Telewizja grzeszników

Telewizja grzeszników

Kto jest bez grzechu wobec mediów publicznych, niech włączy telewizor. To pytanie kieruję do jednej, bardzo określonej grupy zawodowej. Do polityków. Niewielu jednak będzie mogło powiedzieć: nie zgrzeszyłem, bo nigdy nie grzebałem przy mediach publicznych. Grzebali niestety wszyscy. Od lewicy po prawicę. I tak im to weszło w nawyk, że trudno liczyć na samoograniczenie. Sytuacja, w jakiej znalazły się te media, przypomina kwadraturę koła. Z jednej strony, są one całkowicie zależne od polityków, a z drugiej, tylko politycy mogą doprowadzić do odpolitycznienia telewizji publicznej i polskiego radia. By tak się stało, politycy musieliby sami sobie odebrać władzę nad mediami. Bardzo trudno w to uwierzyć, bo praktyka do tej pory była taka, że zapowiedzi odpolitycznienia mediów często wygłaszane przez polityków były w istocie zapowiedzią odebrania ich rywalowi i przekazania swoim. Czy teraz może być inaczej? Może, ale… Klucz do radykalnego zwrotu i faktycznego uspołecznienia mediów publicznych ma Lewica i Demokraci. Wobec klinczu, jaki jest między PO a PiS, to głosy LiD zadecydują o tym, czy i jakie będą zmiany w ustawie medialnej. Bez tych głosów nie da się ich skutecznie przeprowadzić. A skoro tak, to LiD stanął przed wyjątkową szansą wystąpienia w roli rzecznika interesów telewidza i radiosłuchacza. Stanie się tak, jeśli nie ulegnie pokusie udziału w nowym podziale medialnego tortu. A kuszenie LiD trwa. Robi to nie tylko rządząca koalicja, lecz także Prawo i Sprawiedliwość, które dla obrony zdobytych łupów jest gotowe układać się z każdym. Nawet z lewicowym diabłem. Tyle że gdyby to kuszenie okazało się skuteczne, posłowie lewicy musieliby chodzić kanałami.

PiS jest teraz najgorliwszym obrońcą status quo i z właściwą sobie bezczelnością krytykuje wszelkie próby odbicia telewizji i radia z łap swoich działaczy. Ma oczywisty partyjny interes w tym, by prezesi Urbański i Czabański trwali na funkcjach powierzonych im w czasie największego skoku na media, jaki zrobiła ponad dwa lata temu pani Kruk. Ta sama Elżbieta Kruk teraz jako wiceprzewodnicząca sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu broni niezależności mediów. I tak życie znowu przerosło kabaret.
A jakie są intencje PO? Wielu ekspertów uważa, że jej celem nie jest budowa silnych mediów publicznych, ale wręcz odwrotnie, osłabienie ich pozycji w interesie mediów komercyjnych. Drogą do tego ma być stopniowa likwidacja abonamentu, przekazanie samorządom ośrodków regionalnych i wreszcie sprywatyzowanie jak największej części TVP.
Dwuznacznie, choć cel mają jednoznaczny, zachowują się media komercyjne. Same nastawione na maksymalizację zysku i w takiej intencji produkujące własne programy, nieustannie krytykują niedostatki misji w telewizji publicznej. Mówią o braku misji, a myślą o ogromnym rynku reklamowym, który im TVP zabiera. Nie tylko myślą. Na wielu frontach lobbują na rzecz rozwiązań, które by skutecznie TVP zmarginalizowały. Często trafiają na podatny grunt, bo TVP nikt nie broni. A nie broni, bo prawie wszyscy mają do niej pretensje. I to bardzo często słusznie. Niezależnie od tej krytyki telewizja publiczna jest w Polsce potrzebna. Więcej, jest niezbędna. Oczywiście nie taka jak obecna. Ale taka, w której każdy program i każda audycja, także rozrywkowa, jest wartościowsza od tego, co oferuje komercja. Takie jest marzenie niejednego widza i słuchacza płacącego abonament, który chciałby być nie tylko konsumentem, lecz także szanowanym przez media publiczne partnerem.

Wydanie: 11/2008

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy