Gdy „skup się” nie pomaga

Gdy „skup się” nie pomaga

fot. Adobe Stock

ADHD dotyka nie tylko dzieci. Cierpi na nie ponad milion dorosłych Polaków Mówi się o nich: nieogarnięci. Zdolni, ale leniwi. Wieczni studenci, którzy zaczęli trzy kierunki i nie skończyli żadnego. Często ekstrawertyczni, gadatliwi, źle zorganizowani, zapominalscy. Robią wszystko na ostatnią chwilę. Wciąż coś gubią, nie wyrabiają się z pracą, nie mogąc się na niej skoncentrować dłużej niż pięć minut. Wielu nie jest w stanie usiedzieć na miejscu, ale zdarzają się też marzyciele, których umysł wciąż błądzi bez celu po chaotycznym labiryncie myśli. ADHD (z ang. attention-deficit hyperactivity disorder), czyli zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi, najczęściej kojarzy się z dziećmi. Jednak dziś, gdy świadomość społeczna wagi naszego zdrowia psychicznego się zwiększa, coraz częściej diagnozuje się ADHD również u dorosłych. Szacuje się, że nawet 6% dorosłych cierpi na to zaburzenie. W Polsce – ponad milion osób. Nie oznacza to, że pojawiło się ono w wieku dojrzałym, zwykle nie zostało zdiagnozowane w dzieciństwie. Nadpobudliwcy i marzyciele Przyczyny ADHD wciąż są przedmiotem badań. Najczęściej w piśmiennictwie na ten temat mowa jest o podłożu genetycznym oraz nieprawidłowościach rozwoju mózgu w okresie płodowym czy okołoporodowym, przy czym ADHD jest efektem działania nie jednego czynnika, lecz kilku współwystępujących. Oprócz dziedziczenia bierze się pod uwagę takie przyczyny jak palenie papierosów czy picie alkoholu przez matkę podczas ciąży, niska masa urodzeniowa dziecka czy niedotlenienie okołoporodowe. U osób z ADHD mamy do czynienia przede wszystkim z nieprawidłowym transportem dopaminy – jednego z najważniejszych neuroprzekaźników, a więc substancji odpowiedzialnych za komunikację między neuronami. Dopamina pomaga się skupić na wybranym bodźcu, przetwarzać informacje oraz decydować, która jest ważna, a która mniej istotna. Dysfunkcje te są widoczne zwłaszcza w obszarach mózgu związanych z nauką, koncentracją czy pamięcią. Ale nie tylko. Objawy przenoszą się również na inne sfery, przez co „neuronietypowi” mają problemy w codziennym życiu. Zasadniczo wyróżnia się dwa typy ADHD. Pierwszy można by określić jako właściwe ADHD – zgodnie z klasyfikacyjną nazwą zespołu jest bowiem związane zarówno z deficytem koncentracji, jak i z nadpobudliwością ruchową, będącą objawem przeważającym. Drugi typ określa się jako ADD (attention-deficit disorder, czyli zaburzenie koncentracji uwagi) – u cierpiących na nie występuje przewaga problemów z koncentracją, nie ma zaś raczej objawów nadpobudliwości. Osoby cierpiące na ADD mogą zatem sprawiać wrażenie bardziej zamyślonych marzycieli niż nadpobudliwców, niezdolnych wytrzymać siedzenia przy biurku czy na wykładzie. U niektórych pacjentów diagnozuje się też typ mieszany ADHD, w którym nie ma wyraźnej przewagi jednego typu zaburzenia nad drugim. Osoby z ADHD borykają się także z innymi, współwystępującymi zwykle zaburzeniami. Prócz ogromnych kłopotów z koncentracją mają trudności z organizacją pracy i planowaniem, poza tym – co bardzo istotne – szybko się nudzą wykonywaną czynnością. Skutkuje to ogromnymi problemami z wykonaniem zadań do końca, wyborem ścieżki zawodowej i utrzymaniem stałej pracy, bałaganiarstwem. Katarzyna: – Miałam przede wszystkim problemy z koncentracją. Prawdopodobnie to ADD było powodem zawalenia pierwszych studiów – japonistyki, którą rzuciłam ze względu na konieczność regularnej nauki. Wielokrotnie zmieniałam pracę. Ogromnym problemem była też niemożność zabrania się do wykonania zadania, przez co często robiłam coś na ostatnią chwilę. Natalia: – Bez leków nawet nie siadam do pracy czy nauki, bo potrafię o niej zapominać przez parę godzin. Gdy już usiądę, siedzę może 10 minut i w pewnym momencie uświadamiam sobie, że nie wiem kiedy zaczęłam oglądać filmiki w sieci, grać w grę lub wycinać skórki. Cztery kierunki, żaden nieskończony Agnieszka: – Zaczynałam pracować w różnych miejscach, ale często rezygnowałam, by kolejnego dnia robić coś zupełnie innego. Wystarczyło, że nie spodobała mi się jedna rzecz, a na drugi dzień już mnie nie było. Zresztą do tej pory tak mam, ale teraz pracuję u męża. I on już się przyzwyczaił, że rezygnuję z pracy minimum raz w miesiącu. Po prostu nie przyjmuje moich wypowiedzeń. U Agnieszki brak diagnozy i zainteresowania jej leczeniem ze strony rodziców spowodował, że zaczęła radzić sobie na własną rękę. – Dość szybko zaczęłam eksperymentować z narkotykami. „Leczyłam się” amfetaminą, kokainą, marihuaną i dopalaczami. Uczenie się „na trzeźwo”, nawet przez wiele godzin, nie dawało kompletnie żadnych efektów, zupełnie

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 08/2020, 2020

Kategorie: Zdrowie