Medycy – antyszczepionkowcy

Medycy – antyszczepionkowcy

Co z nimi zrobić?

W co ma wierzyć pacjent, skoro o rzekomych zagrożeniach płynących ze szczepień mówią ludzie w białych kitlach, zaproszeni do telewizji, z tytułami profesorskimi? Co ma zrobić, gdy w gabinecie lekarz rodzinny szepcze mu, by „lepiej tej szczepionki nie przyjmował”?

Co prawda ponad 90% lekarzy i ponad 85% lekarzy dentystów już w pełni się zaszczepiło, kolejne kilka procent ma za sobą pierwszą dawkę, jednak do Biura Rzecznika Praw Pacjenta docierają sygnały dotyczące lekarzy, którzy zniechęcają pacjentów do szczepień przeciw COVID-19. „W jednym przypadku RPP skierował sprawę do Izby Lekarskiej, w innym zawiadomiliśmy o działalności lekarza podmiot leczniczy”, pisze Jakub Gołąb z biura RPP. Przyznaje jednocześnie, że zniechęcanie pacjentów do przyjęcia szczepionki przez lekarzy należy uznać za postępowanie nieakceptowalne: – Jeśli pacjent spotka się z takim zachowaniem, powinien zgłosić się do kierownika przychodni lub skontaktować się z Biurem Rzecznika Praw Pacjenta. Pacjent może także złożyć skargę do okręgowego rzecznika odpowiedzialności zawodowej lekarzy, który działa przy okręgowej izbie lekarskiej. Należy jednak odróżnić od powyższych sytuacji przypadki, kiedy po przeprowadzeniu badania kwalifikacyjnego lekarz uzna, że pacjent z powodu np. przeciwskazań nie może być zaszczepiony.

Obowiązkowe szczepienia? Dobry pomysł

Co jednak zrobić z medykami, którzy sami nie chcą się szczepić, a mają kontakt z pacjentami? Obowiązek szczepień tej grupy zawodowej to radykalne, lecz bez wątpienia skuteczne rozwiązanie, z którego skorzystały już – lub to planują – takie kraje jak Francja, Włochy czy Grecja. Kiedy doczekamy się go w Polsce?

– Powinniśmy skupić się nie tyle na przymusie, ile przede wszystkim na edukacji, uświadamianiu dobrodziejstw, jakie dają szczepienia, a także na zwalczaniu „teorii” antyszczepionkowych i negujących COVID-19. Powinniśmy się szczepić – dla bezpieczeństwa naszych chorych, ale również nas, medyków, i abyśmy nie byli po raz kolejny posądzani o to, że jesteśmy rozsadnikami epidemii – mówi prof. Matyja.

Prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie Łukasz Jankowski wypowiada się bardziej zdecydowanie. Odnosząc się do potencjalnego wprowadzenia obowiązku szczepień stwierdził w programie Onet Rano, że „jeśli chodzi o personel medyczny, to by się przydało” i że jest to dobry pomysł.

Jeszcze dalej idzie Krystyna Ptok, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych, cytowana przez portal Medonet.pl. Twierdzi ona, że szczepienia powinny być obowiązkowe dla wszystkich.

Superżołnierze, depopulacja i 5G, czyli brednie dr. Hałata

Sprawa jest poważna, ponieważ antyszczepionkowa ofensywa trafiła już do gabinetów i na konferencje medyczne. Co gorsza, lekarze „foliarze” – a „foliarzami” nazywa się fanów teorii spiskowych, od czapeczek z folii aluminiowej, która rzekomo chroni przed „szkodliwym wpływem promieniowania 5G” i innymi podobnymi zagrożeniami – zapraszani są już do telewizji.

Wywiad z lekarzem epidemiologiem, byłym głównym inspektorem sanitarnym i byłym wiceministrem zdrowia, dr. Zbigniewem Hałatem, dziennikarka internetowej PL1.TV rozpoczyna tak: „Konferencja Biskupów Polski uznała, że szczepionki są nieetyczne, bo w ich skład wchodzi fragment dziecka z aborcji”. Spodziewam się, że dyplomowany lekarz wyprostuje ten niezręczny skrót myślowy – wszak szczepionki wcale nie zawierają „fragmentu dziecka”. Rzeczywiście, użyte w nich adenowirusy namnażane są na liniach komórkowych pozyskanych z komórek płodów abortowanych w 1972 i 1985 r., ale przecież chodzi nie o fizycznie te same komórki, lecz o ich „potomków” czy klony. W dodatku komórki te nie wchodzą w skład preparatu. Jednak dr Hałat, zamiast prostować bzdury, mówi o Nowym Testamencie i piątym przykazaniu, zabijaniu dzieci itp.

W kolejnym wywiadzie epidemiolog dzieli się sensacyjnymi informacjami na temat rzekomej obecności grafenu w szczepionkach przeciw COVID-19. To oczywiście fake news. Jego historia jest w skrócie taka: doniesienia na temat przeprowadzonego niezgodnie z regułami nauki badania w Hiszpanii zostały przemielone i wyplute przez antyszczepionkowy generator bredni, a następnie ujawnione przez dr. Hałata. Twierdzi on, że „grafen [zawarty w szczepionkach i wstrzyknięty do naszych ciał] może być wzbudzany z zewnątrz”, gdyż „dużo jest informacji, że może być wzbudzany przez stacje nadawcze telefonii komórkowej 5G”, co mogłoby umożliwić „sterowanie naszym zachowaniem”. Dalej pan doktor fantazjuje na temat produkcji superżołnierza czy superczłowieka, o „uzupełnionym składzie genetycznym, wyciętych tych genach, które są niepotrzebne, i zostawianych tych, które są według projektantów potrzebne”. Ostrzega też przed sytuacją, w której „wybrańcy będą dopuszczeni do prokreacji, a cała reszta nie należy do tych wybrańców”, do czego miałyby służyć „preparaty zwane szczepionkami na covid”, zawierające „takie czy inne składniki”. Sugeruje również, że światem rządzą tajemniczy projektanci, natomiast osoby, które „są nam znane z ekranu telewizyjnego”, „powtarzają tylko zadane lekcje”. Dalej możemy się dowiedzieć, że depopulacja już została zaplanowana, co „zostało wyryte w granicie na wielkim pomniku w Georgii”, i „nasza populacja ma [finalnie] wynosić pół miliarda ludzi”. W tym momencie mój bzdurometr wybucha, więc nie dowiaduję się, co dalej stanie się z cywilizacją.

Zabawne? Tak, ale skutki rozpowszechniania tego typu absurdów są tragiczne.

Bzdury z importu

Łamiący serce facebookowy wpis, którego autorem jest lekarz rodzinny Jacek Bujko, zostaje udostępniony setki razy. Opowiada w nim o swoim tacie: „Od kilku miesięcy rozmawiałem z nim o przyjęciu szczepionki przeciw COVID-19. Proponowałem mu zaszczepienie się szczepionką Comirnaty firmy Pfizer, ale jej odmówił. W Stargardzie, w którym mieszkał, otrzymał termin na szczepionkę firmy AstraZeneca, ale miał przed nią obawy. Kilkukrotnie rozmawialiśmy przez telefon na temat jego wątpliwości, ale jako synowi-lekarzowi nie udało mi się ich rozwiać”.

Tata medyka w końcu się nie zaszczepił. Zmarł na covid półtora miesiąca po tym, jak wysłał synowi otrzymanego od znajomych SMS-a o byłym naukowcu Pfizera, niejakim Mike’u Yeadonie, straszącym ludzi „śmiercionośnymi” szczepionkami.

„Nie uwierzył mi jako lekarzowi specjaliście i nie zaufał mi jako synowi”, konkluduje ze smutkiem lekarz. Ile takich historii mogło się wydarzyć? Ile osób zmarło lub cierpi na powikłania po COVID-19, bo zaufało fake newsom?

W Polsce do tej pory w pełni udało się zaszczepić niecałe 40% społeczeństwa. Według czerwcowego badania CBOS najmniej chętnie szczepią się młodzi, najchętniej najstarsi. Wśród osób w wieku 60 lat lub więcej nie zamierza się szczepić 15-16% (w zależności od kategorii), a wśród najmłodszych, w wieku 18-29 lat, aż 39%. Na początku lipca szef KPRM Michał Dworczyk przyznał, że znacząco maleje zainteresowanie rejestracją na szczepienia, w związku z tym niektóre punkty szczepień są już zamykane.

Tymczasem, jak informowało w czerwcu amerykańskie Centrum Kontroli Chorób (CDC), w Stanach Zjednoczonych na 18 tys. pacjentów, którzy w maju zmarli na COVID-19, zaledwie ok. 150 osób miało za sobą komplet szczepień.

Kim w ogóle jest Mike Yeadon? Przedstawia się go najczęściej jako „byłego głównego naukowca Pfizera”, co sugeruje, że jest doskonale zorientowany w temacie szczepionek produkcji tej firmy. Jednak, jak udało się ustalić dziennikarzom portalu Demagog.org.pl, naukowiec od dziewięciu lat nie pracuje już dla farmaceutycznego giganta. Co więcej, nie był jego „głównym naukowcem”, lecz dyrektorem ds. badań alergii i układu oddechowego, co nie ma wiele wspólnego z opracowywaniem szczepionek. Jego doniesienia nie mają żadnych naukowych podstaw.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 31/2021, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Fot. Shutterstock

Wydanie: 31/2021

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy