Oni nie wiedzą, czym jest Unia Europejska

Oni nie wiedzą, czym jest Unia Europejska

Z wypowiedzi najważniejszych osób w naszym państwie jednoznacznie wynika, że wciąż jeszcze nie rozumieją, czym jest Unia Europejska. Pomijam skrajnie głupie lub ordynarne wypowiedzi typu „Unia to wyimaginowana wspólnota” lub „unijna szmata”. Te pierwsze słowa, jak pamiętamy, są emanacją myśli politycznej pana prezydenta Dudy i tak ogólnie nie odbiegają od poziomu tego, co pan prezydent zwykle mówi publicznie, zwłaszcza gdy da się ponieść emocjom i zawierzy własnemu intelektowi. Drugie określenie jest autorstwa pani Pawłowicz. Kiedyś posłanki PiS, dzisiaj sędzi u pani Przyłębskiej w trybunale, osoby o temperamencie, manierach i intelekcie niegdysiejszej przekupki. Napisałem niegdysiejszej, bo dziś już zapewne próżno by szukać przekupki o cechach pani Pawłowicz.

Gorzej, że istoty członkostwa w Unii i istoty samej Unii nie rozumie premier Morawiecki, którego zadaniem – jak się zdaje – powinno być łagodzenie napięć na linii Warszawa-Bruksela. Samo zadanie trybunałowi (pomijam już to, jakiemu, jak powołanemu, z kogo złożonemu itd.) pytania o wyższość prawa europejskiego nad Konstytucją RP pokazuje, że premier kompletnie nie rozumie, na czym polega członkostwo w Unii, albo rozumie, tylko udaje, że nie rozumie, czyli jest cynicznym demagogiem, świadomie działającym przeciw interesom Polski, a zgodnie z doraźnie rozumianym wąskim interesem swojej partii.

Prawo unijne obowiązuje w całej Unii, we wszystkich jej państwach członkowskich. Do obowiązków państw członkowskich należy dostosowanie swojego prawa do prawa unijnego. Gdyby się okazało, że postanowienia konstytucji któregoś z państw członkowskich są nie do pogodzenia z prawem unijnym, to wyjścia są następujące: trzeba konstytucję dopasować do prawa unijnego albo zmienić prawo unijne i dopasować je do konstytucji danego państwa członkowskiego. To ostatnie wymaga zgody wszystkich pozostałych państw członkowskich. Jest jeszcze trzecie rozwiązanie. Można wystąpić z Unii. Wtedy prawo unijne rzeczywiście nie będzie obowiązywać. Natomiast nie jest możliwe, aby na terenie Unii (w tym na terenie jej części, którą stanowi państwo członkowskie) obowiązywały dwa sprzeczne, niezgodne ze sobą systemy prawa.

Ale trybunał pani Przyłębskiej w składzie, któremu przewodniczył sędzia (?) Piotrowicz, orzekł jeszcze coś. Polska nie musi się stosować do nakazów TSUE, jeśli dotyczą one ustroju polskich sądów! To orzeczenie zbiegło się z wydaniem przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej postanowienia zabezpieczającego nakazującego natychmiastowe zaprzestanie działalności przez Izbę Dyscyplinarną Sądu Najwyższego. Nawiasem mówiąc, połączone Izby Sądu Najwyższego już dawno orzekły, że Izba Dyscyplinarna nie jest sądem. Mamy więc dwa sprzeczne orzeczenia: to TSUE i to wywiedzione przez Piotrowicza, że orzecznictwo TSUE nie może dotyczyć ustroju polskich sądów.

Prawnicza schizofrenia o konsekwencjach, które trudno do końca przewidzieć. Temu, że takiego skutku nie przewidział pan Piotrowicz – wyjątkowa kreatura, gotowa służyć z oddaniem każdej aktualnej władzy – się nie dziwię. Poziom wiedzy prawniczej i kultury prawnej pana Piotrowicza poznaliśmy, gdy służył jako przewodniczący komisji sejmowej rozwalającej polski wymiar sprawiedliwości, z czego – jak pamiętamy – nawet Jarosław Gowin się nie cieszył. Ale Piotrowicz dostał rozkaz i go wykonał. Nie musiał rozumieć. Ale że nie rozumie tego premier Morawiecki? Nawet publicznie daje temu wyraz?

Demagodzy wszystkich szczebli PiS, licząc, że „ciemny lud to kupi”, uderzają w nutę patriotyczną. Nie będą obcy wtrącać się do naszego systemu wymiaru sprawiedliwości! Nagle pokochali też lekceważoną dotąd konstytucję. To z miłości do niej i szacunku dla niej odrzucają sprzeczne z nią wedle ich trybunału prawo europejskie. Oni walczą o polską suwerenność!

Tłumaczmy po raz setny: Unia to nie jest jakiś podmiot zewnętrzny, Unia to organizm, którego jesteśmy częścią. Przynależność do Unii nie jest obowiązkowa. Organy unijne, w tym Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, nie wtrącają się do spraw wewnętrznych Polski, tylko określają standardy unijne, w tym standardy unijnego prawa. Unia mówi tak: takie są standardy naszego prawa. Wasze rozwiązania są z tymi standardami niezgodne. Albo przyjmijcie standardy Unii, albo z niej wystąpcie. Jeżeli wystąpicie, nic nam nie będzie do tego, jak sobie zorganizujecie wymiar sprawiedliwości. Czy weźmiecie wzór z Białorusi, czy z Turcji. Ale dopóki jesteście w Unii, naszym obowiązkiem jest wskazywać wam, w czym naruszacie nasz wspólny, unijny standard.

Tymczasem grozi nam nieprzyjęcie Krajowego Planu Odbudowy. Nie dostaniemy spodziewanych miliardów euro albo dostaniemy je z dużym opóźnieniem. Bo Unia Europejska to naprawdę nie jest gigantyczny bankomat, jak zdają się ją postrzegać liderzy PiS.

j.widacki@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 30/2021

Kategorie: Felietony, Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy