Zapomnijmy o pamięci

Zapomnijmy o pamięci

Jacek Kuroń – tak, brakuje mi go, lubiłem jego tubalną, wszechogarniającą empatię i polityczny instynkt, witalną moc inspirowania innych i umiejętność uruchamiania ich energii. Jacek od 15 lat nie żyje. Jan Karski – zrobił naprawdę wiele dla ratowania polskich, i nie tylko, Żydów w czasie II wojny światowej, sporządził raporty z wypraw do getta – innego, osobnego świata za murem, tuż obok ulic, gdzie tętniło polskie życie. Wcześniej jako urzędnik państwowy przygotowywał koncepcyjnie wysiedlenie Żydów z Polski. Właśnie powstał skwerek jego imienia w Paryżu.

Przywołałem akurat ich dwóch, żeby przez chwilę się zastanowić, po co nam ci wielcy zmarli, do czego nam ich życie w naszym życiu służy, w czym ma nam pomóc, co powiedzieć, czego sami nie wiemy, czego nauczyć, co pozostaje poza naszym doświadczeniem edukacyjnym. Nie wchodzę (no, może trochę wdepnę) w pompatyczno-triumfalno-rządowo-parlamentarne zaklinanie rzeczywistości i uczynienie roku 2020 rokiem Jana Pawła II. Wedle słów sejmowej uchwały, „Jego postawa, Jego nauczanie są głęboko wrośnięte w dzieje naszego narodu. Ojciec Święty nauczał, jak bardzo od uznania godności człowieka, od przestrzegania jego praw, od umiejętności dialogu i przebaczenia, od budowy ładu społecznego na prawdzie, wolności i sprawiedliwości, od szacunku dla każdego człowieka, od obrony każdego życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci, od poszanowania rodziny i naturalnej więzi międzyludzkiej, od budowania cywilizacji miłości, jak bardzo od tego wszystkiego zależą szanse społeczeństw i rozwój oraz pokój, zarówno wewnętrzny, jak i międzynarodowy”. I dalej: „Święty Jan Paweł II był człowiekiem pokoju i nadziei. Z niespotykaną pogodą i miłością, ale i niezwykłą siłą i pewnością wskazywał całemu światu, każdej wspólnocie, wszystkim ludziom, każdemu człowiekowi, jak życie czynić bardziej ludzkim. Uczył nas, że żadna wspólnota nie może przetrwać bez prawdziwej solidarności, ale także solidarność nie może istnieć bez miłości. Pamiętamy Jego słowa: Solidarność – to znaczy: jeden i drugi, a skoro brzemię, to brzemię niesione razem, we wspólnocie. A więc nigdy: jeden przeciw drugiemu. Jedni przeciw drugim. I nigdy »brzemię« dźwigane przez człowieka samotnie. Bez pomocy drugich”. Brrr… Tylko czworo posłów miało odwagę nie podnieść ręki podczas głosowania nad tą uchwałą. To Joanna Scheuring-Wielgus z partii Teraz!, Krzysztof Mieszkowski z Nowoczesnej oraz Krzysztof Brejza i Grzegorz Furgo z PO-KO. OKO.press (wszystkiego najlepszego z okazji trzecich urodzin!) zresztą podaje, że tych dwóch ostatnich miało jednak się pomylić…

Kiedy spoglądam na tych przypadkowych trzech mężczyzn, którzy dla bardzo różnych ludzi są ważni, a nawet dla wielu są i mogą być wskazywani jako wzorzec, czuję niepokój. Że to sami mężczyźni. Że glątwa o Wojtyle jest całkowitym pustosłowiem, że Kuroń zostawił po sobie wystarczająco dużo, by wiedzieć, co robić, że Karski w czytelny sposób niósł w sobie tragiczną sprzeczność i piękno wydźwignięcia się z niej. Że tak naprawdę odwracanie się w poszukiwaniu wzorców nazbyt często przysłania konieczność reagowania tu i teraz. To nie jest takie skomplikowane. Ale wolimy laurki, skwerki, lamenty, że ich nie ma, że niezastąpieni, że brakuje, że kto teraz, że jak to, że jak tamto, że ongiś to byli, a dzisiaj to nie ma.

I wtedy czytam o Pii Klemp, 35-letniej biolożce z Niemiec, która jest kapitanem morskim i, jak się szacuje, podczas rejsów ratunkowych statkiem „Iuventa” uratowała prawie tysiąc osób tonących w Morzu Śródziemnym, na granicy Europy (tej Europy, w której JPII „uczył nas otwartości, wyrozumiałości, ale i odwagi w obronie wartości chrześcijańskich, na których oparta jest Polska i Europa”). Jej statek został w 2017 r. zajęty przez władze w porcie Lampedusa, a ona sama wraz z załogą stanie wkrótce przed włoskim sądem oskarżona o organizowanie nielegalnej imigracji. Grozi jej 20 lat więzienia plus kary finansowe za uratowanie każdego tonącego.

W Rzeszowie dwie sąsiadki: Irena Paterek i Irena Cymbalista, rozpoczęły – i wygląda na to, że wygrały – walkę o ocalenie 200-letniego dębu, który miał zostać ścięty z powodu rozbudowy drogi i budowy ronda. Obie kobiety przygotowały petycje do władz w jego sprawie i w potwornym upale przez wiele godzin czuwały pod dębem, zbierając podpisy pod petycją. Projekt zostanie zmieniony – dąb pozostanie.

Cóż takiego może powiedzieć Pii Klemp skwerek Karskiego w Paryżu? Ona wszystko wie. Ratowała i uratowała tysiące ludzkich istnień. Nasza Europa (och, jakże chrześcijańska, otwarta i nigdy jeden przeciw drugiemu) postawi ją przed sądem, kryminalizując ratowanie życia…

Panie Ireny zapewne musiały słyszeć albo czytać o Jacku Kuroniu – w tym konkretnym momencie ruszyły (siadając) do działania.

Jestem głęboko przekonany, że to na nie powinny być skierowane nasz wzrok, uwaga, szacunek. W przypadku Pii Klemp – potrzeba solidarnościowej walki o jej uniewinnienie i w dalszej perspektywie o zmianę polityki „twierdzy Europa”.

I co z tego, że za 50 lat, jeśli Europa i świat przeżyją, ktoś zaproponuje w Hamburgu skwerek Pii Klemp, a ktoś w Płocku posadzi mały dąb imienia dwóch Iren?

A co do tego wszystkiego ma papież z Polski? Nic, jak zwykle nic.

Wydanie: 26/2019

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy