Tag "rolnictwo"
Rolnictwo 4.0
Na naszych oczach dokonuje się rewolucja w polskim rolnictwie. Sztuczna inteligencja oraz nowoczesne formy upraw roślin to początek
Stan rolnictwa i poziom produkcji żywności od czasów biblijnych był przedmiotem szczególnej troski rządzących. Klęski głodu niemal zawsze prowadziły do buntów, a co najmniej do poważnych problemów politycznych. W czasie wojen wyżywienie wojska i ludności cywilnej decydowało o zwycięstwie lub klęsce.
Na początku XX w. na świecie żyło ok. 1,7 mld ludzi. Dziś naszą planetę zamieszkuje ponad 8 mld. Eksperci ONZ szacują, że w roku 2086 będzie nas 10,4 mld. Wszystkich trzeba będzie wyżywić. To zadanie ludzi związanych z rolnictwem i przemysłem rolno-spożywczym.
W XX w. dokonały się rewolucyjne zmiany, które w efekcie ograniczyły występowanie klęsk głodu na świecie. W pierwszej połowie ubiegłego stulecia była to mechanizacja rolnictwa. Pozwoliła ona na znaczące zwiększenie areału upraw i wzrost produkcji, głównie zbóż. Kolejnym krokiem stało się upowszechnienie w latach 60. nawozów sztucznych oraz środków ochrony roślin, co zaowocowało zwiększeniem wysokości plonów. I znów dotyczyło to szczególnie zbóż. W latach 70. i 80. w instytutach naukowo-badawczych i laboratoriach wielkich firm powstały zmodyfikowane genetycznie odmiany roślin. Były odporne na choroby, wymagały mniej wody i zapewniały jeszcze wyższe plony. Dziś najbardziej znane i najczęściej uprawiane, oznaczone jako GMO, są: soja, kukurydza, rzepak i bawełna. Dla jednych ich pojawienie się było symbolem postępu w rolnictwie. Dla drugich dowodem, że świat zmierza w przepaść.
W Europie, Australii i Ameryce Północnej w pierwszej połowie XX w. udało się wyeliminować klęskę głodu. W Azji sporadycznie zdarzały się one jeszcze w latach 60., a w Afryce, na terenach objętych działaniami wojennymi, dzieje się tak nawet dziś.
Unia Europejska, dzięki Wspólnej Polityce Rolnej, zapewniła mieszkańcom naszego kontynentu pełne bezpieczeństwo żywnościowe. Francja, Niemcy, Polska, Hiszpania czy Włochy są od lat poważnymi eksporterami produktów rolnych.
Nawet Rosja, która w czasach Związku Radzieckiego nie była w stanie zapewnić odpowiednio wysokiego poziomu produkcji zbóż i zmuszona była importować pszenicę, głównie ze Stanów Zjednoczonych i Kanady, jest dziś największym eksporterem zbóż na świecie. Wystarczyło odejść od gospodarki nakazowo-rozdzielczej i pozwolić ludziom działać.
Dziś stoimy na progu kolejnej rewolucji w rolnictwie, której celem będzie zwiększenie produkcji, ograniczenie wpływu zmian klimatycznych na uprawę roślin, wykorzystanie najnowszych technologii informatycznych, w tym sztucznej inteligencji, w produkcji rolnej. I oczywiście obniżka kosztów produkcji. Nazywa się ją „Rolnictwem 4.0” albo „Rolnictwem czwartej generacji” i dzieje się ona także w Polsce.
Mniej może znaczyć więcej
Agrotechnik pilnie poszukiwany
Spada liczba studentów kierunków rolniczych. Niewielu absolwentów podejmuje też pracę w gospodarstwach
Świat stoi na progu trzeciej rewolucji w rolnictwie. Pierwsza miała miejsce od 1900 r. do lat 30. XX w. i polegała na zmechanizowaniu produkcji rolnej. Dzięki traktorom, siewnikom i maszynom do zbioru plonów rolnik był w stanie wyprodukować dość żywności dla 26 osób. W latach 90. XX w. miała miejsce druga rewolucja, nazwana zieloną. Dzięki postępowi, który dokonał się w nauce, wprowadzone zostały m.in. genetycznie zmodyfikowane nowe uprawy, bardziej wydajne, odporne na szkodniki i wymagające mniej wody. Rolnik był więc w stanie wyżywić 155 osób.
Szacuje się, że do roku 2050 liczba ludzi na Ziemi osiągnie 9,6 mld. By uniknąć klęski głodu, produkcja żywności musi zatem wzrosnąć dwukrotnie w porównaniu z obecnym poziomem. Przed nami trzecia, cyfrowa rewolucja w rolnictwie, której kluczowymi elementami będą sztuczna inteligencja, masowe użycie dronów oraz ciężkich maszyn pracujących bez udziału człowieka, mniejsze zużycie wody, której już dziś brakuje, wykorzystanie nowoczesnych nawozów sztucznych i środków ochrony roślin. To nowe rolnictwo będzie bardzo się różniło od tego, które znali rolnicy oraz osoby zarządzające wielkimi przedsiębiorstwami działającymi w agrobiznesie.
Proces ten nie ominie Polski. Rolnictwo jest jednym z ważnych elementów gospodarki. Zapewnia pracę milionom ludzi i gwarantuje nam bezpieczeństwo żywnościowe. Bez wątpienia największym wyzwaniem dla rozwoju polskiego rolnictwa są zmiany klimatu i ich negatywne skutki, w tym gwałtowne zjawiska pogodowe, degradacja gleby oraz utrata bioróżnorodności.
Problemem stało się również niestabilne otoczenie rynkowe, światowe tendencje wymuszają określone kierunki gospodarowania, konieczna staje się specjalizacja i koncentracja produkcji. W Europie rośnie presja wymogów sanitarnych. Konkurencją stał się napływ produktów z krajów o niższych wymaganiach w zakresie standardów produkcji rolnej. Słabnie też zainteresowanie młodego pokolenia pracą w rolnictwie. Zarazem na wsi utrudniony jest dostęp do wiedzy, zwłaszcza przełomowych, innowacyjnych technologii cyfrowych.
W kraju mamy 1,37 mln gospodarstw rolnych. Uwzględniając jednak wszelkie okoliczności, przyjmuje się, że zaledwie ok. 400 tys. produkuje i osiąga zyski.
Nie jest tajemnicą, że z roku na rok maleje w Polsce liczba studentów na kierunkach rolniczych. Dziś to problem dostrzegany przez specjalistów, lecz jutro może się okazać zagrożeniem dla produkcji żywności w naszym kraju.
Mało studentów, a może być jeszcze mniej
Bez wody nie ma życia
Susza niszczy sycylijskie rolnictwo
Wcześnie rano, zaraz po przebudzeniu, Donatella Vanadia spogląda w niebo w nadziei, że pojedyncze chmury na horyzoncie przyniosą choć kilka kropel deszczu. Gospodarstwo ma w głębi Sycylii – nie padało tu od miesięcy. Jej zwierzęta pasą się na wypalonej ziemi przypominającej powierzchnię Księżyca, zmuszone do jedzenia suchych chwastów i picia z błotnistego stawu.
„Trudno im znaleźć wodę niezbędną do zaspokojenia codziennych potrzeb”, skarżyła się w rozmowie z Euronews. Właścicielka przedsiębiorstwa rolnego i weterynarka podkreślała, że gospodarstwa, które zakupiły wodę, borykają się ze zwiększonymi kosztami produkcji. Mocno ucierpiały także uprawy na paszę. Według Donatelli Vanadii produkcja siana będzie w tym roku mniejsza o 60-70%.
Sycylia zmaga się z jednym z najpoważniejszych kryzysów wodnych w historii. Największej i najbardziej zaludnionej wyspie na Morzu Śródziemnym grozi pustynnienie. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy 2023 r. spadło tu zaledwie 150 mm deszczu, a w maju br. rząd ogłosił stan wyjątkowy.
Największy problem pojawia się oczywiście latem, kiedy temperatury już cyklicznie zbliżają się do 48 st. C (w 2021 r. zanotowano rekordową europejską temperaturę 48,8 st.), a fale pożarów niszczą resztki roślinności. Według szacunków regionalnej agencji ochrony ludności w zeszłym roku pożary spowodowały szkody na przeszło 60 mln euro. Ogień zniszczył wówczas ponad 690 ha lasów na wyspie.
Sycylia stanie się pustynią?
Susza, grożąca też wyschnięciem jeziora Pergusa, jedynego naturalnego jeziora na Sycylii, uderza również w branżę turystyczną. Jak informowała CNN, hotele i pensjonaty w Agrigento odmawiały już rezerwacji turystom. Ci zaś, którym udało się znaleźć zakwaterowanie, musieli się liczyć z ograniczeniami w dostawach wody. W ciągu dnia była ona okresowo odcinana, a w ciągu nocy w wielu miejscach nie było jej wcale.
Christian Mulder z Uniwersytetu w Katanii, profesor ekologii i ekspert od kryzysu klimatycznego, nakreślił smutny obraz przyszłości Sycylii, krytykując poważne jego zdaniem błędy władz regionalnych i krajowych. „Do 2030 r. jedna trzecia terytorium stanie się pustynią porównywalną z tymi w Tunezji i Libii – powiedział „Guardianowi”. – Cały pas zwrócony w stronę Kanału Sycylijskiego (wody oddzielające Sycylię od Afryki – przyp. TS) jest skazany na pustynnienie. Starożytni Arabowie, którzy niegdyś zamieszkiwali wyspę, z powodzeniem opracowali sposoby gospodarowania wodą. Jednak te stare akwedukty nie były konserwowane ani unowocześniane. Sycylia stoi obecnie w obliczu konkretnych konsekwencji dziesięcioleci złego zarządzania zasobami wodnymi”.
Tradycyjnie wodę pitną na wyspie pozyskuje się z podziemnych warstw wodonośnych, natomiast woda dla rolnictwa jest magazynowana w dużych zbiornikach zbudowanych po II wojnie światowej. Obydwa systemy opierają się jednak na coraz rzadszych opadach zimowych. Jednocześnie przez 30 lat zaniedbywano podstawową konserwację sieci irygacyjnej, co zmniejszyło pojemność zbiorników wodnych.
Kiedyś w wielu gospodarstwach były także sztuczne stawy, by zwierzęta mogły pić z nich podczas wypasu. Z powodu suszy i wysokich temperatur wszystkie te małe sztuczne stawy znikły.
Chemii nie było i nie będzie
Grupa Azoty w roku 2023 straciła 3,29 mld zł, a jej zadłużenie wzrosło do 9,9 mld. I co? I nic.
W roku 2021 zakłady wchodzące w skład Grupy Azoty skonsumowały 2,3 mld m sześc. gazu ziemnego. Stanowiło to 15% rocznego krajowego zużycia. Azoty to największy w Polsce koncern chemiczny. Drugi producent nawozów azotowych w Europie. Na naszych oczach jednak niegdysiejsza chluba polskiej chemii tonie jak legendarny „Titanic”. I nie ma w tym ani godności, ani romantyki. Są układy i układziki, puste obietnice, nietrafione inwestycje i spora kasa dla prominentnych działaczy PiS.
O wszystkim decydują kadry.
Dla premiera Morawieckiego oraz liderów PiS Władimir Putin i rosyjska agresja na Ukrainę są prezentem. Argumentem, którym można wytłumaczyć każdy skandal i niepowodzenie, rozgrzeszyć niemal każdego.
Pisowscy menedżerowie powoływani przez kolejnych ministrów, z szefem resortu aktywów państwowych Jackiem Sasinem na czele, zwykli z powierzonego ich pieczy majątku czerpać nie łyżeczką ani nawet nie żołnierską chochlą, lecz potężną łyżką koparki. Firmy, którymi kierowali, mogły iść na dno. Byle im było dobrze.
Przykładem „dobrej zmiany” jest były prezes Grupy Azoty Tomasz Hinc. Jego kariera to klasyka. W marcu 2016 r., po zwycięskich wyborach, pan Tomasz przesiadł się z fotela dyrektora oddziału Totalizatora Sportowego na fotel wiceprezesa zarządu naszego największego koncernu chemicznego. Jego apanaże imponująco wzrosły. Ze śmiesznych 26 tys. w totku do zacnych 51,5 tys. w Azotach. Skąd to wiemy? Hinc był szczecińskim radnym i musiał składać oświadczenia majątkowe, które są jawne. W 2016 r. ów lokalny polityk z właściwą legitymacją w kieszeni zarobił 643 tys. zł. W kolejnym nie było gorzej. Dolce vita skończyło się w 2018 r., gdy premier Morawiecki powołał go na stanowisko wojewody. Na dwa lata. W grudniu 2020 r. nasz państwowiec wrócił do Azotów jako prezes grupy. Odwołano go dopiero w lutym 2024 r. Dziennikarze jednego z portali internetowych oszacowali, że Hinc zarobił w tym czasie niemal 5 mln zł, awansując do wąskiego grona „milionerów dobrej zmiany”.
A że w ostatnich latach firmie, którą kierował, szło gorzej… Cóż, kto by się tym przejmował. Wiadomo, Putin, wojna w Ukrainie itd. Nasz bohater zawsze jednak wykazywał się hojnością. Na przykład w 2022 r. odprowadził w formie składek na partyjne konto PiS 43 tys. zł. Odszedł, zostawiając Grupę Azoty w złym stanie. Straty za 2023 r. przekroczyły 3 mld zł, dziś nawet światełka w tunelu nie widać. Jego następca Adam Leszkiewicz zapowiada porządki, lecz bez przekonania. Wie, że koncern, który niegdyś był perłą polskiej chemii, leży na łopatkach. I ciągnie się za nim kilka przykrych afer.
Rozliczyć Kaczyńskiego
W jakim stanie jest Polska po ośmiu latach rządów Jarosława Kaczyńskiego? W znacznie gorszym niż przewidywali najwięksi pesymiści. Tak złym, że czekają nas gorące miesiące i protesty. A absurdalnym finałem rządów PiS może być sytuacja, w której na czele protestów rolników pomaszerują pod rękę Kaczyński z wysłanym przez niego do Brukseli komisarzem Wojciechowskim. Parasole nad nimi mogą nieść grabarze polskiego rolnictwa – były wicepremier Kowalczyk i były minister Telus. Ten ostatni może dodatkowo robić to, co lubi,
Nie damy się zaorać
„Głód poczujesz, rolnika uszanujesz”. Przez Polskę przetaczają się największe protesty rolników od czasów Andrzeja Leppera i Samoobrony Od Madrytu po Zagrzeb i Ateny, od Paryża po Pragę i Warszawę, rolnicy mówią „dość!” polityce rolnej Komisji Europejskiej i otwarciu granic na ukraińskie produkty rolne. We Francji w ramach protestu wściekli farmerzy polewali gnojowicą budynki administracyjne, „zaorali” fragment jednej z autostrad i blokowali Paryż. W Brukseli palili opony i starli się z tamtejszą policją. W Berlinie urządzili przejazd traktorów, wywołując paraliż
Czas na polski bank rolny
Na ten rozpaczliwy stan, w jakim znalazło się polskie rolnictwo, pracowano długo. To są lata błędów i zaniechań. Ale też partykularnych interesów i interesików rozmaitych reprezentantów wsi. Przylepili się do ciężko pracujących rolników i żyją na ich koszt. Ministrowie rolnictwa się zmieniają. Zmieniają się rządy, a grupka zawodowych działaczy trwa i ciągle ma się dobrze. Rolników traktują jako kartę przetargową w załatwianiu swoich interesów. Na spotkaniu z ministrem Siekierskim oprócz wielu autentycznych rolników pojawiła się chmara
Uwertura piekła
Tragiczne w skutkach pożary w Chile to dopiero preludium tego, co czeka półkulę południową Kłęby dymu przykrywające horyzont, pomarańczowa poświata widoczna z odległości setek kilometrów. Zwęglone wraki samochodów zaparkowanych na ulicach i przed centrami handlowymi. Spalony ogród botaniczny i miejskie parki, a nawet ciała ofiar pośpiesznie przykryte plandekami i pozostawione na ulicy. Tak na fotografiach Javiera Torresa z Agence France-Presse, opublikowanych m.in. w „New York Timesie”, wyglądały okolice Valparaíso i miasteczko Viña del Mar, które traktowane są jako letnia
Spalanie świata
Utrzymanie wzrostu temperatury na poziomie 1,5 st. C jest celem nierealistycznym. Ale czy należy go porzucić? Choć na półkuli północnej panuje zima, i to jedna ze sroższych w ostatnich latach, refren typowy dla dziennikarskich depesz okresu letniego już zaczyna wybrzmiewać całkiem głośno. Dopiero co analitycy z NASA oficjalnie zaprotokołowali fakt oczywisty chyba dla wszystkich: rok 2023 był najcieplejszy, od kiedy prowadzone są systematyczne pomiary. Dla reportera klimatycznego styczeń oznacza też lato w Australii, z którym wiążą się
Człowiek gaśnica
Nikt nie obiecał polskim rolnikom tyle, ile Robert Telus. Szkoda, że minister nie dotrzymał słowa To nie poseł Konfederacji Grzegorz Braun, lecz on jako pierwszy w rodzimej polityce sięgnął po gaśnicę proszkową. – Tak właśnie gasimy pożary w polskim rolnictwie wywołane wojną na Ukrainie! – wołał w nagraniu z lata, rozpylając obficie dookoła proszek gaśniczy. Na internetowym kanale Rolnik Info filmik ten ma ponad 40 tys. wyświetleń. Na podobnych kanałach po kilkanaście tysięcy. Robert Telus był jednym z czterech






