Teraz jest chaos

Teraz jest chaos

Koalicja AWS-UW rozwodzi się po polsku: im więcej sobie strony wyjaśniają, tym bardziej się nie lubią

Teatr czy polityczne rozmowy? Koalicja AWS-UW miała się w ubiegłym tygodniu skleić i się nie skleiła. W czwartek, 1 czerwca, Jan Maria Rokita wieszczył w telewizji, że oto zbliża się koniec drugiej koalicji posierpniowej. Sekundował mu Jerzy Wierchowicz. A jednocześnie wciąż prowadzono jakieś rozmowy. Mieliśmy chaos.
Chaos rozpoczął się w poniedziałek, kiedy unijni ministrowie złożyli dymisję na ręce premiera Buzka. A premier je odrzucił, dodając, że zachowanie ministrów UW nie ma nic wspólnego z odpowiedzialnością za państwo, jest zwykłym partyjniactwem itp.
Chaos mieliśmy w dniu następnym. Bo oto we wtorek okazało się, że Bogusław Grabowski, zgłaszany przez AWS na premiera, wcale premierem być nie zamierza. Marian Krzaklewski wiedział o tym już w niedzielę. Przez kilkadziesiąt godzin rozmawiano o fantomie.
Chaos pogłębiał się z każdą godziną. W środę, w Ministerstwie Pracy zebrały się delegacje obu partii, by rozmawiać o programie nowego rządu. Politycy AWS orzekli, że dyskusje programowe potrwają przynajmniej do poniedziałku. Dziennikarzy zatkało: koalicjanci rządzą razem od dwóch i pół roku i nagle okazało się, że muszą kilka dni rozmawiać o wspólnym programie, zupełnie tak, jak gdyby poznali się wczoraj.
Zatkało ich też dwadzieścia cztery godziny później, w czwartek wieczorem. Wtedy Unia Wolności oświadczyła, że dotychczasowe rozmowy o programie są bez sensu, gdyż jeszcze nic nie uzgodniono. Więc powinny się toczyć w obecności kandydata na premiera. Tym samym Unia zerwała rozmowy, na co Marian Krzaklewski wołał: “To prowokacja! ”.
W piątek najpierw spotkali się Balcerowicz i Krzaklewski. Potem ogłoszono, że szef “Solidarności” zgadza się kandydować na premiera. Koniec chaosu? Ależ skąd. W tym czasie, kiedy media informowały, że Krzaklewski zdecydował się stanąć na czele Rady Ministrów, rzecznik Unii, Andrzej Potocki, studził nastroje. “Kandydatura Krzaklewskiego nie przybliża porozumienia – mówił. – Za wszystkie złe rzeczy, które działy się w gabinecie Jerzego Buzka, Marian Krzaklewski ponosi także odpowiedzialność”. Z tymi oświadczeniami weszliśmy w weekend.
I z garścią pytań. Czym był ubiegły tydzień: próbą znalezienia nowego kompromisu czy też propagandową grą przed nieuchronnym rozstaniem?
Załóżmy, że próbą znalezienia kompromisu. Otóż, jeżeli tak, to koalicjanci podjęli się rzeczy w zasadzie niemożliwej. AWS jest dziś konglomeratem udzielnych księstw. Z jednej więc strony, Stefan Niesiołowski (ZChN) mówi: “Balcerowicz won z rządu”, a z drugiej, Maciej Płażyński ubolewa, że AWS popełnia wielkie błędy. Mamy tu Jana Rokitę, który deklaruje, że trzeba zrobić wszystko, by koalicja AWS-UW się nie rozpadła, na co odpowiada mu Jan Maria Jackowski, że rząd mniejszościowy AWS-u nie byłby najgorszym rozwiązaniem. Te księstwa zmusić do jedności jest niezwykle trudno. Udało się to w roku 1997, kiedy AWS szła po władzę. A teraz? Trudno nie zgodzić się z podpowiedziami polityków z prawicy AWS – jedyną osobą, która jeszcze potrafiłaby, jako premier, wymusić posłuch w Akcji, jest Marian Krzaklewski. Ale na jak długo?
Przez długie miesiące Akcja prowadziła podwójną politykę. Pierwsza rozgrywała się w rządzie – tu Jerzy Buzek ustalał z Leszkiem Balcerowiczem program działań. Druga toczyła się w Sejmie – tu część posłów AWS, często przy milczącej zgodzie Krzaklewskiego, torpedowała rządowe ustalenia, które nie podobały się związkowcom z “Solidarności”. Czy przejęcie przez Mariana Krzaklewskiego funkcji szefa rządu byłoby gwarancją zerwania z tymi praktykami? Na te wątpliwości nakładają się następne: w ostatnich latach Krzaklewski wielokrotnie udowodnił, że nie jest politykiem decyzyjnym. Najlepiej wychodzi mu ustalanie parytetów, przeciąganie negocjacji, układanie regulaminów. Czy człowiek o takiej konstrukcji (odbijała się ona na działaniach Jerzego Buzka) byłby sprawnym szefem rządu?
Jeżeli więc Andrzej Potocki deklaruje, że Marian Krzaklewski jako premier nie różniłby się wiele od Jerzego Buzka, to jest w tym sporo racji. Bo nietrudno przewidzieć, że jako premier Krzaklewski wciągałby Balcerowicza w niekończące się negocjacje, w których głos Unii ginąłby w kakofonii głosów AWS-owskich ugrupowań.
Więc jednak rząd mniejszościowy?
Po tych wszystkich słowach z ubiegłego tygodnia Unii byłoby niezręcznie wracać do rządu. W zasadzie, wracając, by się skompromitowała. Zresztą, coraz wyraźniej widać, że i w Akcji uznano, że “rząd mniejszościowy to wariant lepszy od ciągłych awantur z Balcerowiczem”.
Jakie więc mamy najbardziej prawdopodobne scenariusze na najbliższe dni? Rozmowy, które do niczego nie prowadzą, apele i cały teatr, którego celem będzie pokazanie światu: to nie ja, tylko on, mój dotychczasowy partner, jest winien rozwodu.

Wydanie: 23/2000

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy