Trener, którego nie da się sklonować

Trener, którego nie da się sklonować

Który klub piłkarski osiągnie w najbliższym czasie sukces? Ten, w którym pracuje José Mourinho „Nie jestem najlepszym trenerem na świecie, ale nie ma lepszego ode mnie”, tak kiedyś powiedział José Mourinho. Cały on – barwny i pewny siebie. Ktoś powie, że bufon. Ale przecież ma rację. To on sprawił, że pytanie o najlepszego trenera piłkarskiego jest dziś retoryczne. Mówią za niego wyniki. Gdziekolwiek idzie, wygrywa. W zasadzie łatwo dzisiaj przewidzieć, który klub piłkarski w najbliższym czasie będzie osiągał sukcesy. Ten, w którym pracuje Mourinho. Półfinał Euro 2012, mecz Hiszpania-Portugalia, oglądałem z kuzynem, właśnie Portugalczykiem. Gdy jego rodacy odpadali po karnych, powiedział: „Wygralibyśmy ten turniej, gdyby prowadził nas José Mourinho”. Mój kolega, dziś dziennikarz sportowy, jest do tego stopnia zafascynowany tą postacią, że na studiach napisał pracę licencjacką pod wiele mówiącym tytułem: „José Mourinho – homo communicativus XXI w.”. Wiedzieliśmy o nich wszystko Najpierw przeciętna odprawa w klubie polskiej ekstraklasy. Wchodzi trener, pokazuje tablicę, na której rozrysowany jest skład rywala. „Pamiętajcie, na niego musimy uważać, on jest szybki. My natomiast musimy zagrać tak…”, powtarza piłkarzom. Nic wyjątkowego. Zwykłe, ogólne uwagi. To teraz Mourinho. Jego FC Porto gra akurat prestiżowy mecz ligowy z Benficą Lizbona. Mourinho mówi: „Panowie, załóżmy, że strzelamy gola na 1:0, prowadzimy. Wiecie, co wtedy zrobi José Antonio Camacho (trener Benfiki – przyp. red.)? Wprowadzi na boisko Tomislava Šokotę. Zawsze to robi. Musicie być na to przygotowani. Dobrze, a teraz powiem wam, jak będziemy grać, gdyby ktoś z nas przy stanie 1:0 dostał czerwoną kartkę…”. Stara się przewidzieć przyszłość i przygotowuje piłkarzy na różne warianty. Przed meczami, nawet najważniejszymi, zwykle jest wyluzowany. Jak mówią jego współpracownicy – właśnie dlatego, że przygotował się do nich dużo lepiej niż wszyscy koledzy po fachu. W filmie dokumentalnym „José Mourinho – najlepszy trener na świecie” jest scena, gdy Vítor Baía, jego były podopieczny z FC Porto, mówi: „O naszych rywalach wiedzieliśmy wszystko. Choć nie, jednego nie wiedzieliśmy. José nie mówił nam, z kim sypiają”. Inny podopieczny – Paulo Ferreira – wspomina, jak kiedyś Mourinho kazał mu pobiec przy rzucie rożnym w pole karne rywala. Nigdy tego nie robił. Był zaskoczony. „Nie skacz do piłki, stań przy długim słupku”, krzyczał Mourinho. Ferreira to zrobił. I strzelił gola. Był tak zaszokowany, że nie wiedział, jak się z niego cieszyć. Oszust, makiawelista W 2012 r. wyszła po polsku jego biografia „Mourinho, anatomia zwycięzcy”. Książkę, napisaną przez czołowego angielskiego dziennikarza Patricka Barclaya, czyta się trochę jak podręcznik psychologiczny. Barclay, gdy go o to spytałem, opowiedział mi pewną historię. Gdy zbierał materiały do książki, w wolnym czasie chodził na siłownię. Spotkał tam kolegę, powiedział mu, co aktualnie robi. Usłyszał: „Wiesz, mam znajomego psychologa. Ma fioła na punkcie piłki, mógłby ci zafundować pogłębioną analizę osobowości Mourinha”. I rzeczywiście pomoc psychologa była przydatna. A sam Barclay nazywa Portugalczyka makiawelistą. Genialnym oszustem, który kłamie bardziej niż politycy, który opanował to do perfekcji. Kilka miesięcy temu ciekawą rzecz powiedział mi Paweł Zarzeczny. Stwierdził, że dzisiejsze media są do bólu przewidywalne. W telewizji pojawia się Tomasz Terlikowski i wiadomo, co powie. Monika Olejnik – mniej więcej wiadomo, co powie. Albo politycy, taki Janusz Palikot – też wiadomo, co powie. Sztuką jest być w tych realiach człowiekiem nieobliczalnym. W świecie piłki nożnej wygląda to podobnie. Przeciętny trener mówi na konferencji przed meczem, że jego zawodnicy są skoncentrowani i świetnie przygotowani, że zrobią wszystko, by wygrać. A jak wygra, mówi po meczu, że im gratuluje. Że to ich zasługa. Mourinho jest inny. Jego zachowania nie sposób przewidzieć. Rok 2004, Londyn, stadion Stamford Bridge. Chelsea Londyn, w którą wielkie pieniądze zaczyna wpompowywać rosyjski oligarcha Roman Abramowicz, przedstawia nowego szkoleniowca. Mourinho właśnie wskoczył na wysokiego konia. Powinien być nieco speszony. Ale nic z tego. Bierze mikrofon i mówi: „Jestem mistrzem Europy. Nie jestem jednym z wielu. Jestem The Special One”. Wtedy niektórzy wzięli to za bufonadę. Z czasem przekonali się,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 14/2013, 2013

Kategorie: Sport