Sześciolatku, dzwonek!

Sześciolatku, dzwonek!

1 września do pierwszej klasy pójdzie prawie 333 tys. siedmiolatków. Ile dzieci rok młodszych, jeszcze nie wiadomo

Zerówka, pierwsza klasa? Szkoła, przedszkole? Dla rodziców tegorocznych sześciolatków sytuacja nie jest prosta. Słuchając sprzecznych informacji, musieli zdecydować, czy już czas posłać ich malucha do szkoły.
Rozpoczynająca się we wrześniu reforma szkolnictwa ma wiele wad. Jednak jej główne założenie, obniżenie wieku szkolnego, to krok niezbędny do rozwoju systemu edukacji i zbliżania jej do standardów europejskich.
O wysłaniu sześciolatków do pierwszej klasy mówiło się od kilku lat. Podobnie jest np. w Austrii, Niemczech, Irlandii, Czechach i we Włoszech. W Holandii i Wielkiej Brytanii obowiązek szkolny dotyczy już dzieci pięcioletnich.
Nie wszyscy akceptują takie rozwiązanie. Przeciw reformie powstało wiele inicjatyw rodziców, którzy protestują przeciwko „skracaniu dzieciństwa” i wytykają twórcom reformy błędy. Twierdzą oni, że nauczyciele są nieprzygotowani do pracy z młodszymi dziećmi, a wysokość krzesełek, ławek i toalet – niedostosowana do wzrostu sześciolatków. Jednak szkoły otrzymały znaczne środki, przez wakacje trwały remonty szkół i większość z nich jest dziś otwarta na nowych, młodszych uczniów.
O ile uzasadnione są obawy związane z dopasowaniem infrastruktury i programu nauczania do poziomu i potrzeb dzieci, o tyle argumentacja mówiąca o krótszym dzieciństwie, gdy wcześniej rozpoczyna się naukę, jest niezrozumiała. Radość dzieciństwa nie zależy od tego, czy kilkulatek przychodzi do budynku opatrzonego znakiem „szkoła”, czy „przedszkole”. I tu, i tam może spędzać czas radośnie i twórczo, nawiązując nowe przyjaźnie. Co więcej, już w dotychczasowym systemie w wieku sześciu lat rozpoczynał zerówkę, gdzie poznawał litery i liczby, co przecież w żaden sposób nie czyniło z niego dorosłego.

Motywacja

A wczesne rozpoczynanie edukacji to wielka szansa. Dzieci przyswajają wiedzę bardzo szybko i naturalnie. Dzisiejszy świat daje wiele bodźców, dzięki którym dzieci w różnorodny sposób poznają otaczający świat. Pojęcie szkoły to dla malucha abstrakcja, samo przez się nie będzie ani pozytywne, ani negatywne. To rodzice przenoszą na dzieci własne lęki. Wielu z nich pamięta swoje złe doświadczenia i chciałoby oszczędzić ich dziecku. Szkoła jednak się zmienia. I to w dużej mierze od rodziców zależy, czy ich dziecko rozpocznie naukę pełne stresu, czy z nadzieją nowych wyzwań. I od kolejnych dorosłych, nauczycieli, zależy, jak zostanie wykorzystane to nastawienie.
Nie da się ukryć: ogromna odpowiedzialność spoczywa na „nowej pani”. Niezależnie od tego, czy do szkoły pójdzie sześcio- czy siedmiolatek, potrzebuje on zachęty i odpowiedniej motywacji, aby nauka nie kojarzyła mu się z nudnym wykładem, a szkoła była miejscem radosnego zdobywania wiedzy. Zarówno w takiej pierwszej klasie, w której jest kilkoro sześciolatków, jak i w tej, gdzie przychodzą wyłącznie dzieci siedmioletnie, nauczyciel musi wykazać dużą elastyczność i dostosować sposób i tempo nauczania do potrzeb i możliwości uczniów.
O tym, jak wiele można nauczyć maluchy poprzez zabawę, można się przekonać na kursach językowych dla najmłodszych. Już dwu-, trzylatki z powodzeniem uczą się pierwszych sformułowań po angielsku, przyswajając je niemal jednocześnie z językiem ojczystym. Wysyłając przedszkolaka na lekcje języka, nie spodziewamy się, że będzie on siedział w ławce i robił notatki lub czytał z książeczki. Mimo to, a może właśnie dlatego, jego postępy są bardzo szybkie, nauka zaś nie kojarzy mu się ze stresem, lecz z zabawą.
Anna Dzierzgowska, nauczycielka historii i współtwórczyni projektu Społeczny Monitor Edukacji, podkreśla potrzebę obniżenia wieku szkolnego:
– To pomysł absolutnie słuszny i bardzo potrzebny. W tej chwili szkołę kończą 19-latkowie, traktowani w niej jak dzieci – twierdzi. I dodaje: – Jak najwcześniej powinno się też zaczynać wyrównywanie szans edukacyjnych.
Nie kryje jednak wątpliwości co do sposobu przeprowadzenia reformy: – Trudno powiedzieć, na ile szkoły są przygotowane na przyjęcie dzieci.
Nauczyciele przyznają, że część zmian jest jeszcze w toku. Reformę rozłożono na trzy lata. W tym czasie to rodzice decydują, czy chcą posyłać sześciolatka do szkoły. We wrześniu 2012 r. edukacja sześciolatków będzie już obowiązkowa. Rozciągnięcie przemian w czasie ma pomóc w uniknięciu podwójnego rocznika: gdyby wszystkie sześcio- i siedmiolatki miały pójść do szkoły w jednym roku, w szkołach podstawowych, a za kilka lat – w gimnazjach i liceach, pojawiłaby się w jednym roku podwójna liczba dzieci. Teraz zmianom sprzyja demografia. W 2002 r. urodziło się 353,7 tys. dzieci, rok później – 351 tys. To właśnie te dzieci mogą iść w bieżącym roku do pierwszej klasy. Każdy kolejny rok przynosił stopniowy wzrost liczby urodzeń. Skoro maluchów na jednym poziomie edukacji ma być więcej, zdecydowanie lepiej, aby nie przypadło to na lata, w których i tak rozpoczyna naukę rocznik wyżu demograficznego.

Pamiętajmy o przedszkolu

Reforma likwiduje zerówkę, ale zapewnia opiekę przedszkolną dzieciom pięcioletnim – od 2012 r. obowiązkową. A przedszkoli wciąż mamy wyraźny niedobór. Kiedy dzieci z lat niżu demograficznego miały trzy-cztery lata, wydawało się, że liczba placówek jest wystarczająca. Teraz, gdy pierwsze roczniki wyżu miały stać się dumnymi przedszkolakami, szybko okazało się, że brakuje dla nich miejsc. Do przedszkoli zaczął się prawdziwy wyścig. Najgorsza sytuacja jest na wsiach, ale też w niektórych dzielnicach dużych miast. Pracujący rodzice zdani są na pomoc prywatnych opiekunek lub członków rodziny. Tymczasem edukacja przedszkolna sprzyja uspołecznieniu i zapewnia lepszy start.
Ministerstwo Edukacji nie ma jeszcze dokładnych danych, ile sześcioletnich dzieci idzie w tym roku do pierwszej klasy. Szczegółowe informacje poda dopiero na początku października. Wiadomo jednak, że przed wakacjami chętnych było niewielu. Najwięcej w Gdyni: tam rodzice 14% sześciolatków wybrali klasę pierwszą zamiast zerówki. Jednak już w innych dużych miastach, np. Warszawie, Łodzi i Poznaniu, było to poniżej 4%. Jeszcze gorzej statystyki wyglądały w mniejszych miejscowościach.
– Myślę, że teraz zdecydowali się na to tylko rodzice tych dzieci, które lepiej radzą sobie w przedszkolu i bardzo wyróżniają się wśród rówieśników – mówi Agnieszka, mama siedmiolatka, który od września rozpocznie naukę. – Na ogół rodzice młodszych dzieci woleli jednak zostawić je w przedszkolu.
Efekt? W Szkole Podstawowej im. Tadeusza Kościuszki w Głoskowie pod Warszawą na 41 dzieci w pierwszych klasach sześciolatków jest tylko troje. Troje przyjdzie też do Szkoły Podstawowej nr 5 w Piasecznie, choć pierwszych klas jest tu aż dziewięć. To oznacza, że na razie niewiele się zmieniło w porównaniu z latami ubiegłymi. Do tej pory przecież również nie zabraniano przyjmowania sześciolatków do klas pierwszych. Były to zwykle jedna-dwie osoby na klasę, pod warunkiem uzyskania pozytywnej opinii poradni psychologiczno-pedagogicznej.

Kiedy do pracy

Obecnie w Polsce młodzi ludzie stosunkowo późno wchodzą na rynek pracy. Obowiązek szkolny trwa do ukończenia 18. roku życia (w wielu krajach to 16 lat), co nam się chwali. Znaczna część maturzystów chce kontynuować naukę. Problem w tym, że średnia wieku osoby rozpoczynającej stałą pracę zarobkową znacznie się przesuwa. A to dotyka całą gospodarkę.
Oczywiście zderza się tu czynnik ekonomiczny, istotny w skali kraju, z subiektywnym poczuciem: „przecież to moje małe dziecko”. Widać to zwłaszcza na forach internetowych, gdzie rodzice nawołują do bojkotu reformy i drżą o swoje maluchy. Mniej pojawia się głosów takich jak post jednej z mam: „Skoro obniżenie wieku szkolnego i tak jest nieuniknione, a moje dziecko jest wystarczająco dojrzałe do nauki szkolnej, to uważam, że z mojej strony byłaby to głupota, gdybym zapisała je od września do zerówki, a nie do pierwszej klasy. A argument, że zabieramy dziecku dzieciństwo, jest moim zdaniem bezzasadny – w przedszkolu przecież dzieci też się uczą”.
Wszelkie reformy edukacji budzą niepokój. Roczniki graniczne czują się królikami doświadczalnymi i pozostają pod baczną obserwacją specjalistów od edukacji i mediów. Przemiany są jednak niezbędne. Cała nadzieja w tym, że kolejne lata udowodnią ich zasadność.

Wydanie: 35/2009

Kategorie: Kraj
Tagi: Agata Grabau

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy