Tag "Andrzej Duda"

Powrót na stronę główną
Felietony Roman Kurkiewicz

Paroksyzmy prezydenta

Dla tych, którzy mają małe dzieci i zwierzęta domowe, raczej psy niż koty, pewne formy zachowań w sytuacjach nerwowych, awanturniczych są oczywistością. Nie ma wówczas wobec krzyczącego, miotającego się po podłodze dzieciaka czy namolnego psiaka broni potężniejszej niż obojętność, brak zainteresowania, przejście mimo, niezwracanie uwagi. To po prostu działa, choć warto pamiętać, że ten krzyk czy szczek jest zarazem czymś kompletnie nieznośnym, jak i wołaniem o uwagę, zainteresowanie.

Atak decybeli trzeba jednak przerwać, w ostateczności przeczekać. Tyle pseudomądrości pedagogicznych.

Jest to refleksja, która mnie dopadła po ostatnich występach i publicznych wystąpieniach prezydenta Dudy, Andrzeja. Andrzej Duda już wielokrotnie zasłużył sobie na konstatację, że cechuje go rodzaj niedojrzałości, że wykonuje gesty i serwuje wypowiedzi godne chłopca w krótkich spodenkach. W ostatnich dniach widowiskowo powrócił do tej niedojrzałości, dokładając szczyptę chamstwa i ogólnej dezynwoltury, rozumianej tu jako rezygnacja z pracy rozumowej. Za to ujawnił potencjał do natychmiastowej tzw. reakcji nożycowej (uderz w stół, nożyce się odezwą). Otóż nasza instytucja, bo tak się widzi Andrzej Duda, została, jak się okazuje, dotknięta do żywego krytyczną pod jego adresem wypowiedzią prof. Adama Strzembosza, przypomnijmy – byłego pierwszego prezesa Sądu Najwyższego, przewodniczącego Trybunału Stanu oraz przewodniczącego Krajowej Rady Sądownictwa.

94-letni obecnie profesor w wypowiedzi publicznej stwierdził, że Andrzej Duda winien jest co najmniej 16-krotnego naruszenia konstytucji podczas swojego urzędowania, nazywanego też harcowaniem. Cios nestora polskiego świata prawniczego trafił widać celnie, bo z zawziętością godną lepszej sprawy i nieokiełznaną agresją Duda usiłował się odwinąć Strzemboszowi. Jak to ma w swoim niepowtarzalnym stylu, dobrał jednak nie te armaty do nie tego komara.

„Prof. Strzembosz jest jednym z ludzi, którzy są odpowiedzialni za to, że w polskim wymiarze sprawiedliwości pozostali komunistyczni sędziowie, splamieni przynależnością do PZPR, a niektórzy splamieni wydawaniem wyroków w stanie wojennym – wyzłośliwił się prezydent.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Pytanie Tygodnia

Dlaczego w PiS nie szanują Andrzeja Dudy?

Witold Bereś, redaktor naczelny miesięcznika „Kraków i Świat” Nawet smok wawelski, stwór durny, skoro zżarł barana wypchanego siarką przez Szewczyka Skubę, nie dałby się nabrać na podrzuconego mu do konsumpcji Pana Prezydenta RP. Ciekawe dlaczego? Odpowiedź niech pozostanie tajemnicą dla prezydenta, ale doskonale jest znana nie tylko milionom głosującym przeciwko PiS, ale i samym politykom PiS. Politykom tym trudno bowiem odmówić instynktu samozachowawczego. Owszem, krzyczeli i będą krzyczeć (jeszcze przez 288 dni w chwili druku

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Jerzy Domański

Zakochany w swoich minach

Uczę się. Uczę się cały czas. Tak mówi o sobie prezydent Duda. Czego tak uparcie się uczy głowa państwa? I jakie są tej nauki efekty? Największy postęp widzimy, gdy prezydent przemawia. Oczywiście po polsku. Bo gdy mówi po angielsku, śmieją się już licealiści. Nauka gry aktorskiej idzie mu znacznie lepiej. To nie jest dawny Duda mamroczący coś pod nosem. Bezbarwny i sztywny, jakby kij połknął. Widzimy oratora zakochanego w swoim głosie. A jeszcze bardziej w mimice i gestach. Mimice z wyraźnym rysem komicznym. I szczególnym eksponowaniem brody, która ciągle wędruje mu ku górze. Duda, budując swój przekaz, przemawia tak, jakby treść miała drugorzędne znaczenie. Widać, jak cieszy go aktorska rola, w której występuje na scenie.

Ale to, że scena jest polityczna i każde słowo ma znaczenie, jakoś go nie krępuje. Dla doraźnego efektu potrafi powiedzieć wszystko. Niestety, skutki tego, co mówi i robi, ponosi cały kraj. W doprowadzeniu praworządności w Polsce do tego tak rozpaczliwego stanu Duda ma wielki osobisty udział.

W obszarach będących konstytucyjną odpowiedzialnością prezydenta RP Andrzej Duda w ciągu dekady sprawowania urzędu cofnął się do poziomu, na którym był w czasach przed studiami. Opinia promotora jego pracy doktorskiej i oceny środowiska prawniczego Uniwersytetu Jagiellońskiego są dla niego bezlitośnie krytyczne. Coraz częściej mówi się o odebraniu Dudzie tytułu doktora prawa z powodu sprzeniewierzenia się zasadom postępowania obowiązującym doktorów.

Za wielokrotne łamanie artykułów konstytucji prezydent Duda powinien stanąć przed sądem. Nie tylko przed bezzębnym Trybunałem Stanu. Bez sprawiedliwej oceny jego dwóch kadencji nie będzie naprawy państwa, a szybko mogą się pojawić kontynuatorzy tego bezprawia. W miarę jak Dudzie upływa kadencja, mimo patologicznych relacji z prezesem Kaczyńskim coraz gorliwiej wspiera on obóz, który zapewnił mu na 10 lat dolce vita.

Miał być strażnikiem konstytucji, a jest ochroniarzem PiS i coraz większej grupy przestępców i złodziei. Do konstytucji ma taki stosunek jak wielu Polaków do przepisów ruchu drogowego.

Pokazał to w przemówieniu, które wygłosił w Sejmie. Piszę o przemówieniu, bo słowo orędzie jest tu równie na miejscu jak nazwa PiS. Duda zabrał – aż chce się napisać, że ukradł – Polsce dwa miesiące rządów koalicji, gdy na żądanie Kaczyńskiego powołał po raz pierwszy w historii Polski rząd marionetkowy. W Sejmie mówił równie długo, co tendencyjnie i bezrefleksyjnie. Wygłosił długą listę oskarżeń pod adresem tych, którzy próbują wyciągnąć kraj z bagna, w jakie sam nas wpakował.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Roman Kurkiewicz

Tusk najlepszym kandydatem PiS na prezydenta

Tusk najlepszym kandydatem PiS na prezydenta

Myślałem o tym, żeby na spokojnie popastwić się nad byłym prezydentem Bronisławem Komorowskim, który wychynął z matecznika, coby płaczliwie bronić myśliwych, którym niby to dzieje się w Polsce krzywda. Lamentacjami podzielił się w odnowionej TVP Info, gdzie powiedział: „Dla wielu dziennikarzy i polityków myśliwi z łowców stali się zwierzyną. Jest teraz moda, żeby im dołożyć jak najmocniej”. Nie zapominajmy, że to komentarz czynnego myśliwego, który jako prezydent ukrywał tę swoją ówczesną aktywność i okłamywał społeczeństwo, że nie poluje. Teraz jako nieformalny pierwszy lobbysta broniący interesów myśliwych podzielił się „przemyśleniami”, zaznaczając, że zło czai się gdzie indziej: „Problemem nie są polscy myśliwi, tylko m.in. włoscy i austriaccy. Trzeba pilnować tego, żeby ptaki, które chronimy, nie zostały zastrzelone podczas lotu we Włoszech lub Austrii. Oni strzelają o wiele więcej niż polscy myśliwi”. Zdaniem Komorowskiego, również zabijając zwierzęta, myśliwi de facto ich bronią.

Zmiany przygotowywane przez obecny rząd dotyczą m.in. propozycji badań okresowych myśliwych (to jedyna grupa z prawem posiadania i używania broni palnej nieobjęta tym obowiązkiem), ograniczenia polowań zbiorowych i przy stosowaniu noktowizji, obowiązku informowania właściciela nieruchomości o planowanym polowaniu indywidualnym na jego gruncie czy konieczności otrzymania pozwolenia na budowę ambony. Te i inne propozycje zmian w prawie łowieckim doprowadzają myśliwych do białej gorączki. Wtedy, jak widać, rusza im w sukurs stary wiarus z jeszcze ciepłym sztucerem.

Kiedy myślałem, że nic tych wistów nie przebije, wyjechał na białym koniu Donald Tusk z nową polityką migracyjną, czyli m.in. propozycją ogólnoeuropejskiej zgody na „zawieszenie” prawa azylowego. Prawa, przypomnijmy, zapisanego w konwencjach genewskich czy w polskiej konstytucji (tak, tak: konstytucja, konstytucja!!!), gdzie mamy cały art. 56, który stanowi: 1. Cudzoziemcy mogą korzystać z prawa azylu w Rzeczypospolitej Polskiej na zasadach określonych w ustawie. 2. Cudzoziemcowi, który w Rzeczypospolitej Polskiej poszukuje ochrony przed prześladowaniem, może być przyznany status uchodźcy zgodnie z wiążącymi Rzeczpospolitą Polską umowami międzynarodowymi.

Zaklęcia Tuska, że bezpieczeństwo, że Finlandia już to zrobiła, że Łukaszenka i Putin

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Roman Kurkiewicz

Duda stanie, nie posiedzi

W wyniku kroków prawnych podjętych przez Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych urzędujący prezydent RP stanie przed sądem. Na 24 października Sąd Okręgowy w Warszawie „wyznaczył datę pierwszej rozprawy w procesie, w którym pozwaliśmy Andrzeja Dudę za znieważanie obywateli własnego państwa”, poinformował ośrodek. Powodem pozwania prezydenta jest jego wypowiedź w programie „Gość Wiadomości” na antenie TVP Info z 20 września 2023 r. Prezydent wsparł Straż Graniczną, która użyła określenia „Tylko świnie siedzą w kinie” wobec ludzi oglądających film „Zielona granica” Agnieszki Holland (nagrodzony właśnie na festiwalu w Gdyni Złotymi Lwami). „Nie dziwię się, że funkcjonariusze Straży Granicznej, którzy zapoznali się z tym filmem, użyli tego hasła »Tylko świnie siedzą w kinie«, znanego nam z czasów okupacji hitlerowskiej, kiedy w naszych kinach pokazywano propagandowe filmy hitlerowskie”, podzielił się swoimi przemyśleniami.

„Sprawa będzie odbywała się zdalnie, każdy z państwa będzie miał więc możliwość dołączenia do niej, siedząc przed ekranem własnego komputera. Przed rozprawą podamy do ogólnej wiadomości link umożliwiający zalogowanie się do sprawy i oglądanie jej w charakterze publiczności. Istnieje też możliwość przyjścia do sądu i oglądania rozprawy na żywo, taki zamiar trzeba jednak

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Tomasz Jastrun

Wyposażenie kulturowe

Duda, już nie potrafię pisać „prezydent Duda”, nie daję rady, wybierał się spotkać z Trumpem w tzw. Amerykańskiej Częstochowie, sanktuarium w pobliżu Doylestown w Pensylwanii, czyli udzielić mu wsparcia w stanie, w którym mieszka 800 tys. Polaków. A Pensylwania najważniejsza w amerykańskich wyborach. W tym samym czasie Beata Kempa, najpiękniejsza i najmądrzejsza w PiS, stała się doradcą Dudy. To, co chciał zrobić, pachnie zdradą, Trump zdaje się być na pasku Rosji. Ale nie, Duda nagle dostał czarną polewkę – Trump się z nim nie spotkał; nawet z Kempą Duda okazał się za mało powabny. Ale chwali się: „Trump to mój wielki przyjaciel”. Rzeczywiście jest między nimi powinowactwo duchowe.

Co do zdrady, Kaczyński maniacko powtarza, że rząd i Tusk to agentura trochę niemiecka, a trochę rosyjska – więc zdrajcy. Żyjemy w strasznym czasie i w strasznym kraju rządzonym przez zdrajców, których popierają miliony Polaków, gdy za naszą granicą wojna. I jest nowy ulubiony zwrot prezesa: „wyposażenie kulturowe”. Tusk i my wszyscy, jego zwolennicy, mamy wadliwe „wyposażenie kulturowe”, jesteśmy

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Notes dyplomatyczny

Trochę stukania, trochę barykad

Minister Sikorski już nie organizuje corocznych narad ambasadorów, on organizuje narady szefów polskich przedstawicielstw. Prawda, że znacząca to zmiana?

W ten sposób realizuje się scenariusz, którego się spodziewaliśmy – prezydent Duda niczego nie podpisuje, ani odwołań dotychczasowych ambasadorów, ani nominacji nowych. Wygląda to wszystko tak, że ambasadorowie są odwoływani do kraju, a na ich miejsce jadą szefowie placówek, czyli chargé d’affaires.

Może więc Andrzej Duda czuć się ważny i napawać przekonaniem, że rozporządza ambasadorami, ale tak naprawdę nie rozporządza niczym.

Wszyscy to widzą, ambasadorowie zatem stosują różne strategie przetrwania. Na przykład dużo się opowiada o ambasadorze w ChRL Jakubie Kumochu. To człowiek z kancelarii prezydenta Dudy, jeden z jego najważniejszych ludzi w polskiej dyplomacji, więc Sikorski zdecydował, że go wycofuje do kraju. I wtedy Kumoch, antytalent dyplomatyczny przecież, całkowicie się przeistoczył. Zaczął walczyć o swoją posadę – i stukać w różne miejsca. Do prezydenta Dudy raczej nie musiał, bo ten i tak w swoim zacięciu nic by mu nie pomógł. Wobec tego pielgrzymował do innych. I udało się! Kto mu to przedłużenie załatwił, jakie to gołębie serce, aż strach pisać…

Z kolei Bogna Janke, którą Andrzej Duda wysłał ze swojej kancelarii na ambasadora do Brazylii, wybrała inną metodę. Odmówiła powrotu. Ona zostaje, ma nominację prezydenta, prezydent musi ją odwołać! Sprawa zrobiła się głośna, mówił o tym minister Bartoszewski.

Na jej miejsce został już zaakceptowany Andrzej Cieszkowski. To człowiek spokojny, unikający wielkich oracji i trochę pechowy. Jego pech polega na tym, że studiował w MGIMO, nawet nie za PRL, lecz w latach 1990-1995. Był stypendystą polskiego rządu. Ale prawica i tak wyła, że oto człowiek, którego Moskwa obserwowała, robi karierę w MSZ. Cieszkowski tłumaczy się, że to rząd III RP i jego agendy decydowały, czy ma tam studiować, czy nie. Bo za te studia płaciły. Wyjaśnia, że dzięki temu mógł przyglądać się Rosji w najważniejszych momentach przełomu, poznać rosyjskie zwyczaje i mentalność… Dla naszych prawicowców jednak to są żadne argumenty. Oni uważają, że wiedza o Rosji jest niepotrzebna, wystarczy taka, jaką mają oni, ten zbiór banalnych stereotypów, nic więcej. I że każdy, kto w Moskwie przebywa, natychmiast pada ofiarą KGB. Na taką chorobę zapadli. Zdaje się, że nieuleczalnie.

A wracając do Cieszkowskiego, MGIMO skończył jako specjalista od strefy portugalskojęzycznej, pracował już w ambasadzie w Lizbonie, tu się rozwijał, ale potem rzucono go na Wschód. Był pełnomocnikiem ministra Sikorskiego ds. Partnerstwa Wschodniego, miał dobre oceny pracy, więc w roku 2013 został ambasadorem w Gruzji. Ale nie na długo, bo PiS, gdy w 2015 r. zdobyło władzę, szybko go odwołało. Uznano, że jako MGIMO-wiec nie może pełnić takich funkcji, poza tym Gruzja była dla pisowców krainą pełną śladów

Lecha Kaczyńskiego, ambasadorem musiał tam być ktoś PiS przesiąknięty…

Pożytku z tych roszad Rzeczpospolita nie miała. A teraz Cieszkowski jedzie do Brazylii i może wreszcie jakiś zawodowiec sprawy naszych kontaktów z dziewiątą gospodarką świata ogarnie.

 

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Tomasz Jastrun

Zespół stresu pourazowego

Klęska wyborcza była traumą dla prawicowców – doświadczają tego, co nazywa się zespołem stresu pourazowego, to się zdarza po traumatycznym doświadczeniu. Natręctwo nienawiści, obsesyjne myśli, żądza zemsty, wszystko będzie zapamiętane i oddane w dwójnasób. W tym stanie człowiek jest podatny na wygłaszanie idiotycznych sądów. „Wiarygodność »Gazety Wyborczej« jest jak radzieckiej »Prawdy«”, mówi Mateusz Morawiecki. I pomyśleć, że taki ktoś był premierem dużego europejskiego kraju. Kiepska pociecha, że Donald Trump gada podobne głupstwa.

Andrzej Duda, który z Gitanasem Nausėdą zawitał do Lublina, powiedział: „Czyżby ta współpraca między służbami rosyjskimi a służbami Rzeczypospolitej pod rządami pana premiera Donalda Tuska nadal była kontynuowana?”. Taki międzynarodowy donosik, też do NATO. Te słowa celnie skomentował Leszek Miller: „Andrzej Duda w obecności prezydenta Litwy Gitanasa Nausėdy insynuuje, że za wiedzą premiera Tuska Służba Kontrwywiadu Wojskowego współpracuje z rosyjską FSB. Nie tylko oskarża polskiego premiera, ale czyni to w obecności szefa obcego państwa. Podłość najwyższego rzędu!”. Podłość, a może raczej szczególny stan umysłu. Do bogatych dziejów głupoty polskiej dopisujemy nowe rozdziały.

Po raz pierwszy od politycznej zmiany i po ośmiu latach jestem w telewizji publicznej. Stara część siedziby na Woronicza niezmieniona od półwiecza, idę więc długim, wąskim korytarzem, przy którym są barki, a dalej studia. Podłoga pokryta linoleum, tym korytarzem szła zamaszyście Krysia Janda w filmie „Człowiek z marmuru”. W roku 1995, kiedy prowadziłem program „Pegaz”, szedłem nim w stronę studia z Czesławem Miłoszem. Pytałem go, na które ucho gorzej słyszy – musiałem zapytać, to była kwestia, jak mam z nim usiąść, a przecież wiedziałem, że się tego wstydzi, że go to zaboli. Teraz „Sprawa dla reportera”, zaprosiła mnie Elżbieta Jaworowicz, okazuje się, że od lat czyta moje felietony w PRZEGLĄDZIE. W programie kłębowisko ludzkich dramatów. I to ludzie ludziom gotują piekło.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Notes dyplomatyczny

Nominacje bez podpisu

Każda porządna struktura powinna się kierować czytelnymi zasadami postępowania, powinna też być wierna ciągłości działania, mieć świadomość, że nie powstała wczoraj. To banał. A teraz rzeczywistość.

Nie kto inny jak pisowski szef MSZ Jacek Czaputowicz skrytykował ostatnio pisowskiego prezydenta Andrzeja Dudę. Skrytykował go za to, że ten nie podpisuje nominacji ambasadorskich. I że świadomie osłabia pozycję polskich szefów placówek za granicą oraz możliwości polskiej polityki zagranicznej. Ma rację.

Duda, jak wiele razy zwracaliśmy uwagę, nikomu nie chce podpisać nominacji, niezależnie od tego, czy jest to dyplomata zawodowy, czy osoba z zewnątrz. Posuwa się do takiej aberracji jak odmowa podpisania nominacji Michałowi Łabendzie, którego Sikorski wysłał do Kazachstanu. A przypomnijmy, temuż Łabendzie ten sam Andrzej Duda podpisał nominację w roku 2018, gdy wysyłał go na ambasadora do Kairu. Czyli wtedy mógł, a teraz nie może?

To Dudę kompromituje. Pokazuje, jak marnego jest formatu. Gdyby jednym podpisywał, a drugim nie – byłaby to okazja, aby zademonstrować opinii publicznej, że kieruje się wyższymi kryteriami, że troska o jakość ambasadorskich kadr, czyli troska o Polskę, jest dla niego najważniejsza. Nie podpisując nikomu, pokazuje, że najważniejsza jest dla niego troska o własne ego. I podstawianie nogi.

To był Duda, a teraz Zbigniew Rau, były wojewoda łódzki, pisowiec od zawsze, który za PiS został szefem MSZ. Mówi o nim Łukasz Jasina, były rzecznik MSZ: „Zbigniew Rau był człowiekiem o gigantycznych skokach nastrojów, który potrafił w ciągu jednego dnia przejść od okazywania gigantycznego zaufania, pełnego doceniania pracy, powierzania mi bardzo odpowiedzialnych zadań, aż do całkowitego podważania moich kompetencji. Było to połączone z nieokiełznanymi wybuchami psychicznej agresji. Krzyczał na mnie głośno. Ot, takie »Szaleństwa króla Jerzego«, jak w filmie.

Zarzucał mi, że chcę go zniszczyć. Krzyczał, że nic nie umiem. Kilka godzin później znów bardzo mnie doceniał, a po kolejnych krytykował za kolor skarpetek czy jakość koszul, które nosiłem”.

W ten sposób dowiadujemy się z pierwszej ręki, że mieliśmy na czele MSZ osobę sprawiającą wrażenie niezrównoważonej. Czy to mogło działać?

Raua zastąpił Radosław Sikorski, pozujący chętnie na osobę, która coś z edukacji w Wielkiej Brytanii wyniosła, dla której korpus służby zagranicznej, jego jakość, jego esprit to nie są puste słowa.

W lipcu zmarł Zdzisław Góralczyk, były ambasador Polski w Pekinie, który przepracował w MSZ kilkadziesiąt lat, wybitny dyplomata i sinolog. Na jego pogrzebie była spora grupa dyplomatów. Był ambasador Chin, który wygłosił piękną mowę pożegnalną w języku polskim. Ale nie było żadnego oficjalnego przedstawiciela MSZ, nawet naczelnika wydziału z bukietem trzech tulipanów.

Góralczykowi to po nic, swoje w życiu osiągnął, ci, którzy się znają, pamiętają o nim. A MSZ? Chciałby być minister Sikorski szefem centrum polskiej polityki zagranicznej, kierować mózgowcami, ludźmi najwyższej jakości, oddanymi służbie. A wychodzi, że kontentuje się rolą szefa dworcowej poczekalni. Gdzie wchodzą i wychodzą.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Roman Kurkiewicz

Cały naród szuka pracy dla Dudy

Się podobno mówi, że Andrzej Duda wyraził gdzieś wolę zostania po swojej najdłuższej prezydenturze szefem Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. Pomysł skomentował były prezydent Aleksander Kwaśniewski, który powiedział: „Radzę jednak, żeby rozglądać się za czymś realnym”. Powodów sarkastycznego komentarza nie poznaliśmy, ale sam wątek wydaje się interesujący. Co Andrzej Duda pocznie po dekadzie przebywania w Pałacu Prezydenckim? Pytanie samo w sobie jest zajmujące i pogłoski zasadne. Na „rynek pracy” wróci osobnik jak na standardy świata politycznego nie tyle stosunkowo młody, ile niezbyt stary. Jego jednak wątpliwej natury osiągnięcia polityczne, miast otwierać mu na przestrzał podwoje nowych szans, możliwości, kariery, raczej je ograniczają. Można powiedzieć, że ze sporą swadą spalił Andrzej Duda niejeden most za sobą i póki do władzy nie wróci jego obóz polityczny, przyszłość zawodowa kończącego za niecały rok urzędowanie pisowskiego prezydenta, delikatnie to ujmując, nie wygląda różowo, choć ta metafora przy jego konserwatywnym zacięciu może mu wcale nie odpowiadać.

Pomóżmy, jeśli potrafimy.

Właściwie graniczy z pewnością przekonanie, że nie ma Duda powrotu do swojego zaurlopowanego miejsca pracy, czyli Uniwersytetu Jagiellońskiego. Po krytyce posunięć politycznych demolujących polski system prawny i konstytucyjny, wielokrotnie i z mocą wyrażanej zarówno przez gremia UJ, jak i choćby promotora pracy doktorskiej, nie wiadomo co musiałoby się wydarzyć, żeby ta ścieżka była dla Andrzeja Dudy dostępna na jakimkolwiek odcinku. Są oczywiście liczne uczelnie i wydziały prawa, które mogą chcieć przytulić taki nieautorytet, w nadziei na późniejsze ewentualne profity. To jednak ciężka praca, od której Andrzej Duda ewidentnie się odzwyczaił. Może stąd poszukiwania na kierunku „sport i turystyka”? Wszak lubi nasza głowa państwa szusować na nartach, pomykać na skuterach wodnych i kto tam jeszcze wie, jakie dyscypliny są mu bliskie. Mimo wszystko zjazdy z Kasprowego w otoczeniu ratowników narciarskich z SOP to zbyt ograniczone doświadczenie organizacyjne, jeśli idzie o sport globalny. Tak bym czytał rezerwę w komentarzu Aleksandra Kwaśniewskiego.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.