Śmiertelnie groźni przepracowani rezydenci

Śmiertelnie groźni przepracowani rezydenci

Wielu lekarzy na całym świecie pracuje w rytmie wymyślonym przez kokainistę

Lekarze rezydenci są tak nazywani za sprawą Williama Stewarta Halsteda, który w XIX w. w Szpitalu Johnsa Hopkinsa w Baltimore opracował pierwszy program szkolenia chirurgów. Wymagał od nich absolutnego poświęcenia i zamieszkania w szpitalu na okres sześciu lat, a więc stania się – dosłownie – jego rezydentami. W tym czasie mieli być zawsze dostępni. Pracowali bez przerwy przez wiele godzin, a nawet dni. Halsted nie widział w tym niczego niewłaściwego, ponieważ sam potrafił dyżurować bez końca dzięki kokainie, od której był uzależniony. Wdrożony przez niego program, który wymagał bycia „na służbie” przez 362 dni w roku, skopiowano w innych amerykańskich szpitalach, a po jakimś czasie stał się wzorem także dla innych krajów. Dziś znaczna liczba lekarzy rezydentów na całym świecie pracuje według schematu, który na swoją miarę skroił kokainista. I mają sobie radzić, ale jest inaczej.

Ludzki mózg nie wytrzymuje tak dużych obciążeń. Zaczęto to dostrzegać w latach 80. ubiegłego wieku. W ślad za świadomością przyszły badania. Najgłośniejsze przeprowadził dr Christopher Landrigan z Harvardu. W ich trakcie 20 młodych lekarzy z Brigham and Women’s Hospital w Bostonie pracowało w dwóch różnych trybach. Przez połowę czasu normalnie, o ile za normalną można uznać pracę po 77-81 godzin tygodniowo, z najdłuższą zmianą trwającą 34 godziny. Przez drugą połowę – zgodnie z eksperymentalnym grafikiem, który ograniczył ich tygodniowy czas pracy do maksymalnie 60 godzin (sic!), a jedną zmianę do 16. Taki układ miał przede wszystkim pozwolić rezydentom na większą liczbę godzin snu.

Okazało się, że młodzi lekarze pracujący po 80 godzin tygodniowo robili w czasie eksperymentu o 35,9% poważnych błędów więcej. Mylili się m.in. na oddziale intensywnej opieki medycznej, o 20% częściej wypisywali niewłaściwe leki lub ich dawki, prawie sześć razy częściej stawiali błędną diagnozę. Wrażenie robi też lista błędów: niezdiagnozowanie boreliozy, odciąganie płynu z niewłaściwego płuca, a także zapisanie leków, na które pacjent był uczulony. Podobne wyniki uzyskiwano również w innych badaniach.

Wyliczono, że kiedy chirurg wykonuje operację po nocy spędzonej na dyżurze, gdy mógł spać mniej niż sześć godzin, o 170% rośnie ryzyko błędu, takiego jak uszkodzenie organu w czasie operacji. Ustalono także, że jeżeli lekarz w ciągu miesiąca pracuje pięć 30-godzinnych zmian, o kilkaset procent rośnie ryzyko popełnienia przez niego fatalnego w skutkach błędu medycznego. Nie ma też czasu ani ochoty uczyć się, a w tym zawodzie wiedza jest niezbędną podstawą pracy.

Ustalenia Landrigana doprowadziły do zmian. Zbyt małych jednak, by przyniosły znaczące efekty. Czas pracy pierwszorocznych rezydentów najpierw ograniczono do 80 godzin tygodniowo, a później skrócono jeszcze zmianę do 16 godzin. Mimo wszystko poprawy nie zauważono, co nie powinno dziwić. To wciąż zbyt długo, by mózg mógł pracować na pełnych obrotach. Zresztą regulacje często są obchodzone, bo oczekują tego pracodawcy.

Trochę jak u nas, gdzie młodzi lekarze zamiast maksymalnie 48 godzin tygodniowo, jak być powinno, pracują znacznie dłużej niż 60 godzin w tygodniu. A nierzadko nawet więcej, gdy pracę w szpitalach łączą z przyjmowaniem pacjentów w przychodniach, bo chcą wiązać koniec z końcem.

Od lekarzy oczekujemy pracy, jakby byli nadludźmi, a przecież nimi nie są. I pracując tak dużo, w tak obciążającym poznawczo, intelektualnie i emocjonalnie zawodzie, muszą się mylić. Ich przepracowanie kosztuje życie. Niekiedy ich własne – znane są przypadki zgonów na dyżurze. Znacznie częściej jednak chodzi o życie pacjentów, których dałoby się uratować, gdyby byli diagnozowani i leczeni przez kogoś, kto ma siłę myśleć. Dlatego trzeba pamiętać, że walka o lepsze warunki pracy, a zwłaszcza jej krótszy czas, jest także walką o lepsze zdrowie wszystkich, którzy mogą trafić na przemęczonego rezydenta, pracującego – dosłownie – w rytmie wymyślonym przez szalonego kokainistę.

Wydanie: 5/2018

Kategorie: Nauka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy