Szabla Mariana

Szabla Mariana

Krzaklewski jest przeciw lewicy UW, SLD, Pawlakowi, Kwaśniewskiemu, zwolennikom integracji z Unią Europejską oraz tym, co “rozbijają prawicę”. To kto ma na niego głosować?

O co chodzi Krzaklewskiemu? Chyba nie o wygranie wyborów prezydenckich. Patrząc na pierwsze dni jego kampanii, trudno odgonić natrętną myśl, że celem lidera AWS nie jest wcale Pałac Prezydencki, lecz zupełnie coś innego. Bo Krzaklewski nie mówi do wszystkich Polaków, ale tylko do małej ich części – do twardego jądra zadeklarowanych fanów prawicy. Tu walczy o akceptację. Tylko po co? Na tak postawione pytanie odpowiedź jest jedna: cele Krzaklewskiego są bardziej ograniczone. Przede wszystkim chodzi mu o odzyskanie roli niekwestionowanego lidera na prawicy i dobre wejście w przyszłoroczne, najprawdopodobniej przyszłowiosenne, wybory parlamentarne. I tyle.
Jeżeli tak rzeczywiście jest – to zachowanie lidera AWS nosi jakieś znamię racjonalności. Znamię, bo w wyścigu prezydenckim Krzaklewski wciąż jest na trzecim miejscu. Według najnowszych sondaży, pierwszy jest Aleksander Kwaśniewski (62% poparcia), drugi Andrzej Olechowski (11%), a trzeci właśnie Marian Krzaklewski (7%).
Jeżeli pierwsza tura tak właśnie by się zakończyła, dla szefa “Solidarności” byłaby to kompletna klęska. Tylko że porażki z Olechowskim nikt w sztabie AWS nawet sobie nie wyobraża. Kalkulacja jest prosta – sam elektorat AWS wystarczy, by “na luzie” zdobyć drugie miejsce. Więc wystarczy go zmobilizować. A co potem?

Poszli w prawo

Jeszcze przed rozpoczęciem kampanii wyborczej zastanawiano się, w którą stronę pójdzie Krzaklewski – czy będzie starał się pozyskiwać elektorat umiarkowany, czy też, przeciwnie, narodowo-katolicki. Innymi słowy: czy zwróci się w stronę SKL czy ZChN i Radia Maryja.
Ten dylemat wydaje się już być rozstrzygnięty. Tak jak przypuszczała większość obserwatorów, Krzaklewski wybrał te instytucje, do których mentalnie jest mu najbliżej – ZChN i Radio Maryja. Umiarkowani politycy prawicy, Maciej Płażyński, Aleksander Hall, Jan Maria Rokita, pozostają gdzieś z tyłu. Zaś w otoczeniu przewodniczącego, oprócz Wiesława Walendziaka, pojawili się politycy ZChN.
Znamiennym sygnałem był wybór nowych władz klubu parlamentarnego AWS, gdzie miejsce rzecznika dyscypliny Andrzeja Szkaradka, polityka reprezentującego związkowców, zajął Stefan Niesiołowski.
Niesiołowski był zresztą gwiazdą inauguracji kampanii wyborczej Krzaklewskiego, która odbyła się w Galerii Porczyńskich. Inauguracji osobliwej – w której udział brało 200 posłów i działaczy AWS. – Wypędźmy postkomunistów na śmietnik historii! – wołał Niesiołowski. – Każdy dzień rządów tych zdrajców, zbrodniarzy i złodziei jest klęską dla tego kraju!

Nowy Krzaklewski

Obserwatorzy polityczni zawsze z wielką uwagą przysłuchują się inauguracyjnym przemówieniom kandydatów. One bowiem wyznaczają ton przyszłej kampanii. Tym razem, słuchając Krzaklewskiego, ze zdumieniem przecierali uszy i oczy. Co ich tak zdumiało? Przynajmniej dwa wątki. Po pierwsze lider AWS objawił się nagle jako osoba chętna jednoczyć eurosceptyków. Po drugie, wściekły atak na SLD, a w zasadzie na całą lewicę – jeśli pod terminem rozumiemy obóz rozciągający się od lewej części Unii Wolności, poprzez Unię Pracy, po SLD.
Taki atak to oczywiście błąd. W kampanii wyborczej kandydat musi walczyć nie tylko o głosy swojego elektoratu, ale również czynić ukłony wobec elektoratu rywala. Podręcznikowym przykładem jest tu zachowanie Aleksandra Kwaśniewskiego.
A co na to Krzaklewski? – Warto zapytać, co dla oddalenia grożącego polskiemu państwu kryzysu zrobiły rządy Pawlaka, Oleksego, Cimoszewicza – atakował w inauguracyjnym przemówieniu. – Rząd obozu posierpniowego zrobił dla Polski więcej niż trzy poprzednie rządy razem wzięte. Aleksander Kwaśniewski, Leszek Miller, Józef Oleksy nauczyli się rządzić na kredyt jeszcze w PRL. (…) Po roku 1989 – i tak jest do dzisiaj – Aleksander Kwaśniewski i Leszek Miller, aby odbudować potęgę swojego obozu, odwoływali się do demagogii socjalnej, wysuwali roszczenia pod adresem suwerennego polskiego państwa.
To tylko niektóre z ataków Krzaklewskiego na lewicę. Zresztą odbierane przez AWS-owski aparat z entuzjazmem.
Potem młodzieżówka AWS wręczyła Krzaklewskiemu szablę z wygrawerowanymi napisami “Za honor i Ojczyznę” oraz “Bij bolszewika”. – Szabli u nas dostatek, a i tę przyjmuję na znak zwycięstwa – odpowiedział szef AWS.
Tak więc cała inauguracja sprowadziła się do jednego hasła – “Bij bolszewika”, czyli SLD i Kwaśniewskiego. I do machania szablą. Czy tego oczekują od prezydenta Polacy?

Europa?

Marne miny po wystąpieniu Krzaklewskiego mieli również zwolennicy integracji z Unią Europejską. Już na samym początku szef AWS zaatakował SLD, Kwaśniewskiego i “przedstawicieli lewego skrzydła Unii Wolności, słabego politycznie, ale wzmacnianego i nagłaśnianego przez silne, opiniotwórcze media” za “integrację z Unią Europejską, rozumianą jako cel ideologiczny, a nie praktyczny”.
– Zwolennicy traktowania integracji Polski ze Wspólnotą Europejską jako zadania ideologicznego uważają, że naturalną koalicją do realizacji tego celu może być jedynie koalicja SLD i lewicy Unii Wolności – głosił Krzaklewski. – Postkomunistów motywuje dodatkowo ich oportunizm ukształtowany jeszcze w czasach PRL. Postkomuniści rzeczywiście traktują Brukselę jak nową Moskwę, UE jako nowe RWPG, a swoją politykę – także w wymiarze międzynarodowym – zaledwie jako szukanie nowych protektorów dla własnych karier.
Pomińmy prymitywizm powyższego wywodu, znacznie bardziej niebezpieczne jest tworzenie nowych podziałów. Z jednej strony są więc lewicowcy, chcący budować “Europę lewicowych utopii”, gotowi przehandlować polskie interesy za własne korzyści. Z drugiej AWS, budujące Europę ojczyzn, potrafiące twardo negocjować z Unią warunki naszego członkostwa.

Inna rzeczywistość

Sęk tylko w tym, że obraz narysowany przez Krzaklewskiego nijak się ma do rzeczywistości. Jak na ironię, dzień po jego wystąpieniu do Brukseli na zaproszenie Komisarza Unii pojechała delegacja SLD. Liderzy Sojuszu mogli wysłuchać lamentu nad nieprzygotowaniem polskiego rządu do jakichkolwiek merytorycznych dyskusji. Co tu więc mówić o twardych negocjacjach, jeżeli nie ma o czym dyskutować?
Tak więc swymi opiniami Krzaklewski nie zdobywa sympatii, nie tylko w Brukseli, ale i w całej zachodniej Europie. Tym bardziej że jest to Europa rządzona w zdecydowanej większości przez socjaldemokratów przywiązanych do idei “Europy lewicowych utopii”.
Inauguracja kampanii prezydenckiej Mariana Krzaklewskiego wypadła marnie. W rodzinnej Kolbuszowej wdał się w pyskówki z górnikami ze związku Sierpień’80, wymyślając im od agentów KGB. Tydzień później, już w Warszawie, opowiadał niestworzone rzeczy o Unii Europejskiej i SLD, rodem z notatnika gminnego agitatora. Częstokroć popadając w śmieszność. – My, ludzie “Solidarności”, nigdy nie traktowaliśmy Polski jako adresata osobistych czy grupowych roszczeń – mówił polityk, którego formacja zyskała już miano TKM, “grzesznych moralistów”, za rządów których korupcja sięga smutnych rekordów.
Krzaklewski chwalił się też czterema reformami Buzka – a przecież wystarczy sięgnąć po sondaże, by wiedzieć, co ludzie o nich myślą.
Jak więc wygląda Krzaklewski po pierwszych tygodniach kampanii?
A jak może wyglądać kandydat, który na inaugurację zamyka się w małym gronie najwierniejszych, który opowiada rzeczy idące w poprzek poglądów i oczekiwań społeczeństwa, który buduje swój image jako permanentnego antykomunisty, machającego szabelką, podejrzliwego wobec Europy?
Jak na początek, to marnie, panie Krzaklewski.

 

Wydanie: 29/2000

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy