Takiego porwania nigdy się nie zapomni

Takiego porwania nigdy się nie zapomni

Tylko w 1981 r. aż 10 razy uprowadzano polskie samoloty pasażerskie

Jerzy Dziewulski

Lata 80. w Polsce to czas, gdy brutalne porwania samolotów były na porządku dziennym. (…) Zdarzało się, że porywacze podpalali pokład samolotu, wieszali pasażerów na skórzanych paskach, a nawet podcinali im gardła. W tamtym czasie ziemią obiecaną było lotnisko Tempelhof, położone niecałe 4 km od centrum Berlina. (…) Natężone uprowadzanie samolotów LOT-u przypada na okres w okolicy stanu wojennego. Tylko w 1981 r. aż 10 razy porywano polskie samoloty pasażerskie, co miało stanowić aż 27% wszystkich porwanych na świecie w tamtym roku!

Opowiedzmy o najsłynniejszym porwaniu, w którym brałeś udział. (…)
– Pamiętam jak dziś, że to był wtorek 22 września 1981 r. W pracy siedzę od ósmej rano. Do 14 ostro ćwiczymy z chłopakami odbijanie ludzi z rąk terrorystów. (…) Później przez dwie godziny siedzę nad papierami. Czas szybko zlatuje, a zegar w końcu pokazuje szesnastą. Pakuję swoje rzeczy, wychodzę z pracy, wsiadam do samochodu i wracam do domu. Zapowiada się spokojne popołudnie. (…)

Około 19 w chałupie zaczyna mi dzwonić telefon. (…) Z przyspieszonym biciem serca podnoszę słuchawkę i dyżurna z Okęcia informuje mnie o tym, że kontrola ruchu lotniczego zgłasza uprowadzenie samolotu. Myślę sobie: „Kontrola ruchu? Pewnie Katowice, Kraków albo Wrocław. Jak zwykle…”. Dopytuję, czy już wie, o który konkretnie samolot chodzi. Jeszcze nie wiedziała. „Słuchaj, muszę mieć potwierdzenie – co to za samolot, skąd leci i jakie oczekiwania mają porywacze!”. Nie rozłączam się. Z drugiego telefonu dyżurna dzwoni bezpośrednio do kontroli ruchu lotniczego. Rozmawia i słyszę, jak krzyczy: „O kurwa!”. Nie jest dobrze. Słowo „kurwa” w ustach dziewczyny, która nigdy nie przeklina, jest złym znakiem.

Co ustala dyżurna?
– Kończy rozmowę z kontrolą lotów i mówi: „Szefie, kurwa, to nasz samolot!”. „Jak to nasz?!” „No nasz! To jest ostatni samolot, który dzisiaj odlatywał z Warszawy do Słupska! On jest uprowadzony”. „Skąd leci? Gadaj szybko!”. I w tym momencie czuję się, jakby ktoś walnął mnie czymś ciężkim w głowę. Słyszę: „Szefie, on leci od pana z Warszawy! (…). Z niedowierzaniem odkładam słuchawkę. Poziom adrenaliny sięga zenitu. (…) Szybko się ubieram, wskakuję do swojego audi, wrzucam koguta na dach i ruszam na bombie przez miasto. (…) Przed samym lotniskiem zatrzymuję rozpędzony wóz. (…)

Trzeba było się dowiedzieć po drodze, używając krótkofalówki.
– No coś ty, o krótkofalówce to ja mogłem wtedy tylko pomarzyć! Docieram na miejsce. Okazuje się, że zaraz po moim telefonie dyżurna Ala ogłosiła alarm. Dzięki temu na miejscu zastaję ludzi ubranych w kamizelki, uzbrojonych po zęby. „Jak sytuacja?” – pytam. „Szefie, melduję, że jesteśmy gotowi!”. Biegnę do stanowiska dowodzenia. Chwytam za telefon i wykręcam numer Ali. Niestety, dyżurna nie odbiera. Chwytam za radiostację i krzyczę: „Ala, odbierz pilnie telefon!”.

Nie szkoda było czasu? Od razu przez radiostację mogłeś jej wszystko powiedzieć.
– Bzdura. Gdybym mówił przez radiostację, ktoś niepowołany mógłby to usłyszeć! Dzwonię raz jeszcze do Ali. Jeden sygnał, drugi. Ala, odbierz w końcu! W tym momencie po drugiej stronie słyszę jej głos. Matko, jak dobrze! „Ala, jak wygląda sytuacja?!”. „Szefie, kurwa, on leci do nas!”. „Kto jest kapitanem?”. Kiedy pada nazwisko kapitana, nieco się uspokajam. „Spokojnie, on wie, co robić. Posłuchaj mnie teraz, Ala, uważnie! Do ciebie należy jedna rzecz. Poinformuj o wszystkim dyżurnego miasta. Muszą nam dać pełne wsparcie – karetki pogotowia i wsparcie straży pożarnej. Uruchom cały system”. (…) Błyskawicznie zbieram ludzi. Prowadzę odprawę. Na mój ryj – za przeproszeniem – spada cała odpowiedzialność za to, co się za chwilę wydarzy.

Fragmenty książki Jerzego Dziewulskiego i Krzysztofa Pyzi, Jerzy Dziewulski o polskiej policji, Prószyński i S-ka, Warszawa 2017

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 24/2017, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Wydanie: 24/2017

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy