Tag "Małgorzata Kąkiel"

Powrót na stronę główną
Kultura

Kolberg nowe zjawisko – rozmowa z prof. Andrzejem Bieńkowskim

– No to, panie profesorze, zrobimy wiochę, bo jak dwoje czereśniaków, kmiotków małorolnych będziemy rozmawiać o ludowej kulturze – tak zaczyna się rozmowa Małgorzaty Kąkiel z prof. Andrzejem Bieńkowskim, malarzem, etnografem z warszawskiej ASP, który prowadzi projekt „Muzyka Odnaleziona”, odnajdując piękno wiejskiej muzyki. Złożony stosunek do wsi i jej kultury możemy teraz zobaczyć na własne oczy. Sejm na wniosek ministra kultury patronem roku 2014 zrobił Oskara Kolberga. I od razu rozległy się głosy, że Kolberg nikogo dziś nie obchodzi. Prof. Bieńkowski stanowczo temu zaprzecza: – Urosło pokolenie młodych ludzi, którzy na podstawie zapisów Kolberga próbują odtworzyć muzykę i śpiew. Tamte, autentyczne. Dla nich Kolberg jest nie tylko wielkim uczonym, on im pozwala dotknąć przeszłości. Na potańcówki coraz częściej przychodzą chłopaki ze wsi i nie mogą się nadziwić, że laseczki z miasta tańczą oberka, a nie idą do dyskoteki.

Kultura

Literacki chłopiec do bicia

– Pamięć o moich rodzicach nakłada na mnie wiele obowiązków, z których, mam tego świadomość, nie powinnam się wymigiwać. I staram się, jak mogę, choć nie jest to łatwe. Zdaję sobie sprawę, że mam wobec rodziców dług do spłacenia; dług za bardzo szczęśliwe dzieciństwo, za szczęśliwą młodość – wbrew wszystkiemu – mówi Kira Gałczyńska, córka Konstantego Ildefonsa i Natalii. Na pytanie, dlaczego tyle pisze o Gałczyńskim jako o człowieku, odpowiada: – W przypadku tak obrosłej legendą postaci jak Gałczyński trzeba sięgnąć nie tylko do poezji, ale i do życia, czyli do prawdy. Ojciec nie był antysemitą. Czy może o tym przesądzić kilka zaledwie wierszy?

Opinie

Upupić Tuwima!

Miał Tuwim wrócić w chwale. Z wesołością w czubie i w piętach, z przemodlenia, z przeomdlenia senny, któremu „drzewia pełni pszczelą”, a on sam wznosi modlitwę: „Niech prawo zawsze prawo znaczy, a sprawiedliwość – sprawiedliwość”. Co można powiedzieć o ustanowionym przez Sejm Roku Juliana Tuwima? Jest fajnie, jarmarcznie, współcześnie – w duchu kultury masowej. Tylko wielka poezja patrona roku gdzieś się zgubiła. W glorii oficjalnego jubileuszu go udziecinniliśmy! Popadliśmy w taki infantylizm, że jesteśmy w stanie przeżywać jedynie kłopoty Słonia Trąbalskiego bądź pana Hilarego i ustawiać kolorowe lokomotywy na ulicach. Gdzieś przepada liryka, twórczość kabaretowa, słuchowiska, teksty dramatyczne. A przecież Tuwim jest też nasz, ludzi dorosłych! Esej krytyczki literackiej Małgorzaty Kąkiel.

Kultura

Wychowani na Chmielewskiej

Gdyby Joanna Chmielewska bohaterem swoich książek uczyniła mężczyznę, nie odniosłaby wielkiego sukcesu. Ot, zaistniałby kolejny facet. Dosyć przeciętny: z domem związany luźno, lubiący czasem wypić, oko zaczepić na płci przeciwnej, ze skłonnościami do hazardu. No, może ponadprzeciętnie roztargniony. Czym tu się ekscytować? Ale kiedy pisarka takimi cechami obdarzyła kobietę – to zupełnie co innego! Joanna Chmielewska – kobieta wykształcona, inteligentna, atrakcyjna i jakaś taka inna – wolna. W nosie ma rolę matki karmicielki. Zna kilka języków, prowadzi samochód, a przy okazji potrafi np. tworzyć wzory do flokowania tkanin czy szydełkować – wszystko to pomaga jej wychodzić z kryminalnych tarapatów. Do tego jeszcze jest zaradna: z zagranicy przywozi muszlę klozetową dobraną kolorem do wnętrza jej polskiej łazienki.

Kultura

Agnieszka z problemami

– Osiecka żyje w tym czasie i w tym kraju, bo nie ma innego. Jest niebywale zajęta, zaciekawiona każdym dniem, każdą chwilą. Ma olbrzymi apetyt na życie. Jej bieganina po kolegach, na zawody sportowe i do metodystów na angielski albo na potańcówki, jej przyjaźnie, chodzenie z chłopakami, dyskusje – to są sprawy niby dziewczyńskie, ale dają świetny obraz Polski tamtych lat – o pamiętnikach Agnieszki Osieckiej mówi prof. Andrzej Zieniewicz, historyk literatury i literaturoznawca. I dodaje: – To pamiętniki dziewczyny, dla której problemem jest ona sama. Wydanie „Dzienników” pokazuje Osiecką jako kogoś, kto – jak Dąbrowska – przez całe życie budował inną literaturę. Powieści nie udawały się w naszej literaturze, dzienniki – tak.

Opinie

Do prostego człowiek lewicy

Prosty człowiek lewicy siedzi cichutko w kącie, coraz bardziej zagubiony, i rośnie w nim przekonanie, że należy do ginącego gatunku. Jeśli jest młody, znajdzie jeszcze jakąś grupę pobratymców – częściej w sieci niż w realu. Dojrzalszy lewicowiec, który zaliczył PRL, jest historycznie pokiereszowany, oszołomiony, a do tego coraz częściej zmaga się z pytaniem, czy naprawdę istnieje, czy przypadkiem nie stanowi własnego wyobrażenia. Prości ludzie lewicy mają w tej chwili wiele do zrobienia. Przede wszystkim trzeba budować poczucie myślącej wspólnoty przez odważne głoszenie własnych poglądów. Sami musimy podjąć próbę skonsolidowania się (może np. współtworząc silną lewicową gazetę?). A w niedalekiej przyszłości musi z nas powstać silna ideowa partia – pisze Małgorzata Kąkiel.

Opinie

Burza po szaleju

Kiedy w 1994 roku Stanisław Helski uderzył kamieniem owiniętym w gazetę Wojciecha Jaruzelskiego, podpisującego we Wrocławiu swoją książkę, medialnej wrzawy nie było „Mord polityczny”, „zabijają opozycję” – rozkrzyczały się media po ataku Ryszarda C. na siedzibę