Tag "nauka"
Fascynują mnie mitochondria
Polski Nobel za wybitne osiągnięcia w dziedzinie biologii molekularnej i komórkowej
Prof. Agnieszka Chacińska – dyrektorka Międzynarodowego Instytutu Mechanizmów i Maszyn Molekularnych PAN (IMol PAN). Biolożka molekularna, zajmuje się biochemią komórek oraz molekularnymi aspektami biologii komórki, szczególnie biogenezą, transportem i degradacją białek mitochondrialnych oraz ich nieprawidłowym funkcjonowaniem prowadzącym do patologii. Członkini Europejskiej Organizacji Biologii Molekularnej Academia Europea, Niemieckiej Akademii Przyrodników Leopoldina.
Polska Akademia Nauk po raz pierwszy przyznała pani za wybitne osiągnięcia naukowe znaczącą nagrodę finansową w wysokości 400 tys. zł, którą nazywa siępolskim Noblem. Na co pójdą te pieniądze?
– Są do indywidualnego wykorzystania. W polskiej nauce często słyszy się narzekania na zarobki, więc taka nagroda daje po prostu większe możliwości i pozwala uniknąć presji finansowej. Bardzo się z niej cieszę. Dobrze, że i Polska ma taką nagrodę – na świecie jest bardzo dużo różnych nagród naukowych w różnych kategoriach. Liczę na to, że po tej pierwszej PAN będzie przyznawać regularnie kolejne zaszczytne wyróżnienia wraz z bardzo ładną, specjalnie zaprojektowaną statuetką.
Instytut IMol PAN ma charakter międzynarodowy. Czy znajduje to odzwierciedlenie w obsadzie pracowników?
– 50% zatrudnionych w PAN nie ma polskich paszportów. W naszej Radzie Naukowej działa m.in. amerykański biolog molekularny polskiego pochodzenia Victor Ambros, który stara się o polskie obywatelstwo. Razem z Garym Ruvkunem był współlaureatem Nagrody Nobla w dziedzinie fizjologii lub medycyny w 2024 r. W 2014 r. był jednym z laureatów Nagrody Wolfa w dziedzinie medycyny. Mamy wśród stuosobowej załogi osoby z ponad 20 krajów, nawet z Indii. Czują się u nas dobrze, robią doktoraty, prowadzą badania i zostają liderami grup. Instytut IMol PAN, dokonując rekrutacji nowej kadry, wybiera najlepszych naukowców na wszystkich poziomach, w tym zwłaszcza na poziomie liderów grup. Nasz rada jest bardzo zaangażowana w ten ostatni proces.
Współczesne prace badawcze w biotechnologii są bardzo kosztowne. Początkowo programy te realizowaliście w ramach Centrum Nowych Technologii Uniwersytetu Warszawskiego. I były na to pieniądze.
– Wraz z koleżanką, a potem wicedyrektorką IMol zdobyłyśmy grant Fundacji na rzecz Nauki Polskiej w ramach programu Międzynarodowe Agendy Badawcze ze środków Unii Europejskiej. Dostałyśmy prawie 40 mln zł na utworzenie programu ReMedy (Regenerative Mechanisms for Health). Teraz w instytucie PAN kontynuujemy prace, przenieśliśmy część aparatury zakupionej z grantu i nadal uzupełniamy nasze wyposażenie. Ale to był początek. Teraz wszystkie badania w instytucie są prowadzone w ramach grantów polskich, głównie z Narodowego Centrum Nauki, i europejskich. Trzeba pamiętać, że subwencje państwowe na takie badania nie są i nie powinny być wystarczające. Granty jako konkursy – o ile procedura selekcji zwycięzców jest prawidłowa – działają dużo lepiej, bo podnoszą poziom nauki. Instytut musi więc zabiegać o finansowanie, zwłaszcza gdy jego celem jest rozszerzanie wiedzy, i na tak wczesnym etapie nie może zaoferować praktycznego, a tym bardziej rynkowego spożytkowania swoich osiągnięć. Ale najcenniejsi w każdym instytucie naukowym są ludzie. Zdarzało się niekiedy, że obficie płynął strumień strukturalnych funduszy z UE, ośrodki akademickie kupowały sporo drogiej aparatury i… stała ona nawet nierozpakowana, bo zabrakło chęci i wiedzy, jak takie cacka właściwie spożytkować. W IMol PAN na czele grup badawczych stoją silne osobowości naukowe, mamy wystarczające oprzyrządowanie oraz mądrych i chętnych do pracy ludzi z całego świata.
Instytut ma ambicje wykorzystać najnowsze osiągnięcia nauk biologicznych w praktyce terapeutycznej. Obiektem waszego zainteresowania są mitochondria.
– IMol ma szersze zainteresowania naukowe. A mitochondria to obiekt zainteresowań kierowanej przeze mnie grupy naukowej. Śledzimy, co robi „maszyneria komórkowa”, na którą składają się także mitochondria, ważna część komórki, elektrownia całego organizmu, zwłaszcza mięśni i mózgu. Stąd żywe ciało czerpie swoją moc.
Choroby, proces starzenia i różne deficyty genetyczne odbierają nam część energii. Można temu przeciwdziałać?
– Nie wszystko da się naprawić i wyleczyć. Są wrodzone błędy w naszym kodzie genetycznym, z tym się rodzimy. Można jednak próbować ograniczyć dysfunkcje, opóźnić czy złagodzić symptomy. Nie bardzo jednak radzimy sobie z leczeniem chorób genetycznych. Zmiany w genomie, czyli kompletnej
Beethoven, gdyby żył w naszych czasach, słyszałby. To medycyna – mówi prof. Skarżyński
Prof. Henryk Skarżyński napisał libretto do musicalu. Opowiada o swoich pacjentach
Oto zuchwałość XXI w. 34 lata temu prof. Henryk Skarżyński dokonał pierwszej operacji wszczepienia osobie całkowicie niesłyszącej implantu ślimakowego. Było to wówczas wielkie wydarzenie, wielki przełom. Chodziło o to, by osoba z implantem mogła słyszeć dźwięki, idąc ulicą, i czuć się w miarę swobodnie. O tym, by mogła mówić, rozmawiać, można było wówczas jedynie pomarzyć.
Teraz osoby ze wszczepionym implantem grają i śpiewają. Postęp jest gigantyczny. „Pamiętam, ile emocji to wzbudzało, ile wysiłku kosztowało, by przekonać środowiska naukowe i decydentów, że osoba niesłysząca może odzyskać kontakt ze światem dźwięków – wspomina prof. Skarżyński. – Dziś robimy to u kilkumiesięcznych dzieci, dając im szansę na swobodny rozwój mowy i normalne życie. Stymulując mózg od wczesnych miesięcy, rozwijamy jego możliwości oraz zdolności. Nauka nie tylko nadąża za światem – ona go kształtuje”.
Od 2015 r. prof. Skarżyński organizuje w Kajetanach Międzynarodowy Festiwal Muzyczny „Ślimakowe Rytmy/Beats of Cochlea”, byśmy na własne oczy mogli się przekonać, co potrafi współczesna medycyna. I usłyszeć młodych ludzi śpiewających oraz grających Beethovena i Chopina.
W tym roku w lipcową sobotę finał festiwalu obfitował też w bonusy: film dokumentalny w reżyserii Miłki Skalskiej o tych, którym implant dał nowe życie, „Implant. Mój Przyjaciel Po Wsze Czasy”, i musical „Powrót Beethovena”, do którego libretto napisał… prof. Henryk Skarżyński.
Libretto? Jakim sposobem? Skąd u profesora taka pasja? Skąd wolny czas na jej rozwijanie? Henryk Skarżyński mówi o tym w filmie Miłki Skalskiej: „Kocham pracę, bez niej nie byłbym w stanie funkcjonować. Wyzwala we mnie nowe możliwości, marzenia, które albo spisuję w postaci jakiegoś wiersza czy jakiejś rymowanki, albo opisu jakiegoś wrażenia, i to zostawiam. Czasami nie wracam do tego przez lata, a czasami po paru miesiącach okazuje się, że to był fantastyczny pomysł i należy go rozwijać”.
Pasja profesora do sztuki, muzyki, do poezji to rzecz znana. Wiemy też, że po całym dniu ciężkiej pracy, wymagającej maksymalnego skupienia, mijają nieraz godziny, nim mózg się uspokoi i wyciszy. Taki jest „Powrót Beethovena” – musical, który powstał na podstawie półautobiograficznej książki profesora o tym samym tytule. To opowieść o jego pacjentach, o ich historiach. O rodzicach, którzy z obawami i nadzieją przyjechali z dziećmi do Kajetan. O małych pacjentach, dla których implant oznaczał przeniesienie w nową rzeczywistość – ze świata ciszy w świat dźwięków. O trudach rehabilitacji, zderzeniu z własnymi słabościami i nietolerancją otoczenia. I o Beethovenie, który – gdyby żył w naszych czasach – słyszałby.
„To cud”, mówi w „Powrocie Beethovena” mama małego chłopca,
Wojna czy (nie)pokój – uczta debatowania
Naukowcy i naukowczynie z najlepszych uniwersytetów, Polki i Polacy a także osoby pochodzenia polskiego z całego świata przyjechali do Warszawy na debatę w ramach Concilium Civitas, instytucji afiliowanej przy Uniwersytecie Civitas.
Imponujący jest fakt, jak z inicjatywy Jacka Żakowskiego udaje się corocznie zaprosić do udziału tak liczną grupę wybitnych ekspertów z takich uniwersytetów jak Oxford, Harvard, Yale, Columbia, Chicago, São Paulo, Sydney i wielu innych. To okazja do wysłuchania wypowiedzi i sporów, które prowadzone z takim rozmachem właściwie w Polsce się nie zdarzają. Daje to niezwykłą okazję doświadczenia klimatu debaty, z jaką w naszym kraju rzadko mamy do czynienia w sferze publicznej. Czyni ją to wyjątkową, choć nie wzbudza takiego zainteresowania i zaciekawienia mediów, jak choćby Open’er Festival.
Tegoroczne dyskusje skupiały się wokół hasła „Wojna czy (nie)pokój”, co pozwalało poznać skrajnie odmienne podejścia interpretacyjne i wielokierunkowe możliwości rozmowy na ten bardzo szeroko zakreślony temat. Zaskoczyło mnie, że bardzo wielu prelegentów kluczowy temat rozpatrywało niemal wyłącznie w kontekście wojny w Ukrainie, ale i cieszyły głosy (prof. Ladislau Dowbor), które odnosiły się do globalnej rzeczywistości przemocy wojennej. Można zaryzykować stwierdzenie, że słyszalny był głos i bogatej Północy, i globalnego Południa, co radykalnie poszerzało przestrzeń debaty. Interesujące było usłyszenie stanowisk osób pracujących naukowo na uczelniach związanych ze sztuką wojenną czy z wojskowością, które zderzały się z opiniami „humanistów”
Włochy jak Karaiby
Kiedy upalne lato przestaje być rajem
Korespondencja z Rzymu
– O Boże, do Europy nadciąga karaibski klimat… Ale na Karaibach od dawna żyją w takich warunkach i jakoś sobie radzą. My też się do tego przyzwyczaimy, nie umrzemy – stwierdził przewodniczący włoskiego Senatu Ignazio La Russa, komentując falę upałów, która pod koniec czerwca objęła znaczną część Europy i mocno dotknęła Półwysep Apeniński. Słowa drugiej osoby w państwie wywołały burzliwą dyskusję. Dla jednych były wyrazem zdrowego rozsądku, dla drugich – niebezpiecznym uproszczeniem. Krytycy podkreślali, że zmiany klimatu to nie tylko wyższe temperatury, ale i susze, gwałtowne burze, pożary oraz rosnące straty gospodarcze.
Liczby nie pozostawiają wątpliwości – czerwcowa fala upałów miała historyczną skalę. Choć pierwsza połowa miesiąca była chłodniejsza, w drugiej temperatury w wielu regionach przekraczały normę o 7-9 st. C. W Mediolanie i Turynie padły rekordy czerwca – niemal 38 st.
30 czerwca aż 25 włoskich miast objęto najwyższym stopniem ostrzeżenia przed upałami – bollino rosso. Czerwony alert ogłaszany jest, gdy ekstremalne temperatury utrzymują się przez kilka dni i nocy, stwarzając zagrożenie dla całej populacji.
To najwyższy poziom w czterostopniowym systemie ostrzeżeń Ministerstwa Zdrowia. I rzeczywiście w wielu miejscach również noce pozostawały wyjątkowo gorące, uniemożliwiając organizmowi regenerację.
Rekordowe zużycie energii przez klimatyzatory przeciążyło sieć elektroenergetyczną. W Turynie, Mediolanie i Neapolu doszło do lokalnych blackoutów. Jednocześnie temperatura mórz otaczających Włochy osiągała 27-28 st., miejscami nawet o 6 st. przekraczając średnią sezonową.
Ekstremalne temperatury odnotowano w całej Europie. W hiszpańskim Andújar 45,1 st. C, w Bordeaux 42 st., w Rzymie ponad 40 st., w Czechach 40,6 st., w Niemczech 41,5 st., a w Polsce – w Słubicach – 40,5 st., najwyższą temperaturę w historii oficjalnych pomiarów. Według Światowej Organizacji Zdrowia w ciągu jednego tygodnia fala upałów mogła się przyczynić do ponad 1,3 tys. zgonów.
Klimatolodzy podkreślają, że jeszcze pół wieku temu tak silna fala gorąca już w czerwcu byłaby niemożliwa. Dziś wyzwaniem jest więc nie samo przyzwyczajenie się do wyższych temperatur, lecz dostosowanie miast, ochrony zdrowia, energetyki i gospodarki do nowej rzeczywistości klimatycznej.
A to dopiero początek
Przed nami jeszcze sierpień, który budzi coraz większe obawy. Włosi analizują już dane z ubiegłego roku i tworzą nową klasyfikację. Raport Krajowego Systemu Ochrony Środowiska (SNPA) pokazuje, że 2025 był kolejnym rekordowo ciepłym rokiem i zapowiedzią tego, z czym kraj zmierzy się w 2026. To,
Paskudny świat
Paskudny to świat, w którym szaleństwo jednostek może usprawiedliwiać kolosalne wydatki na zbrojenia. Jeśli wnioskować z medialnych przekazów (a skąd mamy czerpać wiedzę, a przynajmniej informacje?), kilku co najmniej niezrównoważonych panów wpływa na decyzje przypominające dość niefortunne łacińskie powiedzenie Wegecjusza, zresztą militarysty, żeby szykować wojnę, chcąc pokoju.
Co gorsze, o ile z perspektywy wojny trudno się cieszyć, o tyle ze zbrojeń już można. I z tego, że jesteśmy liderem pieniężnego w nie zaangażowania. I tu łatwo nawet, co też wydaje się niemal piękne, o społeczną zgodę. Bo przecież w historii czuliśmy się wtedy ważni, gdy byliśmy przedmurzem. Teraz powtarzamy z pewnym ukontentowaniem, że jesteśmy wschodnią flanką NATO, co jest jednym z niewielu przypadków, gdy chętnie odnosimy do siebie słowo „wschodni”.
Słowo „bezpieczeństwo” tłumaczy wiele. Jest na czele wartości, na jakich nam zależy. A ma jeszcze tę wagę, że wywołuje poczucie zagrożenia, w którym łatwiej o rządzenie, ale i o porozumienie, rzec można – narodowe. Daje też możliwość tworzenia aksjomatów. Kiedyś powtarzano, że
Chaos w polskiej diagnostyce genetycznej
Badania genetyczne dają duże możliwości diagnostyczne, a nawet ratują życie
Prof. Olga Haus – przewodnicząca Polskiego Towarzystwa Genetyki Człowieka, pracuje na Wydziale Lekarskim Collegium Medicum w Bydgoszczy (Uniwersytet im. Mikołaja Kopernika w Toruniu), gdzie w 1997 r. zorganizowała od podstaw Katedrę i Zakład Genetyki Klinicznej.
Ostatnio z kilkoma profesorami genetykami bywa pani w Ministerstwie Zdrowia i innych centralnych jednostkach. O co walczycie?
– O poprawę sytuacji genetyki klinicznej i medycznej, by była bardziej dostępna dla pacjentów z chorobami rzadkimi lub z nowotworami, bo ciągle napotykają różne ograniczenia. Z ust niektórych decydentów, na szczęście nie w Ministerstwie Zdrowia, padają co jakiś czas stwierdzenia, że należy robić badania genetyczne tylko u pacjentów chorujących na choroby, które dają się wyleczyć. Bo te badania są drogie, a przecież i tak nikt nie gwarantuje terapii. To jest krzywdzące dla pacjentów genetycznych. Wprawdzie w przypadku większości chorób rzadkich w tej chwili nie ma jeszcze leczenia, zwłaszcza przyczynowego, ale ustalenie podłoża molekularnego choroby jest potrzebne, bo to leczenie w każdej chwili może się pojawić. Poza tym mamy leczenie objawowe, a lepiej leczy się różne zaburzenia u chorego, jeśli wiadomo, jaka jest podstawowa przyczyna choroby. Wynik badania jest także niezbędny, by można było udzielić rodzinie porady genetycznej, informacji o ryzyku powtórzenia się choroby itp. Polskie Towarzystwo Genetyki Człowieka (PTGC) protestuje przeciw ograniczaniu badań genetycznych w chorobach rzadkich do chorób, dla których mamy profilaktykę lub leczenie.
W Polsce nie jest najlepiej z dostępem do badań genetycznych.
– To prawda, jest dużo genetycznych laboratoriów diagnostycznych, niektóre bardzo dobre, ale w stosunku do szybkiego wzrostu zapotrzebowania na diagnostykę genetyczną kadra specjalistów wykonujących badania jest za mała. Aktualnie są dwie specjalizacje w diagnostyce genetycznej: laboratoryjna genetyka medyczna (LGM), dostępna tylko dla diagnostów laboratoryjnych, oraz nowa specjalizacja – medyczna genetyka molekularna (MGM), dostępna dla biotechnologów, biologów, genetyków i biomedyków. Problem w tym, że niewielu absolwentów analityki medycznej chce się zająć badaniami genetycznymi, które potrafią być długie, żmudne i wymagające. Z kolei analitycy nie chcą dopuszczać do uzyskania tytułu zawodowego diagnosty laboratoryjnego biotechnologów, którzy bardzo dobrze się nadają do pracy w genetyce. Analitycy blokują zapis w Ustawie o medycynie laboratoryjnej z 2022 r. zobowiązujący uczelnie do kontynuowania systematycznego organizowania dwuletnich studiów podyplomowych z analityki medycznej. Uczelnie państwowe nie chcą konfliktu i nie organizują tych studiów. Zyskuje na tym jedyna uczelnia w Polsce, która odważyła się sprzeciwić lobby analitycznemu. Niestety, prywatna i pobierająca za studia olbrzymie opłaty. A diagnostów laboratoryjnych ciągle w genetyce brakuje…
Do poradni genetycznych są długie kolejki, w niektórych przypadkach trzeba czekać nawet pięć lat. Pełnych etatów genetyków klinicznych w całym kraju jest ok. 140, a genetyków klinicznych czynnych zawodowo ok. 180. Z powodu niskiej wyceny porad genetycznych, braku w koszyku świadczeń gwarantowanych nowoczesnych, wielogenowych badań genetycznych (panele celowane NGS i sekwencjonowanie całego eksomu, czyli części kodującej genomu – WES) oraz trudnej ścieżki specjalizacyjnej młodzi lekarze nie decydują się na wybranie tej specjalności. Od lat rozmawiamy z przedstawicielami ministerstwa, żeby ta specjalizacja stała się dziedziną priorytetową, a praca w poradni genetycznej była właściwie wyceniana, by stanowiło to jakąś zachętę.
Tymczasem badania genetyczne dla wielu pacjentów z chorobami rzadkimi stają się końcem odysei diagnostycznej.
– I dlatego powinny być dostępne dla wszystkich pacjentów, którzy diagnostyki genetycznej potrzebują, bo przecież chorób rzadkich jest mnóstwo, w 80% o podłożu genetycznym. Każda choroba rzadka jest rzadka, ale łącznie są one częste, choruje na nie w Polsce kilka milionów osób. Jednym z ważnych elementów diagnozy genetycznej u dziecka jest ocena występowania u rodziców znalezionej u niego zmiany genetycznej. Istotne jest, czy to mutacja de novo – zupełnie nowa zmiana w rodzinie, czy została odziedziczona po którymś z rodziców,
Polska sięga gwiazd
Sieć Badawcza Łukasiewicz widzi przyszłość bezpieczeństwa i gospodarki Polski w technologiach kosmicznych
Projekty kosmiczne prowadzone przez polskie instytucje jeszcze niedawno mogły się wydawać tylko ciekawostką albo wyrazem megalomanii. Dziś, w obliczu zmian w globalnych układach, mogą zdecydować nie tylko o naszym miejscu w gospodarczych łańcuchach wartości, ale też o bezpieczeństwie.
– Mimo trwałych sojuszy Siły Zbrojne RP potrzebują dziś rozwiązań opartych na suwerenności technologicznej, która zapewnia odporność i niezależność – ocenia były szef Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych RP gen. Mieczysław Cieniuch. Jak podkreśla generał, satelity dają przewagę w rozpoznaniu i łączności: – Wzmacniają zdolność szybkiego reagowania i koordynacji działań. Dążenie do suwerenności technologicznej w tym obszarze staje się jednym z fundamentów bezpieczeństwa państwa – zauważa dowódca.
Jednocześnie analizy Europejskiej Agencji Kosmicznej pokazują, że jedno euro zainwestowane w sektor kosmiczny generuje od trzech do ośmiu euro zwrotu. Według prognoz McKinsey & Company wartość globalnego rynku kosmicznego do 2035 r. może osiągnąć nawet 1,8 bln dol. Dla Polski oznacza to możliwość budowy silnej pozycji w wyspecjalizowanych niszach technologicznych, takich jak serwisowanie satelitów czy rozwój ekologicznych napędów.
Kosmiczny program na miarę XXI wieku
Ogłoszony w tym roku Program Badań Kosmicznych Sieci Badawczej Łukasiewicz to kompleksowa inicjatywa obejmująca kilkadziesiąt projektów badawczych zaplanowanych do 2035 r. Jego celem jest rozwój pełnego łańcucha technologii kosmicznych – od projektowania satelitów, przez ich wynoszenie na orbitę, aż po zaawansowane systemy badawcze i komunikacyjne.
Szacunkowa wartość programu to ok. 2,4 mld zł rozłożone na dekadę. Środki finansowe mają pochodzić zarówno z zasobów własnych Sieci, jak i z funduszy przeznaczonych na obronność oraz rozwój technologii kosmicznych, a także ze współpracy z podmiotami prywatnymi. Inicjatywa będzie kierowana do odbiorców krajowych i zagranicznych, oferując usługi oparte na koncepcji dualuse, umożliwiającej zastosowanie rozwiązań cywilnych w sektorze obronnym. Projekt może istotnie wzmocnić niezależność Polski w dostępie do kluczowych technologii kosmicznych.
Jak podkreśla minister nauki i szkolnictwa wyższego dr inż. Marcin Kulasek: – Dzięki konsolidacji zasobów aż 22 instytutów Sieci mamy historyczną szansę stać się europejskim liderem w technologiach przemysłu kosmicznego, także w tak wyspecjalizowanych obszarach jak serwisowanie satelitów czy rozwój ekologicznych napędów. Nie możemy pozwolić sobie na niewykorzystanie takiej okazji ani na przeciętność. Tym bardziej że nie startujemy od zera. Już ubiegłoroczna misja Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego wyniosła Polskę na orbitę kosmicznych ambicji. Teraz program Sieci Badawczej Łukasiewicz ma sprawić, że będziemy jeszcze silniej zakotwiczeni w europejskim sektorze kosmicznym.
– Łukasiewicz jest partnerem strategicznym dużych spółek, specjalizujących się m.in. w obszarze łączności. Nie chcemy, by ominęła nas ta szansa. Program Badań Kosmicznych to inwestycja w przyszłość: w polską gospodarkę, polski przemysł i w bezpieczeństwo państwa – mówił podczas inauguracji prezes Centrum Łukasiewicz dr Hubert Cichocki.
W trakcie inauguracji przedstawiono kierunki rozwoju obejmujące m.in. systemy wynoszenia satelitów na niską orbitę z użyciem mobilnej infrastruktury i platform lotniczych, a także prace nad specjalistycznymi zastosowaniami sztucznej inteligencji oraz innowacyjnymi materiałami, takimi jak ultraczarne powłoki redukujące
k.wawrzyniak@tygodnikprzeglad.pl
Perspektywy Women in Tech Summit 2026
Kobiety zmieniają oblicze światowej technologii
Konferencja Perspektywy Women in Tech Summit 2026, dwudniowe wydarzenie, które odbyło się 10 i 11 czerwca w halach warszawskiego centrum EXPO XXI, jest największym w tej części Europy świętem liderek z branży technologicznej i innowacji. Pokazuje ich ogromny wpływ na globalną naukę.
Za całe to potężne przedsięwzięcie odpowiada Fundacja Edukacyjna „Perspektywy”, a hasłem spotkania było w tym roku dynamiczne „Unleash New Energy” (Uwolnij nową energię). I choć na tego typu imprezach naukowych spodziewać się można raczej garniturów i sztywnej atmosfery, wydarzenie z nudą nie miało nic wspólnego – całkowicie odbiegało od akademickiej sztampy.
W programie konferencji były panele, prezentacje naukowe i wystawy gigantów technologicznych oraz znanych firm – od Netfliksa, przez Polskie Elektrownie Jądrowe, aż po Google’a. Tętniło też życie targowe, z interaktywnymi punktami doświadczalnymi oraz humanoidalnymi robotami AI.
Różnorodność i wspieranie kobiet nie ograniczały się do marketingowych sloganów – organizatorzy realnie ułatwili życie uczestniczkom,








