Teraz Hiszpania

Teraz Hiszpania

Jak Polska może wykorzystać prezydencję hiszpańską

Zaczęło się od ataku hakerów na stronę internetową hiszpańskiej prezydencji. Zainteresowanych powitała uśmiechnięta buźka Jasia Fasoli. Ten atak nie jest przypadkiem czy tylko żartem. Hiszpańska prezydencja nie wszystkim jest w smak. Na naszym podwórku prawie cała polska prasa przejechała się po Hiszpanii i jej premierze, a sformułowania typu „szewc w tarapatach” należały do eleganckich (bo Zapatero = szewc, Brown = brązowy, Bush = krzak, Kohl = kapusta; śmieszne… ileż twórczych możliwości).
Premier i lider Hiszpańskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej José Luis Zapatero rozpoczął europejskie przewodnictwo mocnym akordem – serią spotkań z czołowymi politykami, w tym z Felipe Gonzálezem, szefem Grupy Refleksji, tzw. europejskiej Grupy Mędrców. Z tych pierwszych spotkań wyłania się dążenie do zaznaczenia hiszpańskiej prezydencji dewizą szczególną: Europa socjalna i konkurencyjna, a to oznacza ważną dla nas, Polaków, wspólną politykę energetyczną i zwiększone nakłady na badania, rozwój, innowacje technologiczne. Tutaj polskie

interesy są zbieżne

z interesem Hiszpanii i rolą polskiej dyplomacji będzie pomóc Hiszpanom w osiągnięciu tak postawionych celów.
Hiszpania objęła półroczne przewodnictwo 1 stycznia br. – w momencie kiedy UE stała się złożoną konstrukcją o kilku sprzężonych napędach, bo tak można określić Unię z dniem wejścia w życie traktatu lizbońskiego – 1 grudnia 2009 r.
Napęd pierwszy: prezydent Unii/stały przewodniczący Rady Europejskiej Belg Herman Van Rompuy i minister spraw zagranicznych/wysoki przedstawiciel Unii ds. zewnętrznych i polityki bezpieczeństwa lady Catherine Ashton z Wielkiej Brytanii.
Napęd drugi: półroczna prezydencja każdego z krajów Unii. Dzisiaj jest Hiszpania, za rok Polska.
Napęd trzeci: Komisja Europejska („rząd europejski”) i jej szef Portugalczyk José Manuel Barroso.
Wreszcie napęd czwarty, bardzo ważny, bo nieformalny i niekadencyjny, to rola trzech europejskich potęg: Francji, Niemiec i Wielkiej Brytanii, bo w swej istocie Parlament Europejski jest ich tłem.
Mechanizm tak skomplikowany będzie działał sprawnie pod warunkiem efektywnego zasilania – zapewnia to Europejski Bank Centralny kierowany już od lat przez Jeana-Claude’a Tricheta, który twardą ręką steruje eurosystemem i osiąga sukces – inflacja w strefie euro na koniec 2009 r. to 0,9%, co przy polskiej prawie czteroprocentowej inflacji jest wynikiem rewelacyjnym. Europa uporała się ze zmorą inflacji, nas ona znowu dopada. Za nami tylko Rumunia.
Pierwsze tygodnie działania nowego mechanizmu UE dobrze wróżą. Prezydent Van Rompuy zwołał na 11 lutego Radę Europejską na tematy wyłącznie gospodarcze – zapewnienie dalszego finansowania europejskiego modelu socjalnego, zdobyczy socjalnych – memento dla naszych rządzących. Polityk ten znany jest z umiejętności koncyliacyjnych. Radę Europejską poprzedził styczniowym spotkaniem z Zapaterem w Madrycie w towarzystwie całego unijnego kierownictwa.
Hiszpania jako lider Europy ma w ciągu pierwszego półrocza 2010 r. zorganizować 14 szczytów, w tym tak ważne jak szczyt UE i Ameryki Łacińskiej w maju w Madrycie i Unii dla Śródziemnomorza w czerwcu w Barcelonie. Również na maj przewidziany jest szczyt UE-USA z udziałem Baracka Obamy. Program zatem jak na półrocze bardzo ambitny,

skoncentrowany na gospodarce

i geopolitycznej roli Hiszpanii w świecie jako lidera walki o nowoczesne, społeczne prawa człowieka, jak również lidera walki z terroryzmem, który jest hiszpańskim problemem ze względu na baskijską ETA.
Mało miejsca w tym programie na Partnerstwo Wschodnie i szerzej pojętą Europę Środkowo-Wschodnią. Nasza dyplomacja, zajęta sobą, permanentną reorganizacją, nieudaną walką o Gazociąg Północny oraz sporem obu pałaców, nie znalazła czasu ani umiejętności, aby znaleźć sobie miejsce i posłuch w la Moncloa – tradycyjnej siedzibie hiszpańskich premierów. Chyba nie do końca wykorzystano fakt, że Polak Jerzy Buzek jest przewodniczącym Parlamentu Europejskiego. Nie pomaga nam i to, że Polska nie dołączyła do Karty praw podstawowych, tej swoistej współczesnej europejskiej Magna Charta Libertatum.
Hiszpański „El Pais” zamieścił programowy artykuł José Zapatera i Hermana Van Rompuya pt.: „2010 dobry rok dla UE”. Autorzy deklarują pełną lojalność i współpracę w procesie wdrażania traktatu lizbońskiego, w tworzeniu Strategii wzrostu i zatrudnienia. Artykuł koncentruje również uwagę właśnie na Karcie praw podstawowych, zapowiada też wspólne działania w kierunku przystąpienia Europy jako podmiotu prawnego do Europejskiej konwencji praw człowieka. Z litery i ducha tego wyznania wiary obu polityków widać, że pozostanie Polski poza Kartą praw podstawowych było błędem rządu Tuska i pozostawia nas poza głównym europejskim nurtem. Warte jest społecznego poparcia żądanie SLD, by Polska przystąpiła do karty, podobnie jak pora

przystąpić do Deklaracji 52

o symbolach i hymnie Unii Europejskiej.
Ważne, że obaj najważniejsi dzisiaj politycy europejscy podpisali się wspólnie pod hasłami praw obywatela do wolności, bezpieczeństwa i sprawiedliwości w przestrzeni europejskiej. Widać, że chadek Van Rompuy będzie sprzyjać hiszpańskiej socjalistycznej prezydencji, a co za tym idzie, ugruntowaniu pozycji Zapatera w świecie i w Hiszpanii. Podobnie hiszpański minister spraw zagranicznych Miguel Moratinos zapowiada dobrą, lojalną współpracę z lady Ashton, umocnioną wspólnotą ideową. Pani Ashton jest przecież lewicową działaczką brytyjskiej Partii Pracy, a minister Moratinos jednym z liderów hiszpańskich socjalistów. Nie będzie zatem dziwić wspólne działanie na rzecz powstania państwa palestyńskiego w celu ożywienia procesu pokojowego na Bliskim Wschodzie ani aktywna promocja dialogu UE z Kubą.
Półroczne przewodnictwo Hiszpanii będziemy jednakże oceniać przede wszystkim na podstawie tego, jak przyczyni się ono do ożywienia gospodarczego, do stworzenia Strategii 2020 Europy socjalnej.

Wydanie: 6/2010

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy