Tag "literatura faktu"
Efekt samotności
Dlaczego przynależność do grupy jest tak ważna
Razem jesteśmy silni
Przez większość swoich dziejów człowiek musiał żyć we wspólnotach, żeby dać sobie radę w świecie pełnym niebezpieczeństw. (…) Prawdopodobieństwo przetrwania było większe we wspólnocie, a więc przewagę zyskiwali ci, którzy mieli silniejszy instynkt do tworzenia i pielęgnowania więzi społecznych. Dzięki temu dążenie do wspólnoty było przekazywane kolejnym pokoleniom. Z punktu widzenia mózgu o to właśnie chodzi – żeby przetrwać i przekazać geny. To znaczy, że wy też macie je w swoim genomie, inaczej by was nie było. Mózg nagradza nas dobrym samopoczuciem za każdym razem, gdy doświadczamy wspólnoty z innymi ludźmi. (…)
Wspólny śmiech
Brytyjski antropolog Robin Dunbar obliczył, że stado ludzkie funkcjonuje najlepiej, jeśli składa się z ok. 150 osobników (liczba Dunbara wyznacza górną granicę liczby osób, z którymi można utrzymywać stabilne relacje społeczne). Również on, jako pierwszy, postawił tezę, że wspólny śmiech może dawać podobny efekt jak grupowe iskanie. W ramach pewnego badania zabrał do kina dwie grupy ludzi, którzy się nie znali. Jedna grupa obejrzała zabawną komedię. Grupie kontrolnej pokazano natomiast nudny film dokumentalny. Jeśli Dunbar miał rację, to u osób, które śmiały się razem, powinno uwolnić się więcej endorfin niż u osób z grupy kontrolnej. Aby ustalić, czy to prawda, po pokazie poproszono wszystkich uczestników o włożenie rąk do wiader z lodowatą wodą. Endorfiny mają działanie przeciwbólowe, więc grupa śmiejąca się powinna (jeśli teoria jest poprawna) być w stanie dłużej wytrzymać zimno. I tak też było.
A zatem wspólny śmiech daje taki sam efekt, jaki małpy uzyskują z wzajemnego iskania – z tą ważną różnicą, że śmiech może wzmocnić więzi między więcej niż dwiema osobami naraz. Jeśli się nad tym zastanowić, śmiech rzeczywiście jest aktywnością grupową. Nie śmiejemy się tak bardzo z zabawnego filmu,
Fragmenty książki Andersa Hansena i Matsa Wänblada Zrozum swój mózg. Skąd biorą się emocje i dlaczego są OK, przeł. Emilia Fabisiak, Znak, Kraków 2026
Generał kocha i potrzebuje pieniędzy. Wyłudzenia „na żołnierza”
Brad Pitt czeka na przelew
Inną popularną metodą jest też metoda „na amerykańskiego aktora”, która ma bardzo podobny schemat działania. Na początku 2025 r. głośno było o 53-letniej Francuzce, która myślała, że rozmawia z Bradem Pittem, i przelała mu 830 tys. euro na rzekome leczenie onkologiczne. Przekonana o tym, że ma romans ze znanym aktorem, zdecydowała się nawet na rozwód z mężem, który był milionerem. Do uwiarygodnienia przestępstwa oszust używał sztucznej inteligencji, dzięki której tworzył fałszywe zdjęcia i filmy. Prawda wyszła na jaw, gdy kobieta zauważyła doniesienia o nowej partnerce Brada Pitta.
Przekręty nigeryjskie
Ogólnie są to oszustwa, które mają jeden wspólny cel – wyłudzenie pieniędzy. Najczęściej polegają na tym, że rozmówca obiecuje nam ogromny zysk, nawet w milionach dolarów, jeśli wpłacimy najpierw określoną niewielką sumę pieniędzy. Aby uwiarygodnić swoje słowa, oszust przedstawia fałszywe dokumenty. Dlaczego nazywane są „nigeryjskimi”? Otóż pierwsi tego typu przestępcy działali w Nigerii, która była wtedy w nie najlepszej sytuacji finansowej. Obywatele tego kraju znaleźli sposób na zarobienie pieniędzy – wykorzystali do tego internet, który z roku na rok stawał się coraz bardziej powszechny i obecny w większości domów.
Warto jednak dodać, że „przekręty nigeryjskie” również miały swoją wcześniejszą wersję opartą na listach, zwaną „na hiszpańskiego więźnia”. Oszuści typowali najczęściej zamożne osoby, do których wysyłali list. Nadawcą był bogaty nieznajomy, który miał kłopoty i został uwięziony. Obiecywał, że hojnie się odwdzięczy, jak tylko wyjdzie z więzienia. Na czym miała polegać pomoc? Oczywiście na przesłaniu pieniędzy, za które dany człowiek opłaci urzędników, strażników, podróż itp. Obiecywał później zwrócić pieniądze i dołożyć do tego sporą sumę. Kiedy dana osoba wysyłała mu pieniądze, więcej już się nie odzywał.
Wyobraźcie sobie, że przeglądacie portale społecznościowe, jakiś popularny serwis randkowy i trafiacie na profil przystojnego mężczyzny w mundurze, z poważnym spojrzeniem i delikatnym uśmiechem, który po chwili do was zagaduje. Amerykański żołnierz na misji, gdzieś na odległej pustyni lub w bazie wojskowej. Opowiada wam, jak ciężkie jest życie na froncie, jak marzy o powrocie do domu i o miłości, która dodałaby mu sił. Wydaje się autentyczny, godny szacunku. Taki bohater prosto z filmu wojennego. Tylko nie będzie jak w filmie, nie będzie szczęśliwego zakończenia, zamiast tego czeka was… puste konto bankowe.
To historia,
Fragmenty książki Moniki Prześlakowskiej Niebezpieczna sieć, Znak Koncept, Kraków 2025








