Za pięć dwunasta

Za pięć dwunasta

Następny felieton ukaże się już po wyborach. To moja ostatnia szansa, by z Państwem podzielić się swymi przedwyborczymi przemyśleniami.
Przede wszystkim, trzeba mieć świadomość, że to naprawdę najważniejsze wybory od roku 1989. Ich wynik zadecyduje o tym, jaki model państwa będzie w Polsce realizowany przez najbliższych kilkanaście lat.
Po drugie, trzeba mieć świadomość, że niepójście do wyborów to też forma głosowania. Oni pójdą i zagłosują.
PiS realizuje bardzo konsekwentnie swą wizję państwa. Dla nich silne państwo to państwo wszechobecne, silne siłą swych organów, w tym aparatu represji. Wszechobecność państwa nie ogranicza się nawet do jego funkcji policyjno-kontrolnych, chcących kontrolować wszystkich i wszystko. Ta wszechobecność polega też na tym, że państwo za obywatela wybiera i czyni obowiązującą wizję historii, światopogląd…
Taka wizja państwa z natury rzeczy sprowadza społeczeństwo do roli przedmiotu rządzenia.
Przy takiej wizji państwa wszystko, co od niego niezależne, wszystko, co wymyka mu się spod kontroli, jest niebezpieczne i wrogie. Wrogiem stają się samorządy, tak terenowe, jak i zawodowe, te tak przez PiS znienawidzone korporacje. Wrogiem stają się prywatni, a więc od państwa niezależni przedsiębiorcy. Na początek to oligarchowie, ale po nich przyjdzie kolej na drobniejszych. Wrogiem są niezależni intelektualiści („wykształciuchy”, „łże-elity”). Wrogiem ci twórcy, których wizja świata czy historii jest odmienna od tej, którą państwo urzędowo aprobuje. Wrogiem są niezależne media.
Wrogiem są niezawisłe, a więc niezależne od rządu sądy i Trybunał Konstytucyjny. Stąd te wściekłe ataki na nie, na razie słowne.
Wrogiem staje się samo prawo, które zapędy państwa krępuje.
Jest to archaiczna wizja państwa autorytarnego z przełomu XIX i XX w.
Kto głosuje na PiS, niech będzie świadom, że taką wizję państwa z wszystkimi konsekwencjami dla siebie i swoich najbliższych wspiera.
PO prezentuje się jako „PiS z ludzką twarzą”. Niby chce odsunąć PiS od władzy, ale równocześnie reanimuje wizję POPiS. Albo to wszystko nieszczere, albo całkiem niemądre. Krakowski lider listy PO, senator Gowin, niedawno wspierał kandydata PiS na prezydenta Krakowa (nieskutecznie na szczęście), teraz jego w wyborach wspiera były PiS-owski premier Marcinkiewicz. Sam Gowin filozofuje aluzyjnie, że słowo POPiS ma na gruncie języka polskiego sens, a POLiD to zupełnie nie. W ostatnim wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” senator Gowin zapewnia, że koalicja PO z PiS jest niemożliwa, ale zarazem deklaruje swoje głębokie przywiązanie do idei IV Rzeczypospolitej, w przypadku zaś koalicji PO z LiD uda się „na coś w rodzaju emigracji wewnętrznej”. Fajna deklaracja jak na lidera listy PO w Krakowie?
Czytając i słuchając liderów PO, nabieram przekonania, że różnica między PiS a PO sprowadza się do wzajemnych niechęci liderów tych ugrupowań, a nie polega na innej wizji państwa. Gdy prześledzimy dokonania PO przez ostatnie dwa lata, gdy była najsilniejszą partią opozycyjną, to cóż widzimy? PO poparła skandaliczną, gwałcącą prawa człowieka ustawę lustracyjną, czego po wyroku Trybunału Konstytucyjnego, kompromitującego ustawodawcę, woli nie pamiętać. PO pomagała PiS w nieudanych, jak się okazuje, poszukiwaniach „układu” w WSI, co zaowocowało rozwaleniem służb wojskowych i postawieniem na ich czele fanatycznego polityka. PO głosowała za powołaniem CBA – partyjnej superpolicji, a protestować zaczęła dopiero, gdy przestraszyła się, że stanie się jej pierwszą ofiarą.
Na koniec błąd niewybaczalny. PO przyjęła warunki Kaczyńskich i zamiast zgłosić konstruktywne wotum nieufności, powołać komisje śledcze, zgodziła się na samorozwiązanie Sejmu i przedterminowe wybory, ratując PiS przed ostateczną klęską i kompromitacją. Co więcej, pozwoliła PiS na prowadzenie kampanii wyborczej na jego warunkach.
Osoba oddająca głos na PO musi się teraz poważnie zastanowić, czy aby nie reanimuje w ten sposób POPiS.
Na koniec LiD. Formacja nowa, nieokrzepła, zróżnicowana wewnętrznie, biedna jak mysz kościelna, co przy profesjonalizacji polityki i kosztach kampanii wyborczej nie jest bez znaczenia. W LiD są i ludzie SLD, i SdPl, i UP, i resztek PD.
Ludzie o różnych życiorysach, różnych rodowodach politycznych i różnych koncepcjach na szereg kwestii społecznych i gospodarczych. Ale LiD spaja jedno. Stosunek do wizji państwa. LiD też chce, by Polska była państwem silnym. Ale LiD, zupełnie inaczej niż PiS, siłę państwa upatruje nie we wszechpotędze aparatu państwowego, ale w silnym obywatelskim społeczeństwie. Dla LiD sojusznikiem są samorządy, tak terytorialne, jak zawodowe. Sojusznikiem i partnerem organizacje pozarządowe, sojusznikiem i partnerem są poszczególni obywatele, a ich wolność jest dla LiD wartością. W wolnym społeczeństwie obywatele muszą mieć zagwarantowaną wolność wyboru światopoglądu, wizji historii, stosunku do przeszłości. Ten ostatni różni zresztą zasadniczo LiD od PiS czy PO.
LiD uważa, że rozliczenie z przeszłością dokonać się musi przede wszystkim w ludzkich sumieniach. Prawdziwe nieukarane zbrodnie niech ścigają apolityczna prokuratura i niezawisłe sądy. Z historią niech rozliczają się historycy, nie politycy czy urzędnicy.
LiD podobnie jak PiS chce, by Polska była krajem bezpiecznym. Ale w przeciwieństwie do PiS chcemy, by walka z przestępczością toczona była w granicach państwa prawa. By ściganie karne nie było prowadzone na zamówienie polityczne. Uważamy, że walka z przestępczością wymaga nie tyle surowej represji, ile mądrej profilaktyki. PiS działania profilaktyczne sprowadza jedynie do masowego podsłuchiwania, nagrywania, do widowiskowych zatrzymań, aresztów wydobywczych…
LiD jest dziś jedyną, prawdziwą alternatywą dla PiS. I warto to sobie uświadomić w przeddzień wyborów.
To już naprawdę ostatni moment. Jest za pięć dwunasta. Za chwilę będzie za późno!

Wydanie: 42/2007

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy