Tag "polska prawica"

Powrót na stronę główną
Felietony Wojciech Kuczok

Domostwo wędrowne

Płytko, dno i metr mułu – owszem, to umysłowość parlamentarzystów prawicy uosabianej przez „zwykłego Kowalskiego” i innych harcowników tej strony sali sejmowej, ale to także charakterystyka Jeziora Nezyderskiego, nad którym z początkiem czerwca przyszło mi się znaleźć. Dzieciak mój najmłodszy grał turniej na Węgrzech, zrobiła się okazja, by to i owo sobie pozwiedzać w Mitteleuropie.

Przyjaciel kupił niedawno kampera i przeżywa fazę zauroczenia domem na kółkach, nie trzeba go szczególnie namawiać do wypraw. To taki luksusowy nomadyzm za ćwierć miliona – idealny dla mizantropa sybaryty, no chyba że trafi się w sezonie na jedno z popularnych, gigantycznych obozowisk, gdzie setki rodzin turystycznych sąsiadują ze sobą przyczepa w przyczepę. Szczęśliwie połowę czasu spędziliśmy na pustych, prowincjonalnych parkingach bez żywego ducha (brak recepcji, wszystko automatyczne, na kody) i napawaliśmy się tym przenośnym dachem nad głową, który jest zarazem salonem, sypialnią, łazienką, kuchnią – takim trochę kompaktowym, kapsułowym M-1.

Kumpel smakosz, to mu zaproponowałem trasę wedle enoturystycznego klucza – od Carnuntum, apelacji, która wywindowała szczep Blaufränkisch w minionych dekadach na szczyt możliwości (to także zasługa ocieplenia klimatu), po Neusiedler See, krainę szlachetnej pleśni, gdzie powstają „austriackie tokaje”. Jezioro jesienią paruje wszechobecną mgłą, wilgoć powoduje pleśnienie winogron, z tych zrodzynkowanych robi się tutaj jedne z najlepszych słodkich win na świecie – Ruster Ausbruch. Rust to nadzwyczaj malownicze, zabytkowe miasteczko winiarzy i bocianów,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Wszystkie chwyty Ziobry

Jak były minister i prokurator generalny pogrywa z wymiarem sprawiedliwości

Jeszcze kilka miesięcy temu był umierający. Łamiącym się głosem mówił, że zdiagnozowany u niego nowotwór przełyku z przerzutami daje mu mniej niż 10% szans na przeżycie. Zaatakowany chorobą organizm został dodatkowo osłabiony serią chemioterapii, immunoterapii i radioterapii, a następnie wielogodzinną operacją usunięcia przełyku i części żołądka. Jakby tego było mało, pacjent musiał regularnie przechodzić zabiegi poszerzania przewodu pokarmowego, aby móc oddychać i przyjmować pokarm. Koledzy partyjni prosili Polaków o modlitwę za zdrowie pierwszego szeryfa III RP. A pisowscy intelektualiści pod wodzą Bronisława Wildsteina wystosowali do posłów apel o niewyrażanie zgody na tymczasowe aresztowanie, które mogłoby „skutkować nieodwracalnym pogorszeniem stanu zdrowia Zbigniewa Ziobry lub nawet jego śmiercią”.

Minęło ledwie pół roku, a były minister sprawiedliwości cudownie ozdrowiał. Chrypka zniknęła, po problemach z mówieniem nie ma już śladu. Ziobro jest w tak znakomitej formie, że zatrudnił się jako amerykański korespondent TV Republika i zamieszcza filmiki z komentarzami w mediach społecznościowych. Śmieje się z „nieudaczników” Donalda Tuska i Waldemara Żurka, którzy pozwolili mu na ucieczkę do USA. Odgraża się „prześladowcom”, że wkrótce nastanie prawo i sprawiedliwość, a oni trafią na długie lata do więzienia.

Przy czym nic nie robi sobie z zarzutów, które chce mu postawić prokuratura. Przypomnijmy: według śledczych były minister, działając w zorganizowanej grupie przestępczej, miał się dopuścić 26 przestępstw związanych z rozkradaniem Funduszu Sprawiedliwości, za co grozi mu nawet 25 lat odsiadki. Miliony złotych zamiast na wspomożenie ofiar przestępstw zostały przeznaczone na zakup cyberbroni Pegasus do zwalczania przeciwników politycznych oraz na kampanie wyborcze polityków Solidarnej/Suwerennej Polski, trafiły do zaprzyjaźnionych mediów lub wprost do kieszeni działaczy partyjnych i związanych z nimi osób.

Jednak Ziobro jest mocny tylko w gębie. Gdy Sejm w listopadzie 2025 r. uchylił mu immunitet, dając zielone światło do zatrzymania i aresztowania, a prokuratura skierowała do sądu stosowny wniosek, nasz szeryf był już na Węgrzech, gdzie załatwił sobie azyl polityczny. Jednocześnie rozpoczęły się korowody prawne.

Sąd się nie śpieszy

Wniosek o aresztowanie prokuratura skierowała do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa 13 listopada 2025 r. Ale posiedzenie aresztowe wyznaczono dopiero na 22 grudnia. Tłumaczono to obszernością materiału dowodowego, z którym musi się zapoznać sędzia. Była to osobliwa argumentacja. Sądy rzadko zapoznają się z całością materiału zebranego przez prokuraturę, a jeśli już, robią to niezwłocznie, zazwyczaj w ciągu kilkunastu godzin, nie odwlekając procedury. Tyle że do rozpoznawania sprawy Ziobry wylosowana została Agnieszka Prokopowicz, członkini Stowarzyszenia Iustitia,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Zmarnowany rok po wyborach prezydenckich

Tak być nie musiało. 1 czerwca 2025 r. wynik wyborów mógł być inny. To jest rzecz oczywista: jeżeli głosowało 21 mln Polaków i między kandydatami była tak niewielka różnica, ok. 1%, oficjalnie 369 tys. głosów, wszystko mogło pójść inaczej. Gra toczyła się do końca. Ten wynik wskazuje, że nie zadecydowała wielka, historyczna fala, że to skutek tzw. małych punktów. Błędów rządzących. Błędów roku 2024, to po pierwsze, a po drugie – fatalnie poprowadzonej kampanii wyborczej. Fenomenem jest, że koalicja nie wyciągnęła z tego wniosków.

Wiara, że jesteśmy lepsi

To błąd numer 1, z niego bierze się reszta. Po co poprawiać, skoro jesteśmy świetni! W tym przekonaniu Koalicja Obywatelska tkwiła od zawsze, a po 15 października 2023 r. już w szczególności. Tamta wygrana wprawiła KO w stan samozadowolenia. Oto nastąpił koniec historii! Oni naprawdę uwierzyli, że PiS jest pokonane na zawsze i zaczyna się słodki okres ich rządów.

Widzieliśmy to w 2024 r. Najważniejszym problemem ówcześnie rządzących było podzielenie się posadami ministerialnymi, potem marsz na spółki itd. Proste myślenie: my się mościmy, a od polityki jest Tusk, on zawsze coś wymyśli.

Błąd numer 2. Zdradzenie wyborców. Obietnice, którymi tak szafowano w kampanii, słynne 100 konkretów, rozpłynęły się w niebycie. Zostały zastąpione tłumaczeniem, że się nie da. Że to nie tak szybko. Rozliczenia nie mogą być od razu przeprowadzone, bo mamy obstrukcję ze strony ludzi Ziobry ulokowanych w prokuraturze. Ustawy, które obiecał Donald Tusk, nie mogą być przyjęte, gdyż sprzeciwia się im prezydent Andrzej Duda. Dopiero – mówiono – jak będziemy mieli swojego prezydenta, przepchniemy nasze sprawy.

Tak opowiadali politycy koalicji, ale z każdym miesiącem wiara w te opowieści malała. Bo czy Dudę ktoś testował? Wrzucał mu niewygodne dla PiS ustawy? Nie! Tłumaczono, że i tak zawetuje. Była to stała wymówka, wyjaśniająca nieróbstwo rządzących. Czyli błąd numer 3.

Taki był rok 2024 – rok usypiania przez koalicję jej wyborców. Jest dobrze, więc o co chodzi?

Jak zniechęcić wyborcę?

To było polityczne samobójstwo. Dzisiejsze czasy wymagają stałego kontaktu z wyborcami, tłumaczenia, mobilizowania. Nie można ich lekceważyć. Na tym przecież polegał sukces PiS, które stale podkreślało, gdy było u władzy, że realizuje interesy swoich wyborców, mobilizowało ich i dawało im poczucie, że są słuchani i ważni. I że to jest ich czas.

Koalicja Obywatelska natomiast postąpiła jak zawsze – zapomniała o swoim elektoracie, zachwycona sobą i przekonana, że wyborca zrozumie. Wystarczy wołać, że PiS niedobre, a Kaczyński straszny, i to zapewni wygraną. Nie zapewniło.

Gdy koalicja usypiała swoich wyborców,

r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj Wywiady

Prezydent dla swoich

Marcin Duma – analityk polityczny, założyciel IBRiS

Kto popiera obecnie Karola Nawrockiego? Owszem, spada mu poparcie, ale nadal jest bardzo mocne. I pewnie wygrałby wybory, jeśli byłyby dziś.
– Przez ten rok w polskiej polityce trochę się pozmieniało, i to niekoniecznie korzystnie z punktu widzenia Karola Nawrockiego. Stawka kandydatów pewnie też byłaby inna, więc nie wiadomo, czy dzisiaj by wygrał. Ale zwróciłbym uwagę na coś innego. We wszystkich badaniach, które dotyczą prezydenta, ujawnia się jedna podstawowa rzecz – jest figurą silnie polaryzującą. Tak naprawdę nie ma jednego Karola Nawrockiego w sensie wizerunkowym. Tych Karolów jest dwóch. Jest dr Jekyll i pan Hyde. Zależy, czy patrzy się na niego z lewej strony, czy z prawej. Mało kogo pozostawia obojętnym.

Zwolennikom prawicy się podoba.
– Wyborcy PiS, Konfederacji czy nawet Grzegorza Brauna mają obraz prezydenta aktywnego, komunikatywnego, sprawczego, który jest dla nich widoczny i stanowczy w działaniu. Widać, że coś robi. W taki sposób o nim się wypowiadają. Co więcej, dostrzegają i doceniają to, że stara się nie tylko decyzje podejmować, ale też je tłumaczyć. Przywołują jego filmiki na YouTubie po decyzji w sprawie weta, gdzie ją tłumaczy. Mówią, że to nie jest dla środowisk opiniotwórczych, ale dla nich. Nawrocki do nich mówi. I to dużo dla nich znaczy.

A gdy popatrzymy na Karola Nawrockiego oczami zwolennika koalicji?
– To mamy obraz prezydenta, który przekracza swoje kompetencje. Boksuje powyżej swojej wagi. Składa obietnice, których nie jest w stanie zrealizować. W związku z tym pojawia się zarzut, że prezydent jest niepoważny, bo poważny człowiek nie składa obietnic, które nie leżą w jego gestii. Bardzo często przywoływana jest tu kwestia obniżki cen energii.

Zatrzymajmy się przy grupie tych, którzy go popierają. To ma związek ze statusem materialnym, z miejscem zamieszkania czy z sympatiami politycznymi?
– Przede wszystkim z sympatiami politycznymi. To, po której stronie się sytuujemy, będzie definiowało nasz stosunek do prezydenta. Oczywiście jest czynnik wykształcenia, wielkości miejscowości, w której się mieszka, wieku. W pewnym stopniu nawet płci. Natomiast mam wrażenie, że te cechy są w pewien sposób wtórne w stosunku do preferencji.

Profil wyborców, którzy są przeciwni Donaldowi Tuskowi, i profil osób, które stoją murem za prezydentem Nawrockim, jest mniej więcej taki sam.

Czyli wśród popierających Karola Nawrockiego mamy więcej osób z terenów wiejskich, mniejszych miejscowości, osoby z wykształceniem zasadniczym zawodowym, ewentualnie podstawowym. I praktykujące.
– Znacznie częściej. Ale też w grupie uplasowanej po prawej stronie, oceniającej dobrze prezydenta, mamy sporą rzeszę wyborców konfederackich. Czyli dużą grupę młodych ludzi, młodszą część społeczeństwa, która wydaje się wciąż stać za Karolem Nawrockim. A jest o tyle istotna,

r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Opinie

Rok po klęsce

Zwycięstwo Karola Nawrockiego było nie tyle sukcesem partii Kaczyńskiego, ile triumfem IPN

Podobno czas leczy rany, ale tego powiedzenia nie da się zastosować do rany, jaką zadały Polsce ostatnie wybory prezydenckie. Wiosenna kampania 2025 r. okazała się definitywnym rozwianiem ogromnych nadziei, które obudziła niespodziewana „rewolucja październikowa” z 2023 r. Tamte wybory bowiem tylko formalnie stanowiły zwykłą elekcję parlamentarną. W rzeczywistości 15 października 2023 r. odbyło się referendum – lecz nie to wymyślone przez rząd Mateusza Morawieckiego, które większość Polaków zbojkotowała, ale faktyczny plebiscyt nad ośmioletnimi rządami PiS. I plebiscyt ten ówczesna władza przegrała, choć żadne sondaże nie były w stanie przewidzieć skali społecznej determinacji, by tę partię od władzy odsunąć.

Warto o tym przypominać szczególnie politykom, którzy dzięki tej rekordowej w historii Polski frekwencji i mobilizacji uzyskali większość w obecnym parlamencie. Politycy bowiem mają naturalną skłonność do przypisywania sobie post factum zasług dotyczących zdarzeń, na które w istocie nie mieli większego wpływu. I tak jest z wynikiem wyborów z 2023 r., którego od początku nie należało interpretować jako powszechnej chęci powrotu do rządów PO-PSL z lat 2007-2015.

Tamte rządy stanowią zamkniętą raz na zawsze epokę, która powinna być raczej przestrogą dla wszystkich rządzących – zaczęła się od ogromnych nadziei związanych z odsunięciem PiS od władzy w 2007 r., potem były sukcesy wyborcze w latach 2010-2011: zdobycie prezydentury dla Bronisława Komorowskiego i reelekcja koalicji rządowej, co zapewniło Platformie i ludowcom kolejne lata rozleniwiającego spokoju, a zakończyła spektakularną, podwójną klęską – prezydencką i parlamentarną – w 2015 r. z jej niespodziewanym efektem w postaci monopolu PiS na władzę przez osiem lat.

Politycy, jako się rzekło, lubią sobie przypisywać nie swoje zasługi, za to bardzo nie lubią rzetelnego analizowania przyczyn własnych niepowodzeń. A przecież przejęcie pełni władzy przez PiS 11 lat temu miało główne przyczyny w działaniach i zaniechaniach poprzedniej ekipy, gwoździem do trumny okazały się zaś nieoczekiwane podwyższenie wieku emerytalnego po wyborach w 2011 r. i wyjazd Donalda Tuska do Brukseli w 2014 r. Dodajmy do tego żenującą słabość personelu politycznego Platformy, z prezydentem Bronisławem Komorowskim i premier Ewą Kopacz na czele, oraz fatalne poprowadzenie kampanii wyborczych PO w 2015 r. Ale także zdumiewające błędy lewicy: wystawienie absurdalnej kandydatury Magdaleny Ogórek na prezydenta, a potem utworzenie zupełnie niepotrzebnej koalicji wyborczej z partią Janusza Palikota, przez co lewica po raz pierwszy znalazła się poza Sejmem.

Oczywiście zadziałały też inne czynniki, m.in. pojawienie się nowych ugrupowań, które w jakimś stopniu przejęły głosy wyborców rozczarowanych władzą PO-PSL (Kukiz’15, Nowoczesna Ryszarda Petru, partia Razem), jak również sprytna taktyka Jarosława Kaczyńskiego, by w pierwszym szeregu marszu po władzę wystawić ludzi nowych i niemal nieznanych: Andrzeja Dudę i Beatę Szydło.

Fala sprzeciwu

O tym wszystkim należy pamiętać, żeby nie ulegać złudzeniu, że wyborcza „rewolucja październikowa” z 2023 r. była osobistym sukcesem Donalda Tuska, Władysława Kosiniaka-Kamysza i Włodzimierza Czarzastego. W rzeczywistości skorzystali oni z gigantycznej fali społecznego sprzeciwu wobec rządów PiS,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Rady od parady

Kto doradza prezydentowi RP

Jak wiadomo, Karol Nawrocki oprócz armii urzędników i ministrów ma 16 doradców etatowych i 22 doradców społecznych. Okazuje się, że to nie wszystko. Głowie państwa doradza też – uwaga! – 635 doradców skupionych w 17 radach tematycznych: Radzie Młodzieży, Radzie Rodziny i Demografii, Radzie Zdrowia, Radzie Rolnictwa i Obszarów Wiejskich, Radzie do spraw Kombatantów, Osób Represjonowanych i Działaczy Opozycji Antykomunistycznej, Radzie Nowych Technologii i Cyfryzacji, Radzie Energii i Zasobów Naturalnych, Radzie Parlamentarzystów, Radzie Samorządu Terytorialnego, Radzie do spraw Osób z Niepełnosprawnościami, Radzie Gospodarczej, Radzie Bezpieczeństwa i Obronności, Radzie Biznesu, Radzie Nowych Mediów, Radzie Klimatu i Środowiska, Radzie do spraw Polonii i Polaków za Granicą oraz Radzie Nowej Konstytucji.

W skład tej ostatniej, powołanej 3 maja br., wchodzą np. znany z ekscesów w Trybunale Stanu Piotr Andrzejewski, Marek Jurek, Ryszard Legutko czy odkrycie towarzyskie Jarosława Kaczyńskiego – mgr Julia Przyłębska. Okazuje się jednak, że wbrew zapewnieniom Karola Nawrockiego członkowie rady nie będą się zajmować przygotowywaniem nowej konstytucji. Jak stwierdził prof. Ryszard Piotrowski, jedyny konstytucjonalista w tym egzotycznym towarzystwie, „nie jest nam potrzebna żadna nowa konstytucja”.

Usłużna młodzież

Jałowymi dyskusjami zajmuje się Rada Młodzieży, która w założeniach miała – jak zapowiadał prezydent RP – przekuwać nowatorskie pomysły „w realne projekty ustaw, które sprawią, że polska młodzież będzie najlepiej zagospodarowaną częścią społeczeństwa w całej Europie, że Polska stanie się miejscem dobrym dla młodzieży pod względem mieszkalnym, infrastrukturalnym, gospodarczym, że będziemy stwarzać warunki do pracy i akademickiej, i uniwersyteckiej”.

Rada Młodzieży składa się z 44 osób, a zasiadać w niej mieli zgodnie z zapowiedziami młodzi „reprezentujący różne środowiska polityczne od środowisk konserwatywnych przez liberalne, od prawicy do lewicy”. Na „opiekuna” rady Karol Nawrocki wyznaczył swojego ministra Adama Andruszkiewicza, byłego działacza Młodzieży Wszechpolskiej i Ruchu Narodowego, który wkrótce stanie przed sądem za fałszowanie podpisów na listach wyborczych, co akurat nie jest godne naśladowania.

Wbrew temu, co mówił Nawrocki, w Radzie Młodzieży próżno szukać liberałów,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Roman Kurkiewicz

Konstytucja nowa? Ale czy w ogóle?

W serii politycznych paroksyzmów, w przerwie wyciskania z Pudzianem na klatę 150 kg, Nawrocki Karol ogłosił powołanie Rady Nowej Konstytucji. Zaprosił do niej takie gwiazdy prawodawstwa i konstytucjonalizmu jak Julia Przyłębska, Marek Jurek, Józef Zych czy Ryszard Legutko. Na osłodę pisowskiego rdzenia konstytucyjnego (a raczej antykonstytucyjnego) skaptował konstytucjonalistę prof. Ryszarda Piotrowskiego i sędzię w stanie spoczynku, byłą minister sprawiedliwości Barbarę Piwnik. Rzecz jednak nie w personaliach, choć w nich także, bo jak taką grupę z pełną powagą nazwać „pluralistyczną”?

Oto dobra okazja do czegoś więcej niż drwiny z Nawrockiego czy demaskowanie próby przykrycia afery Zondacrypto i roli prezydenta w wetowaniu ustaw chroniących kryptowaluciarzy. W końcu to łagodna próba odwrócenia naszej uwagi – w podobnej sytuacji (afera Epsteina) Donald Trump atakuje Iran, pozwala Izraelowi na masakrę w Libanie i agonię humanitarną w zrujnowanej Gazie. Nawrocki chce „tylko” nowej konstytucji. Dlaczego i po cóż? Wykładnia oficjalna, podpięta oczywiście pod rocznicę Konstytucji 3 maja, brzmi drętwo: „Mam przekonanie, że dzisiejsze problemy w Rzeczpospolitej to nie są już problemy tylko polityczne, to są problemy ustrojowe, fundamentalne, zasadnicze. Powiedzmy sobie szczerze, że żyjemy dzisiaj w momencie, w którym konflikt polityczny poszedł za daleko; niszczy wspólnotę, niszczy rodziny, przekracza wszelkie możliwe granice. Poszedł za daleko, bo niszczy ustrój i fundamenty państwa polskiego”. Mówi to przedstawiciel środowiska politycznego, które pracowicie, od 2010 r. i katastrofy smoleńskiej, do takiego efektu starało się doprowadzić.

W największym skrócie: tęsknota za nową konstytucją to sposób na wyrażenie głodu większej władzy, której obecna konstytucja nie tylko prezydentowi nie gwarantuje, ale wręcz przed jej przyznaniem broni. Więcej władzy dla prezydenta to więcej władzy dla skrajnej prawicy. Sama Polska jest tu całkowicie

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Sztuka strzelania sobie w kolano

Nawrocki chce zmieniać konstytucję. Czy to poważne?

Rada Nowej Konstytucji, którą powołał Karol Nawrocki, jeszcze nie zaczęła działać, a już okazała się kapiszonem. Miała być gamechangerem, przejęciem inicjatywy politycznej, a wyszło śmiesznie. Po raz kolejny możemy się przekonać, że polityka to trudna gra. I gdy zabiera się do tej gry człowiek z trzeciej ligi, efekt przeważnie jest żałosny.

Spójrzmy na pole politycznej bitwy. Otoczenie Nawrockiego dozowało informacje, zapowiadano epokowe wydarzenie. Oto powstanie wielka prezydencka rada, która siądzie do pisania konstytucji. A to wszystko zakończy się referendum, które odbędzie się razem z wyborami w 2027 r. I że referendum będzie wielkim kołem zamachowym – wzmocni polską prawicę, która opowie się za nową konstytucją, i patrona inicjatywy, Karola Nawrockiego. Życie szybko te banialuki zweryfikowało.

Pierwsze rozczarowanie przyszło po ogłoszeniu składu rady. Znanych nazwisk w niej jak na lekarstwo. Najbardziej utytułowany jest Józef Zych, były marszałek Sejmu. Ale ma 88 lat, więc trudno oczekiwać, by rzucił się w wir pracy. Kolejny były marszałek Sejmu, Marek Jurek, to też polityczny emeryt, znany ze skrajnych poglądów. Na nikim także nie robi wrażenia intelekt Julii Przyłębskiej, byłej prezes Trybunału Konstytucyjnego. Barbara Piwnik… Sędzia w stanie spoczynku i była minister sprawiedliwości, osoba popularna. Ale to karnistka, więc nie spodziewajmy się po niej pisania konstytucji. Zresztą ona to wie i w pierwszym wywiadzie po podpisaniu nominacji już mówiła, że rada tylko „zainauguruje ogólnonarodową debatę”. Żeby wysłuchać, co ludzie mają do powiedzenia.

Jedyny konstytucjonalista w tym gronie, prof. Ryszard Piotrowski, też najpewniej Nawrockiego rozczarował. Bo oświadczył niemal natychmiast, że „nie jest nam potrzebny żaden reset, nie jest nam potrzebna żadna nowa konstytucja. To ludzie powinni się zmienić, zmienić swoje podejście do państwa i prawa, dopóki nie jest jeszcze za późno”. Piotrowski zaznaczył, że to jego stanowisko od lat, znane prezydentowi.

Oto mamy radę, do której powołano ludzi z góry dystansujących się od jej prac. Czy też od prac, których oczekuje Nawrocki. Zatem prezydent i jego urzędnicy nie za bardzo wiedzieli, kogo do rady powołują, i że to wszystko wygląda na dość nerwową łapankę. Składem tego gremium nikogo na kolana nie rzucili. Również dlatego,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Andrzej Olechowski – obsesja polskiej prawicy

Był patriotą każdej Polski, w której przyszło mu żyć: zarówno PRL, jak i III RP

Andrzej Olechowski 1947-2026

Czy III Rzeczpospolita musiała zostać zdominowana przez bezrozumną, radykalną prawicę? Warto zadać sobie to pytanie, wspominając postać zmarłego 25 kwietnia Andrzeja Olechowskiego – polityka, który odegrał pewną rolę w początkach naszej demokracji, ale gdyby odegrał większą, być może losy kraju potoczyłyby się inaczej.

Urodzony dwa lata po wojnie, należał do pokolenia, które kształciło się w siermiężnej Polsce Gomułki, ale w dorosłe życie wchodziło już w Polsce Gierka, a więc otwartej na świat i pragnącej być jak najbliżej Zachodu. Absolwent warszawskiej SGPiS, który zrobił doktorat na temat eksportu krajów europejskich, był idealnym kandydatem do elity, która miała reprezentować PRL w międzynarodowych strukturach gospodarczych. Nic dziwnego, że zaraz po ukończeniu studiów w 1973 r. podjął pracę w sekretariacie agendy ONZ ds. handlu i rozwoju w Genewie, a później, już w latach 80., trafił do Banku Światowego.

Po powrocie do kraju w 1987 r. znalazł miejsce w NBP, którym kierował wówczas wybitny ekonomista, prof. Władysław Baka. Olechowski został doradcą prezesa banku, następnie szefem biura ds. współpracy z Bankiem Światowym, a pod koniec 1989 r. objął funkcję pierwszego wiceprezesa banku centralnego. Warto dodać, że kilka miesięcy wcześniej miał udział w tworzeniu porozumień Okrągłego Stołu jako członek zespołu ds. gospodarki i polityki społecznej po stronie rządowo-koalicyjnej, którym kierował właśnie prof. Baka. Obok Olechowskiego ówczesną władzę reprezentowali tam inni młodzi, obiecujący ekonomiści, m.in. Grzegorz W. Kołodko i Marcin Święcicki.

Wraz z odejściem prezesa Baki z NBP na początku 1991 r. Olechowski przeniósł się na stanowisko wiceministra w resorcie współpracy gospodarczej z zagranicą (zresztą już za rządu Mieczysława Rakowskiego był tam dyrektorem departamentu). To tylko pokazuje, że w trudnych latach transformacji ustrojowej nie liczyły się jeszcze afiliacje polityczne ani obsesje tropicielskie, lecz fachowość i kontakty międzynarodowe, których Olechowskiemu nikt nie mógł odmówić. Dotyczyło to również najważniejszych polityków strony solidarnościowej, łącznie z prezydentem Wałęsą, który w lutym 1992 r. podsunął premierowi Olszewskiemu kandydaturę Olechowskiego na stanowisko ministra finansów – w sytuacji, gdy poprzedni podał się do dymisji, a stan budżetu państwa nadal był katastrofalny i żaden ekonomista nie palił się do objęcia tej funkcji.

Lista agentów

Ministrem Olechowski był jednak krótko, bo współpraca z prawicowym rządem i skłóconym Sejmem okazała się ponad jego siły. Gdy gabinet Olszewskiego upadał 4 czerwca 1992 r., minister finansów był już od miesiąca w stanie dymisji, lecz to nie przeszkadzało w umieszczeniu go na „liście agentów SB” przygotowanej przez szefa MSW Antoniego Macierewicza. O ile jednak wiele osób znalazło się na niej bezpodstawnie,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Jan Widacki

Nasza polska schizofrenia

Do licznych już objawów doszedł kolejny. Ogromny baner sławiący Zondacrypto na froncie gmachu Centrum Olimpijskiego im. Jana Pawła II. Te dwa wielkie napisy, z których jeden sławi polskiego papieża, a drugi gigantyczne oszustwo, jakoś prezesowi Piesiewiczowi dziwnie się komponują w całość. Jakby dotąd tych objawów narodowej schizofrenii było mało! PiS na straży polskiej rodziny i nierozerwalności małżeństwa! PiS z Ryszardem Terleckim, Martą Kaczyńską, Jackiem Kurskim i całą masą innych prominentnych postaci prawicy sprawdzających się w kolejnych związkach małżeńskich.

„LGBT to nie ludzie, to ideologia!”, twierdził pewien wybitny filozof pełniący przez dwie kadencje urząd prezydenta. Ten przynajmniej miał stałe stanowisko w sporze o uniwersalia („Unia to wyimaginowana wspólnota” – to też jego mądra myśl godna wyrycia na jakiejś kamiennej tablicy umieszczonej w Muzeum Historii Polski). Rzecz w tym, że na czele wrogiego środowiskom LGBT ugrupowania politycznego stała osoba (nie wyimaginowana idea!) jak najbardziej do środowiska LGBT należąca. Ci sami ludzie wielbili wodza i rozwieszali afisze z „zakazem pedałowania”. Wodzowi chcieli zabronić? Kochali wodza, a potępiali jego inklinacje?

PiS i jego elektorat były i są bardzo antykomunistyczne. Ale nie przeszkadzał im sędzia Kryże, wyniesiony na stanowisko wice-Ziobry za pierwszego PiS. Ten sędzia, który w schyłkowej PRL skazywał m.in. Bronisława Komorowskiego za składanie 11 listopada kwiatów przed Grobem Nieznanego

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.