Seks bez seksu

Seks bez seksu

Nauczyciele wychowania do życia w rodzinie będą uczyć na podstawie książki, w której erotykę utożsamia się z najgorszymi chorobami i przestępstwami

17 marca w Teatrze Wielkim odbędzie się spotkanie z Joshem McDowellem, autorem książki “Mity edukacji seksualnej”. Z całej Polski przyjadą wykładowcy przedmiotu wychowanie do życia w rodzinie. Zainteresowanie jest tak duże, że trzeba było odmówić pedagogom z Olsztyna i Krakowa. Spodziewani też są posłowie z sejmowej Komisji Rodziny i pełnomocnicy duszpasterstwa rodzin. Wszyscy sami płacą za przejazd, wyżywienie, uiszczą też opłatę konferencyjną. Dawno już nie było tak dużego, edukacyjnego spotkania w sprawie jednego przedmiotu nauczania.
Organizatorem jest MEN, jednak – jak się dowiedziałam – impreza jest samonapędzającą się machiną, bo właściwie nikt za nią nie płaci.
Początkowo planowano spotkanie w auli politechniki, ale okazało się, że nie pomieści tłumu zainteresowanych. Poza tym politechnika chciała 23 tys. zł, a Teatr Wielki zażądał tylko 10 tys., które wpłaciło stowarzyszenie nauczycieli z Krakowa. Kolejnym sponsorem miało być wydawnictwo “Vocatio”, które wypuściło książkę na rynek. Jednak dyrektor wydawnictwa, pan Wacławik, zaprzecza i stwierdza, że kwota jest tak mała, iż trudno mówić o sponsorowaniu. Za to wydawnictwo zrobiło inny gest. Wydrukowało 50 tys. egzemplarzy i odsprzedało je Fundacji McDowella. Po kosztach produkcji. Jak na polski rynek wydawniczy jest to bardzo duży nakład, ale trudno się dziwić, jeśli książka miała trafić do gimnazjów i liceów. I już trafiła. Znowu najtaniej jak to możliwe. Była rozwożona. Poza tym część nakładu trafiła do Komisji Katechetycznej Episkopatu. Około 4 tys. jest w księgarniach, cena bardzo atrakcyjna – 19 zł.
Za spotkanie 17 marca płacą nie tylko nauczyciele, ale także sam Josh McDowell, który przylatuje na swój koszt. Po prostu, gdy dowiedział się, w jakim kierunku zmierza “edukacja rodzinna” w Polsce, postanowił przylecieć i kupić nauczycielom 50 tys. egzemplarzy swojego wykładu. Na pewno książka ożywi lekcje.

“Kondomania”
zatacza coraz szersze kręgi

Dlaczego MEN tak bardzo chce, by każdy nauczyciel przeczytał “Mity edukacji seksualnej”? Od specjalistki w resorcie dowiedziałam się, że chodzi o to, by zawrócić młodzież ze złej drogi. Tak na oko młodzież jest w połowie tej złej drogi. Książka ma pokazać model sprzyjający rodzinie, a sam McDowell ma nauczyć polskich nauczycieli, jak rozmawiać z uczniami. A będą to rozmowy trudne. Poza tym w MEN panuje przekonanie, że McDowell pozwoli zrobić państwu spore oszczędności. Jeśli młodzież będzie żyć tak, jak radzi McDowell, nie trzeba będzie utrzymywać samotnych matek, wydawać pieniędzy na chorych wenerycznie i na AIDS.
Jaka jest recepta McDowella? Abstynencja seksualna aż do ślubu. Żadnych środków antykoncepcyjnych. Oczywiście, nie jest to pomysł szczególnie wyrafinowany i jeśli ktoś chce tak żyć – jego moralność, jego cnota. Bo w książce zdarzają się ładne fragmenty o uczuciach. Są także zdumiewające wulgaryzmy. Jednak co innego własne zasady, co innego narzucanie ich innym strachem i groźbami. Najpierw McDowell radzi sobie z nauczycielami. W jednym zdaniu, jednym tchem ostrzega: “Wierzcie, że gdyby moje dziecko w szkolnej poradni lub od nauczyciela otrzymało prezerwatywę, a później zaszło w ciążę lub zaraziło się chorobą przenoszoną drogą płciową, to podałbym do sądu radę szkoły, jej władze i nauczyciela. Domagając się odszkodowania w wysokości ich całego stanu posiadania”. No cóż, nauczyciel będzie wolał nic nie mówić.
“W niektórych szkołach uczniowie nie dostają zaliczenia z higieny, jeśli nie kupią prezerwatywy”.
We wstępie wydawca wyjaśnia, że książka powstała 10 lat temu. Wiele danych, na przykład dotyczących AIDS, straciło na aktualności, ale jak pogodnie stwierdza “Vocatio”, poprawianie ich wymagałoby napisania drugiej książki. Więc wydawca podaje nam to, co McDowell wymyślił przed laty.
Wychowanie seksualne oparte na abstynencji – to propozycja autora. I prawie 400 stron lęków, co będzie, jeśli złamie się tę zasadę.
Z książki dowiadujemy się, że dostępne środki antykoncepcyjne “zachęcają dzieci do seksu i sprzecznych z prawem zachowań”. Czyli seks prowadzi do przestępstwa. Poza tym najgorzej mówi się o prezerwatywach, które przeciekają i już młody człowiek obciąża budżet państwa swoim nieszczęściem. AIDS wisi nad każdym, kto uprawia seks przed ślubem. Sporo jest też strasznych cyfr, między innymi wyliczenie, że w USA w ciągu 17 lat “unicestwiono 170 mln istnień ludzkich”. Sporo jest też uczuć, a więc wmawianie, że każda osoba, z którą coś cię łączyło, będzie ci towarzyszyła po ślubie. Zawsze będziesz o niej myśleć, kochając się z żoną. Zawsze – zapewnia McDowell. Zawsze będziesz porównywać. No cóż, w łóżku będzie ciasno, to również opinia tego protestanckiego autora licznych podręczników. Uwierz McDowellowi na słowo. Poza tym miłości trzeba się uczyć tylko z jedną osobą. Abstynencja przed ślubem jest gwarancją, że partner nie zdradzi po ślubie. I tak dalej.

z prezerwatywą
jak w rosyjskiej ruletce

Czytam to i myślę, że do Teatru Wielkiego przyjadą sami swoi, czyli osoby przekonane – do recepty McDowella trzeba lękiem doprowadzić całą młodzież. Ci ludzie kształcili się na różnych prorodzinnych kursach, teraz prawdy McDowella będą sprzedawać w szkołach. Oczywiście młodzież, której wcale nie zależy na AIDS, rzeżączce i nieślubnych dzieciach, wzruszy tylko ramionami, gdy dowie się, że obowiązująca ma być wyłącznie abstynencja. Zmarnowane lekcje. Jest jednak jeszcze jeden problem. Oto po wyborach parlamentarnych zmieni się minister edukacji. Wychowanie do życia w rodzinie, jak byśmy nie nazwali tego przedmiotu, zbliży się do norm WHO. I co wtedy z tym tłumem, który zachwycał się McDowellem? Po prostu powie się tym ludziom, że się nie nadają? Przecież zostali wykształceni za państwowe pieniądze, przekonywano ich, że mają rację…

Wydanie: 10/2001

Kategorie: Obserwacje

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy