Tag "Piotr Gadzinowski"

Powrót na stronę główną
Felietony

Dyktatura długopisu

Konstytucyjnie w naszym kraju silną pozycję ma parlament i wyłoniony przez niego rząd. Słabą prezydent. Obecnie przerabiamy przypadek, kiedy zaczyna rządzić prezydent z premierem. Ku zdumieniu parlamentu. Rząd Marka Belki rodził się z wielkim trudem. Owe bóle porodowe, rzeczywiste lub częściowo reżyserowane, skutecznie wystraszyły część parlamentarzystów. Przekonały ich, że w tym Sejmie, przy tym układzie partyjnym nie ma alternatywy dla rządu Belki. Jawiącego się początkowo jako lekko pozapartyjny, słaby, w przyszłości żebrzący

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony

Pozycja misjonarska

Czy pamiętają państwo, jak to przed paroma miesiącami media gardłowały o „konieczności odpolitycznienia telewizji publicznej”? Czyli o wymianie Rady Nadzorczej TVP SA, organu wybierającego kierujący telewizją publiczną zarząd. Apelowano w imię obiektywności, czystości, misyjności telewizji. Apelowano, aby od tej pory zerwać z ohydną praktyką wybierania do władz spółki skarbu państwa, którą publiczna telewizja jest, praktyków życia gospodarczego, polityków, a w ich miejsce wybrać niezwiązanych z brudną polityką ludzi nauki i kultury. No, ewentualnie ludzi

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony

Jaśniepanujący cesarz Belka

Marek Belka już nie musi biegać po sejmowych korytarzach, błagać o poparcie panów partyjnych liderów Wiejskiej. Od teraz to oni zaczną za nim chodzić, miłosne liściki słać, umizgiwać się o takie, a nie inne decyzje. Jednym głosowaniem Sejm zafundował sobie rząd, który za chwilę może się stać wolny od parlamentu. I rządzić za pomocą długopisu premiera. Opozycja doskonale wie, że Belkorządu nie obali. Za słaba, zbyt skłócona, rozbita po wyborach do europarlamentu. Kiedy się okazało, że wygodny dla Platformy i PiSuarów

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony

Nasza kochana obłuda

Marco Polo pojechał lat temu parę do Chin. Przywiózł stamtąd wspaniałą relację „Opisanie świata”, a także sposób produkcji makaronu. Włosi skorzystali z niego i do dzisiaj są uznawani za mistrzów tej potrawy. Podróże kształcą, ciężko powtarzać ten truizm. Andrzej Lepper, człowiek znany z krawatu w barwy „polo”, miał jechać do Chin. Bo jest członkiem parlamentarnej grupy polsko-chińskiej. Szefem dużego parlamentarnego klubu. Znanym liderem politycznym. Nie poleciał, bo naskoczyły na niego krajowe media. Drwiły, że leci przed ważnym

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Blog

Hodowla Pawków Morozowów

Centrum Szymona Wiesenthala pragnie się wykazać skutecznością. Instytucja istnieje, wręcz żyje ze ścigania hitlerowskich zbrodniarzy, mordujących Żydów w czasie panowania nazizmu. Czas jednak upływa. Żyje coraz mniej odpowiedzialnych za zbrodnie nazistów. Nie ze względu na skuteczność działania Centrum Wiesenthala, lecz z powodu niepowstrzymanych procesów starzenia się i nieuchronności śmierci. Skoro coraz mniej jest morderców do ścigania, to ich niedobory mogą w przyszłości zagrozić nawet egzystencji centrum. No bo kogo tu ścigać, skoro wszyscy winni, a nawet

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Blog

Różyc, pic i nic

Media stołeczne pożegnały właśnie koktajlbar Hortex przy ulicy Świętokrzyskiej. Lokal, jak to się ładnie dzisiaj mówi, kultowy. Ileż to par umawiało się na pierwsze randki właśnie tam. By przy lodach, niewinnych jak pierwsze znajomości, wyznać pierwsze porywy miłosne. Ten, który kochał dziewczynę szczególnie mocno, zamawiał dla niej melbę z owocami, wypasioną na full, jakbyśmy dzisiaj rzekli. Popularny Hortex nadawał się na pierwsze randki, bo był jednym z najszykowniejszych lokali w stolicy.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Blog

Graj euro-Cyganie!

Kampania do europarlamentu wygasła, zanim rozpłonęła na dobre. Komitety wyborcze uznały, że przy zapowiadanej marnej frekwencji nie warto się wysilać i rozszerzać swojego elektoratu. Wystarczy ściągnąć najwierniejszych. Społeczeństwu nie chciało się wysilać, informować się o możliwościach i kompetencjach europosłów. Toteż wystarczyło grać na paru stereotypach. Liczni kandydaci obiecywali potencjalnym wyborcom pozyskanie funduszy ze środków pomocowych, czyli szmalu, ludzkim językiem mówiąc. Świadomie lub z braku posiadanej wiedzy nie wspominali, że ewentualny zastrzyk pieniężny społeczeństwo

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Blog

Bezinteresowna zgodność

Na śniadanie do Moniki Olejnik zachodzę rzadko, zawsze z masochistyczną przyjemnością. Nie dlatego, że interesujący jest wyścig liderów życia politycznego do potraw i mikrofonu, dwubój przypominający. Zawsze jestem tam obsobaczany, co wystarcza potem za wielotygodniową pokutę. Ostatnio omal nie zadziobali mnie liderzy PiS i PO – poseł Dorn i Jan Maria Rokita. Dzielnie wspomagani przez marszałka Nałęcza z socjaldemokracji Marka Borowskiego. Bo „borowiki” w szlachetnej akcji zaznaczenia swojej odrębności od SLD prezentują zdania odrębne, zwykle zgodne z prawicową opozycją.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Blog

Napiwek proszę!

Rozmawiam ze studentami, pielęgniarkami, żołnierzami, emerytami, małymi i jeszcze drobniejszymi przedsiębiorcami. I z Szanownymi Kandydatami. Rozmawiam, bo kampaniuję. Temat jest jeden – Unia Europejska, bo kampania też jest z przedrostkiem euro. Do tamtego parlamentu. Jest czwarty tydzień po Wuniowstąpieniu. Jest nieźle, bo euro krowom mleka nie odebrało, cukier nie poszybował, tak jak miał wzrosnąć, zresztą po co nam teraz cukier, oby tylko ta Unia nie karała obywateli za jego nadmierne zapasy. Za to sprzedali nas Unii, Judasze, za tanio! Gdybyśmy więcej

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Blog

Lepsza śmierć

Dziesięć lat temu usłyszałem od działaczy francuskiej organizacji SIDA zajmującej się promowaniem walki z AIDS, iż ludzie opiniotwórczy we Francji długo lekceważyli społeczną wagę choroby. Uważali, że jest to dolegliwość społecznego marginesu. Środowisk seksualnych, narkomanów, ludzi drugorzędnych, Dopiero kiedy AIDS zaczęli zarażać się synowie z dobrych, paryskich domów, media wszczęły alarm. Jęły przekonywać, że to może być powszechna klęska, „dżuma XX wieku”. W zeszłym tygodniu słychać było oburzone dziennikarskie

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.