Sąsiedzkie pogromy Żydów

Sąsiedzkie pogromy Żydów

Żydzi w Szczuczynie po tej pierwszej, nocnej rzezi byli całkowicie obezwładnieni strachem. Dzień po mordzie matka Chai S.-G. pobiegła do miejscowego proboszcza, aby błagać o litość dla Żydów w Szczuczynie, ale ksiądz odmówił jakiejkolwiek interwencji w ich obronie. Chaja z koleżankami pobiegła więc do przedstawicieli polskiej inteligencji w Szczuczynie, ale ci również odmówili wstawiennictwa u polskich milicjantów, mężczyzn ze Szczuczyna i okolicznych chłopów, którzy zjechali do miasteczka na wieść o mordowaniu Żydów i rabowaniu ich mieszkań. Sekretarz rady miejskiej, niejaki T., nie tylko nie pomógł, ale nawet zabrał ubranie zabitego rabina i nakazał żydowskiemu krawcowi F. dopasowanie go dla siebie. Krawiec zrobił to; później powiedział Chai, że na płaszczu rabina widać było krople świeżo zaschniętej krwi. Rodzice Chai od 40 lat prowadzili w Szczuczynie sklep, mieli wielu klientów ze wszystkich sfer społecznych. Nikt im nie pomógł. Nawet Z., sekretarz miejscowej rady parafialnej, zabijał wtedy Żydów.

Zbliżała się kolejna noc. Żydzi panicznie bali się nadejścia ciemności, bo domyślali się, że pod ich osłoną straszne wydarzenia poprzedniej nocy się powtórzą. Na szczęście około godz. 20 do Szczuczyna wkroczyły nowe oddziały frontowe Wehrmachtu. Wtedy Chaja wpadła na pomysł, aby ponownie spróbować szczęścia z żołnierzami niemieckimi – liczyła, że to oni im pomogą, tak jak we wrześniu 1939 r. Z wielkim trudem, bo Niemców bali się tak samo jak Polaków, szczuczyńscy Żydzi wybrali delegację, która udała się do dwóch oficerów niemieckich z prośbą o ochronę przed Polakami. Na początku hitlerowcy odmówili pomocy i mieli powiedzieć: „To nie jest nasza sprawa, walczymy z żołnierzami, a nie z cywilami”. Kiedy jednak zaproponowano im mydło i kawę w zamian za ochronę, zgodzili się, by ich żołnierze pilnowali spokoju w miasteczku w nocy. Chaja z dwiema innymi kobietami zaczęła pracować u żołnierzy; później zostały wprowadzone do pracy w niemieckiej centrali w Osowcu. Tak ocalały, a kolejny pogrom w Szczuczynie został powstrzymany. (…)

Chaja S.-G. i Barbara K.-R. oraz inni Żydzi ze Szczuczyna po wojnie zeznali, że wieczorem 14 lipca 1941 r. doszło do największego mordu w mieście. Polska milicja zebrała Żydów na rynku, a później poprowadziła ich na kirkut do pobliskiej wsi Skaje. Tam Polacy zabili ok. 100 szczuczyńskich Żydów. Zabijano ich pojedynczo w bestialski sposób – siekierami, kijami i łopatami. (…)

Po utworzeniu getta wszyscy żydowscy rzemieślnicy w Szczuczynie byli wykorzystywani przez polską ludność, wspieraną powołanymi przez Niemców polskimi siłami policyjnymi, do niewolniczej pracy w gospodarstwach: szewc, krawiec, kowal, dwaj zegarmistrze i malarz mieli mnóstwo pracy. (…) Później niektórzy właściciele polskich gospodarstw zażądali dziewczyn z getta do pracy w polu, ogrodzie itp. w czasie tzw. jarzynowych żniw w 1941 r. Płacili Wincentemu R., szefowi getta, za niewolnice żydowskie benzyną, jajkami, samogonem, czym kto mógł. Wybrano ponad 80 kobiet, była wśród nich Gutka R. Niektóre Żydówki poszły z własnej woli, licząc na to, że przyniosą swoim głodującym w getcie dzieciom i bliskim trochę ziemniaków. Odeszły i nigdy nie wróciły. Zostały zabite przez miejscowych pałkami, młotami, motykami na polach, tam gdzie pracowały.

Chyba najbardziej dramatyczny rozdział w tragicznej historii szczuczyńskich Żydów to losy żydowskich kobiet pozbawionych ochrony swoich mężczyzn, spośród których najpierw 300 wywieźli Niemcy w 1939 r., a pozostałych po kolei zabijali polscy milicjanci i polscy sąsiedzi na jesieni 1941 r. Bezbronne Żydówki trafiły do szczuczyńskiego getta, gdzie znalazły się na łasce swoich oprawców, stając się niemal ich własnością. Były wynajmowane do pracy miejscowym gospodarzom i stanowiły dla nich łatwy cel. Kobiety te we wsiach Skaje i Bzury zostały najpierw zgwałcone, a później z premedytacją zamordowane. Polacy ze Szczuczyna (…) eksterminowali je przez kilka tygodni za pomocą okutych kołków, młotów i łopat; zbrodnie miały zawsze ten sam ustalony wcześniej przebieg. Do miejsca pracy żydowskich kobiet polscy zbrodniarze przyjeżdżali na rowerach, broń zdobywali na miejscu u okolicznych gospodarzy, otaczali kobiety przy pracy, na polach, następnie gwałcili je i mordowali, a później zakopywali ich ciała w okolicznych lasach. Jeden z uczestników mordów Stanisław C. przyznał po wojnie, że wszyscy zbrodniarze byli przed 1939 r. członkami Stronnictwa Narodowego. Nawet niemieccy żandarmi okazywali niezadowolenie z faktu zabijania żydowskich kobiet i pobili jednego ze świadków, sołtysa wsi Skaje, za to, że dopuścił do mordu. (…)

JÓZEF K., Polak,
mieszkaniec Szczuczyna
[…] W pierwszych dniach, gdy do Szczuczyna wkroczyły wojska niemieckie w roku 1941, kilku mieszkańców miasta Szczuczyna przystąpiło do mordowania Żydów. […] W niedzielę, gdy wojska niemieckie były już w Szczuczynie, Wincenty R. zabił Żyda, którego nazwiska sobie nie przypominam, na oczach ludności miasta Szczuczyna. Widziałem ten wypadek na własne oczy oraz widziało to wielu mieszkańców Szczuczyna. Tego samego dnia Wincenty R. wymordował całą rodzinę zamordowanego Żyda, wypadek ten ja widziałem, jak również widzieli to mieszkańcy ul. Krzywej.

BARBARA K., z domu R., Żydówka, krawcowa, mieszkanka Szczuczyna
[…] Jest mi wiadomo, że Józef J. i Władysław Z. brali udział w mordowaniu ludności narodowości żydowskiej w lipcu 1941 r.; które osoby przez nich zostały zamordowane, nie mogę powiedzieć, ponieważ mordowali masowo, jak również stwierdzić nie mogę, gdyż nie widziałam, a tylko słyszałam od drugich osób narodowości żydowskiej, którzy mówili, że wyżej wymienieni brali udział w mordowaniu. Osoby te, od których słyszałam powyższe dane, już dziś nie żyją. […] Jak mi jest wiadome, że mieszkaniec Szczuczyna R. (imię nie pamiętam) zaraz po wkroczeniu Niemców napadł jedną rodzinę narodowości żydowskiej, nazwiska nie pamiętam, zamieszkałych przy ul. Krzywej, co ja słyszałam na własne uszy, ponieważ mieszkałam naprzeciw. Poranił ich nożem, których odwieźli do szpitala; co się z nimi stało w późniejszym okresie, nie wiem. Działo się to zaledwie trzy dni temu po wkroczeniu Niemców. Po dwóch tygodniach zaczęły się masowe mordowania, w których R. również brał czynny udział. Następnie był on komendantem robotników narodowości żydowskiej, którzy znajdowali się w getcie. Znęcał się w najróżnorodniejszy sposób, jak na przykład w czasie pracy bił robotników, żywności nie rozdawał, tej, która się należała; z chwilą gdy któryś z robotników szedł na miasto za żywnością, a R. ich zauważył, bił ich lub sadzał do więzienia przez noc, gdzie jednocześnie ich bił, a na dzień do pracy. Na własne oczy widziałam, jak bił chłopca nazwiskiem L., którego tak pobił, że nie mógł iść. R. grabił mienie obywateli narodowości żydowskiej, biżuterię i inne rzeczy pod groźbą śmierci.

Strony: 1 2 3 4

Wydanie: 14/2016

Kategorie: Historia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy