Skandale Volkswagena

Skandale Volkswagena

W zmowę przestępczą zaangażowani byli menedżerowie ze szczytu hierarchii, inżynierowie, eksperci kontroli jakości, programiści i prawnicy

26 kwietnia 2016 r. Dan Carder włożył garnitur i krawat i wybrał się do Lincoln Center w Nowym Jorku. Okazją była impreza towarzysząca opublikowaniu przez tygodnik „Time” listy stu najbardziej wpływowych ludzi 2016 r. Znaleźli się na niej m.in. Barack Obama, Władimir Putin, papież Franciszek oraz… Carder. Praca na stanowisku szefa zespołu z West Virginia University, który odkrył wielki przekręt Volkswagena, uczyniła zeń kogoś, kim eksperci od emisji spalin z reguły nie bywają – celebrytę. Sława jednak nie równa się bogactwu i dlatego Dan Carder nadal nie spał po nocach, zastanawiając się, gdzie zdobędzie granty i kontrakty, które pozwolą na dalszą pracę akademickiego ośrodka badawczego w Wirginii Zachodniej.

Miał nadzieję, że jego zespołowi przypadnie w udziale choć cząstka z owych 15 mld dol., które Volkswagen zgodził się zapłacić amerykańskim właścicielom diesli oraz instytucjom federalnym i stanowym. (…)

25 października 2016 r. sędzia Charles Breyer z Sądu Okręgowego w San Francisco formalnie zaaprobował ugodę wartą 15 mld dol. Układ ten, gwarantujący właścicielom nielegalnie zmodyfikowanych samochodów odszkodowania do łącznej kwoty 10 mld dol., nie był jednak doskonały. Niektórzy klienci Volkswagena nadal byli wściekli i uważali, że koncern powinien odkupić od nich samochody po cenie zakupu. „Łyknęliśmy ich materiały marketingowe i obietnice »czystego diesla«, po czym słono zapłaciliśmy za audi A3 TDI rocznik 2011”, przypomina Mark Dietrich z San Francisco, który wraz z żoną kupił audi pod koniec 2010 r., krótko przed narodzinami ich pierwszego dziecka. „Zrobili z nas durniów”, powiedział sędziemu Breyerowi 18 października podczas przesłuchania. Ale większość klientów postanowiła zaakceptować ugodę. (…)

Straty finansowe koncernu nadal rosły. W grudniu 2016 r. Volkswagen zgodził się, by ugoda objęła także mniej więcej 80 tys. audi, porsche i volkswagenów z trzylitrowymi silnikami wysokoprężnymi sprzedanych na terytorium Stanów Zjednoczonych. Oznaczało to dodatkowy wydatek 1,3 mld dol. Ponadto zawarto porozumienie z właścicielami 150 tys. volkswagenów w Kanadzie, warte 2,1 mld dol. kanadyjskich (1,6 mld dol. amerykańskich). Podobnie jak Amerykanie kanadyjscy klienci koncernu otrzymali odszkodowania oraz możliwość odkupienia aut przez Volkswagena. (…)

W październiku 2016 r. dwaj seniorzy często skłóconych klanów Porsche i Piëchów dali pokaz rodzinnej jedności. W wywiadzie dla tygodnika „Der Spiegel” Wolfgang Porsche i jego kuzyn Hans Michel Piëch, który zastąpił swojego brata Ferdinanda w roli przedstawiciela rodziny, zobowiązali się, że nie będą się wtrącać do rutynowej działalności Volkswagena. (…) Wolfgang Porsche i Hans Michel Piëch przyznali też, że błędem było wypłacenie zarządowi wielkich premii za rok 2015, i obiecali, że system nagród zostanie zreformowany.

Jednocześnie dali do zrozumienia, że nie planuje się wielkiej wymiany kadr we władzach koncernu. Obaj wyrazili głębokie zaufanie do Hansa Dietera Pötscha, przewodniczącego rady nadzorczej, który pełnił funkcję dyrektora finansowego w czasie, gdy inżynierowie i menedżerowie beztrosko rozpowszechniali nielegalne oprogramowanie w produktach koncernu, a także później, gdy trwało wielkie zacieranie śladów. Pötsch był głównym kontrolerem w systemie, w którym kontrola była, delikatnie mówiąc, nieadekwatna. Odpowiadał za kontakty z udziałowcami w okresie, w którym koncern „zapomniał” poinformować ich o mającym lada chwila wybuchnąć wielkim skandalu.

Wolfgang Porsche i Hans Michel Piëch nadal wierzyli w swoich ludzi. (…) Kilka tygodni po publikacji tego wywiadu przedstawiciele Volkswagena ujawnili, że niemiecka prokuratura prowadzi śledztwo przeciwko Pötschowi, podejrzewając go o udział w zatajeniu istotnych informacji przed 358 akcjonariuszami. Pötsch nie został zwolniony ze stanowiska. (…)

Choć trudno w to uwierzyć, w 2016 r. pojawiły się dowody na to, że w niektórych samochodach marki Audi sprzedawanych w Stanach Zjednoczonych zastosowano jeszcze jedno urządzenie zakłócające. Tym razem chodziło o oprogramowanie zarządzające automatyczną skrzynią biegów. Gdy software ów wykrywał, że samochód stoi na rolkach, zmieniał przełożenia inaczej niż podczas normalnej jazdy, tak by silnik wydalał mniej dwutlenku węgla, którego emisja również podlega regulacji. Nowe dowody wskazywały, że Volkswagen i Audi dopuściły się kolejnego oszustwa i znowu próbowały zatrzeć jego ślady. Koncernowi grożą następne śledztwa i procesy. (…) Przedstawiciele firmy zaprzeczyli, jakoby była to próba oszustwa. Utrzymują, że chodzi o problemy techniczne. (…)

Ugoda sądowa zakończyła falę zbiorowych pozwów cywilnych przeciwko Volkswagenowi i Audi. Otwarte pozostają jednak sprawy wniesione przez 21 stanów, które oskarżyły koncern z Wolfsburga o naruszenie przepisów o ochronie środowiska. 7 stycznia 2017 r. agenci FBI przypomnieli, że rząd Stanów Zjednoczonych bardzo poważnie traktuje ściganie konkretnych osób z kierownictwa Volkswagena. Na lotnisku Miami International aresztowano Olivera Schmidta, menedżera, który odgrywał kluczową rolę w kontaktach firmy z CARB (Kalifornijska Komisja Zasobów Powietrznych, organ odpowiedzialny za monitorowanie czystości stanowego powietrza – przyp. red.). Schmidt miał właśnie wejść na pokład samolotu zmierzającego do Niemiec, spędziwszy Boże Narodzenie na Florydzie (…). Postawiono mu zarzuty udziału w zmowie, której celem było oszukanie rządu Stanów Zjednoczonych i złamanie przepisów Ustawy o czystym powietrzu. (…)

Schmidt był pierwszym z oskarżonych, któremu dano szansę przedstawienia własnej wersji wydarzeń przed amerykańskim sądem. We wniosku o zwolnienie za kaucją, złożonym przez jego adwokatów, podejrzany ukazał siebie jako płotkę w większej zmowie. Jak wynika z tego dokumentu, nie był ekspertem od silników Diesla, a jedynie robił to, co kazali mu robić eksperci i prawnicy Volkswagena. (…) Sędzia Sean Cox nie dał się jednak przekonać. 16 marca Sąd Okręgowy w Detroit odrzucił wniosek o zwolnienie za kaucją i ustalił datę procesu na styczeń 2018 r.

11 stycznia, kilka dni po aresztowaniu Schmidta, Volkswagen w końcu przestał udawać, że skandal emisyjny to robota małej grupy zbuntowanych inżynierów. Po tygodniach sesji negocjacyjnych ciągnących się do późnych godzin nocnych Departament Sprawiedliwości ogłosił, że doszło do ugody. Koncern miał zapłacić rządowi USA 4,3 mld dol. tytułem grzywny za przestępstwa natury cywilnej i kryminalnej. Co ważniejsze, miał uznać zarzuty kryminalne za uzasadnione – przyznać się do winy. Chodziło o zmowę w celu oszukania władz oraz złamania przepisów Ustawy o czystym powietrzu, o utrudnianie działań wymiaru sprawiedliwości i wreszcie o składanie fałszywych deklaracji w procedurze importowej. Przyznanie się do winy odróżniło Volkswagena od licznych banków, które w następstwie kryzysu finansowego oskarżano o działalność przestępczą. (…) Układ z Volkswagenem udało się zawrzeć w ostatnich dniach prezydentury Baracka Obamy. Po latach walki z bankierami z Wall Street, z których żaden nie trafił do więzienia, Departament Sprawiedliwości nareszcie dotrzymał obietnicy złożonej po wybuchu skandalu, we wrześniu 2015 r.: zdołał zmusić korporacyjnych oszustów do przyznania się do winy.

Do układu dołączony był 30-stronicowy „Raport o faktach” będący szczegółowym wyznaniem win Volkswagena w sprawie skandalu emisyjnego. (…) Opisano w nim np. techniczny impas, który w roku 2006 skłonił kierownictwo koncernu do sięgnięcia po nielegalne rozwiązanie – urządzenia zakłócające. Wspomniano o przełożonych odrzucających obiekcje inżynierów, którzy nie chcieli instalować nielegalnego oprogramowania. Wyjaśniono też, w jaki sposób udoskonalano rzeczone urządzenia, by stały się jeszcze skuteczniejsze. Przedstawiono proces tworzenia skomplikowanej zasłony dymnej, która miała zbić z tropu podejrzliwych amerykańskich urzędników, a także niszczenia dowodów, po tym jak afera została ujawniona. „Raport o faktach” udowodnił niezbicie, że doszło do przestępczej zmowy na wielką skalę. Zaangażowani w nią byli menedżerowie z samego szczytu hierarchii, inżynierowie, eksperci kontroli jakości, programiści i prawnicy. (…)

11 stycznia – tego samego dnia, w którym prawnicy VW podpisali projekt ugody – prokuratorzy z Michigan postawili zarzuty Schmidtowi i pięciu innym pracownikom koncernu, w tym Heinzowi-Jakobowi Neußerowi, byłemu szefowi działu rozwoju, oraz Berndowi Gottweisowi, „Red Adairowi kontroli jakości”. Wszyscy oskarżeni z wyjątkiem Schmidta przebywali w Niemczech, a to oznaczało, że władze amerykańskie gotowe są działać nawet za granicą. Z dokumentacji sprawy wynikało, że możliwe są zarzuty dla kolejnych osób. Choć na liście nie pojawiło się nazwisko żadnego z członków zarządu koncernu, Neußer i Gottweis podlegali bezpośrednio Martinowi Winterkornowi, to zaś znaczyło, że skandal emisyjny sięgnął najwyższego kręgu korporacyjnej władzy.

Winterkorn jednak uparcie powtarzał, że jest niewinny, podobnie jak jego dawny mentor Ferdinand Piëch. Wezwany 19 stycznia do złożenia zeznań przed komisją śledczą niemieckiego parlamentu w Berlinie, Winterkorn stwierdził, że przed wrześniem 2015 r. nie znał terminu „urządzenie zakłócające”. (…)

Niemieccy prokuratorzy dali wkrótce wyraz temu, jak sceptycznie traktują zeznania Winterkorna. 28 stycznia prokuratura w Brunszwiku rozszerzyła śledztwo w sprawie działalności byłego dyrektora generalnego, włączając do niego zarzuty domniemanego fałszerstwa i rozpowszechniania fałszywych reklam. Po przesłuchaniu licznych świadków i analizie zgromadzonych dokumentów oskarżyciele uznali, że istnieją dostateczne powody, by wierzyć, że Winterkorn mógł wiedzieć o nielegalnym oprogramowaniu i znać jego przeznaczenie wcześniej, niż twierdził. (…)

Piëch tymczasem stał się praktycznie niewidzialny, odkąd ujawniono skandal. Dopiero w lutym 2017 r. człowiek, który przez tyle lat był kluczową postacią koncernu, znowu znalazł się w centrum uwagi… i kontrowersji. Tygodnik „Der Spiegel” napisał, że podczas przesłuchania w grudniu 2016 r. Piëch przyznał, iż o poważnym problemie z emisją spalin w Stanach Zjednoczonych dowiedział się w lutym 2015 r., gdy pełnił jeszcze funkcję przewodniczącego rady nadzorczej. Co więcej, miał powiedzieć śledczym, że później przekazał tę informację komitetowi wykonawczemu rady, do którego należeli premier Dolnej Saksonii Stephan Weil oraz Wolfgang Porsche. Jak wynika z raportu „Spiegla”, Winterkorn zapewnił wtedy Piëcha, że nie ma się czym martwić.

Jeżeli to prawda, oświadczenie Piëcha stanowi prawdziwą bombę. Odpowiedzialność prawna Volkswagena byłaby znacznie większa, gdyby okazało się, że osoby z samego szczytu wiedziały o oszustwach już w 2015 r. i nie podjęły stosownych kroków. (…)

Nie są jasne powody, dla których Piëch miałby pogrążyć innych członków rady nadzorczej. Przyznając, że już w 2015 r. został poinformowany o problemach z emisją, potencjalnie naraził się na poważne kłopoty. A przecież mógł milczeć – prawo pozwala odmówić składania zeznań, jeśli mogą one obciążyć przesłuchiwanego. Piëch naraził też na szwank własny majątek – spadek wartości Volkswagena oznacza przecież, że i jego udziały stanieją. Nie był to jednak pierwszy niezrozumiały krok w jego karierze. (…)

Volkswagen nie ustawał w zapewnieniach, że nikt z zarządu nie ponosi winy za oszukańcze praktyki. Podczas zorganizowanej 14 marca 2017 r. konferencji prasowej w Wolfsburgu z udziałem członków zarządu Matthias Müller powiedział, że przyznanie się Volkswagena do winy w negocjacjach z władzami USA „nie dotyczyło nikogo z zasiadających na tym podwyższeniu”. Warto wspomnieć, że w grupie tej był Rupert Stadler, dyrektor generalny Audi i członek zarządu Volkswagena.

Kiedy Müller rozmawiał z dziennikarzami, prokuratorzy i policjanci działali w Monachium, przygotowując poważną operację, której celem miało być Ingolstadt – siedziba Audi. Podczas gdy prokurator z Brunszwiku wziął na siebie sprawę Volkswagena, jego koledzy z Bawarii po cichu badali rolę Audi w oszustwach na terytorium Stanów Zjednoczonych. Atak nastąpił dzień po konferencji Müllera – stróże prawa pojawili się w siedzibie Audi o siódmej rano z nakazem rewizji. (…)

Z punktu widzenia Volkswagena sytuacja była coraz gorsza: monachijska prokuratura zarządziła też przeszukanie biur firmy prawniczej Jones Day, tej samej, która prowadziła wewnętrzne postępowanie w koncernie. Ruch ten sugerował, że śledczy nie wierzą, by kancelaria przekazała im wszystkie materiały zebrane w koncernie. Był to jeden z bardzo niewielu przypadków, w których niemiecka prokuratura urządziła nalot na firmę prawniczą zatrudnioną przez klienta będącego przedmiotem śledztwa. (…)

Co więcej, nakaz rewizji podpisany przez monachijskiego sędziego upoważnił też prokuraturę do przeszukania biur Müllera i Stadlera. Śledczy mieli prawo zająć korespondencję, terminarze, notebooki, e-maile, telefony komórkowe, a nawet hasła systemowe Müllera, który większość kariery spędził w Audi i pełnił tam funkcję przewodniczącego rady nadzorczej, a także Stadlera, który przewodził firmie 10 lat. Nakaz rewizji nie zawierał żadnych zarzutów przeciwko nim ani przeciwko żadnej innej osobie. Jak wynikało z dokumentu, śledczy próbowali ustalić, kto tak naprawdę przygotował nielegalne oprogramowanie dla samochodów Audi sprzedawanych w Stanach Zjednoczonych, a także „który krąg korporacyjnej hierarchii był poinformowany o sprawie, a który podjął decyzję o masowym wykorzystaniu urządzenia zakłócającego”.

Tak czy inaczej, przeszukania były dowodem na to, jak wielkim i brzemiennym w skutki ciosem dla Volkswagena jest skandal emisyjny, skoro od chwili, gdy EPA (Agencja Ochrony Środowiska) ujawniła tę sprawę, minęło już półtora roku.

Volkswagen nie wycofał się ze Stanów Zjednoczonych. Przeciwnie, zabrał się do podboju tego rynku ze zdwojoną energią, planując produkcję siedmiomiejscowego SUV-a o nazwie Atlas w fabryce w Chattanooga. (…)

Fragmenty książki Jacka Ewinga Szybciej, wyżej, dalej. Skandale Volkswagena, przekład Maciej Szymański, Rebis, Poznań 2017

Wydanie: 48/2017

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy