Skandale to czeska specjalność

Skandale to czeska specjalność

Politycy oskarżają się nawzajem, a przeciętny pan Havranek zaczyna wierzyć, że…

Nad Wełtawą skandal goni ostatnio skandal. Tylko w ciągu pierwszych trzech tygodni maja czeska opinia publiczna była kolejno zaskakiwana trzema aferami z udziałem znanych polityków. Praski tygodnik “Respekt” napisał przy tej okazji, że “polityczne ciosy dosięgają i prawej, i lewej strony czeskiej sceny publicznej”. Bynajmniej się nie pomylił. Ujawniane przez media zdarzenia stawiają bowiem pod pręgierzem oskarżeń zarówno czołowych polityków prawicy, jak i socjaldemokratów. Na dodatek – to opinia dziennika “Mlada Fronta Dnes” – przeciętny pan Havranek otrzymuje “prawdziwy

koktajl kryminalno-polityczny”.

Obok banalnych informacji o łapówkarstwie i podejrzanych transakcjach finansowych w czeskiej prasie można znaleźć historie polityczno-szpiegowskie i tyleż łzawe, co bulwersujące opowieści o liderce znanej partii – kiedyś, jak twierdzą oskarżyciele, “kobiecie upadłej”.
Ten ostatni zarzut wzbudził nad Wełtawą być może najwięcej emocji. W połowie maja kilka gazet opublikowało artykuły oskarżające wiceprzewodniczącą Partii Socjaldemokratycznej, 33-letnią Petrę Buzkovą, o “niewłaściwe” prowadzenie się w latach 80., a także o zaniedbywanie swojej córki, 4-letniej Anduli.
Buzkova, uznawana za jedną ze wschodzących gwiazd czeskiej polityki, w rankingach popularności systematycznie zdobywała czołowe lokaty. Mówiło się, że mogłaby kandydować w następnych wyborach prezydenta Czech, że jest przykładem kobiety nowoczesnej, która wie, co zrobić ze swoim życiem. Gazety opisywały nie tylko jej życiową energię i polityczne sukcesy, ale rozgrzewające serca czytelników opowieści o karmieniu Andulki piersią w kuluarach parlamentu, o twardym charakterze Petry Buzkovej, której komplikacje w życiu osobistym nie przeszkodziły w karierze zawodowej, wreszcie o znakomicie skrojonych kostiumach i eleganckich sukienkach wiceprzewodniczącej socjaldemokracji.
Tym razem artykuły na temat Petry mówią coś absolutnie innego. Gdyby wierzyć dziennikarzom, pani Buzkova od lat zaniedbuje swoją Andulkę, pozostawiając ją na całe tygodnie pod opieką babci, a kiedy już pojawia się obok swojej córeczki, krzyczy na nią, poszturchuje, a nawet karze ją soczystymi klapsami. Jeszcze większą sensację zrobiły informacje zaczerpnięte podobno z milicyjnych kartotek, jakoby poważna dzisiaj pani polityk była w latach 80. kimś w rodzaju dziewczyny do towarzystwa. Powołując się na raporty tzw. obyczajówki, oskarżyciele Buzkovej twierdzą, że była wielokrotnie widywana na dyskotekach

w luksusowych hotelach,

w towarzystwie szastających dewizami obcokrajowców. Jednocześnie pojawiają się głosy, że oskarżenia pod adresem Petry zostały spreparowane przez jej przeciwników politycznych i to z szeregów własnej partii. Rzecz w tym, że Buzkova w ostatnich miesiącach znalazła się w ostrym konflikcie z częścią kierownictwa partii, która dąży do utrwalenia dominacji na scenie politycznej dwóch wielkich ugrupowań, właśnie socjaldemokracji i prawicowej ODS Vaclava Klausa. “Nie godzę się na zmiany w konstytucji i ordynacji wyborczej, które zepchną małe partie w polityczny niebyt”, oświadczyła jakiś czas temu Buzkova i demonstracyjnie zapowiedziała odejście z funkcji wiceprzewodniczącej parlamentu.
Nie koledzy partyjni, ale rywale z liberalnej ODS – twierdzi część mediów nad Wełtawą – stoją z kolei za opublikowaniem w połowie maja książki atakującej obecnego ministra spraw zagranicznych, Jana Kavana. Publikacja zawiera pełną tzw. teczkę agenta o pseudonimie “Kato”, założoną przez czeskie służby specjalne StB w latach komunistycznych. Umieszczenie na stronie tytułowej książki zdjęcia Kavana nie pozostawia wątpliwości, kto – zdaniem wydawców – nosił taki pseudonim. Dokumenty mówią m.in. o kontaktach “Kato” z StB w czasach, kiedy Kavan mieszkał w latach 60. w Londynie, a także sugerują, że agent o tym pseudonimie współdziałał z czeską “bezpieką” aż do “aksamitnej rewolucji” w Czechach jesienią 1989 r.
Książka o agencie pozwoliła odnowić dyskusję na temat przeszłości Jana Kavana, którą toczono w Pradze na początku lat 90. Najrozsądniejsi komentatorzy zauważają, że inspiratorzy tej publikacji odgrzewają stare kotlety, bowiem socjalistyczny dzisiaj minister już w 1991 r. oskarżył czechosłowackie MSW o spreparowanie jego “teczki”, a w 1995 r. sąd w Pradze orzekł, że Jan Kavan wprawdzie stykał się w Londynie z agentami StB, ale nie wiedział, że rozmawia z pracownikami służb specjalnych. “Trochę błota się zawsze przylepi”, ocenił ataki na socjalistycznego ministra jeden z posłów, ale inni jego koledzy z parlamentu nie ukrywają oburzenia. Zwłaszcza posłowie ODS pytają, jak polityk “współpracujący z komuną” może mieć dostęp do tajnych informacji NATO i chcieć walczyć ponownie o mandat senatora.
“Prawica pluje w nas, bo za uszami ma pełno własnych grzechów”, powiedział po atakach na Jana Kavana czeski premier, Milosz Zeman. Niewykluczone, że coś w tym jest. Od kilku tygodni opinię publiczną nad Wełtawą bulwersuje bowiem także

tzw. afera bankowa.

Okazało się bowiem, że w minionych latach z banków, a zwłaszcza z największej instytucji finansowej w Czechach, Komercni Banku, wyprowadzono miliony dolarów. Według raportu Czeskiego Banku Narodowego, prawie jedna trzecia udzielanych kredytów należy do tzw. kategorii trudno spłacalnych, czyli – tłumacząc to potocznie – raczej nikt ich nie zwróci. Chodzi o niebagatelną sumę 290 mld koron, czyli 8,2 mld dolarów. Ważniejsze, że płacą za to zwykli obywatele. Jak wyliczył CzBN, przeciętny pan Havranek stracił z powodu takich pożyczek i bankructw instytucji bankowych w ciągu minionych dziesięciu lat średnio 25 tys. koron.
Oszczędni po kupiecku Czesi przyjęli tę informację z ogromną złością. Tym bardziej, że w kolejnych odsłonach “afery bankowej” wychodzą na jaw nowe, bulwersujące fakty. Okazuje się np., że zdecydowana większość tzw. niespłacalnych kredytów została udzielona na wykup akcji czeskich przedsiębiorstw w czasach rządów premiera Vaclava Klausa z ODS, a pożyczkobiorcy należeli do grupy wtajemniczonych. Na dodatek uważna analiza dokumentów sugeruje, że “błędy” w udzielaniu kredytów nie były przypadkowe. “Ile z tego poszło na partyjne konta i kampanie wyborcze liberałów?”, pyta dziennikarz, Jan Machaczek, który rozpętał sprawę.
Pytanie nie jest bezpodstawne. W tym samym czasie, kiedy rozwija się tzw. afera bankowa, toczy się od czterech tygodni przed sądem w Pradze proces byłego skarbnika ODS, Libora Novaka, oskarżonego o oszustwa podatkowe i udział w nielegalnym finansowaniu partii. ODS, twierdzą oskarżyciele, przez całe lata płaciła minimalne podatki, ukrywając swoje dochody. Równocześnie partia Vaclava Klausa oszukiwała obywateli, podając nieprawdziwe nazwiska sponsorów. Śledztwo wykazało np. że wpisani do oficjalnych dokumentów ofiarodawcy milionowych kwot z Węgier i Mauritiusa nigdy nie istnieli, a pieniądze przekazywał po kryjomu np. biznesmen, Milan Szrejbra, który – dziwnym trafem – uczestniczył zaraz potem w zyskownej prywatyzacji zakładów metalurgicznych w Trzyńcu. Proces, w którym jako świadkowie będą zeznawać ministrowie i sam Vaclav Klaus, posłużył notabene prestiżowemu tygodnikowi “Respekt” do stwierdzenia, że “skandale to (widać) czeska specjalność”.

 

Wydanie: 22/2000

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy