Takie jest życie

Takie jest życie

Wokół ludzi, o których wiadomo, że zarabiają pieniądze w sposób przestępczy, powinniśmy wytworzyć całkowitą pustkę.

Łapownictwo, zwane także przekupstwem lub korupcją, jest przestępstwem polegającym na przyjęciu przez osobę pełniącą funkcje publiczne korzyści majątkowej lub osobistej – bądź oferowaniu takiej korzyści – w zamian za dokonanie czynności urzędowej lub bezprawnej. Taką jednoznaczną definicję można znaleźć w wielu encyklopediach i podręcznikach. I bodaj tylko w książkach, bo w życiu bywa różnie i samo słowo “przestępstwo”, w odniesieniu do pospolitych form korupcji z trudem przychodzi nam na myśl. Jakże często, w sytuacjach codziennych, nawet odrażające formy łapownictwa kwitujemy zgoła niewinnym stwierdzeniem “c’est la vie”?…
Zabawne onegdaj powiedzonko, iż w Polsce tylko ryby nie biorą, nikogo dziś nie śmieszy. I nic dziwnego, bo to już nie jest dowcip. Nieomal każda gazeta codzienna i każde publiczne wystąpienie ministra sprawiedliwości dostarczają dowodów, że tam, gdzie dają, to biorą, a gdzie biorą, to dają. Oczywiście, wyłącznie tzw. czarne owce, ale przecież zdarzają się one wszędzie: wśród urzędników i petentów, polityków i samorządowców, lekarzy i pacjentów, nauczycieli i uczniów, księży i wiernych, groźnych gangsterów i bogobojnych obywateli. Zasadne są podejrzenia, że występują one także wśród stróżów prawa i bezpieczeństwa publicznego, a więc m.in. policjantów, celników, komorników, sędziów i prokuratorów, nawet wśród funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego czy Urzędu Ochrony Państwa! A skoro tak, to czegóż doprawdy wymagać od zwykłych doradców jakiegoś wojewody na Śląsku czy podrzędnego urzędnika w olsztyńskim wydziale zagospodarowania przestrzennego? Wszak niedawno temu koła zbliżone do Banku Światowego usiłowały upowszechnić informację, jakoby za umówioną kwotę można było zakupić określone usługi nawet w polskim parlamencie! Na szczęście, to wyjątkowo haniebne pomówienie nigdy nie zostało potwierdzone, ale nie pamiętam także, aby zostało kiedykolwiek publicznie odwołane…
Przekupstwo jest stare jak świat. Judasz za 30 srebrników wydał Pana Jezusa, potem się powiesił, ale to rzadki przypadek wyrzutów sumienia. Caryca Katarzyna przekupywała naszych magnatów, a oni sami innych rodaków. Za pieniądze zdradzano Boga, Ojczyznę i Rodzinę nie tylko w naszym kraju. W bagnie korupcji pogrążył się niejeden naród i niejedna rewolucja społeczna. To wszystko prawda. Ale to jeszcze nie powód, aby przymykać oczy na fakt, że pospolite łapówkarstwo pleni się w Polsce bezkarnie. Opróżnia nam nie tylko kieszenie, ale infekuje także nasze mózgi i serca, bo chyba nigdy jeszcze indywidualne i zbiorowe myślenie Polaków nie było w takim stopniu podporządkowane mamonie.
Czy można mieć nadzieję, że ta zatrważająca sytuacja zmieni się kiedyś na lepsze? Rzecz jasna, uczciwych obywateli jest w Polsce zdecydowana większość, jednak niewiele z tego faktu wynika. Pozbawiona skrupułów mniejszość okazuje się, niestety, bardziej wpływowa i głośna. To ona, jak sądzę, skutecznie lansuje klimat przyzwolenia dla swoich aferalnych wyczynów i wybujałych ambicji materialnych. To ona głosi swoisty kult pieniądza, który “non olet” i pogardę dla szlachetnej, choć czasem bardzo ubogiej przyzwoitości. Bezmyślnie lub bezradnie sprzyjają temu zarówno media publiczne, jak i klasa polityczna, bo posiadaczy podejrzanych fortun łatwo podziwiać można na ekranach telewizorów i spotkać na najlepszych salonach. Najczęściej występują tam oni przy okazji spektakularnych wydarzeń, w swej ulubionej roli hojnych sponsorów i szlachetnych dobroczyńców. Tam zabiegają o społeczne uznanie, aby upudrować swe prawdziwe oblicze w majestacie interesu publicznego, władzy państwowej czy akcji humanitarnej. Czynią to na ogół z wielkim powodzeniem – za parę złotych ofiarowywanych na jakiś podupadły szpital, szkołę czy kampanię wyborczą upatrzonego kandydata, zyskują wpływowych przyjaciół wśród polityków i urzędników, a w ślad za tym nowe możliwości działania. I to jest ich bardzo wymierny sukces, a wielka klęska naszej demokracji. Wokół ludzi, o których wiadomo, że zarabiają pieniądze w sposób przestępczy lub na pograniczu prawa, powinniśmy wytworzyć całkowitą pustkę – na salonach politycznych, w teatrze i w kościele. Pełna społeczna anatema wobec każdej postaci łajdactwa to byłby najbardziej skuteczny sposób na zahamowanie korupcji i przestępczości. Pod tym względem powinniśmy się chyba uczyć co nieco od innych. Niedawno, jak poinformowała prasa, pewien niemiecki minister utracił stanowisko tylko dlatego, że jego szwagier w podejrzany sposób uzyskał intratne zlecenie na roboty budowlane. Gdyby u nas za takie drobiazgi dymisjonowano dygnitarzy, to kolejki w urzędach pracy znacznie by zyskały na atrakcyjności.
Niewiele da nam natomiast powoływanie urzędowych molochów do walki z korupcją – o czym marzą koledzy na prawicy – i takie strachy na lachy, jakie uprawia pan minister L. Kaczyński. Prawdziwi przestępcy tak się tym jego pokrzykiwaniem wystraszyli, że zaczynają uciekać nawet z zakładów karnych, a prokuratorom i sędziom wszystko leci z rąk i uciekają terminy procesowe. Sam pan minister przyznaje, że o blamażach prokuratury i bałaganie w resorcie częstokroć dowiaduje się z gazet. Trzeba z tego wnioskować, że z tych samych źródeł informacji korzysta także UOP i minister Pałubicki. Ale ten drugi przynajmniej milczy, jakby w poczuciu zażenowania. Natomiast minister sprawiedliwości ledwo zajrzał “do rury” i od razu zapowiedział surowe represje. Ten styl sprawowania urzędu przypomina rosyjską kreskówkę o wilku i zającu – każdy odcinek kończy się krewkim zawołaniem bohatera: “Nu zajac, pagadi!”.
Przy okazji podobnych maskarad ucieka też czas premierowi Buzkowi. Wizja nowego ładu, jaką nakreślił w exposé przed kilkoma laty, wciąż pozostaje marzeniem. Koniec kadencji za pasem, a sukcesów ciągle jak na przysłowiowe lekarstwo (przepraszam, to chytra niefortunna metafora, bo i lekarstw ostatnio zabrakło). Co więcej, na wszystkie strony rozbiegli się też niedawni koledzy partyjni i sojusznicy pana premiera, w poszukiwaniu nowego miejsca na scenie politycznej.
Czy w takich okolicznościach można skutecznie walczyć z szalejącą korupcją? Owszem, ale tylko pod warunkiem, że zmienimy gruntownie nasze własne podejście do łapownictwa. Jeśli nie, to żadna władza nigdy się z tą plagą nie upora. Dlatego proponuję, abyśmy naprawę Rzeczypospolitej rozpoczęli natychmiast od samych siebie – nie próbujmy nigdy nikogo przekupywać, nie dajmy się sami przekupić i nie okazujmy wyrozumiałości dla tych, którzy robią jedno albo drugie. To na początek.

Wydanie: 6/2001

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy