Idą, skacząc po słowach

Idą, skacząc po słowach

Słowa z „Chorału” Kornela Ujejskiego „inni szatani byli tam czynni” nie tak dawno przecież, bo w moich latach szkolnych, licealnych, były używane dość często, ale z przekąsem, żartobliwie; na przykład, gdy nauczycielka domyślała się, że za psotą dzieci przyłapanych na gorącym uczynku kryją się znani szkolni kawalarze, mówiła, że „inni szatani byli tam czynni”. Nawiasem mówiąc, „Chorał” w latach 60. dziewiętnastego wieku był jednym z hymnów narodowych i śpiewany po kościołach sprawiał niesłychanie podniosłe wrażenie; kobiety chlipały, a mężczyźni byli gotowi natychmiast polec za ojczyznę. „Z dymem pożarów, z kurzem krwi bratniej, Do Ciebie Panie, bije ten głos, Skarga to straszna, jęk to ostatni, Od takich modłów bieleje włos. My już bez skargi nie znamy śpiewu, Wieniec cierniowy wrósł w naszą skroń, Wiecznie, jak pomnik Twojego gniewu, Sterczy ku Tobie błagalna dłoń”. Co za dużo, to nawet dla Polaków niezdrowo i podniebno-cierpiętniczy idiom romantycznego poety spadł w następnych pokoleniach do poziomu mowy żartobliwej. Aż oto w wypowiedzi przewodniczącego partii, której ideologią jest romantyczno-patriotyczna hipokryzja, czynni szatani pojawili się jako realni szkodnicy, kryjący się za strajkiem pielęgniarek. Co ja w tym widzę interesującego? Filozofią panów Kaczyńskich oraz ich partyjnych prawych rąk jest przekonanie, że za wszystkim, co jest dla nich niedobre, kryje się zawsze coś jeszcze gorszego. Coś jeszcze gorszego kryje się za złym czynem, za niekorzystnym wydarzeniem i tak samo za niezrozumiałym procesem społecznym. Doktrynę wszechstronnej podejrzliwości przywódcy Prawa i Sprawiedliwości rozwijają od dawna i stosują w praktyce, dokonując szkód, które rozłożą się na wielu ludzi i wiele instytucji. Znaleźli oni zarówno w swojej partii, jak też w nieszkodliwie konkurencyjnej Platformie Obywatelskiej kilkoro ruchliwych socjologów, którzy ich manię spiskową popierają i przedstawiają w abstrakcyjnym języku teorii. (Zrobili oni, na przykład, odkrycie naukowe, że podstawą totalitaryzmu byli tajni agenci, których jeżeli teraz się dobrze nastraszy albo zawstydzi, to już totalitaryzmu nigdy w przyszłości nie będzie). Na realną praktykę i realne skutki pryncypialnej podejrzliwości nikt czy prawie nikt do tej pory nie zwracał uwagi. Trzeba było dopiero ekspresyjnych słów o czynnych szatanach, żeby na chwilę przyciągnąć zainteresowanie prasy do insynuacyjnego uprawiania polityki przez partię PiS.
W ogóle publiczność silniej reaguje na słowa niż na fakty. Oznaczenie sprawy oskarżonego chirurga kryptonimem „Mengele” bardziej wstrząsnęło prasą niż sam fakt brutalnego i bezpodstawnego uwięzienia.
Za lekarzem stanowczo ujęła się tylko „Gazeta Wyborcza”, a z powodu „Mengele” oburzyły się prawie wszystkie media. Oczywiście ten kryptonim wiele mówi o mentalności osób, które go wymyśliły, ale ta mentalność była znana już od czasu Ligi Republikańskiej. Powierzchowne oburzenie nie wyszło poza krytykę słowa i innego skutku prócz ostrożności w dobieraniu kryptonimów ono nie spowoduje. Podobne było kiedyś oburzenie z powodu zacytowania w jakimś czasopiśmie parodii stylu Nowaczyńskiego pióra Juliana Tuwima „Judejczykowie falą na nas walą”. Słowo Judejczykowie obracano na wszystkie strony, ale gdy antysemityzm wyraża się w drętwej i pospolitej formie, wielu tego nie zauważa lub sądzi, że nic się nie stało. Kontrola słów zamiast mocnego reagowania na rzeczywistość to dokładna odwrotność tego, co słuszne.
Innym przykładem mieszania tworów słownych z realiami było zgorszenie zwolenników premiera Kaczyńskiego z powodu porównania ich idola do prezydenta Putina. W Polsce nazwisko „Putin” jest zupełnie oderwane od realnej postaci, kierującej polityką Rosji. „Putin” po polsku oznacza bardzo małego, niezdolnego i złego polityka; porównanie z kimś takim jest oczywiście uwłaczające. W rzeczywistości jednak Putin jest na świecie, zarówno w Europie, jak w Azji i Ameryce, słusznie uważany za polityka niezwykle energicznego, inteligentnego, wzmacniającego swój kraj zarówno wewnątrz, jak w wymiarze międzynarodowym. Jakby tego było mało, miarodajne jury mody uznało go za najlepiej ubranego polityka na świecie. Jeżeli realny Kaczyński i realny Putin mają jakąś cechę wspólną, to chyba tylko to, że nie są przykładnymi demokratami.

•
Umknęła mi informacja o wytoczeniu biskupowi Pieronkowi sprawy sądowej przez partię SLD, którą oszkalował, głosząc, że „się nakradła”. Skoro SLD oskarżył kiedyś przed sądem Leszka Moczulskiego z powodu żartu, jaki on sobie zrobił z PZPR-u, to nieprawdopodobne jest, aby puścił płazem oszczerstwo rzucone przez biskupa całkiem serio. Nie mając potwierdzonej informacji, opieram się na poczuciu oczywistości i twierdzę, że sprawa będzie. Biskup może mieć trudności z wyjaśnieniem sądowi, co miał na myśli, mówiąc, że „się nakradli”, bo jak cała jego konfraternia, nie potrafi dowodzić czegokolwiek inaczej, niż skacząc z metafory na dosłowność i z powrotem.

 

Wydanie: 28/2007

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy