Pozycja misjonarska

Czy pamiętają państwo, jak to przed paroma miesiącami media gardłowały o „konieczności odpolitycznienia telewizji publicznej”? Czyli o wymianie Rady Nadzorczej TVP SA, organu wybierającego kierujący telewizją publiczną zarząd. Apelowano w imię obiektywności, czystości, misyjności telewizji. Apelowano, aby od tej pory zerwać z ohydną praktyką wybierania do władz spółki skarbu państwa, którą publiczna telewizja jest, praktyków życia gospodarczego, polityków, a w ich miejsce wybrać niezwiązanych z brudną polityką ludzi nauki i kultury. No, ewentualnie ludzi telewizji. I tak pod tymi szczytnymi hasłami do Rady Nadzorczej TVP SA weszli kompozytor – świetny zresztą – Krzysztof Knittel, pisarz Marian Pilot, profesor uniwersytetu Tadeusz Kowalski, no i były dziennikarz, pampers Adam Pawłowicz. I miało być już zgodnie, apolitycznie, ku chwale najpopularniejszych jeszcze kanałów.
Szybko okazało się, że kompozytor Knittel jest w radzie nadzorczej jedynie odtwarzaczem melodii, którą mu do głowy wkłada zręczny gracz polityczny Adam Pawłowicz. Po swej nominacji niekryjący wcale prawicowych przekonań i sympatii politycznych. Pan Marian Pilot, oddelegowany do rady przez PSL, rychło zerwał z „apolitycznością”. Zaraz po tym, kiedy prawicowy wiceprezes Piotr Gaweł zatrudnił w podległym sobie pionie reklamy córkę pana Pilota. I tu ciekawe – tak dbające o walkę z nepotyzmem media jak gazeta „Rzeczpospolita” czy wielce moralna „Wyborcza” nie zająknęły się nawet o korupcyjnym układzie Pilotów w telewizji. Czemu? Bo Pilot jest sterowany przez pana Pawłowicza. A Pawłowicz swoją „misję” w TVP SA rozumie jako wyrzucanie z niej „kwiatkowszczyzny”. Z czego zwierzył się redaktor Kublik z „Wyborczej”. Też misjonarki, stale pokrzykującej na prezesa Dworaka, że nadal nie wyrzuca z telewizyjnej roboty ludzi kojarzonych ze znienawidzonym przez gazety i inne czasopisma oraz komercyjne telewizje byłym prezesem Robertem Kwiatkowskim.
Tak znienawidzonym, że jego przeciwnicy polityczni, przy wsparciu usłużnego posła Marka Jurka i równie usłużnych dziennikarzy, chcieli doprowadzić do potępienia przez sejmową Komisję Kultury i Środków Przekazu ministra skarbu za skwitowanie byłego zarządu. No i za przyznanie władzom TVP SA nagród z wysokiego zysku. Żarliwi antykwiatkowscy misjonarze myśleli, że nagrodę dostanie były prezes. Nie doczytali ustawy kominowej, nie douczyli się, nie wiedzieli, że nagrody tak, ale nie dla prezesów, lecz pracowników. Dali popis niekompetencji, kompromitacji. Ale o tym media nie wspominają. To tylko porażka na polu misyjnym. Rychło zrekompensowana, bo oto blok prawicowy zmienił władze rady nadzorczej. Szefem został figurant Marek Orłowski, wiceszefem odtwarzacz Knittel, a sekretarzem – kierującym radą z tylnego siedzenia – wytrawny gracz Adam Pawłowicz.
Bałagan i walki w radzie są związane z tarciami w zarządzie, który od tygodni nie może wybrać szefa Programu 1 TVP SA. Prędzej usunie kojarzonego z byłą koalicją rządzącą wiceprezesa Ryszarda Racławskiego. Wtedy pewnie, w ramach misji „odpolitycznienia” TVP SA, popularną Jedynką pokieruje „apolityczny” prawicowiec.
Za czasów prezesa Kwiatkowskiego TVP SA przynosiła ogromne zyski. Jej program nie był ani lewicowy, ani prawicowy. Był komercyjny. Poprawny politycznie. Teraz w ramach misji „odpolitycznienia” po zmianach personalnych nastąpią programowe. Jakie? Wystarczy popatrzeć na szoł autorski Janka Pospieszalskiego.
Zabawne, że mocnej ręki do klerykalizacji telewizji publicznej, do przekazania jej ksenofobom, przeciwnikom Unii Europejskiej używa uchodząca za liberalną, proeuropejską „Gazeta Wyborcza”. Nienawiść do „kwiatkowszczyzny” oślepia zupełnie.

Wydanie: 29/2004

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy