SMS-y obaliły kanclerza Austrii

SMS-y obaliły kanclerza Austrii

Dwa i pół roku temu film rozbił rządzącą w Austrii koalicję partii ludowej ÖVP i wolnościowej FPÖ. Teraz niebezpieczne dla rządu okazały się SMS-y.

Sebastian Kurz, 35-letni kanclerz Austrii, nie miał wyjścia. Mimo zapowiedzi trwania na posterunku musiał złożyć urząd, już po raz drugi w politycznej karierze. Wiadomości znalezione na telefonach zarekwirowanych przez Prokuraturę Centralną ds. Ścigania Przestępstw Gospodarczych i Korupcji (potocznie WKStA) podczas przeszukania w Urzędzie Kanclerskim, siedzibie ÖVP oraz Ministerstwie Finansów sprawiły, że znalazł się na liście dziesięciu osób oskarżonych o nadużycia, korupcję, przekupstwo. Są podejrzani o finansowanie reklam u popularnego wydawcy w zamian za budowanie odpowiedniego wizerunku Kurza w brukowych mediach, mają zarzuty manipulowania badaniami opinii publicznej. Wszystko po to, by zgodnie z założeniami Projektu Ballhausplatz, który młodzi politycy wraz z Kurzem stworzyli w 2016 r., mógł on przejąć władzę w osłabionej wówczas partii i starać się o urząd kanclerza. Aresztowano już badaczkę opinii publicznej Sabine Beinschab. Wiadomo, że dzień przed przeszukaniem wyczyściła swój twardy dysk z danych. Inni zainteresowani podobnie.

Sebastian Kurz, otoczony młodymi, głodnymi władzy wilczkami, przemalował starą „czarną” partię na turkusowo, jego nazwisko było nazwą listy wyborczej ÖVP w 2017 r. W grudniu tego samego roku Kurz został po raz pierwszy kanclerzem, pozbywając się starszyzny. Z ujawnionych SMS-ów wynika, że już wcześniej, jeszcze jako minister spraw zagranicznych, zajęty był podgryzaniem swojego szefa, a następnie wicekanclerza, Reinholda Mitterlehnera.

Kurz rządził do maja 2019 r., do Ibiza-skandalu wywołanego filmem z udziałem byłego wicekanclerza i lidera FPÖ, Heinza-Christiana Strachego. Po wymuszonych sytuacją wcześniejszych wyborach Kurz wszedł w koalicję z Zielonymi i jako kanclerz rządził od stycznia 2020 do października br. W sumie fotel kanclerza zajmował 1167 dni. Zapamięta mu się m.in. twardą politykę wobec uchodźców i imigrantów, walkę wydaną religii islamskiej w szkołach i przedszkolach oraz kontrole meczetów, nawet tych nieistniejących. A także darmowe lekcje retoryki na podstawie jego przemówień, z których nic nie wynika.

Szefowa liberalnych NEOS Beate Meinl-Reisinger uważa za przerażające, że Kurz by zostać kanclerzem, zrezygnował np. z wprowadzenia ogólnokrajowej opieki nad dziećmi, inwestycji w szkolnictwo, co także ujawniły SMS-y. Szefowa socjaldemokratów Pamela Rendi-Wagner uznaje go za człowieka, który z tylnego fotela steruje nowym kanclerzem, Alexandrem Schallenbergiem. Ten zresztą oficjalnie w parlamencie ogłosił gotowość współpracy z Kurzem.

Używanie ma Herbert Kickl, szef FPÖ, były koalicjant partii skompromitowanej w 2019 r.: „Kurz może i nie jest kanclerzem, ale turkusowy system działa jak przedtem”.

Sebastian Kurz nie zapowiada odejścia z polityki. W przewrotnym przemówieniu pożegnalnym wcale nie żegna się z funkcją kanclerza, nie mówi o rezygnacji, tylko o chwilowym usunięciu się na bok. Przecież wciąż rządzi ÖVP i jest jej szefem w parlamencie, choć partia zaczyna się mocno dzielić w jego sprawie. Nie okazuje też wyrzutów sumienia, nie przyznaje się do błędów, nie przeprasza. O wszystko obwinia innych, przekonuje, że „to normalne, każdy musi przez to przejść, tak się dzieje, to nic niezwykłego”, czyli jego zdaniem rewizje, oskarżenia o nadużycia czy korupcję to norma, doświadczenie wielu czołowych polityków. Oskarża swoich koalicjantów, Zielonych, o działania przeciw niemu i tworzenie stanu niestabilności. Czy to nie mistrzostwo w odwracaniu sytuacji, w której to on i jego środowisko polityczne odpowiadają za kryzys rządowy w Austrii? Kurz przekonuje, że tylko on zapewnia stabilność polityczną, choć jest przyczyną chaosu. Przekręca opis rzeczywistości, tak że wydaje się przeciwieństwem stanu faktycznego.

A już w maju br. w drugim programie niemieckiej telewizji publicznej ZDF w satyrycznym „Magazin Royale” cały odcinek poświęcono „Austrii, ukochanemu sąsiadowi” i temu „młodziakowi” jako kanclerzowi, który gra nieczysto. Czy zatem u „ukochanego sąsiada” będzie odcinek trzeci serialu, zatytułowany „Kanclerz K.”? Na razie zapewne Sebastian Kurz bardzo uważa, co pisze w SMS-ach.

Fot. AP/East News

Wydanie: 43/2021

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy