Najdynamiczniej rozwijająca się religia na świecie właśnie zdobywa nowy przyczółek – Polskę Centrum Warszawy. Na ruchliwej ulicy przed pasażem ze sklepami od kilku dni stoi dziwny samochód – żółty z ośmioramiennym krzyżem. W pobliżu, tuż obok przystanku, gdzie ciągle zbiera się tłum, uśmiechnięci ludzie w żółtych koszulkach rozdają ulotki: „Coś z tym można zrobić”. Na koszulkach napis: „Humanitarny Wolontariusz”. Scjenotologia – najdynamiczniej rozwijająca się religia na świecie – właśnie zdobywa nowy przyczółek – Polskę. Tour altruizmu Przyjechali do Warszawy nieść „prawdziwą pomoc”. Goodwill Tour, Europejskie Tournée Dobrej Woli, po Rydze, Wilnie, Kaliningradzie, dojechało z dobrą wolą nad Wisłę. Scjentologów odwiedziło już 2 tys. Polaków. Ilu z nich to już sympatycy? W luksusowym hotelu Westin eleganccy ludzie nie przestają się uśmiechać, rozdając teczki ze słupkami statystyk – 65 tys. wolontariuszy pomogło już 6 mln zagubionych w codziennych problemach. Tylko w ciągu ostatnich miesięcy aż 46 tys. – pokazują słupki. Byli w Nowym Jorku 11 września, przy tsunami, huraganie Rita… Są wszędzie na czas. Z mottem: „Coś z tym można zrobić”. Martin Weightman, reprezentujący Kościół, zaczyna: – Zajmujemy się głównie upadkiem moralności w społeczeństwach. W Polsce, gdzie religia jest istotna, wskaźnik przestępczości jest mniejszy i większe znaczenie ma rodzina, ale to nie oznacza, że w życiu codziennym ludzie w Polsce nie spotykają się z problemami. Są małżeństwa, które przechodzą kryzysy, studenci, którym się nie powodzi, chorzy, narkomani, jest upadek systemu edukacji. Nasz humanitarny wolontariusz pomaga w sposób bezinteresowny we wszystkich sytuacjach. Wolontariusz używa podstawowych zasad odkrytych i opracowanych przez L. Rona Hubbarda. Celem tournée, które właśnie opanowało wschodnią Europę, jest dostarczenie ludziom jego „narzędzi”, jedynych skutecznych. – Każdy może się ich nauczyć po to, żeby być jeszcze szczęśliwszy i żyć z większym sukcesem – kończy pan Weightman. Evelyne Bartczak od ponad 20 lat pracuje w New Era Publications, które wydaje tylko dzieła L. Rona Hubbarda. Opowiada z namaszczeniem, jak podróżował on po świecie, studiował różne religie, nauki i szukał odpowiedzi na pytanie, jak uczynić ludzi szczęśliwymi. Założyciel scjentologii, zmarły w 1986 r. pisarz sicence fiction, dla wyznawców jest po trosze prorokiem. Mówią o nim: „Świat nie ma lepszego przyjaciela”. Płodny. Przez 50 lat napisał ponad 500 książek i nagrał 3 tys. wykładów, razem – 40 mln słów. – Na zeszłorocznych targach książkowych we Frankfurcie Hubbardowi przyznano nagrodę dla najczęściej tłumaczonego obecnie autora na świecie – pani Evelyne ma nadzieję, że polski czytelnik też znajdzie w broszurkach odpowiedzi, jak życie uczynić szczęśliwszym. Wszędzie cytaty z pana Hubbarda. Na ścianach, w gazetkach, książkach, ulotkach. Największe kościoły scjentologów utrzymują dla pana Hubbarda specjalny pokój, w pokoju biurko, biblioteczka i coś do pisania. Z szacunku, tak jakby miał zaraz wpaść… Wstaje prof. Urbano Alonso Galan, teolog z Hiszpanii: – Zajmowałem się badaniem scjentologii i doszedłem do wniosku, że jest to prawdziwa religia. Odnajduję w jej wyznawcach osoby rzeczywiście szczęśliwe i towarzyskie. Za kilka godzin rusza tour – masaże, pogadanki, pokazy technik poprawiania życia, można też nauczyć się pomagać przyjaciołom i krewnym. Uśmiechnięci ludzie zapraszali na ulicach, przystankach i w centrach handlowych do żółtych namiotów, które miały stanąć przy rondzie ONZ. Ale w ostatniej chwili urząd miasta wycofał zgodę. Gdy gazety opisały, że humanitarna akcja to przykrywka kontrowersyjnej religii, trochę się w urzędach przestraszyli. Media alarmowały, że przyjechała sekta, Kościół biznesu, że piorą mózgi sympatykom, doprowadzając ich do bankructw i samobójstw, w Lyonie młody mężczyzna nie mogąc zdobyć 30 tys. franków na kolejny kurs oczyszczenia, popełnił samobójstwo, a w Niemczech kilka lat śledziła ich specjalna policja. Już mieli rozkładać namiot, gdy architekt zakomunikował, że potrzebne jest zezwolenie: – Ale oczywiście naszym motto jest, że „Coś można z tym zrobić” – uśmiecha się pan Weightman. Jacy mili, jacy uprzejmi Choć namiot nie stanął, wszystko ma być na wesoło. Impreza w eleganckim hotelu właśnie się zaczęła. Ale nie ma tłoku.
Tagi:
Edyta Gietka







