Solidarnie przeciw ”Solidarności”

Solidarnie przeciw ”Solidarności”

Załoga Huty im. T. Sendzimira „wycięła” w wyborach do Rady Nadzorczej przedstawicieli „S” Poseł Władysław Kielian, przewodniczący Komisji Robotniczej Hutników NSZZ „Solidarność” Huty im. Tadeusza Sendzimira, w swojej działalności związkowej i parlamentarnej spotkał się z wieloma koalicjami, ale takiej, jaka utworzyła się w maju br. przed wyborami przedstawicieli załogi do Rady Nadzorczej krakowskiej huty, jeszcze nie widział. Aby wyeliminować przedstawicieli „Solidarności” z kierownictwa huty, sześć pozostałych związków zawodowych: NSZZ Pracowników HTS, NSZZ „Solidarność ’80”, Związek Zawodowy Inżynierów i Techników, Autonomiczny Hutniczy Związek Zawodowy, Młodzieżowy Związek Zawodowy Pracowników HTS i Wolny Związek Zawodowy „Sierpień ’80” utworzyły Hutnicze Forum Wyborcze, wystawiając czterech wspólnych kandydatów przeciwko czterem z „S”. Członkowie koalicyjnych związków otrzymali, tak jak to kiedyś robiła „S”, instrukcje wyborcze z wzorem karty do głosowania, na której było zaznaczone, że krzyżyk trzeba postawić przy kandydatach nr 2, 4, 6 i 7, bo „tylko oddanie głosu na wszystkich czterech kandydatów Hutniczego Forum Wyborczego zapewni, że twój kandydat będzie twoim przedstawicielem w Radzie Nadzorczej „. Dzięki zastosowaniu solidarnościowej kiedyś techniki wyborczej nikt z kandydatów „S” nie wszedł do nowej Rady Nadzorczej. – Takiej egzotycznej koalicji, obejmującej zarówno organizacje OPZZ-etowskie, związane z SLD, jak i skrajnie prawicowe, łącznie z „Sierpniem ’80”, jeszcze było – mówi poseł Kielian. – Myślę, że powstała z przekory. Skoro „Solidarność” jest taka sprytna i na cztery miejsca wystawiła tylko czterech kandydatów, to my też wystawimy czterech i ich wytniemy. Po co w takim razie tyle różnych związków zawodowych w hucie, skoro wystawia się wspólną listę? – Koalicja zrodziła się z powodu pazerności „Solidarności”, która wystawiając czterech kandydatów, chciała, tak jak w poprzedniej kadencji, objąć wszystkie cztery miejsca, przysługujące reprezentantom załogi w Radzie Nadzorczej – mówi Mieczysław Kucharski, przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność ’80” w Hucie im. T. Sendzimira. – Naszą ambicją było wprowadzenie do Rady Nadzorczej tylko jednego naszego przedstawiciela, a gdy dowiedzieliśmy się, że bardzo liczny NSZZ Pracowników HTS też potrafi ograniczyć się do jednego kandydata, postanowiliśmy działać wspólnie i osiągnęliśmy nasz cel. Nie przeczę, że w „Solidarności” są też wartościowi ludzie nadający się do Rady Nadzorczej, ale jeżeli ktoś sygnalizuje, że nie chce się dzielić z nikim władzą, musi być świadomy, że albo weźmie wszystko, albo wszystko straci. – Dla mnie te wybory do Rady Nadzorczej to ważny sygnał dla społeczeństwa, że w przypadku pazerności na władzę ze strony jednej opcji politycznej ludzie o bardzo skrajnych poglądach potrafią się zjednoczyć – komentuje Mieczysław Łagosz, przewodniczący Autonomicznego Hutniczego Związku Zawodowego. – Nie chcemy, aby nasze wybory były traktowane jako przewrót polityczny lub chęć deprecjacji „Solidarności” – mówi Janusz Lemański, przewodniczący NSZZ Pracowników HTS. – To tylko przykład dogadania się ponad podziałami politycznymi. – Udzieliliśmy poparcia koalicji, gdyż uznaliśmy, że w kierownictwie huty powinny być reprezentowane różne organizacje związkowe – dodaje Ryszard Grynbaun, przewodniczący WZZ „Sierpień ’80” w Hucie im. T. Sendzimira. Powtórka z rozrywki Mieczysław Kucharski, szef nowohuckiej „Solidarności ’80”, to co się stało w hucie, nazywa krótko – „powtórką z rozrywki”. Dobrze pamięta czasy, gdy kierownicza siła związkowa upokarzała wszystkich, którzy zapisali się do innych organizacji. – W 1990 roku „Solidarność” wprowadziła zasadę, że nie usiądzie do stołu z żadnym innym związkiem – wspomina Kucharski. – Przyjęli zasadę, że nie będą brali udziału w spotkaniach i negocjacjach, w których pojawi się inna organizacja związkowa. Najpierw więc do gabinetu dyrektora huty wchodziła „Solidarność”, a przedstawiciele pozostałych związków czekali w sekretariacie. Potem oni opuszczali gabinet, a my wchodziliśmy, nie wiedząc, co oni ustalili. Choć walczyliśmy o istnienie huty, to wraz z innymi związkami od „Solidarności” dostawaliśmy tak w tyłek, że szkoda mówić. Raz nas przyłapano, że na kserokopiarce huty odbijamy biuletyn i zrobiono z tego wielką aferę. – Jedni byli komunistami, inni odszczepieńcami – mówi Janusz Lemański, szef NSZZ Pracowników HTS. – Przez lata „Solidarność” wygrywała wszystkie wybory w hucie i być może myślano, że tak będzie zawsze. W ostatnich wyborach do Rady Nadzorczej prawie nie prowadzili kampanii wyborczej,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2001, 36/2001

Kategorie: Kraj