Spinacz trzech światów

Spinacz trzech światów

Jacek Dębski, silny człowiek prawicy, był przez lata pupilem prawicowych polityków i dziennikarzy

Już chyba tylko najwięksi optymiści wierzą, że po śmierci Jeremiasza Barańskiego, „Baraniny”, dowiemy się, dlaczego został zastrzelony Jacek Dębski. I Barański, i Dębski, i jego zabójca „Sasza” swoje tajemnice zabrali do grobu.
Nikt w to nie wątpi – każdy z nich mógłby rzucić światło na mechanizmy i powiązania krępujące III RP. „Baranina” był powiązany ze służbami specjalnymi trzech krajów, z międzynarodowymi gangami, nadzorował mafię pruszkowską. „Sasza” był jego płatnym zabójcą. Dębski miał znakomite kontakty w świecie polityki, biznesu i wciąż niewyjaśnione w świecie przestępczym. Na ile te kontakty się przenikały, mógłby powiedzieć tylko on sam.
Natomiast jego polityczni przyjaciele mogliby wyjaśnić inny aspekt fenomenu Jacka Dębskiego. Jak to się stało, że mógł zrobić taką karierę?

Kariera wielopartyjna

Karierę polityczną Dębski zaczynał w połowie lat 80. w Ruchu Młodej Polski, organizacji, w której pierwsze polityczne kroki stawiali Aleksander Hall, Tomasz Wołek i Wiesław Walendziak. Dębski działał w łódzkiej grupie RMP, której liderem był Jacek Bartyzel. „Widać było, że to inteligentny chłopak. Trzymał poziom, choć nie brylował jak Kazimierz Ujazdowski czy Marek Budzisz”, wspominał Bartyzel w jednym z wywiadów. Dziś Ujazdowski jest jednym z liderów PiS, a nazwisko Budzisza, który był m.in. szefem programu „Puls Dnia”, gdy TVP rządził Wiesław Walendziak, przewija się przy sprawie byłego prezesa PZU Życie, Grzegorz Wieczerzaka…
Z RMP Dębski przeszedł do UPR, gdzie znalazł się w najbliższym otoczeniu Janusza Korwin-Mikkego. A stamtąd szybko przeskoczył do Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Uchodził w nim za „twardego faceta do specjalnych poruczeń”. Donald Tusk i Jacek Merkel wysyłali go do zadań, które wydawały się niewykonalne. A w piłkarskiej reprezentacji Kongresu Liberałów stawiali go na bramce. „To dobry bramkarz – wspominał Tomasz Wołek. – Grałem z nim kilkakrotnie”.
Gdy KLD zjednoczył się z UW, Dębski wystąpił z Kongresu i przeszedł do Koalicji Konserwatywnej Ujazdowskiego. A stamtąd przeskoczył do AWS, wiążąc się z Januszem Tomaszewskim i skupioną wokół niego „spółdzielnią”.
Równolegle z karierą polityczną Dębski rozwijał się jako biznesmen. Tu jego patronem był Jerzy Drygalski, były przewodniczący Komisji Likwidacyjnej RSW Prasa-Książka-Ruch, wiceminister przekształceń własnościowych, działacz KLD z Łodzi.
„Trzymaliśmy się w jednej grupie towarzyskiej. Rozmawialiśmy o kobietach, popijaliśmy trochę trunków, ale o polityce raczej się nie mówiło. To przypadek, że zrobił mnie łódzkim pełnomocnikiem komisji likwidacyjnej”, mówił Dębski.
Potem był prezesem Łódzkiej Wytwórni Papierosów, pełnomocnikiem firmy Bagbud oraz prezesem sieradzkiego Polmosu.
A stamtąd przeskoczył wprost na stanowisko ministra sportu.

Silny człowiek

Jako szef UKFiT szybko wdał się w wojnę z prezesem PZPN, Marianem Dziurowiczem. To przysporzyło mu wielkiej popularności. „W swoim składzie personalnym PZPN jest środowiskiem na pograniczu świata przestępczego – mówił. – Od środowisk mafijnych odróżnia go to, że one działają poza strukturami państwa”. Kibice na stadionach skandowali jego nazwisko, był jednym z najpopularniejszych ministrów. Prawicowi publicyści zachwycali się nim jako człowiekiem czynu, który potrafi zdecydowanie działać.
To zresztą były czasy, gdy prawica zniesmaczona Buzkiem szukała silnych ludzi, więc Dębski pasował do wymarzonego obrazu jak ulał.
Wtedy jako przykład zdecydowanych ludzi stawiono dwóch polityków – Dębskiego i Marka Kempskiego, ówczesnego wojewodę śląskiego. „Polacy niezmiennie od lat uznają przestępczość za główny problem. Tymczasem na tym polu więcej od ministra spraw wewnętrznych i administracji zrobił jeden z wojewodów, Marek Kempski, który zapracował już nawet na przydomek polskiego Giulianiego”, pisał Paweł Siennicki w „Nowym Państwie”.
Był też moment, w którym ci potencjalnie silni ludzie AWS razem współdziałali, próbując udowodnić przekręty przy remoncie Stadionu Śląskiego. „Rzeczpospolita” komentowała to wówczas jednoznacznie: „tak się nieszczęśliwie składa, że zarówno Jacek Dębski, jak i Marek Kempski bez przerwy powołują się na kontrole, rozdają razy, a jak przychodzi do dostarczenia dowodów rzeczowych, mają puste szuflady”.

Dziwne powiązania

„Zdecydowanie w działaniu”, które prezentował Dębski, mogło uwieść prawicowych dziennikarzy, ale nie zawodowych polityków. Już we wrześniu 1998 r. „Gazeta Wyborcza” cytowała opinie ludzi znających ministra sportu, dla których był „kimś, kto ciągle kombinuje i ma wiele dziwnych powiązań”.
Dlaczego więc wciąż funkcjonował w polityce, towarzyszył Buzkowi i Krzaklewskiemu, prezentowano go jako tego „zdecydowanego i sprawiedliwego”?
Pewnie część prawdy o wpływach Dębskiego ujawniła kontrola NIK. Okazało się m.in., że kierowany przed Dębskiego UKFiT dofinansował dziennik „Życie”, przekazując mu grubo ponad 100 tys. zł na wkładkę turystyczną, a ważni działacze AWS korzystali z atrakcyjnych wyjazdów zagranicznych za pieniądze UKFiT. Do tego mieliśmy zatrudnianie na umowy-zlecenia pracowników spoza urzędu i błędne procedury w finansowaniu inwestycji.
Inną część prawdy mogliśmy poznać z opisu ostatnich miesięcy życia Dębskiego, kiedy widziano go w Sejmie w towarzystwie rozmaitych biznesmenów, na rzecz których lobbował wśród swoich kolegów z prawicy.
Widziano go także z ludźmi ze świata przestępczego. Spinał więc światy polityki, biznesu i ciemnych interesów. Jakimi metodami? W jakim stopniu? Dlaczego tak długo mu to się udawało? Tego pewnie nigdy się nie dowiemy.

Wydanie: 20/2003

Kategorie: Kraj
Tagi: RW

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy