Śmierć Blidy: w którą stronę żegluje prokuratura?

Śmierć Blidy: w którą stronę żegluje prokuratura?

Scenariusz, którego najbardziej obawiał się Leszek Piotrowski, pełnomocnik męża Barbary Blidy, pisany jest na naszych oczach. To scenariusz, o którym Piotrowski mówił dwa tygodnie temu w rozmowie z „Przeglądem” – że prokuratura będzie sprawę przeciągać, aż ludzie przestaną się tym interesować, będzie mnożyć rozmaite przesłuchania, często zupełnie zbędne, stawiać wątpliwości, a jednocześnie tak prowadzić śledztwo, by nie przesłuchać najważniejszych świadków, by kierować je w wygodną dla władzy stronę.
O tych obawach świadczy podstawowy fakt: prokuratura w Łodzi prowadząca śledztwo nie przesłuchała jeszcze prokuratorów, którzy tworzyli specjalny zespół i którzy zdecydowali, by postawić Blidzie zarzuty, i wysłali do jej domu oficerów ABW.
Leszek Piotrowski przypomina, że to przesłuchanie było zaplanowane, a prokuratura je odwołała.
– Mam ten faks – mówi. – Prokuratura pisze w nim, że odwołuje przesłuchanie m.in. Grzegorza Ocieczki, Tamasza Tadli, Tomasza Janeczka i Emila Melki. Z uwagi na to, jak napisali, że nie wpłynęły do prokuratury materiały niezbędne do ich przesłuchania.
Jakie materiały? Tego nie wyjaśniono. Kiedy wpłyną? Też nie wiadomo.
Piotrowski będzie za to mógł uczestniczyć, 29 maja, w przesłuchaniu męża Barbary Blidy i, 30 maja, w eksperymencie, który przeprowadzony zostanie w domu Blidów.
Wyraźnie więc widać, że śledztwo prowadzone w Łodzi ma swoje założenia. Koncentruje się na chwili śmierci byłej posłanki, za to omija szerokim łukiem okoliczności temu towarzyszące.
A jak wynika z kolejnych strzępów przecieków, wyjaśnienie tych okoliczności może być dla władzy kompromitujące. W ubiegłym tygodniu dwie, na pewno niesympatyzujące z lewicą gazety podały informacje stawiające prokuraturę w fatalnym świetle.
„Rzeczpospolita” podała, że przed zatrzymaniem Blidy przez ABW prokuratorzy napisali tzw. postanowienie o przedstawieniu zarzutów. I był to tylko jeden zarzut, i nie dotyczył on ani finansowania przez panią Kmiecik budowy domu Blidów w Szczyrku, ani brania od niej łapówek. „Rzeczpospolita” podała też, że sprawa domu w Szczyrku była przez prokuraturę badana i została umorzona, bo prokurator po dwukrotnym przesłuchaniu Blidy i analizie przedstawionych przez nią rachunków nie dopatrzył się korupcji.
Więc o cóż chciano Blidę oskarżyć?
Stawiano jej zarzut dotyczący pośredniczenia – Blida miała rzekomo przekazać pieniądze od Barbary Kmiecik prezesowi jednej ze spółek węglowych. Ten zarzut sformułowano jedynie na podstawie zeznań Barbary Kmiecik, które miały miejsce mniej więcej rok temu.
Czy to jest sytuacja upoważniająca do aresztowania obywatela o szóstej rano i do filmowania, jak wyprowadzany jest w kajdankach?
Chyba tylko wtedy, kiedy chce się zrobić medialny show.
Z kolei „Życie Warszawy” doniosło, że przed aresztowaniem Blidy miała miejsce w Warszawie, w Ministerstwie Sprawiedliwości narada, podczas której omawiano sprawę. „Życie” podało, że wzięli w niej udział m.in. prokuratorzy z wydziału PZ Prokuratury Krajowej oraz szef ABW, Bogdan Święczkowski.
Czy takie spotkanie rzeczywiście miało miejsce? O czym rozmawiano? Co ustalono? Te pytania wcześniej czy później zostaną postawione. By wyjaśnić, czy śledztwo w sprawie afery węglowej było sterowane i w jakim stopniu. Podobnie jak zapytać trzeba będzie prokuratorów, jak dochodzili do swoich wniosków. I za czyją zachętą. Ale by wiedzieć, o co pytać, adwokaci Blidów muszą mieć dostęp do materiałów śledztwa. Na razie tego – w sposób zupełnie bezprawny – im się odmawia. Mamy więc pełną blokadę i wyciszanie sprawy. I twarde „nie” Prawa i Sprawiedliwości wobec postulatu powołania komisji śledczej. PiS ewidentnie boi się prawdy. Dlaczego? To jest coraz ciekawsze.

Wydanie: 22/2007

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy