Jaśniepanujący cesarz Belka

Marek Belka już nie musi biegać po sejmowych korytarzach, błagać o poparcie panów partyjnych liderów Wiejskiej. Od teraz to oni zaczną za nim chodzić, miłosne liściki słać, umizgiwać się o takie, a nie inne decyzje. Jednym głosowaniem Sejm zafundował sobie rząd, który za chwilę może się stać wolny od parlamentu. I rządzić za pomocą długopisu premiera.
Opozycja doskonale wie, że Belkorządu nie obali. Za słaba, zbyt skłócona, rozbita po wyborach do europarlamentu. Kiedy się okazało, że wygodny dla Platformy i PiSuarów podział na ,,barbarzyńców” i ,,złodziei” przestał obowiązywać. Bo naród wybrał ,,złodziei”, ale też zupełnie nieprzewidywalnych ,,kleronacjonalistów” Giertycha młodszego. Niebawem nasz kraj czeka referendum akceptujące konstytucję europejską. Platforma mimo krytyki nie może jej odrzucić. Toteż bliżej jej teraz do SdPl i SLD niż do LPR czy kontestującego PiS. Coraz częściej pojawiają się w Sejmie głosy, że wybory parlamentarne powinny być przeprowadzone wraz z referendum konstytucyjnym. Bo wtedy każda z walczących partii liczy na dodatkową mobilizację coraz bardziej niechętnego wszelkim wyborom elektoratu. To oznacza, że wybory parlamentarne odbędą się w przyszłym roku.
Skoro wybory parlamentarne mają się odbyć wiosną, to rząd Belki może spokojnie olewać nie tylko rozbitą, skłóconą opozycję, lecz także ugrupowania, które go w głosowaniu poparły.
Federaliści Jagielińskiego i wolne elektrony, czyli posłowie niezrzeszeni nie ruszą do obalania rządu, bo to ich aktualny pracodawca. Tylko niewielu z nich ma szanse na odnowienie mandatu poselskiego, zresztą nie wszyscy o tym marzą. W ciągu ostatnich miesięcy kadencji zajęci będą ustawianiem się na przyszłość.
SLD rządu nie obali. Jeśli przyszły klub SLD może liczyć najwyżej 60 zamiast 160 posłów, nie mówiąc już o reprezentacji senackiej, nie ma lepszego argumentu dla dźwigania tej Belki. Zresztą posłowie SLD uważają, że im późniejsze wybory, tym lepiej dla formacji. Bo społeczeństwo musi wreszcie zacząć odczuwać efekty wzrostu gospodarczego i dopłat płynących z Unii.
Borówki będą w mediach kontestować rząd, ale też palcem nie nacisną, aby go obalić. Nawet Marek Borowski już wie, że jego partia jeszcze istnieje wirtualnie. Eurowybory pokazały, że otarła się o polityczną śmierć.
Rząd Belki dostał od Sejmu trzymiesięczny kredyt zaufania. Jesienią ma być ponownie głosowane wotum zaufania. To typowa obłuda naszego życia politycznego, bo każdy z głosujących za rządem Belki wiedział, że ten kredyt będzie odnowiony.
Rząd Belki poza ustawą o Narodowym Funduszu Zdrowia i budżetową nie przepchnie w Sejmie żadnych innych ustaw o większym znaczeniu dla finansów państwa. Bo rozdrobniony, przygotowujący się do kampanii wyborczej Sejm na to nie pozwoli. Za to premier dysponując swym długopisem, przez prawie rok będzie mógł prowadzić politykę prywatyzacyjną, politykę kadrową niezależnie od skłóconych partii. W najbardziej smacznych, pożądanych przez elity sektorach będzie rządził niepodzielnie, olewając partyjne żądania, protesty, kwasy.
Marek Belka dostał szansę nieskrępowanego rządzenia krajem przez prawie rok. Jak to wykorzysta, okaże się. Będzie quasi-cesarzem. Pod protektoratem prezydenta Kwaśniewskiego, który całą tą operacją dowiódł swego politycznego mistrzostwa.

Wydanie: 28/2004

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy