Szwecja dopasowała się do sytuacji

Szwecja dopasowała się do sytuacji

Szwedzi nie byli przygotowani do walki z wirusem, a nie chciano siać paniki, stąd strategia małych ograniczeń

Dr n. med. Anna Baran – psychiatra z Poradni Psychiatrii Dorosłych w Szpitalu Blekinge w Karlshamn w Szwecji

Widziałam w internecie filmiki ze Szwecji – ludzie siedzą na kocach w parkach i na skwerach. To wolność w epoce koronawirusa w porównaniu z resztą świata.
– U nas rzeczywiście wszystko od początku było otwarte, działały bary, kawiarnie i wspomniane zieleńce.

Jakie zmiany są teraz?
– Zgromadzenia ograniczone są do 50 osób i prosi się ludzi, aby utrzymywali między sobą odstęp 1,5-2 m. Przypominają o tym tabliczki informacyjne w sklepach. Poza tym wszystko jest czynne: teatry, kina, baseny itp.

Dlaczego Szwecja się wyłamała z ogólnoświatowych obostrzeń?
– Szwedzi nie byli przygotowani do walki z wirusem, a nie chciano siać paniki, opracowano więc strategię niewielkich ograniczeń w kontaktach międzyludzkich. Zaobserwowano także, że większość umierających z powodu wirusa to ludzie po osiemdziesiątce, zazwyczaj bardzo schorowani. Szwecja dopasowała się po prostu do sytuacji. Duża w tym zasługa ekspertów. Epidemiolodzy z Urzędu Zdrowia Publicznego zdecydowali, że drobne ograniczenia dadzą lepszy efekt długoterminowy. Czy mieli rację, pokaże przyszłość.

Szwedzi potrafią wyciągać wnioski z tego, co widzą, i na nich budować własne sposoby reagowania.
– To prawda.

A może skoro tu ludzie prędzej zapadają na depresję ze względu na krótkie dni, władze uznały, że izolacja byłaby dodatkowym obciążeniem? Zimą powszechne są lampy przeciwdepresyjne, pełno ich w oknach.
– Mają swoją tradycję. W dawnych czasach takie lampy wskazywały drogę podróżnym w czasie nocy polarnych. Do dziś umieszcza się je w oknach, co jest zabiegiem nie tylko obyczajowym, ale i terapeutycznym.

Strach przed wirusem nie zamknął ludzi w domach. A przecież mogliby po prostu przestać się widywać choćby z lęku przed zakażeniem.
– Może być też odwrotnie – jeśli ludzie odczuwają niepokój, a jest on wszechobecny, bardziej garną się do siebie, szukają towarzystwa.

Częściej się spotykają, by rozładować lęk?
– Tak właśnie jest, ludzie zaczęli szukać towarzystwa, bo to im daje poczucie bezpieczeństwa. Wielu moich kolegów zauważyło ten paradoksalny efekt epidemii. Po prostu społecznie więcej się komunikujemy w czasach koronawirusa. Owszem, staramy się przestrzegać pewnych zasad izolacji, zalecanych przez epidemiologów osobom w starszym wieku, pilnujemy tych odstępów. Ale chcemy częstszych kontaktów i dążymy do nich.

Może stają się one nawet bardziej pogłębione?
– Tak, bo gdy człowiek się boi, chce być z kimś, a nie sam. Jednak podkreślam, Szwedzi spotykają się w gronie do 50 osób. Wszelkie święta będą więc teraz mniej huczne, tak jak 30 kwietnia, czyli Noc Walpurgii, gdy Szwedzi zwykle rozpalali wielkie ogniska i tańczyli wokół nich, świętując koniec zimy i nadejście wiosny.

Według danych w Szwecji jest więcej zakażonych wirusem i więcej zgonów z tego powodu niż np. w Polsce. W Szwecji 18 177 zakażonych i 2192 zgony, w Polsce – 11 273 zakażonych, zmarły 524 osoby.
– Szwedzi ujmują w statystykach zgonów z powodu COVID-19 wszystkie osoby, które były zakażone koronawirusem, łącznie z tymi, które zmarły z innego powodu, np. zawału serca, udaru itp. W Polsce jest inaczej, tutaj, jak i w innych krajach europejskich, postępuje się zgodnie z zaleceniami WHO, która uważa, że należy rejestrować zgony z powodu koronawirusa tylko wtedy, gdy są one nim wywołane.

Czy wzrosła liczba osób potrzebujących pomocy psychologicznej i psychiatrycznej?
– Zgłasza się do nas mniej osób, ale prawdopodobnie jest to związane z lękiem przed wizytami w przychodni.

Dlatego ludzie przenoszą się do internetu, gdzie można znaleźć pomoc i zachować anonimowość. Pani jest współtwórczynią platformy www.e-llipse, której zadaniem jest zapobieganie samobójstwom. Miała służyć studentom, ale teraz może z niej korzystać każdy.
– Stworzyliśmy tam specjalne miejsce, gdzie mogą pisać osoby, które czują jakikolwiek niepokój związany z COVID-19 i chciałyby tym podzielić się z innymi. Bardzo wiele osób nie tylko boi się samego wirusa, ale także przeżywa trudne chwile związane z tym, że np. nagle zostały bez środków do życia – tracą pracę lub same muszą kogoś zwolnić, innym padają firmy. To wywołuje burzę emocji, z którymi nie wszyscy umiemy sobie poradzić, a nieraz doprowadza to do poważnych zaburzeń psychicznych, depresji itp. Poprzez naszą platformę umożliwiamy takim osobom podzielenie się swoimi historiami i przeżyciami. Działa to w dwie strony – opowiadający o sobie mogą dać upust emocjom, a ci, którzy to później czytają lub oglądają, poprzez utożsamienie się poczują ulgę, że nie są sami. Mogą też skorzystać z podpowiedzi konkretnego działania, które komuś pomogło.

Dzieląc się tym, co trudne, pomagamy sobie i dajemy wsparcie innym, którzy będą to czytali.
– Temu służy właśnie to specjalne miejsce pod nazwą Koronawirusowe Wyzwanie Kryzysowe, które uruchomiliśmy dwa tygodnie temu (platforma działa w różnych językach, po angielsku to Coronavirus Crisis Challenge). Nie trzeba się rejestrować na stronie. Wszystko jest tam anonimowe, w formularzu, który należy wypełnić, podajemy tylko ogólne informacje: z jakiego jesteśmy kraju i miasta, ile mamy lat, kim jesteśmy z zawodu. Ale to jedynie na użytek przyszłych badań – europejskiego programu zapobiegania samobójstwom i poradnika, który ma zostać stworzony na podstawie doświadczeń osób, które opisały swoje historie.

Czemu ma posłużyć platforma w przyszłości?
– Docelowo ma odpowiadać na potrzeby i trudności psychologiczne studentów. W tej chwili, dostosowując się do sytuacji, zaproponowaliśmy korzystanie z platformy wszystkim chętnym i potrzebującym. Można pisać o tym, jak się czujemy w czasach zarazy, co przeżywamy w związku z izolacją i innymi problemami – z utratą pracy lub z jej brakiem albo z tym, że żona odeszła, albo że obawiamy się o nasze zdrowie i zdrowie osoby bliskiej czy boimy konsekwencji jakiegoś naszego działania lub jego braku. Nierzadko źle się z tym czujemy, ale wstydzimy się o tym mówić. Jedni ludzie uwalniają się od przykrych uczuć, dzieląc się nimi, drudzy utożsamiają się z tymi historiami, co też pomaga.

Jak to działa? Byłam w szpitalu w odwiedzinach u 80-letniej osoby po udarze mózgu. Mówiła: „Chce mi się pić, pić”. Pacjentka nie była w stanie sięgnąć po stojącą obok szklankę wody, chociaż była sprawna fizycznie. Po prostu nie wpadła na to. Z kolei mój tata niedawno w szpitalu miał silne duszności. Ale powiedział o tym lekarzowi, dopiero gdy mama poradziła mu to przez telefon. Sam później się sobie dziwił, że o tym nie pomyślał, chociaż to oczywiste. Podobnie jest z osobami w kryzysach samobójczych. W najczarniejszym momencie nie widzą możliwości, które są naturalne dla innych. Dlatego tak ważna jest nasza podpowiedź, historia, doświadczenie wskazujące, że można postąpić inaczej. I tej strategii samopomocowej trzymamy się w Ellipse.

Poszerzamy w ten sposób świadomość, mówiąc językiem psychologicznym, która w depresji czy lęku jest przecież zawężona?
– Tak, podajemy takiej osobie szklankę z wodą. Ten drobny gest wystarcza, aby wyprowadzić ją ze stanu „chwilowej bezradności” i często nawet uratować jej życie.

Fot. bewphoto

Wydanie: 19/2020

Kategorie: Psychologia

Komentarze

  1. Jacek Nadzin
    Jacek Nadzin 28 maja, 2020, 17:24

    W Szwecji w ciągu kolejnych paru dni umiera prawie 100 osób dziennie. Dziś 46 /28 maja/, do godz 14.00 Jest to najwyższa ilość przeliczana na 1 mln mieszkańców na swiecie. Trudno mówić o sukcesie. Umierają nie tylko najstarsi. A najgorsze jest to że zgodnie z wytycznymi służby zdrowia pacjenci Domów Starców nie są kierowani do szpitali ale mają zapewnioną opiekę paliatywną /morfina/ na miejscu w Domu Starców. Jest to już przedmiotem poważnych sprzeciwów!
    Jacek Nadzin
    Sztokholm

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy