Może nie umrzemy?

Może nie umrzemy?

Wieczory z Patarafką

Moi czcigodni i znakomici koledzy-felietoniści z łamów „Przeglądu” są na ogół ludźmi o temperamencie politycznym, polityka zaś to takie „dziewicze, żywe, piękne dziś”, o którym zawsze jest coś złego do napisania. I nie zdarzyło się jeszcze nigdy nikomu, żeby felietonista polityczny został bez przeciwnika, żeby musiał walczyć z cieniem, żeby się nie oburzał do żywego, żeby sobie z kogoś nie pokpił. Ale co ma zrobić felietonista kulturalno-naukowo-paranaukowy, żeby przyciągnąć do siebie czytelników? Oburzę się na Dawkinsa, zaatakuję Bławatską? A kogo to niby obchodzi. O, gdyby tak uderzyć w sześć pustych bębnów Wielkiej Rady Gotówkowej, to co innego. Ale i tak wszyscy obywatele naszego pięknego kraju mnie uprzedzili. Nie znam się kompletnie na pieniądzach, ale aż tak głupi to chyba bym nie był. Choć zapewne do pieniędzy i głupoty przywyknąć nietrudno. Tak więc sensacje, którymi mogę karmić czytelników, to moje poglądy na filozofię, na historię, na przyrodę albo na kota. Mam też jakie takie pojęcie o najmilszej chyba dziedzinie życia, to znaczy o seksie, ale kudy mi tam do Zbyszka Starowicza. Być może ustępuje mi tylko w zakresie seksu pozagrobowego, ale i tego nie jestem całkiem pewien.
Ale dzisiaj nawet na ten temat nie mam nic do powiedzenia. Natomiast przeczytałem sobie książeczkę „Życie po śmierci” niejakiego Reubena Stone’a, jedną z niezliczonych prac na ten temat. Dwa ostatnie stulecia zaowocowały ogromnymi wysiłkami, by się z „tamtą” stroną jakoś porozumieć, a w każdym razie dowiedzieć się, czy istnieje, czy też nie. Pewności dotąd nie mamy, bo argumenty pro i contra zbijają się wzajemnie. Szala wydaje się przechylać na stronę pro, ale może to być wyraz naszych pobożnych życzeń. Tylko że przedziwnych zjawisk nagromadziło się już tyle, że nieco trudno mówić o niezwykłych zbiegach okoliczności. Ostatecznym ratunkiem dla sceptyków jest psychologia, ale bynajmniej nie cała: Jung nie był jakimś niebywałym wyjątkiem.
Otóż w książeczce Stone’a jest wszystko, co być powinno: przegląd zjaw i duchów, zarys dziejów spirytyzmu i channelingu, sławne media, reinkarnacja i relacje z prac Moody’ego. Wszystko to bardzo powściągliwe, autor nie ręczy ani za prawdziwość relacji, ani nie ukrywa argumentów contra. Ale można przyjąć, że np. lewitacja, poltergeisty i zjawy zostały tak wielokrotnie potwierdzone, że nie ma sensu podejrzewać oszustw, kłamstw lub pomyłek. Tylko czy to wszystko rzeczywiście świadczy o życiu po śmierci, nie wiadomo. Ani cuda, ani duchy nie są dowodem ostatecznym, chociaż świadczą, że o prawdziwej strukturze świata wiemy jeszcze bardzo niewiele. Może więc istnieć świat drugi, ale wszak nie musi.
Najciekawsze są relacje spoza granic śmierci klinicznej. Jak wiadomo, sceptycy motywują obecność ciemnego tunelu i światła niedoborem tlenu w mózgu. I tu padają rzeczywiście kontrargumenty ciekawe. Jeśli mózg łagodzi proces umierania, to jaką ewolucyjną drogą mogło się to dokonać? Jeszcze szczególniejsze są wypadki, gdy pada nakaz powrotu do życia: jakim cudem proces łagodzący śmierć nagle odwraca swój kierunek i prowadzi umierającego czy raczej już umarłego ku życiu? Skąd taki dziwny i sprawdzający się komunikat? Są to argumenty bardzo ważne i właściwie jedynie dla nich warto książeczkę Stone’a przeczytać. Dodajmy jeszcze jeden: dlaczego psychika umierającego całkowicie się zmienia, a identyczne doświadczenie niedotlenienia mózgu na wirówce zupełnie takich skutków nie powoduje?
Wynika z tego, że samo niedotlenienie mózgu – mimo że prawie identyczne – nie zawiera w sobie czegoś najistotniejszego, owej sankcji ostatecznej. Tego, co upewnia delikwenta ponad wszelką wątpliwość, że znalazł się na drugiej stronie. O ile mi wiadomo, ani jeden „czasowo umarły” temu nie zaprzeczył, a przecież byli wśród nich ludzie dostatecznie krytyczni i znający argumenty sceptyków. Chyba wszyscy czekamy z napięciem na dalszy ciąg dyskusji…

Wydanie: 50/2001

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy