Separatyści z wyspy Napoleona

Separatyści z wyspy Napoleona

Korsyka rzuca wyzwanie Francji. Czy stanie się drugą Katalonią?

Korespondencja z Bastii

– Właśnie w tej chwili nasze myśli skierowane są ku tym, którzy przez długie lata walczyli o godność dla Korsyki, a teraz muszą odsiadywać wyroki w więzieniach – mówił w Corte, bastionie nacjonalistów, wyraźnie poruszony lider koalicji Dla Korsyki (Pè a Corsica) Gilles Simeoni. Oddawał hołd bojownikom Frontu Narodowego Wyzwolenia Korsyki (FLNC), przez cztery dekady prowadzącym walkę z rządem francuskim o niepodległość wyspy. Jego słowa wywołały aplauz tłumu zwolenników, którzy dumnie wymachiwali biało-czarnymi flagami z wizerunkiem głowy Maura z białą przepaską.

Wiec w Corte odbywał się po zwycięstwie nacjonalistów z Pè a Corsica, opowiadających się za autonomią, w wyborach regionalnych na wyspie Napoleona. Uzyskali oni 56,5% głosów. Na listę kandydatów La République en Marche, partii prezydenta Francji Emmanuela Macrona, głosowało zaledwie 12,67% wyborców.

Pierwszy sukces korsykańskie ugrupowania separatystyczne osiągnęły w 2015 r., uzyskując w wyborach parlamentarnych 35% głosów współobywateli. Tym razem nacjonaliści nie tylko utrzymali władzę, ale także zanotowali aż 21-punktowy wzrost poparcia. Po takim miażdżącym wyniku będą mogli coraz śmielej wywierać presję na władze centralne w Paryżu, domagając się większej autonomii.

Francjo, wynocha!

Zdaniem 65-letniej pielęgniarki Dumé bojownicy FLNC to prawdziwi bohaterowie i patrioci w pełni oddani sprawom wyspy. – Zrobili naprawdę wiele w walce przeciwko kolonizatorom – zaznacza. – Nasze hasło brzmiało: I Francesi Fora (co mniej więcej można przetłumaczyć jako: Francjo, wynocha – przyp. aut.).

Dla Dumé i wielu innych Korsykan Francja nie tylko jest symbolem ucisku, który tłamsi tamtejszą kulturę, zwyczaje czy język, ale także ponosi winę za poważne zaniedbania. Mieszkańcy Korsyki uważają, że Paryż niewystarczająco dbał o wyspę Napoleona. Przez lata nie inwestowano w infrastrukturę, nie rozwiązywano problemów gospodarczych. Korsykanie sfrustrowani dekadami bezrobocia i utrzymującą się przestępczością kryminalną postanowili oddać stery władzy miejscowym nacjonalistom. O problemach Korsyki przypominali światu swoimi działaniami partyzanci.

– Akcje partyzantów tylko nas zainspirowały do działania – uważa Dumé. – Rezultat głosowania pokazał, że 40 lat walki FLNC nie poszło na marne.

Paryż początkowo wydawał się głuchy na triumf secesjonistów. W przededniu pierwszej tury wyborów prezydent Macron był w Afryce, a minister spraw wewnętrznych twardo wypowiadał się na temat imigrantów, nie wspominając ani słowem o wyborach i ruchach separatystycznych na Korsyce. Także porażkę partii Macrona w drugiej turze wyborów rząd francuski przyjął ze stoickim spokojem. Premier Édouard Philippe zadzwonił do zwycięzców z gratulacjami i zapewnił o gotowości przyjęcia ich w Paryżu, aby podjąć rozmowy o wprowadzeniu na Korsyce nowych instytucji samorządowych. Nie wspomniał jednak o rozszerzeniu autonomii, nie mówiąc już o niepodległości.

Nacjonaliści na śródziemnomorskiej wyspie triumfują. – Paryż musi dzisiaj zmierzyć się z tym, co się dzieje na Korsyce – mówił zaraz po ogłoszeniu wyników wyborów Gilles Simeoni. Inny lider koalicji Pè a Corsica, Jean-Guy Talamoni, przyjął jeszcze ostrzejszą linię, mówiąc, że francuski rząd musi bardzo szybko rozpocząć negocjacje. Nie wykluczył także, że w 2018 r. na wyspie mogą się pojawić proniepodległościowe protesty. – Jeżeli Paryż ponownie będzie zaprzeczał prawu do prawdziwej demokracji, będziemy zmuszeni do organizowania demonstracji na Korsyce, ale także do objeżdżania europejskich stolic – dodał Talamoni.

Wojna 40-letnia

Górzysta, śródziemnomorska Korsyka z 330 tys. mieszkańców jest jednym z 18 regionów Francji. Podobnie jak hiszpańska Katalonia ma własny język, dumną tożsamość i długą historię szorstkich stosunków z rządem centralnym. Wielu mieszkańców Korsyki uważa, że należy do odrębnego narodu, i co jakiś czas domaga się odłączenia od Paryża.

Do południowej Francji jest stąd ok. 260 km, a do włoskiej Sardynii zaledwie 100 km. Kultura włoska od zawsze miała silny wpływ na wyspę, co znalazło odzwierciedlenie w lokalnym języku – corsu, który jest dialektem włoskiego. Po włosku też – wcześniej niż w samej Italii – spisano pierwszą miejscową konstytucję.

W ciągu wieków Korsyka była wielokrotnie najeżdżana i okupowana przez śródziemnomorskie potęgi. Najdłużej, prawie przez pięć stuleci, wyspą rządziła Republika Genui – od roku 1282 aż do 1768, kiedy Korsyka stała się francuską kolonią. Okupant zniszczył jedną z najwcześniej funkcjonujących demokracji w Europie, zamknął tamtejszy uniwersytet (otwarty ponownie dopiero w 1975 r.) i zakazał używania ojczystego języka. Mimo to mieszkańcy Korsyki jeszcze przez ponad stulecie pozostawali pod wpływem włoskiej kultury: tamtejsza burżuazja wysyłała dzieci na studia do Pizy, w języku włoskim spisywano oficjalne akty i wydawano książki.

Korsykański nacjonalizm ujawnił się po I wojnie światowej, ale na sile przybrał w połowie lat 70. XX w. Europą Zachodnią wstrząsały wówczas nieudane próby obalenia starego porządku za pomocą terroryzmu, a nawet walk partyzanckich. W Kraju Basków członkowie ETA podkładali bomby pod urzędy państwowe i atakowali hiszpańskich polityków, sędziów oraz policjantów. Irlandia Północna była świeżo po krwawej niedzieli, kiedy brytyjskie służby stłumiły protest republikanów w Londonderry, przyczyniając się do zaostrzenia konfliktu między Irlandzką Armią Republikańską a rządem w Londynie. Bojownicy IRA dokonali serii zamachów terrorystycznych, których ofiarami stali się brytyjscy policjanci, żołnierze, urzędnicy i lojaliści. We Włoszech dochodziło do krwawych starć między lewicowymi a faszystowskimi bojówkami. W Niemczech zachodnich dawała o sobie znać Frakcja Czerwonej Armii.

Ta fala lewicowego i narodowowyzwoleńczego buntu dotarła także na Korsykę. W sierpniu 1975 r. 20 członków Korsykańskiej Akcji Regionalistycznej (ARC), uzbrojonych w karabiny maszynowe, dowodzonych przez Edmonda Simeoniego, zajęło winnicę na wschodnich równinach w pobliżu Alérii. Chcieli zwrócić uwagę opinii publicznej na kiepską sytuację ekonomiczną wyspy, szczególnie w dziedzinie rolnictwa. Potępili przejęcie ziem na wschodzie wyspy przez pieds-noirs (niemuzułmańskich obywateli francuskich z Algierii i innych krajów Afryki Północnej, którzy przeprowadzili się do Francji, po tym jak dawne kolonie francuskie uzyskały niepodległość) i ich rodziny. Ówczesny francuski minister spraw wewnętrznych Michel Poniatowski postanowił siłą rozprawić się z buntownikami. W tym celu wysłał na wyspę 2 tys. żandarmów wspieranych lekkimi pojazdami opancerzonymi i stłumił bunt demonstrantów. W czasie akcji śmierć poniosło dwóch żandarmów. Tydzień później rząd francuski zadecydował o rozwiązaniu ARC.

W Bastii i innych miejscowościach wybuchły zamieszki, które zamieniły się w regularną bitwę między demonstrantami a policją. Jeden z członków ARC został zabity, wielu było rannych. Wydarzenie to zapoczątkowało radykalizację ruchów nacjonalistycznych. Na gruzach ARC powstał Front Narodowego Wyzwolenia Korsyki, który postawił sobie za cel wywalczenie niepodległości wyspy metodami terrorystycznymi. FLNC rozpoczął zbrojną działalność w maju 1976 r. Separatyści odpalili wtedy równocześnie 21 bomb we wszystkich ważniejszych miasteczkach na wyspie. Przez następnych 40 lat rebelianci wysadzali w powietrze banki, samochody, pojazdy wojskowe, tory kolejowe, budynki rządowe, ostrzeliwali z moździerzy i granatników posterunki żandarmerii oraz obiekty wojskowe, napadali na banki i pobierali „podatek rewolucyjny” od przedsiębiorców. Z reguły jednak nie atakowali cywilów i turystów. Ataki terrorystyczne przeprowadzano także w kontynentalnej Francji, głównie w Marsylii, Nicei i Paryżu.

Nieopłacalna niepodległość

W 2014 r. korsykańscy partyzanci postanowili złożyć broń i wywalczyć autonomię lub niepodległość za pomocą kartek wyborczych. Pierwszy sukces przyszedł już w tym samym roku. Burmistrzem ważnego miasta Korsyki, Bastii, został Gilles Simeoni, opowiadający się za większą autonomią wyspy. Rok później koalicja Dla Korsyki zwyciężyła w wyborach lokalnych.

Korsykański ruch nacjonalistyczny reprezentowany jest przede wszystkim przez dwie partie polityczne: Zbudujmy Korsykę (Faisons la Corse), która domaga się większej autonomii, oraz Wolną Korsykę (Corsica Libera), która opowiada się raczej za separatyzmem. Obie formacje połączyły siły i z powodzeniem zdobywają rzesze zwolenników na wyspie Napoleona. Wzorem dla nich stały się ruchy separatystyczne w Katalonii i Szkocji.

W europejskich mediach zaczęło się pojawiać pytanie, czy Korsyka, podobnie jak Katalonia, może dążyć do całkowitej niepodległości. Thierry Dominici, specjalista od Korsyki na co dzień pracujący na uniwersytecie w Bordeaux, zauważa, że główną przeszkodą w dążeniu do niepodległości jest silne uzależnienie gospodarcze wyspy od kontynentu. W odróżnieniu od zamożnej Katalonii, która stanowi jedną piątą hiszpańskiej gospodarki i mogłaby być samowystarczalna, Korsyka to zaledwie 0,4% francuskiej gospodarki, ma wyższe niż na kontynencie bezrobocie i większe ubóstwo. – Pod względem ekonomicznym odłączenie się Korsyki od Francji nie jest opłacalne. Myślę, że nie dojdzie do tego za mojego życia – twierdzi Dominici.

Liderzy koalicji Dla Korsyki są świadomi tej sytuacji, dlatego domagają się autonomii, a nie całkowitej niepodległości. Nawet przywódca separatystów Jean-Guy Talamoni, nazywany przez niektórych korsykańskim Puigdemontem, sugeruje, że wyspa oddzieliłaby się od Francji najwcześniej za 10 lub 15 lat, gdyby chciała tego większość mieszkańców. – Korsykanie głosują na nacjonalistów, ale nie będą głosować za niepodległością, dopóki nie będą pewni stabilności materialnej – zauważa Talamoni.

Również badania opinii publicznej pokazują, że większość mieszkańców Korsyki, z których wielu żyje z sezonowej turystyki i w dużym stopniu zależy od dotacji państwowych, chce pozostać częścią Republiki Francuskiej.

Trzy żądania

Biorąc to pod uwagę, Pè a Corsica wysuwa trzy podstawowe żądania. Pierwszym jest uznanie języka korsykańskiego za oficjalny język na wyspie, na równi z francuskim. Oznaczałoby to dwujęzyczność nie tylko w mediach, ale również w oświacie, w aktach urzędowych oraz na posiedzeniach zgromadzenia terytorialnego i organów samorządowych na poziomie departamentów i gmin.

Drugie żądanie to amnestia dla więźniów, głównie członków FLNC odsiadujących wyroki za działalność terrorystyczną. Amnestia miałaby także obejmować Yvana Colonnę skazanego za zamordowanie Claude’a Érignaca, francuskiego prefekta Korsyki.

Nacjonaliści domagają się też ustanowienia specjalnego statusu rezydenta dla Korsyki, aby powstrzymać obcokrajowców kupujących domy letniskowe na wyspie, oraz poszerzenia autonomii w takich obszarach, jak służba zdrowia, edukacja, policja czy podatki.

Zrealizowanie tych żądań będzie jednak bardzo trudne. Francja jest najbardziej scentralizowanym jednolitym państwem w Europie. Amnestia dla byłych członków FLNC wzbudziłaby duży sprzeciw w społeczeństwie. A żeby język korsykański był równy francuskiemu, trzeba by zmienić konstytucję. Warto przypomnieć, że w latach 90. socjalistyczny rząd zgodził się na użycie sformułowania „naród korsykański”, jednak Rada Konstytucyjna (odpowiednik polskiego Trybunału Konstytucyjnego) odrzuciła je jako niezgodne z konstytucją.

– Jeśli Francja odrzuci dialog i udaremni prośby o autonomię, popchnie to Korsykę w stronę żądań niepodległościowych – uważa Günther Dauwen, dyrektor Wolnego Sojuszu Europejskiego (EFA), organizacji skupiającej ugrupowania polityczne narodów bez państw.

Zwolennicy secesji mają jednak nadzieję, że poparcie dla niepodległości wzrośnie na tyle, by za 10 lat doszło do referendum w tej sprawie. Zwraca się także uwagę, że w nacjonalistycznych wiecach uczestniczą bardzo zróżnicowane środowiska – od byłych bankierów, przez plantatorów winorośli, po konserwatorów dróg i nauczycieli, dużą grupę stanowią ludzie młodzi. – Koalicja Dla Korsyki ma za sobą wszystkich młodych ludzi – uważa Alexandra Bischof, 22-letnia studentka komunikacji społecznej, która regularnie chodzi na wiece nacjonalistów w Corte. – Młodzi, angażując się w ruchy separatystyczne, angażują się w przyszłość Korsyki. Ja sama jestem zwolenniczką niepodległości. Chcę być wolna. Nie chcę być już Francuzką. My tutaj wszyscy jesteśmy Korsykanami, a nie Francuzami.

Zdaniem przywódców koalicji Paryż będzie musiał poważnie traktować „kwestię korsykańską”. Na razie jednak radykalni separatyści i umiarkowani zwolennicy autonomii zgodzili się odłożyć sprawę niepodległości wyspy przynajmniej do 2027 r.

Wydanie: 3/2018

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy