Szpieg w krainie literatury

Szpieg w krainie  literatury

Moralność, relatywizm moralny jest ważnym problemem w pana powieściach. Bardzo trudno wyznaczyć tam granice między dobrem i złem. Czytelnik najbardziej się buntuje, kiedy bohaterowie, którym sprzyja, korzystają z pomocy byłych esesmanów.

– Celowo wprowadziłem tych esesmanów, ponieważ prawda historyczna jest taka, że po wojnie, a nawet w ostatniej fazie wojny starali się ich wykorzystywać wszyscy po stronie alianckiej. Wiadomo było, że alians ze Związkiem Radzieckim się skończy, a oni doskonale znali świat Rosji, Europy Centralnej, Wschodniej, Bałkanów. Dla wywiadów stali się nieocenieni. Nie jest to zresztą ewenement w historii; zwycięzcy zawsze przechwytywali zawodowców wroga, żeby ich wykorzystać. Natomiast nie przeczę, że sięgnąłem po ten motyw umyślnie, ponieważ jest to działanie kontrowersyjne, a kontrowersyjność w literaturze ma zalety.

Pana powieści są nie tylko ciekawe, ale i sprawne warsztatowo. Taka zdolność nie bierze się chyba z pisania raportów.

– Całe życie czytałem książki. Różne, bo to najszybsza metoda samokształcenia. Moją najbardziej ulubioną formą literacką jest biografia, ponieważ pokazuje motywacje wielkich ludzi, którzy tworzyli historię. Bo historia nie tworzy się sama ani nie jest zdeterminowana materializmem dialektycznym. Wielką historię tworzą przede wszystkim ludzie – ich osobowość, wiedza, siła woli. Ale odbiegam od tematu. Więc zawsze czytałem. Bo jeżeli chce się być dobrym w jakiejś dziedzinie – w moim przypadku była to praca wywiadowcza – trzeba się kształcić. No i jeżeli przeczytało się w życiu ileś książek, warsztat sam się tworzy.

Rozumiem, że nie gardzi pan również fikcją literacką?

– Oczywiście, że nie gardzę. Wielka literatura piękna jest oparta nie tylko na talencie pisarzy, ale także na ich doświadczeniu życiowym, rozumieniu życia, innych ludzi. Wielcy pisarze mają talent do wnikania w ludzką psychikę, mają większą niż inni wrażliwość odczuwania cudzego nieszczęścia albo szczęścia. Marzy mi się napisanie powieści szpiegowskiej, ale takiej głęboko osadzonej w psychice bohaterów stojących po przeciwnych stronach. Wywiad to działanie z ludźmi, a działając z ludźmi, trzeba rozumieć ich psychikę, wejść w ich „ja”, więc oficer wywiadu jest psychologiem – to mogłoby się przydać przy pisaniu.

Ogląda pan filmy z Bondem?

– Oglądam, ale oczywiście jako filmy rozrywkowe. Przy czym jest ogromna różnica między „Bondami” z lat 60., 70. a dzisiejszymi. Bo teraz to już jest Bond, który analizuje swoją psychikę, zastanawia się, czy to, co robi, jest dobre czy złe, snuje refleksje nad sobą, nad światem. Z punktu widzenia wywiadu brytyjskiego te filmy są niezwykle przydatne – w sposób niebywały zbudowały jego reputację. A trzeba pamiętać, że każdy porządny wywiad chce mieć jak najwięcej agentów. Agentów albo się pozyskuje, albo sami przychodzą. Do wywiadu brytyjskiego i izraelskiego często zgłaszają się właśnie sami.

Chcą przeżyć przygodę jak w filmie?

– Często tak. Ale ludzie zgłaszają się wyłącznie do wywiadów, które mają dobrą reputację. I właśnie filmy z Bondem w dużym stopniu zbudowały reputację wywiadowi brytyjskiemu.

Będzie pan pisał nowe powieści?

– Jeżeli czytelnicy będą zainteresowani, jeżeli dojdę do wniosku, że mam jeszcze coś do powiedzenia. Obecna sytuacja polityczna na świecie na pewno dostarcza wielu wątków.

Strony: 1 2 3 4

Wydanie: 9/2016

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy