Tag "brytyjska polityka"

Powrót na stronę główną
Świat

Nadchodzi Król Północy

Czy Andy Burnham zbawi państwo brytyjskie?

Być może najlepszym źródłem wiedzy, ale też przestrogą dla Andy’ego Burnhama i całej brytyjskiej Partii Pracy jest historia, która wydarzyła się dekadę wcześniej po drugiej stronie kanału La Manche. W 2012 r. prezydentem Francji został François Hollande. Technokrata z Partii Socjalistycznej, uznawany powszechnie za świetnego menedżera partyjnego, sprawnie manewrującego pomiędzy rozmaitymi, wrogimi wobec siebie frakcjami tego potężnego ugrupowania. Do Pałacu Elizejskiego wprowadzał się po latach rządów prawicy i choć mało kto widział w nim nowego Mitterranda, twórcę wielkiego, cywilizacyjnego wręcz projektu francuskiej lewicy, to jednak były podstawy, by sądzić, że Hollande wyprowadzi socjalistów z marazmu. Pięć lat później został ich grabarzem.

Dzisiaj nad tą historią przechodzi się do porządku dziennego. Od prawie dekady polityka francuska, a przez to i w dużej części europejska, jest kształtowana przez Emmanuela Macrona – człowieka spoza układu partyjnego, liberalnego antypolityka, centrowego populisty, który pod wieloma względami rzeczywiście zmienił realia francuskiej republiki. Wtedy jednak była to zmiana wręcz rewolucyjna, bo francuska Partia Socjalistyczna w dużej mierze zarządzała dyskursem publicznym nad Sekwaną nieprzerwanie od końca II wojny światowej. Była twardą jak skała, nienaruszalną siłą. Miliony członków, sprzyjające jej media, liczne związki zawodowe. Cała tożsamość klasowa stworzona wokół jednego ugrupowania. Zasługi starych polityków i legiony młodych intelektualistów. Taki kolos nie miał prawa upaść. Tymczasem nie dość, że się zawalił, to jeszcze bez wielkiego huku. Dzisiaj poparcie PS, jeśli jest liczone oddzielnie, poza szerokimi lewicowymi koalicjami, zamyka się w jednocyfrowych wynikach. Z 577 miejsc w parlamencie socjaliści kontrolują tylko 66. W 2017 r., kiedy Macron dochodził do władzy, popierany przez partię Benoît Hamon zdobył zaledwie 6,36% głosów w pierwszej turze wyborów prezydenckich. Era socjalistów we francuskiej polityce skończyła się wtedy definitywnie.

Zarządzanie upadkiem

Przytaczanie tej opowieści w kontekście obecnych kłopotów laburzystów na Wyspach i wyzwania stającego przed Andym Burnhamem (trzykrotnie wybieranym na burmistrza aglomeracji Wielkiego Manchesteru), nie jest przypadkowe. David Klemperer, brytyjski historyk i publicysta, na łamach magazynu „The New Statesman” stwierdził, że Partia Pracy znajduje się teraz w podobnym miejscu co francuscy socjaliści dekadę temu. Z najwyższego urzędu w kraju odchodzi partyjny technokrata, wewnętrzne frakcje rzucają się sobie do gardeł, a wokół wyrastają nowi, populistyczni rywale. Śmiertelne zagrożenie, nie tylko dla partii, ale i dla całej demokracji, nadciąga ze strony skrajnej prawicy, tam – spod znaku Marine Le Pen, tu – Nigela Farage’a. Tradycyjny elektorat lewicowy zaczyna się dzielić, dawna klasa pracująca w postindustrialnych okręgach przechodzi do radykałów, a wielkomiejska klasa średnia znajduje schronienie pod parasolem Zielonych, kierowanych przez charyzmatycznego, choć niedoświadczonego Zacka Polanskiego. Patrząc szerzej, cała scena partyjna przechodzi rewolucję kopernikańską.

System, który od 120 lat był dwupartyjny i zapewniał rotację u władzy – najpierw pomiędzy torysami a liberałami, potem między Partią Konserwatywną a Partią Pracy – przekształca się właśnie w system pięcio-, a może i siedmiopartyjny. Gdyby wybory do parlamentu odbyły się jutro, żadna partia nie zdobyłaby większości – i trend ten zapewne się utrzyma. Oznaczać to będzie, że brytyjska polityka trwale upodobni się do kontynentalnej i pomimo unikatowego, jednomandatowego systemu wyborczego będzie po prostu rządzić się logiką koalicji. O tyle to trudne, że na Wyspach nikt nie wie, jak koalicje zawierać.

Do tego należy dodać mizerny wzrost gospodarczy, niską produktywność, załamanie zaufania do instytucji publicznych i coraz wyraźniejszy radykalizm społeczny. Jak wynika z niedawno opublikowanego raportu sporządzonego przez Petera Hymana, byłego doradcę i speechwritera Tony’ego Blaira, aż 13% młodych Brytyjczyków, w wieku 16-24 lata, kwalifikuje się jako NEET – od Not in Employment, Education or Training – osoby, które się nie uczą, nie pracują i nie przysposabiają do żadnego zawodu. Pozostają poza systemem, bez perspektyw na przyszłość i bez poczucia sprawczości, panowania nad swoim życiem. Wzrost imigracji z krajów pozaeuropejskich wywołany brexitem napędził nastroje ksenofobiczne, a większość Brytyjczyków chciałaby dzisiaj wrócić do Unii Europejskiej, choć laburzyści nie wiedzą, jak mieliby to zrobić. Brytyjska opinia

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Świat

Polacy do Polski

W zeszłym roku w więzieniach na Wyspach przebywało ponad 900 obywateli Polski

Kiedy brytyjskie ministerstwo spraw wewnętrznych opublikuje przed końcem roku dane dotyczące narodowości przestępców, będziemy się wstydzić za naszych. W opinii dziennika „The Telegraph” w statystykach dominować będą Albańczycy, Rumuni i Polacy. W aresztach Anglii i Walii przebywa ponad 10 tys. cudzoziemców, spośród których najwięcej pochodzi z Albanii (11%), Polski (8%) i Rumunii (7%). Osoby tych narodowości najczęściej deportowano z Wielkiej Brytanii w 2024 r.

Polacy na Wyspach mają na koncie wyjątkowo brutalne przestępstwa. Współczesne niewolnictwo, makabryczne morderstwa, przestępstwa seksualne, liczne przypadki przemocy domowej i przestępczość zorganizowana przyczyniły się do negatywnego postrzegania Polonii w brytyjskich mediach i stały się argumentem w dyskusji o deportacjach zagranicznych przestępców.

Kozioł ofiarny

Polki i Polacy boją się stygmatyzowania po ujawnieniu danych. Wzrostu uprzedzeń wobec migrantów obawiają się również organizacje praw człowieka. Fizza Qureshi z Migrants’ Rights Network uważa, że nagłaśnianie narodowości cudzoziemców, którzy popełnili przestępstwa, jest „rażącym przejawem szukania kozła ofiarnego”. James Wilson z organizacji wspierającej przetrzymywanych w aresztach imigracyjnych w podobnym tonie komentuje decyzję rządzących: „Mniej niż rok po zamieszkach przeciwko azylantom rząd ryzykuje podsycanie dalszych podziałów (…) i uprzedzeń w naszych społecznościach”.

W latach 2015-2025 w brytyjskich sądach skazano ok. 36 tys. Polaków. W zeszłym roku w więzieniach na Wyspach przebywało ponad 900 obywateli Polski. Należy jednak pamiętać, że Polacy mają znacznie niższy wskaźnik przestępczości niż średnia brytyjska (4-5 skazanych na 1 tys. Polaków rocznie wobec 12 skazanych na 1 tys. Brytyjczyków).

Dlaczego rząd chce publikować dane o narodowości przestępców? Konserwatywna opozycja uważa, że laburzyści ulegli presji opinii publicznej. Robert Jenrick, obecny sekretarz sprawiedliwości w gabinecie cieni, mówi: „Wreszcie zobaczymy twardą rzeczywistość – masowa migracja napędza przestępczość w naszym kraju”. Źródła rządowe twierdzą, że zapowiadana publikacja danych to skutek przebudowy resortowych systemów statystycznych, które dotychczas nie podawały szczegółowych informacji na temat obywatelstwa przestępców. „The Guardian” wskazuje, że rządząca Partia Pracy chce zmniejszenia poparcia dla partii Nigela Farage’a Reform UK, która sporo namieszała w wiosennych wyborach do władz lokalnych.

Nigel Farage jeńców nie bierze. Mówi, że w ciągu ostatnich 20 lat przestępczość stała się powszechna w całej Wielkiej Brytanii, kraj stoi „w obliczu upadku społecznego”, a jej dotychczasowe badania w Anglii i Walii były „oparte na całkowicie fałszywych danych”. Szef antyimigranckiej Reform UK twierdzi, że „ludzie boją się chodzić do sklepów” i „wypuszczać z domu swoje dzieci”. Zdaniem Farage’a w wielokulturowym Londynie ubywa turystów i bogaczy. Gdyby został premierem (jego partia prowadzi obecnie w sondażach), to – jak twierdzi – przewietrzyłby wypełnione po brzegi więzienia, wysłał groźnych przestępców za granicę, aby odbyli wyroki m.in. w Kosowie, Estonii i Salwadorze, oraz przeniósł zagranicznych więźniów do kraju ich pochodzenia. Brzmi znajomo?

Deportuj teraz

Wyrzucić wszystkich tych, którzy przyjechali i nabałaganili. Nie wpuszczać nowych, szczególnie tych z małych łodzi – przywrócenie kontroli nad swoimi granicami przez rząd Wielkiej Brytanii było jednym z kluczowych zagadnień referendum w sprawie brexitu w 2016 r. – i jest nim nadal. W przededniu referendum „Daily Mail” informował, że przestępczość wśród imigrantów w Wielkiej Brytanii wzrosła w ciągu pięciu lat o prawie 40%. Pierwsze miejsce na niechlubnej liście skazanych zajmowali Polacy, za nimi Rumuni. 700 wyroków tygodniowo wobec migrantów z Unii Europejskiej budziło wątpliwości, czy rozszerzenie Unii było dobrym pomysłem. „Wolność przemieszczania się prowadzi do dziesiątek tysięcy przestępstw popełnianych każdego roku”, mówił Jack Montgomery, członek eurosceptycznej grupy kampanijnej Leave.EU.

Z danych na koniec 2024 r. wynikało, że na deportacje w Wielkiej Brytanii oczekiwało ponad 19 tys. osób. W latach 2010-2023 deportowano ponad 66 tys. zagranicznych przestępców, w tym dużą grupę Polaków (tu również nie można ustalić ich dokładnej liczby, ponieważ brytyjskie statystyki nie podają szczegółowych informacji co do przyczyn deportacji w podziale według obywatelstwa).

Rząd zaostrza politykę deportacyjną: program „Deportuj teraz, odwołaj się później” [od wyroku], pozwalający na przyśpieszone odsyłanie do ojczyzn cudzoziemców, którzy popełnili przestępstwa i przebywają w więzieniach w Anglii i Walii, zanim będą mogli odwołać się od decyzji brytyjskiego sądu, właśnie rozszerzono z 8 do 23 krajów pochodzenia. Według najnowszych przepisów większość zagranicznych więźniów może zostać deportowana po odbyciu 30% kary, a nie, jak dotychczas, po odbyciu jej połowy. Docelowo rząd chce pójść dalej i wprowadzić natychmiastowe deportacje więźniów obcego pochodzenia. Przepisy nie obejmują terrorystów, morderców ani skazanych na dożywocie. Deportacjom cudzoziemców towarzyszą hasła o „ochronie społeczeństwa przed niebezpiecznymi przestępcami” i „oszczędnościach dla brytyjskich podatników”. Koszt utrzymania jednego więźnia w brytyjskim więzieniu to ok. 50 tys. funtów rocznie.

Rosnąca populacja więźniów w połączeniu z brakiem nowych więzień wywiera presję na system. W sierpniu zeszłego roku w całym kraju w celach były wolne zaledwie 83 miejsca. W październiku z powodu przepełnienia więzień ponad 1,1 tys. osadzonych w Anglii i Walii wypuszczono po odbyciu zaledwie 40% zasądzonego wyroku (nie dotyczy to skazanych za ciężkie przestępstwa, przestępstwa seksualne i terroryzm), co wzbudziło wiele kontrowersji.

Brexit już był, deportacje więźniów przyśpieszają. Zeszłoroczne protesty po zamordowaniu przez ciemnoskórego 17-latka trzech dziewczynek w Southport przerodziły się w antyimigracyjne i antyislamistyczne zamieszki – straszenie obcymi działa niezawodnie. Dotyka m.in. Polaków, także tych ciężko pracujących, którzy miewają pod górkę, co mogą zawdzięczać równie ciężko pracującym na złą opinię Polonii przestępcom z Polski.

Polskie bestie

Zabójstwa z użyciem przemocy są wśród Polaków przyczyną 25-30% skazań. Jedna z najnowszych i najbardziej makabrycznych zbrodni została popełniona przez 42-letniego Marcina M. z Manchesteru. W marcu 2024 r. zabił młotkiem swojego 67-letniego współlokatora Stuarta Everetta, a następnie poćwiartował jego ciało na 27 części, które przewoził autobusami komunikacji miejskiej i rozrzucał w różnych zakątkach aglomeracji manchesterskiej. Do tej pory odnaleziono zaledwie jedną trzecią ciała. M. próbował ukryć zbrodnię, wysyłając z telefonu ofiary wiadomości do krewnych o tym, że Stuart przebywa w szpitalu z powodu udaru, a nawet wysłał kartkę urodzinową do brata zabitego.

W marcu br. M. został skazany na dożywocie z możliwością ubiegania się o zwolnienie po 34 latach. Sędzia określił sprawcę jako osobę mającą „obsesję na punkcie przemocy i makabry”.

Po zabójstwie czteroletniego Daniela Pełki z Coventry w 2012 r. media porównały wygląd chłopca zakatowanego przez matkę i jej partnera do ofiary obozu koncentracyjnego. Dziecko zmuszano do picia roztworu soli, podtapiano w wannie z zimną wodą, głodzono i bito. W chwili śmierci czterolatek ważył zaledwie 10,5 kg – tyle, ile półtoraroczne dziecko. Zmarł z powodu urazu głowy. Oprawcy zostali skazani na dożywocie z minimalną karą 30 lat więzienia. Mariusz K. zmarł w więziennej celi w 2016 r., Magdalena Ł. pół roku wcześniej popełniła samobójstwo, dokładnie w dniu urodzin syna.

Imigranci z Polski, obok licznych przypadków maltretowania dzieci, znajdują się też w czołówce przestępstw popełnianych na tle seksualnym. Seryjny gwałciciel Rafał B. został skazany na dożywocie za sadystyczne gwałty na dwóch Polkach. 40-latek posługiwał się fałszywymi dokumentami. W 2011 r. zgwałcił

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Świat

Wstyd w mundurze

Londyńska Policja Metropolitalna od dekad jest przeżarta seksizmem, rasizmem i lenistwem Krzykliwych nagłówków w tej sprawie w ostatnich dniach pojawiło się tyle, że trudno uniknąć pod ich wpływem spłycenia problemów stołecznej policji. Nawet jeśli wziąć pod uwagę tradycyjnie silną pozycję tabloidów w brytyjskim krajobrazie medialnym, o raporcie członkini Izby Lordów Louise Casey pisano w sposób sensacyjny. „Daily Mail”, konserwatywny dziennik znany z ogromnej objętości i zainteresowania najmniejszym nawet szczegółem życia publicznego na Wyspach, wywlókł

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Media

Medium drugiego wieku

BBC skończyła sto lat. Czy doczeka kolejnej setki? Dziennikarstwo jak wiele innych zawodów jest kopalnią anegdot. Mało która jednak oddaje charakter pracy w danym medium tak dobrze jak historia o zmianie sposobu pracy reporterów politycznych w telewizyjnym oddziale BBC. Na przełomie lat 70. i 80. doszło do wymiany kierownictwa, dział spraw politycznych przejął nowy szef. Na pierwszym kolegium redakcyjnym postanowił zamanifestować swoją władzę, informując kolegów (koleżanek wtedy nawet w BBC na takich

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Świat

Syn imperium

O Rishim Sunaku można powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że w brytyjskiej polityce zwiastuje jakąkolwiek zmianę Kiedy w ubiegłym tygodniu stanął przed wejściem do siedziby brytyjskich szefów rządu na Downing Street 10, sprawiał wrażenie, że za wszelką cenę powstrzymuje się od uśmiechania. W chwili swojego największego politycznego triumfu, momencie bez wątpienia historycznym dla całego kraju, Rishi Sunak bronił się przed publicznym okazaniem emocji. Do tego stopnia, że przepytani natychmiast przez brytyjskie media eksperci od mimiki zaczęli stawiać hipotezy

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Świat

Cyrk nie śmieszy już nikogo

Po odejściu Borisa Johnsona na Wyspach mówiono, że gorzej już być nie może. Liz Truss dowiodła, że może 45 dni – zaledwie tyle wytrwała na stanowisku szefowej brytyjskiego rządu Liz Truss. Władzę obejmowała 6 września, niesiona wstydliwą, ale mimo wszystko zauważalną falą optymizmu wewnątrz Partii Konserwatywnej. Poprzedzające tygodnie spędziła pracowicie, prowadząc kampanię w wewnętrznych wyborach na przewodniczącego torysów. Pokonała w nich Rishiego Sunaka, polityka znacznie bardziej kojarzonego z establishmentem, bez wątpienia też

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Świat

Obrotowa

Politycznie Liz Truss była już wszędzie, ale dopiero teraz weszła na szczyt Przez ostatnie tygodnie w brytyjskich mediach społecznościowych popularność zyskiwała anegdota o niezwykle skutecznej młodej działaczce politycznej. Rzecz działa się podczas Freshers’ Fair, jednego z najważniejszych elementów początku roku akademickiego na brytyjskich uczelniach. W czasie tych swoistych targów kół i stowarzyszeń studenckich pierwszoroczniacy mają szansę zapoznać się z uczelnianą ofertą sportową, naukową i polityczną. Smutni i sfrustrowani przedstawiciele oksfordzkiej młodzieżówki Partii

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Sylwetki

Królowa

Śmierć Elżbiety II oznacza zmierzch epoki przywódców, którzy byli synonimami własnych państw Można opisać to w sposób najprostszy, za pomocą liczb. Powierzała władzę nad Wielką Brytanią piętnaściorgu premierom. Pierwszym był Winston Churchill, ostatnią – Liz Truss, która o śmierci monarchini dowiedziała się w drugim dniu premierowania (o nowej szefowej rządu więcej na s. 27). Można wymieniać ekstrema, które towarzyszyły jej 70-letniemu panowaniu. W brytyjskiej rodzinie królewskiej była ostatnią, która nie chodziła do szkoły, całą edukację

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Świat

Kiedy cyrk zwalnia klauna

Wreszcie doszło do dymisji Borisa Johnsona. Szkoda, że tak późno W czasie długiej i barwnej kariery w życiu publicznym – najpierw jako dziennikarza, potem komentatora, wreszcie zawodowego polityka – do odchodzącego szefa brytyjskiego rządu przylgnęło wiele określeń. Bywał nazywany bezczelnym, infantylnym, bezwstydnym, ale też błyskotliwym, ambitnym, skutecznym. Przez ostatnie kilkanaście miesięcy najczęściej jednak w kontekście Borisa Johnsona wracały słowa, które na jego temat wypowiedział wybitny brytyjski historyk i publicysta Max Hastings, przełożony popularnego

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Jerzy Domański

Międzynarodówka kłamców

Kolejny idol rządzącej w Polsce prawicy odchodzi w niesławie. Skorumpowany kłamca i skandalista Boris Johnson do ostatniej chwili wciągał Polskę do antyunijnych sojuszy. Nie bez powodu. Wiedział, że jest tu sporo polityków sprzyjających takim odśrodkowym ruchom. Powszechnie krytykowany w Wielkiej Brytanii, nad Wisłą uchodził za wybitnego stratega i męża stanu. Choć może to nie powinno dziwić, bo jak się przyjrzeć naszym politykom, to widać, że nietrudno ich omotać. Prezydent Duda i premier Morawiecki to politycy formatu, który bez trudu mieści się w kieszonce

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.