Mroki średniowiecza w czasach postmodernizmu

Mroki średniowiecza w czasach postmodernizmu

Sakralne śledztwo
Profesor Jacek Tebinka bardzo słusznie uznał (w „Gazecie Wyborczej”) ekshumację zwłok generała Sikorskiego za profanację. Opinia publiczna w Polsce jest jak śpiący pijak, trzeba bardzo silnego bodźca, żeby ją obudzić, a potem nie wiadomo, jaki bełkot ona z siebie wyda. Co sądzić o społeczeństwie, które nie widzi w tej ekshumacji niebywałego skandalu, lecz przeciwnie, przejaw czci dla narodowego bohatera?
O przyczynach śmierci znanych postaci, obok wersji udokumentowanych pojawia się zawsze wiele pogłosek wymyślonych z pustoty, z głupoty lub z intencją zaszkodzenia komuś. O otruciu papieża Jana Pawła I napisano co najmniej jedną książkę, nikomu jednak do tej pory nie udało się wymóc na Watykanie ekshumowania zwłok tego efemerycznego papieża. Gdy ktoś zechce to zrobić w przyszłości, niech prosi o poparcie kardynała Dziwisza, a nie spotka się z odmową.
Wierzchnią warstwą toczącego się skandalu jest to, że na ekshumację zwłok Sikorskiego odważono się w celu sprawdzenia, czy przypadkiem któraś z plotek kwestionujących oficjalną wersję katastrofy nie jest prawdziwa. Mało cywilizowane jest społeczeństwo, w którym takie rzeczy są dopuszczalne. Druga warstwa tego skandalu świadczy, jak mało cywilizowani, a przy tym perfidni są przywódcy tego społeczeństwa. W tej drugiej warstwie główną rolę gra IPN, bez którego do ekshumacji by nie doszło. Od dawna już w prasie pojawiały się wzmianki, że IPN rozpocznie śledztwo w sprawie katastrofy w Gibraltarze, przyjmując założenie, że sprawcami byli Sowieci. Takie śledztwo ma sens tylko pod tym warunkiem, że zostanie wykreowane na wielkie wydarzenie narodowe, że media będą wzywać, jak mają w zwyczaju, miliony swoich odbiorców do łączenia się „w bólu” i oburzeniu na Rosję, czyli przeniosą już trochę gasnące emocje „katyńskie” na nowy przedmiot, zdolny nienawistne emocje przynajmniej na jakiś czas na nowo rozżarzyć. Trzeba więc to śledztwo rozpocząć od patetycznego wydarzenia, które by mu od początku nadało charakter prawie sakralny i chroniło nie tylko przed ośmieszaniem, ale też przed racjonalną krytyką. Paradne wojskowe przywiezienie zwłok z katedry na Wawelu do kliniki medycyny sądowej i z powrotem na Wawel, uroczysty trzeci już pogrzeb Generała, msza z przemówieniem kardynała i homilią arcybiskupa wygłoszonymi na najwyższej nucie patriotyzmu, z udziałem dzwonu Zygmunta, to „godny” początek śledztwa pionu prokuratorskiego IPN, które będzie się toczyć nie wiedzieć ile lat i skończy się umorzeniem.
Żaden wynik badań biegłych uczonych sądowych nie może podważyć założeń przyjętych przez prokuratorów i historyków IPN. Czy generał Sikorski zginął wskutek utonięcia, czy uduszenia, czy wszedł do samolotu żywy, czy wniesiony został martwy, nic to nie powie na temat, kto spowodował katastrofę samolotową, a tym właśnie zajmuje się IPN. W oczach niezaangażowanego obserwatora ta afera kojarzy się bardziej z czarną mszą niż czymkolwiek innym.

*

Nacjonalizmy w Europie Wschodniej
Gdy system radziecki chylił się ku upadkowi, rządy zachodnie obawiały się wybuchu nacjonalizmów w Europie postkomunistycznej. W Jugosławii rzeczywistość przekroczyła najgorsze obawy, ale w Europie Wschodniej – z Polską włącznie – pesymistyczne przepowiednie się nie sprawdziły. Teraz możemy sobie powiedzieć „co się odwlecze, to nie uciecze”. Z głębin etnicznych wydobywają się emocje, wizje i poglądy skrajnie nacjonalistyczne, choć unikające nazw już skompromitowanych. Kontrrewolucyjna i restauracyjna natura zaistniałych zmian skierowała wyobraźnię wstecz, do okresu przedkomunistycznego, międzywojennego. Byłbym skłonny robić różnicę między tymi nacjonalizmami, dzielić je na bardziej i mniej złe. Trudno mieć za złe Węgrom, że cofnąwszy się wyobraźnią do okresu międzywojennego, przejmują z tamtego czasu ciężką frustrację narodową z powodu paktu Trianon, który pozbawił ich panowania nad Chorwacją, Sedmiogrodem, Słowacją. Patrząc obiektywnie, trudno nie widzieć, że ten naród został skrzywdzony przez zwycięzców w pierwszej wojnie światowej. Drugi nacjonalizm, dla którego widzę uzasadnienie, rozwinął się w Estonii. Ten kraj prawie trzy wieki politycznie należał do Rosji, a cywilizacyjnie do Skandynawii i Niemiec. Czasy radzieckie nie zatarły różnicy cywilizacyjnej między Estończykami a Słowianami (kontrast występuje nie tylko w stosunku do Rosjan) i Estonia miała najbardziej zachodni wygląd w całej Europie Wschodniej łącznie z Polską. Estończycy mają z gruntu odmienne imperatywy i stereotypy zachowań, inny niż Rosjanie (czy Polacy) stosunek do otoczenia materialnego, nieporównanie większą zdolność tworzenia ładu w sferze i materialnej, i międzyludzkiej. Współżycie ze Słowianami jest dla Estończyków przykre. Już w czasach radzieckich kształtował się tam samorzutnie szczególny nieformalny apartheid oddzielający Estończyków od Rosjan, który teraz tamtejsza prawica chciałaby zalegalizować. Estoński nacjonalizm, przybierający dawniej i dziś formę mesjanistyczną, jest symboliczną fosą pełną wody i murem obronnym przed ilościowo przytłaczającym sąsiednim żywiołem słowiańskim.
Nacjonalizmem najbardziej niebezpiecznym i niemającym w sobie ani trochę szlachetnych treści jest nacjonalizm ukraiński. Nie wiadomo, przed kim miałby Ukraińców bronić, skoro nikt im nie zagraża. Nie ukazuje on rzeczywistej różnicy między Ukraińcami i Rosjanami, bo takiej nie ma. Jest sztucznie, a w znacznej swojej części cynicznie wykoncypowany. Wykorzystywanie faktu śmierci głodowej (spowodowanej przez bolszewików rosyjskich, ukraińskich, gruzińskich itp.) do związania poczucia ukraińskości z nienawiścią do Rosji jest zabiegiem podłym, od razu przywodzącym na myśl atmosferę dzikiej bezwzględności, jaką roztaczała UPA.
Węgierski nacjonalizm ma charakter nostalgiczny (nostalgia jest uczuciem szlachetnym) estoński – czysto obronny, natomiast ukraiński z braku aktualnego wroga jest samobójczy. Widać w nim już zarodek rozpadu Ukrainy.

PS W poprzednim felietonie powinno być (trzeci łam od dołu): „Stalin reformował program polityki narodowościowej”, a nie jak wydrukowano: „międzynarodowej”.

 

Wydanie: 49/2008

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy