Tag "Włochy"
Stabilność bez perspektywy
Rząd Giorgii Meloni urzęduje najdłużej w dziejach Włoch
Korespondencja z Rzymu
4 września 2026 r. w porcie w Bari Giorgia Meloni wraz z ministrami i działaczami Braci Włochów świętowała historyczny rekord. Tego dnia jej rząd przekroczył 1412 dni urzędowania i wyprzedził drugi gabinet Silvia Berlusconiego, pozostający u władzy od 11 czerwca 2001 r. do 23 kwietnia 2005 r.
To znaczące osiągnięcie w kraju od lat kojarzonym z polityczną niestabilnością, szczególnie w okresie tzw. Pierwszej Republiki (1948-1994). W rankingu najdłużej urzędujących gabinetów za rządem Meloni oprócz drugiego rządu Berlusconiego znajduje się jego czwarty rząd, który sprawował władzę przez 1287 dni. Kolejne miejsce zajmuje pierwszy gabinet Bettina Craxiego – 1093 dni.
Od 1946 r. Włochy miały 68 gabinetów, co pokazuje skalę politycznej rotacji. Rozdrobnienie sceny politycznej, kruche koalicje wielopartyjne, częste zmiany układów parlamentarnych i klientelizm sprawiały, że włoskie rządy utrzymywały się średnio przez ok. 14 miesięcy.
Gabinet Giorgii Meloni został zaprzysiężony 22 października 2022 r. Jego utrzymanie się przy władzy przez niemal cztery lata jest więc bez wątpienia wyczynem. Przy tym Meloni to pierwsza w historii Włoch kobieta stojąca na czele rządu. Ale czy sama stabilność wystarczy?
Meloni świętuje, Włosi nie
„Podczas gdy włoskie rodziny płacą z własnej kieszeni za niekompetencję tego rządu – mierząc się z rekordowo wysokimi cenami paliw, z kosztującymi niemal 30% więcej niż pięć lat temu artykułami spożywczymi i z rachunkami należącymi do najwyższych w Europie – Giorgia Meloni myśli wyłącznie o zmianie ordynacji wyborczej i przygotowaniach do swojej uroczystości w Bari. Głównym zmartwieniem w Pałacu Chigi są przygotowania do celebracji, podczas gdy dla Włochów najważniejsze jest opłacenie pełnego baku samochodu i zrobienie zakupów”, oskarżała sekretarz Partii Demokratycznej Elly Schlein, dodając: „Meloni świętuje, Włosi nie”.
Również lider Ruchu Pięciu Gwiazd Giuseppe Conte ironizował: „Są zbyt zajęci przygotowaniami do uroczystości w Bari i konstruowaniem ordynacji wyborczej, która pozwoli im przyspawać się do władzy. Oprócz rekordu długowieczności mają na koncie jeszcze jeden: to rząd, który najdłużej ignorował problemy Włochów”.
Dla liderów opozycji krytykowanie rządzących jest obowiązkiem, zwłaszcza w perspektywie zbliżających się wyborów. Obrońcy Meloni wskazują natomiast, że jej rządy przypadają na okres szczególnie trudnej sytuacji gospodarczej. Wojna w Ukrainie, wprowadzenie przez administrację Donalda Trumpa ceł, które uderzyły w ważne sektory włoskiego eksportu, szczególnie dotykając małe i średnie przedsiębiorstwa, napięcia na Bliskim Wschodzie, wojna z Iranem i zakłócenia żeglugi przez cieśninę Ormuz, wywołujące kolejne wzrosty cen energii i paliw oraz skoki inflacji. Jednocześnie nastąpiło spowolnienie gospodarcze w strefie euro, zwłaszcza w Niemczech, jednym z najważniejszych partnerów handlowych Włoch, ograniczając popyt na włoskie towary i hamując przemysł.
Mimo to Włochy nie weszły w recesję. Jak podają media, wzrost PKB utrzymywał się na poziomie ok. 0,6–0,8%, a deficyt budżetowy spadł z 8,1% do ok. 3,1% PKB, przybliżając kraj do wyjścia z unijnej procedury nadmiernego deficytu. Stabilność rządu Meloni okazała się gwarancją
Lokalny ruch oporu
Samorządy coraz istotniejsze na świecie
Matteo Lepore ma 45 lat, siwą brodę, okulary w okrągłych oprawkach, lewicowy rodowód ideologiczny oraz, od niedawna, kilkanaście gróźb śmierci na koncie. Na tyle poważnych, że po ulicach Bolonii, miasta, z którego pochodzi, w którym studiował i którym rządzi obecnie jako burmistrz, musi się poruszać w asyście policji. Wszystko z powodu zdecydowanej reakcji na wydarzenia z 18 lipca, kiedy na ulicy jego miasta zginął Abderrahim Fakir, 42-letni obywatel Maroka.
Przyczyny śmierci, a wcześniej zachowanie policji w chwili aresztowania Fakira pozostają nie do końca wyjaśnione, a dostępne w internecie nagrania pochodzące z różnych źródeł – zarówno amatorskie filmy świadków zajścia, jak i fragmentaryczne ujęcia z kamer na mundurach policyjnych – dają jedynie częściowy obraz sytuacji. Z jednoznacznymi osądami należałoby się wstrzymać do sekcji zwłok i końca dochodzenia. Tyle że w dobie informacji zawłaszczonej przez algorytmy to się nie uda.
Lepore zresztą sam nie chciał czekać i może tym naraził się przeciwnikom ideologicznym. Jego zwolennicy widzą w nim natomiast bohatera, który podjął stanowcze działania, bo tego wymagała racja stanu. Kłania się dzisiejszy modus operandi polityki, w której premiuje się szybkie ruchy zamiast refleksji. Co nie zmienia faktu, że Lepore dał przykład rzadkiej w dzisiejszym świecie publicznej odwagi.
Śmierć Fakira wzbudziła w Bolonii, bastionie włoskiej lewicy, mieście studenckim, ogromny niepokój. Mężczyzna, który we Włoszech przebywał legalnie – mieszkał tu od szóstego roku życia, przeszedł przez całą krajową ścieżkę edukacyjną, a pobyt zalegalizował poprzez małżeństwo z Włoszką – miał najpewniej epizod choroby psychicznej lub napad szału. Nie ma dowodów na to, że w chwili spotkania z dwójką policjantów był pod wpływem substancji aktywnych, choć już raz był skazany na siedem miesięcy za posiadanie narkotyków. Z tego powodu droga do włoskiego obywatelstwa mu się wydłużyła. Na nagraniach udostępnionych m.in. przez „Corriere della Sera”, Al-Dżazirę czy „The New York Timesa” widać go w drgawkach na krawężniku, ale jest też ujęcie, na którym dwóch policjantów siedzi na jego plecach i karku.
Każdy zobaczy tu, co chce. Aktywiści promigracyjni i lewica nadużycia ze strony mundurowych, działających w imieniu systemu, który Josephine de La Bruyère z „NYT” opisała jako „ustawiony przeciwko imigrantom”. Jeśli to przesada, to niewielka i niespecjalnie związana z konsekwencjami kryzysu migracyjnego ostatniej dekady. Włosi mają od zawsze arcydługą ścieżkę do obywatelstwa, nawet dla osób tu urodzonych, wychowanych i wyedukowanych. Rząd Giorgii Meloni jeszcze ten problem spotęgował, znacznie ograniczając możliwość dziedziczenia obywatelstwa.
Z kolei prawica dostrzega jedynie „zwykłych Włochów” wykonujących swoje obowiązki – jak policjantów określiła prawniczka. I w tym też jest sporo prawdy, bo Meloni niedawno przepchnęła przez parlament nowe zasady działania policji w kontakcie „z niewspółpracującymi jednostkami”. Klękanie na ich plecach wpisuje się w nowy kanon.
Burmistrz podburza
Dzień po śmierci Fakira dziesiątki tysięcy ludzi, głównie młodych, wyszło na ulice i place centrum historycznego Bolonii, protestując przeciwko agresji policyjnej. Rozpolitykowana stolica Emilii-Romanii ma tradycje takiego ruchu społecznego. Nawet starcia, w wyniku których ponad 60 mundurowych zostało rannych, nie są odstępstwem od historycznej normy. To, co wciąż unikatowe na skalę europejską, zwłaszcza dziś, to fakt, że do wyjścia na ulice wezwał ich właśnie Matteo Lepore. Teoretycznie można to uznać za cyniczną chęć zbicia kapitału politycznego na oddolnej energii. Ale w decyzji urzędującego burmistrza dużego miasta europejskiego, by zachęcić ludzi do manifestowania w obronie słabszych, jest coś więcej.
Po pierwsze, to polityczna odwaga,
Niewolnicy włoskich pól
Caporalato – system, który zabija
Wieczorem 1 czerwca na stacji benzynowej w Amendolarze, niewielkiej miejscowości we włoskiej Kalabrii, zatrzymała się furgonetka z pięcioma migrującymi robotnikami rolnymi. Chwilę później doszło do ataku.
Nagrania z monitoringu, opublikowane przez „Corriere della Sera”, pokazują dwóch mężczyzn podchodzących do pojazdu. Wlewają do środka łatwopalną ciecz, zamykają drzwi i podpalają samochód. Uwięzieni wewnątrz ludzie nie mają szans na ucieczkę. Trzech obywateli Afganistanu i jeden Pakistańczyk giną w płomieniach. Piąty mężczyzna przeżywa – udaje mu się wyskoczyć przez okno. W zeznaniu mówi, że wszyscy pracowali bez wynagrodzenia przy zbiorze truskawek.
Do ataku miało dojść po tym, jak zażądali wypłaty należnych pieniędzy od osób organizujących im pracę. Śledczy zatrzymali dwóch obywateli Pakistanu. Zostali oni zidentyfikowani jako tzw. caporali – nieformalni pośrednicy kontrolujący rynek pracy migrantów.
Premier Giorgia Meloni stwierdziła, że zabójstwa zszokowały Włochy. Dla osób od lat badających system pracy sezonowej w rolnictwie była to jednak kolejna, skrajna odsłona znanego mechanizmu.
Fabryka taniej pracy
Włoskie caporalato to jeden z najtrwalszych systemów nielegalnego pośrednictwa pracy w Europie Południowej. Opiera się na sieci caporali, pośredników, którzy rekrutują migrantów, organizują im transport, zakwaterowanie i zatrudnienie, za każdą z tych usług pobierając opłaty. W praktyce oznacza to całkowitą kontrolę nad pracownikiem.
Według danych związku zawodowego reprezentującego pracowników przemysłu rolno-spożywczego FLAI CGIL w niektórych regionach południowych Włoch jedynie ok. 30% migrantów pracujących w rolnictwie ma formalne umowy. Ale nawet w takich przypadkach część wynagrodzenia wypłacana jest „na czarno”. Reszta pracuje całkowicie poza systemem. Stawki sięgają często 2-3 euro za godzinę. Jednocześnie robotnicy płacą za transport, jedzenie i nocleg – usługi organizowane przez tych samych pośredników,
Najlepsze lody na świecie
Coraz więcej mistrzowskich receptur wychodzi spod ręki Polaków
Trudno o jednoznaczną odpowiedź na pytanie, kto wymyślił lody. Na pewno było to w czasach zamierzchłych. Pierwsze wzmianki dotyczące mrożonych deserów pojawiły się już w V w. p.n.e.! Klimat w ówcześnie licznie zamieszkiwanych regionach globu – starożytnej Grecji czy dawnej Persji – sprzyjał kulinarnym eksperymentom. Dlatego tworzono tam produkty przypominające dzisiejsze lody.
Historycy są dość zgodni, że kilka wieków przed naszą erą nastąpiło tzw. rzymskie optimum klimatyczne, charakteryzujące się ciepłymi oraz stabilnymi warunkami pogodowymi. Średnie temperatury w rejonie basenu Morza Śródziemnego były wtedy o ok. 2 st. C wyższe niż w chłodniejszych stuleciach naszej ery.
Tego lata temperatura w wielu krajach Europy bije rekordy. Sezon na lody trwa tu już zatem od wielu tygodni i wszystko wskazuje na to, że upały wyjątkowo go wydłużą.
Popyt na lody, zarówno wśród mieszkańców Europy, jak i turystów, od Lizbony po Helsinki, jest w tym roku wyjątkowo duży. Cieszy to producentów tego deseru, którzy już dzisiaj liczą niespodziewanie wysokie zyski. Ochota na schłodzenie tym, co najbardziej jakościowe cieszy szczególnie właścicieli włoskich gelaterii – lodziarni o tradycjach sięgających kilku pokoleń. Tym bardziej że to właśnie włoskie lodziarnie w rankingu prestiżowego internetowego przewodnika kulinarno-turystycznego TasteAtlas położyły światową konkurencję na łopatki.
Poziomki, lawenda i amaretti
Portal TasteAtlas gromadzący co roku informacje o tradycyjnych potrawach, lokalnych produktach oraz sprawdzonych restauracjach z całego świata wybiera na podstawie analizy komentarzy i recenzji online 100 najlepszych lodziarni.
W tegorocznym rankingu Włochy miażdżą konkurencję, zajmując… 44 pierwszych miejsc! Pierwsza rzemieślnicza lodziarnia spoza Półwyspu Apenińskiego pojawia się w zestawieniu dopiero na 45. pozycji! Szczyt podium okupują dwa włoskie, bardzo „lodowe miasta” – Rzym i Florencja.
Tytuł najlepszej lodziarni na świecie według TasteAtlas przypadł Gelaterii Fatamorgana w Rzymie, która otrzymała w rankingu 69 pkt. Wyrobów zwycięskiej firmy skosztować możemy w aż dziewięciu lodziarniach w stolicy Włoch – pięć z nich zlokalizowanych jest w ścisłym centrum. Gelateria Fatamorgana reklamuje swoje wyroby jako naturalne, wytwarzane ręcznie w wysoce innowacyjnym procesie produkcji. Działa na rynku już od 23 lat.
Które smaki słynnych lodów najbardziej przypadły do gustu rzymskim specom kulinarnym i turystom? O triumfie Fatamorgany zadecydowały: lody z poziomek z miasteczka Nemi z lawendą, lody brzoskwiniowe z winem, lody o smaku słynnego tortu Sachera, miks: mięta, żen-szeń i mleko migdałowe,
Święty Lucyferze, módl się za nami
Mamma mia, podróże kształcą, choć bywa, że poniewczasie. Gdybym to ja wiedział 40 lat temu, że mogę na bierzmowaniu obrać sobie takiego patrona, nikt by mnie od tego nie odwiódł. Ani twarda ręka ojca, któremu już wtedy nie było łatwo mnie złapać, a tym bardziej uderzyć bez narażenia się na szwank w szamotaninie, ani dyscyplinarne rozmowy z katechetami, ani groźba proboszcza, ani też presja świętoszkowatych ciotek – konsekrowanych dziewic rodzinnych, które skwapliwie doglądały czystości mojego ducha.
Owóż jako 14-latek miałem ducha utytłanego głównie brudnymi myślami, nałogowo odbywałem nieczyste praktyki toaletowe, a bunt wobec katolickich rytuałów wezbrał już we mnie do erupcji. Owszem, sakramentu nie odmówiłem, ale wyłącznie z powodu chciwości, albowiem kumple przekonywali mnie, że na imprezie rodzinnej dostaje się drogie prezenty, to jakby taka druga komunia, trzeba dać ramolom się wykazać. Dzieci rębaczy miały od rodziców obiecane składaki, a nawet kolarzówy, dzieci sztygarów nowiutkie Atari lub Commodore, poza tym rodzina „z Efu” miała z tej okazji przysłać obfity paket, no i każdy z gości przynosił w kopercie jakiś banknocik, należało tylko przekonać go, że jest się wystarczająco dojrzałym, aby przejąć hajs osobiście – wszak było się świeżym pomazańcem, co prawda mikro, na znak dojrzałości wiary.
40 lat temu mój świat dzielił się na fanów Republiki i Lady Pank, ja należałem do tej pierwszej grupy, wybrałem takie samo imię jakie ulubiony gitarzysta wybrał dla swojego syna. Poza tym historia oddania życia za drugiego człowieka w lagrze była jednak konkretna i poruszająca. Świętość tego gestu była dla mnie jasna i całkiem współczesna, wybrałem więc sobie za patrona Maksymiliana Kolbego, o jego żarliwym przedwojennym antysemityzmie z „Rycerza Niepokalanej” nie miałem wtedy pojęcia, a pewnie nawet gdybym miał, uznałbym, że śmiercią w bunkrze głodowym za to odpokutował. Mój bunt utonął więc pod falą oportunizmu, bo j
Czy bezpłatna plaża stanie się wkrótce luksusem?
Kilkaset osób w milczeniu wspina się stromą drogą prowadzącą przez wzgórza Parku Narodowego Arrábida. Nie niosą transparentów z hasłami wymierzonych w rząd czy deweloperów. Nie protestują przeciwko budowie autostrady, kopalni czy elektrowni. Mijają sosny, wapienne skały i zatoki, które od pokoleń są częścią krajobrazu południowej Portugalii. Wiedzą, że jeśli przegrają, miejsce to już nigdy nie będzie takie samo.
Na pierwszy rzut oka wygląda to jak lokalny spór o fragment ziemi. W rzeczywistości jest symbolem konfliktu, który rozlewa się po całej Europie. Coraz częściej mieszkańcy wychodzą na ulice nie po to, by walczyć o wyższe płace czy niższe podatki, lecz o prawo do korzystania z przestrzeni, która przez dziesięciolecia wydawała się wspólna.
Stawką jest plaża. Ta sama, na której uczyli się pływać jako dzieci, na którą przychodzili z rodzicami i spędzali letnie popołudnia. Dziś obawiają się, że to miejsce wkrótce stanie się częścią luksusowej inwestycji, a dostęp do niego przestanie być oczywisty.
To nie jest wyłącznie portugalska historia. Podobne protesty wybuchają od Atlantyku po Morze Egejskie. W Grecji mieszkańcy walczą z ekspansją prywatnych leżaków, w Turcji protestują przeciw komercjalizacji wybrzeża, w Hiszpanii sprzeciwiają się zabudowie linii brzegowej, a we Włoszech od lat trwa spór o to, czy plaże są jeszcze dobrem wspólnym, czy jedynie dochodowym biznesem.
Coraz częściej przedmiotem konfliktu nie jest samo morze. Chodzi o prawo, by w ogóle móc do niego dojść.
Ręce precz od Arrábidy!
Setki mieszkańców aglomeracji Setúbal protestowały 19 lipca przeciwko temu, co określają jako próbę prywatyzacji fragmentu wybrzeża Parku Narodowego Arrábida. Demonstracja odbyła się zaledwie kilka tygodni po tym, jak Portugalska Agencja Ochrony Środowiska (APA) przed sezonem letnim zapewniała, że „w Portugalii nie ma czegoś takiego jak prywatna plaża”. Jednak zdaniem protestujących rzeczywistość wygląda inaczej.
Marsz zorganizowany przez ruch obywatelski Deslarrrguem a Arrábida! (Ręce precz od Arrábidy!) zgromadził mieszkańców, ekologów oraz polityków różnych ugrupowań. Ich sprzeciw to odpowiedź na działania spółki Palácio da Comenda – właścicieli posiadłości Herdade da Comenda, która domaga się uznania, że tereny graniczące z ujściem rzeki Sado – wraz z plażami Rasca, Comenda, Rainha, Maria Esguelha i Albarquel – powinny zostać uznane za własność prywatną, a nie część publicznej domeny morskiej.
Spór nie dotyczy wyłącznie plaż. Mieszkańcy protestują przeciw stawianiu ogrodzeń, zamykaniu tradycyjnych dróg prowadzących nad morze oraz próbom przejęcia drogi miejskiej nr 1056. „Protestujemy przeciw zamknięciu dostępu publicznego, budowie ogrodzeń i zamiarowi właścicieli Herdade da Comenda,
Włochy jak Karaiby
Kiedy upalne lato przestaje być rajem
Korespondencja z Rzymu
– O Boże, do Europy nadciąga karaibski klimat… Ale na Karaibach od dawna żyją w takich warunkach i jakoś sobie radzą. My też się do tego przyzwyczaimy, nie umrzemy – stwierdził przewodniczący włoskiego Senatu Ignazio La Russa, komentując falę upałów, która pod koniec czerwca objęła znaczną część Europy i mocno dotknęła Półwysep Apeniński. Słowa drugiej osoby w państwie wywołały burzliwą dyskusję. Dla jednych były wyrazem zdrowego rozsądku, dla drugich – niebezpiecznym uproszczeniem. Krytycy podkreślali, że zmiany klimatu to nie tylko wyższe temperatury, ale i susze, gwałtowne burze, pożary oraz rosnące straty gospodarcze.
Liczby nie pozostawiają wątpliwości – czerwcowa fala upałów miała historyczną skalę. Choć pierwsza połowa miesiąca była chłodniejsza, w drugiej temperatury w wielu regionach przekraczały normę o 7-9 st. C. W Mediolanie i Turynie padły rekordy czerwca – niemal 38 st.
30 czerwca aż 25 włoskich miast objęto najwyższym stopniem ostrzeżenia przed upałami – bollino rosso. Czerwony alert ogłaszany jest, gdy ekstremalne temperatury utrzymują się przez kilka dni i nocy, stwarzając zagrożenie dla całej populacji.
To najwyższy poziom w czterostopniowym systemie ostrzeżeń Ministerstwa Zdrowia. I rzeczywiście w wielu miejscach również noce pozostawały wyjątkowo gorące, uniemożliwiając organizmowi regenerację.
Rekordowe zużycie energii przez klimatyzatory przeciążyło sieć elektroenergetyczną. W Turynie, Mediolanie i Neapolu doszło do lokalnych blackoutów. Jednocześnie temperatura mórz otaczających Włochy osiągała 27-28 st., miejscami nawet o 6 st. przekraczając średnią sezonową.
Ekstremalne temperatury odnotowano w całej Europie. W hiszpańskim Andújar 45,1 st. C, w Bordeaux 42 st., w Rzymie ponad 40 st., w Czechach 40,6 st., w Niemczech 41,5 st., a w Polsce – w Słubicach – 40,5 st., najwyższą temperaturę w historii oficjalnych pomiarów. Według Światowej Organizacji Zdrowia w ciągu jednego tygodnia fala upałów mogła się przyczynić do ponad 1,3 tys. zgonów.
Klimatolodzy podkreślają, że jeszcze pół wieku temu tak silna fala gorąca już w czerwcu byłaby niemożliwa. Dziś wyzwaniem jest więc nie samo przyzwyczajenie się do wyższych temperatur, lecz dostosowanie miast, ochrony zdrowia, energetyki i gospodarki do nowej rzeczywistości klimatycznej.
A to dopiero początek
Przed nami jeszcze sierpień, który budzi coraz większe obawy. Włosi analizują już dane z ubiegłego roku i tworzą nową klasyfikację. Raport Krajowego Systemu Ochrony Środowiska (SNPA) pokazuje, że 2025 był kolejnym rekordowo ciepłym rokiem i zapowiedzią tego, z czym kraj zmierzy się w 2026. To,
Narodowa przyszłość Włoch
Do niedawna remigracja była hasłem skrajnej prawicy. Dziś wkracza do głównego nurtu polityki europejskiej
Korespondencja z Włoch
W dniach 13-14 czerwca br. w Rzymie odbył się kongres założycielski partii Futuro Nazionale (Przyszłość Narodowa), stworzonej przez byłego generała i eurodeputowanego Roberta Vannacciego. Obrady zorganizowano w Auditorium della Conciliazione, nieopodal Watykanu. Ugrupowanie liczy już, według własnych danych, ponad 100 tys. członków.
Podczas kongresu Vannacci ostro zaatakował włoski establishment. Zwolenników swojego ruchu nazwał „szumowinami i wyrzutkami, dziećmi niczyimi”, podkreślając, że właśnie z takich ludzi chce budować nową elitę polityczną.
Centralny punkt programu Futuro Nazionale to kwestia imigracji: całkowite jej zatrzymanie oraz tzw. remigracja, rozumiana jako deportacja nielegalnych migrantów i przestępców, a także odbieranie obywatelstwa i wydalanie osób uznanych za niezasymilowane kulturowo. Partia odwołuje się do tradycji rzymskiej i chrześcijańskiej, głosi hasło „Włochy dla Włochów”, sprzeciwia się ideologii gender i kulturze woke, opowiada się za ochroną tradycyjnej rodziny oraz rewizją części polityk Unii Europejskiej, nie kwestionując jednak członkostwa Włoch w strefie euro. Vannacci zakwestionował natomiast sens wprowadzenia do włoskiego prawa odrębnego przestępstwa kobietobójstwa (femminicidio).
W wywiadzie telewizyjnym dla Lilli Gruber powiedział: „Moi towarzysze to odpady z innych partii. Chcę »Parszywej dwunastki«”, robiąc z tytułu kultowego filmu symbol swojej formacji – ugrupowania ludzi gotowych do bezkompromisowej walki politycznej.
Powstanie Futuro Nazionale wywołało napięcia w obozie rządzącym. Do partii przeszli politycy Ligi i Forza Italia, a jej doradcą został były burmistrz Rzymu Gianni Alemanno. Według sondażu Ipsos z 28 czerwca 2026 r. ugrupowanie uzyskało 6% poparcia, wyprzedzając Ligę (5,6%).
Nieprzypadkowo równolegle z kongresem Futuro Nazionale 13 czerwca odbył się w stolicy ogólnokrajowy marsz pod hasłem „Remigracja”. Jego organizatorem był Komitet Remigracja i Odzyskanie, kierowany przez Lucę Marsellę, związanego z neofaszystowskim ruchem CasaPound. Wielu komentatorów uznało to za symboliczny moment wejścia idei remigracji do głównego nurtu włoskiej debaty politycznej. Uczestnicy domagali się przyjęcia obywatelskiego projektu ustawy przewidującego masowe deportacje nielegalnych migrantów, dalsze ograniczenie migracji oraz system zachęt finansowych dla cudzoziemców, którzy dobrowolnie opuszczą Włochy. Według organizatorów w marszu uczestniczyło ponad 10 tys. osób, policja szacowała frekwencję na ok. 4 tys. Demonstracji towarzyszyły okrzyki „Duce, Duce!”, saluty rzymskie oraz symbolika kojarzona z włoskim faszyzmem.
W tym samym czasie ulicami Rzymu przeszła kontrmanifestacja antyfaszystowska. Kilka tysięcy działaczy organizacji lewicowych, związków zawodowych i ruchów studenckich protestowało przeciwko rasizmowi i deportacjom, skandując m.in. hasło „Fuck Remigration!”.
Samobójstwo ofiarne
Dlaczego Włochy i Europa znalazły się w tym punkcie? Aby to zrozumieć, trzeba się cofnąć o kilkanaście lat i przypomnieć wydarzenie, które dla współczesnej europejskiej skrajnej prawicy stało się momentem przełomowym.
21 maja 2013 r. Dominique Venner wszedł do paryskiej Katedry Notre Dame, położył na ołtarzu list pożegnalny i w obecności zwiedzających strzelił sobie w głowę. Katedrę natychmiast ewakuowano. W pozostawionym liście Venner napisał: „Odbieram sobie życie, aby obudzić uśpione sumienia. Buntuję się przeciwko nieuchronności losu. Występuję przeciwko truciznom zatruwającym duszę oraz przeciwko wszechogarniającemu indywidualizmowi, który niszczy fundamenty naszej tożsamości, przede wszystkim rodzinę
Meloni w impasie
Między Trumpem, Europą i kryzysami
Korespondencja z Rzymu
Jeszcze dwa lata temu Giorgia Meloni wydawała się politycznym fenomenem Europy. Liderka włoskiej prawicy, wyrosła z tradycji postfaszystowskiej, dokonała czegoś, co wielu uznawało za niemożliwe: zachowała wiarygodność w oczach własnego elektoratu, a jednocześnie zdobyła zaufanie Brukseli, rynków finansowych i zachodnich partnerów. A była przy tym wierną sojuszniczką Donalda Trumpa i koniem trojańskim ruchu MAGA w Europie. Mówiła, że buduje most między UE a USA. Pokazała, że radykalna prawica może przejść drogę od protestu do odpowiedzialnego rządzenia.
Dziś, niespełna rok przed wyborami, premier Włoch wchodzi w najtrudniejszą fazę rządów. Nie dlatego, że opozycja się zjednoczyła i odzyskała siłę. Dlatego, że skończyły się okoliczności, które sprzyjały Meloni. Teraz stoi ona w obliczu kryzysu gospodarczego, geopolitycznego i finansowego, a kumulacja tych problemów może się okazać trudniejsza niż jakakolwiek kampania wyborcza. Choć premier może się pochwalić znaczącymi osiągnięciami – jest pierwszą kobietą w historii Włoch, która zasiadła w Pałacu Chigi, a jeśli dotrwa do końca kadencji, jej rząd pobije rekord długowieczności – to za mało, by spokojnie myśleć o drugiej kadencji.
Pierwsze sygnały ostrzegawcze pojawiły się w polityce wewnętrznej. Ogólnokrajowe referendum konstytucyjne z 22 i 23 marca 2026 r. okazało się dla rządu bolesnym ciosem. Włosi odrzucili forsowaną przez gabinet reformę wymiaru sprawiedliwości. Przeciwko zmianom opowiedziało się 53,6% głosujących, a frekwencja sięgnęła niemal 59%, co nadało wynikowi szczególną wagę. Przeciw reformie głosowali masowo młodzi Włosi z pokolenia Z, a także ok. 15% wyborców prawicy.
Porażka referendalna zachwiała wizerunkiem pani premier jako niepokonanej i wywołała napięcia w obozie rządzącym. Bezpośrednio po referendum doszło do serii wstrząsów politycznych. W ministerstwie sprawiedliwości ze stanowisk odeszli wiceminister Andrea Delmastro oraz szefowa gabinetu ministra Carla Nordia Giusi Bartolozzi, oboje zamieszani w poważne skandale. Do dymisji, wymuszonej przez Meloni, podała się również minister turystyki Daniela Santanchè, wobec której trwa proces dotyczący defraudacji i oszustw podatkowych. Jeszcze niedawno cała trójka, należąca do najbliższego kręgu Meloni, wydawała się politycznie nietykalna. Choć oficjalnie decyzje te wiązano z prowadzonymi postępowaniami, komentatorzy wskazywali, że były przede wszystkim rachunkiem za przegrane referendum i próbą ratowania wizerunku rządu.
Giorgia Meloni odrzuciła wezwania do ustąpienia ze stanowiska i zapowiedziała, że rząd będzie kontynuował pracę do końca kadencji. Referendum stało się jednak pierwszym tak wyraźnym znakiem, że jej polityczna dominacja zaczyna słabnąć.
Odłożony upadek
Choć wynik referendum dodał energii rozproszonej wcześniej opozycji, a liderzy ugrupowań centrolewicowych uznali go za dowód malejącego poparcia dla Meloni, nie przełożyło się to na wyniki wyborów administracyjnych 25 i 26 maja. Głosowanie na burmistrzów i radnych odbyło się w niemal 900 gminach, w tym w 20 stolicach prowincji, m.in. w Wenecji, Reggio Calabria, Salerno i Arezzo. Opozycja nie odniosła spektakularnego sukcesu, ale obóz rządzący również nie potwierdził swojego prymatu. Bilans można określić jako polityczny remis.
Najbardziej znamienne było głosowanie w Wenecji, która pozostaje bastionem prawicy mimo kontrowersji wokół najważniejszych instytucji kulturalnych miasta. Spory wewnątrzrządowe związane z decyzją o otwarciu pawilonu rosyjskiego podczas Biennale Sztuki, którą podjął prezes Pietrangelo Buttafuoco








