Tajemnica notatki Macierewicza

Tajemnica notatki Macierewicza

Nangar Khel – żołnierze niewinni. Więc kto jest winien?

Sąd uniewinnił żołnierzy, którzy ostrzelali afgańską wioskę Nangar Khel. Ogłaszając wyrok, sędzia płk Mirosław Jaroszewski mówił, że materiał zgromadzony przez prokuraturę nie pozwala udowodnić winy. Wiemy więc, że z rąk polskich żołnierzy zginęło sześć niewinnych osób. Kobiety i dzieci. Ale nie wiemy dlaczego. Jeśli zaś był to błąd w sztuce wojennej, nie wiemy, kto za niego był odpowiedzialny.
Po wyroku polskich polityków ogarnęła szczególna radość. Minister obrony Bogdan Klich stwierdził, że obroniony został honor polskiej armii. A były szef MON Radosław Sikorski napisał na Twitterze, że Rzeczpospolita dba o swoich obrońców. Te propagandowe okrzyki lepiej przyjąć z rozwagą. I Klichowi, i Sikorskiemu zależy na popularności w armii, więc oczywiste jest, że występują z tego typu gestami. Jednak cenniejsze byłoby, gdyby sprawę Nangar Khel przeanalizowano jeszcze raz. Z materiałów, które zostały ujawnione, wynika bowiem jednoznacznie, że choć sprawę ostrzału wioski możemy uznać za nieszczęśliwy wypadek, to wcześniej czy później podobnego incydentu można było się spodziewać.
W polskim kontyngencie panowały bowiem chaos i nerwowa atmosfera, niesprzyjające sprawnemu działaniu. A przede wszystkim nie działały służby, które powinny były zabezpieczać działania żołnierzy. Mówił o tym w sądzie dowódca feralnego patrolu – że kontrwywiad wojskowy w Afganistanie pozostawił żołnierzy bez podstawowych informacji.
Wyszło na jaw, że Służba Kontrwywiadu Wojskowego, którą budował, po rozwiązaniu WSI, Antoni Macierewicz, była w polskiej bazie w stanie szczątkowym. Że oficer SKW nie wychodził poza teren bazy, więc jego wiedza o obszarze działań polskich żołnierzy była znikoma. Znikome były jego kontakty z przedstawicielami amerykańskich służb. Jest to o tyle znamienne, że wcześniej, w czasach WSI, te kontakty były bardzo owocne i pomagały polskim żołnierzom.
O tym, że rola służb wywiadu i kontrwywiadu oraz pozycja ich oficerów w sztabie połączonych sił jest istotna dla bezpieczeństwa żołnierzy, pisać nie trzeba. Warto jednak porównać dwie misje – iracką i afgańską. W Iraku przyszło nam sprawować dowództwo nad całą prowincją. I mimo to misja w tym kraju przeszła stosunkowo spokojnie. Bez większych ofiar. Wojska w Afganistanie miała ochraniać nowa służba. I szybko okazało się, jak jest do tego nieprzygotowana.
Świadczy o tym dokument, który ujawnił minister Klich. Jest to notatka szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego Antoniego Macierewicza, skierowana na ręce ministra obrony Aleksandra Szczygły. Notatka, napisana 20 sierpnia 2007 r. (ostrzelanie Nangar Khel miało miejsce rankiem 16 sierpnia), de facto „ustawiła” całą sprawę. To najprawdopodobniej na jej podstawie minister mówił o „durniach, którzy strzelali do cywilów”. I że nie jest za to odpowiedzialny.
Mówił tak, notatka bowiem prezentowała sprawę jednoznacznie – że oddział żołnierzy samowolnie ostrzelał wioskę, by zemścić się za wcześniejszy atak na konwój. Takie tezy sformułował oficer SKW, który nie wychodził z bazy.
By sprawę lepiej sobie wyobrazić, warto przypomnieć atmosferę tamtych dni sierpnia 2007 r. To w tamtym czasie PiS „reformowało” polskie Siły Zbrojne. Oficerowie rozwiązanej służby WSI czekali na weryfikację, ich miejsce zajmowali nowi ludzie, przyjmowani przez Antoniego Macierewicza. Często po 16-dniowych kursach. Armia była podejrzana, doszukiwano się w niej wpływów SLD i PO.
Na to nałożył się ewidentny konflikt między oficerem SKW a dowódcą bazy w Afganistanie. W historii polskiego wojska konflikty między dowódcą a szefem jego komórki bezpieczeństwa wewnętrznego (Informacja, WSW) zdarzały się bardzo często. Dowódcom nie podobało się, że służby werbują im podwładnych, zbierają kompromitujące informacje i węszą. Ta niechęć – można wysnuć wniosek – musiała być szczególnie silna w Afganistanie.
Bo jeżeli oficer SKW nie opuszczał bazy, oczywiste było, że nie zbierał informacji dotyczących bezpieczeństwa, potrzebnych dowódcy. Że nie informował, która wioska jest przyjazna, a która nie, jak wyglądają siły talibów. Za to zbierał informacje mogące obciążyć oficerów i żołnierzy. W swoim przekonaniu czuł się pewnie panem sytuacji, zwłaszcza że stał za nim wpływowy wiceminister. Który podkreślał, że przychodzi „nowe”, że mija czas „starej” armii.
Apogeum tej sytuacji nastąpiło po wydarzeniach w Nangar Khel. Tę sprawę badały na miejscu Żandarmeria Wojskowa i prokuratura. Raportu zażądali dowódcy wojsk operacyjnych i lądowych. We wszystkich przypadkach wydarzenie uznano za nieszczęśliwy, niezawiniony wypadek. Grupa ostrzeliwała bowiem granatami moździerzowymi wzgórza, gdzie kryli się obserwatorzy talibów, wystrzeliła 24 granaty, z których cztery spadły na przysiółek wioski. Logicznie rzecz biorąc, gdyby chciała ostrzelać wioskę, proporcje strzałów celnych i niecelnych byłyby odwrotne.
Ale dopiero notatka Macierewicza odwróciła bieg wydarzeń. Kontrwywiad stał się ważniejszy niż dowódca. Warto sprawdzić, czy o to chodziło.

Wydanie: 24/2011

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy