Syntetyczne paliwa

Przed trzema tygodniami opublikowałem w „Tygodniku Powszechnym” artykuł pod tytułem „Przeciw biadaniom”. Sugerowałem w nim, ażeby w obliczu zmniejszania się światowych zasobów ropy naftowej, powrócić do produkcji syntetycznych węglowodorów metodami podobnymi, jakich używali Niemcy w czasie ostatniej wojny światowej. Tekst mój ukazał się w druku i został totalnie zignorowany, czego zresztą można się było spodziewać. Kilka dni temu, czyli 4 października, pojawił się w „International Herald Tribune” artykuł Schweitzera, pod tytułem „Inne czarne złoto”. Autor pisze, że syntetyczne węglowodory były już produkowane w eksperymentalnych zakładach w USA w latach 30. Wytworzono wtedy ponad milion baryłek syntetycznej gazoliny, lecz przemysł naftowy wyperswadował kontynuację produkcji rządowi, ponieważ koszt baryłki wynosił około 35 dolarów. Teraz cena ropy zbliża się do 70 dolarów, dlatego też, nawet uwzględniając inflację, warto powrócić do koncepcji wytwarzania sztucznej benzyny. Tym bardziej że nie wymaga to żadnego przekonstruowania istniejących silników spalinowych.
Autor tekstu w IHT powiada, że chodzi o nowe i realne rozwiązanie problemu kończących się zasobów ropy, a ponadto stworzy to komfortową sytuację całkowitego uniezależnienia od arabskich dostawców zrzeszonych w organizacji OPEC. Jeżeliby ktoś obecnie pragnął w naszym kraju podjąć rzeczony temat, uprzejmie proszę o zwrócenie uwagi na to, że ja w tej sprawie odezwałem się pierwszy. Warto dodać nawiasem, że całkowite zagłuszenie pojedynczego głosu nie musi wcale wynikać z ingerencji cenzury jako biurokratycznej instancji. Jak wykazuje powyższe, wystarczy, jeśli temat świeży i oryginalny nie będzie poruszony ani w prasie szeroko dostępnej, ani w elektronicznych mediach. Chodzi o zjawisko tzw. rozproszonej cenzury, niedopuszczającej do głosu każdego, kto się jej nie podoba, ponieważ nie podległ oficjalnemu nagłośnieniu.
Autor cytowanego artykułu powołuje się przy tym na szacowane obecnie zasoby niewydobytego węgla na terenie Stanów Zjednoczonych, które rzeczoznawcy oceniają na około 150 miliardów ton. Jestem przekonany, że do tematu produkcji syntetycznej ropy będzie się wracało, czy to w Ameryce, czy w Europie – chyba że potężne lobby paliwowe znowu okaże się silniejsze od zdrowego rozsądku.

6 października 2005

 

Wydanie: 41/2005

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy