracownik produkował 2-3 kg biżuterii, teraz potrafi wyprodukować kilkanaście – tłumaczy Michał Kosior.
Wielu specjalistów musiało poszukać innego zajęcia. – W ten sposób z rynku zniknęli fachowcy. Przed sezonem bezskutecznie ich poszukiwaliśmy. Wyjechali za granicę, przebranżowili się… – mówi Janusz Czapliński. – Z rynku znikają także mniejsze firmy, często jedno- lub kilkuosobowe.
Józef Soszyński w obecnej sytuacji widzi jednak także pozytywy:
– Ze względu na wzrost ceny bursztyn wkracza do segmentu wyrobów luksusowych.
Daria Kwiatkowska

Wydanie: 37/2012

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy